Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Oto moje opowiadanie:

- LILI!!!! Bierz mi z tąd tego kota!!!!- wrzasnełam. Kot mojej młodszej siostry robił sobie z moich ubrań wycieraczkę.
- Chodź Panie Kocie. Pobawimy się w pokaz mody.- powiedziała moja pięcioletnia siostra. Wzieła na rece tego ochydnego szczura i wyszła z mojego pokoju. Znudzona poszłam do kuchni się napić. Moja druga siostra siedziała przy stole i czytała jakąś książkę.
- Co czytasz?- spytałam.
- "Tajemnicę czerwonego rubinu"- odparła mania, a jej oczy błyszczały. Od niedawna jej oczy błyszczały od czasu do czasu nowym kolorem: nauczyły się tęczowej barwy. Teraz oczy mojej siostry błyszczały siedmioma kolorowymi paskami: zielonym, żółtym, niebieskim, fioletowym, jasnym zielonym, pomarańczowym i czerwonym. Mania nagle wstała, jej oczy zaczeły migotać białym kolorem i pobiegła do swojego pokoju, zostawiając książkę. Znudzona dalej piłam sok, aż tu nagle jak z pod ziemi wyrosła przede mną lili ze swoim kotem. Ten przebrzydły łysy szczur wystawił na mój widok pazury i zasyczał. Lili dała mu karmę i usiadła na miejscu mani.
- Czyja to książka?- spytała.
- Mani.- odparłam, patrząc nieprzytomnie w okno. Miałam właśnie wenę i po omacku zaczełam szukać kartki i długopisa. Kiedy znalazłam potrzebne materiały, spisałam na szybko wersję wiersza i popatrzyłam się na lili. Jej kot rozrywał właśnie książkę mani. Rzuciłam się ratować ją, ale Pan Kot mnie podrapał. Mimo to dalej walczyłam.
- Mam dla ciebie...- usłyszałam głos mani. Kocur szybko ulokował się na kolanach lili, a ja stałam na środku kuchni z porozrywaną książką w dłoniach. Podeszłam do mani i oddałam jej książkę. Mania akurat była w fazie rzucania piorunów.
- To ona! Zaczeła drażnić Pana Kota, a jak on się na nią rzucił, to zasłoniła się twoją książką!- powiedziała lili.
- A co mnie obchodzi Pan Kot? I tak wiem, że to twoja sprawka.- odparła mania.- Chodź fanka. Mam drugą "Tajemnicę Czerwonego Rubinu".- rzekła i ruszyła do swojego pokoju. Wziełam kartkę z wierszem i ruszyłam do siebie. Miałam pokój razem z manią. Gdy tylko zamkneły się za nami drzwi pokoju, przybiłyśmy sobie piątkę.
- O tak!- powiedziałam.
- To dziecko trzeba tępić.- odparła wesoło mania.
- Unikneła by tego, gdyby rodzice jej nie rozpieszczali.
- Zgadzam się.- znowu przybiłyśmy piątki.
- Pewnie teraz siedzi pod drzwiami i podsłuchuje.- powiedziałam chytrze. Do pokoju wparowała lili.
- Wcale, że nie podsłuchuje!- wrzasneła. Ja i mania parsknełyśmy śmiechem.
- Wiesz, że kłamiesz? Zdemaskowałaś się sama!- powiedziała mania, śmiejąc się do rozpuku. Lili rozpłakała się i poszła do swojego pokoju. Wziełam do ręki telefon i wybrałam numer mikusienki.
- Halo?
- CZzść, milusińska-( tak przezywałyśmy mikusienkę)-! Spotkamy się za godzinę na dyskotece z pelą, klaudissą, trampką i kari??
- Oki.- powiedziała i rozłączyła się.
- Mania, przebieraj się! Wychodzimy na dyskotekę!- rzekłam i ruszyłam przekopywać szafę. Po 45 minutach byłyśmy gotowe. Kazałyśmy lili siedzieć w pokoju pod groźbą utopienia Pana Kota i poszłyśmy. W środku już wszyscy na nas czekali. Zaczeła się impreza.
* * *
3 godziny później zadzwonił mój telefon. Odebrałam.
- Halo?
- Fanka, wracajcie! Nigdzie nie ma Pana Kota, rodzice powinni wrócić 2 godziny temu i ktoś zostawił nam list, którego nie umiem przeczytać.- usłyszałam zapłakany głos lili.
- Już idziemy!- powiedziałam i się rozłączyłam. Wziełam torebkę.
- Mania, spadamy.- powiedziałam.
- Co jest?
- Dzwoniła lili. Za chwilę zapewne pod naszym domem zjawi się straż pożarna.
- Znowu coś wysadziła??!!
- Nie, ale zbiera jej się na płacz.
- To lepiej chodźmy.- powiedziała wystraszona mania. Porzegnałyśmy się z dziewczynami i poszłyśmy. W domu zastałyśmy zapłakaną lili trzymającą w ręce list. Były na nim naklejone literki z gazety.
- Jeśli chcecie odzyskać rodziców, przyjcie do jaskini Pomponów. Wiecie gdzie.- przeczytałam i spojrzałam porozumiewawczo na manię. Oczywiście, że wiedziałyśmy. Nasze miasto stało na ogromnym wzgórzu. W zboczach było pełno jaskiń( skąd to wiem? Lili w jednej z nich szukała Pana Kota. On tym czasem spał na dachu. Skończyło się to kilku dniowym poszukiwaniem lili).
- Dobra. Przebierzemy się i ruszamy.- powiedziałam i razem z manią ruszyłyśmy do pokoju. Później spakowałyśmy do plecaka górę kanapek, liny, haki, latarki i butelki z wodą. Zamknełyśmy dom na klucz i wsiadłyśmy na rowery( lili wsiadła do koszyka przymocowanego do roweru mani, a ja pilnowałam plecaka). Pojechałyśmy do mikusienki( mieszkała w najbardziej wysuniętym końcu miasta) i zostawiłyśmy rowery. Stanełyśmy na krańcu wzgórza. Powoli zaczynałysmy schodzić w dół.
- Która to jaskinia?- spytałam.
- Ta za skałą Pokopetsów.- odparła mania, a ja zaczełam się kierować w tamtą strone. Po godzinie dotarłyśmy na miejsce. Z plecaka wyjełam latarki i podałam je moim siostrom. Zapaliłyśmy je i weszłyśmy w głąb jaskini. Było tam ciemno, cicho, brudno i strasznie.
- Fanka, uważaj!- wrzasneła mania, ale było już za późno. Wisiałam nad przepaścią, trzymając się tylko jedną łapą skały. Latarka wyślizneła mi się z drugiej i cicho poleciała w dół. Po kilku sekundach usłyszałyśmy trzask. Mania uklękła i podała mi swoją łapę. Chwyciłam ją kurczowo i próbowałam wydostać się z powrotem na górę. Nagle moja siostra krzykneła:
- Lili, pomóż! Albo fanka poleci w dół razem ze mną, albo sama, bo nie mam już siły!- lili chwyciła ją za bluzkę i z niespotykaną siłą pociągneła manię. W ten sposób "wyjechałam" na górę. Gdy tylko stanełam łapami na twardzym gruncie, mocno uścisnełam moje siostry. Zostały nam tylko dwie latarki, liny, haki, dwie kanapki (lili zgłodniała) itd. Miałyśmy właśnie przechodźcić przez most linowy, gdy lili rzekła:
- Dla bezpieczeństwa perzewiążmy się w pasie liną, a drugi koniec przywiążmy do haka i i przymocujmy po drugiej stronie.- podsuneła.
- Dobry pomysł! W ten sposób będziemy mnieć pewność, że żadna z nas nie wykona swojego ostatniego lotu w przepaść.- pochwaliła mania.
- Ok.- zgodziłam się. Wyciągnełam z plecaka linę i hak. Jeden koniec liny mocno przywiązałam do haka i rzuciłam na drugą stronę mostu. Hak zaczepił się mocno o głaz. Przewiązałyśmy sie liną i powoli zaczełyśmy przechodzić na drugą stronę. Gdy byłysmy w połowie drogi, liny mostu pękły pod naszym ciężarem i poleciałyśmy w dół. Wpadłyśmy do jakiejś groty. Pociągnełam za linę, a hak spadł przed nasze stopy.
- Lili... to był superł pomysł...- jękneła zszokowana mania. Schowałam do plecaka line i hak.
- Mania, gdzie twoja latarka?- spytała nagle lili. Oczy mani zajaśniały żółcią, tak jakby w środku zapaliła jej się jakaś żarówka.
- Pewnie wypadła mi podczas tego szalonego lotu.- wyszeptała. Jej oczy świeciły z taką siłą, że równie dobrze mogła by robić za lampę.
- Spoko, oświetlisz drogę oczami.- pocieszyłam ją.
- Rzeczywiście! Chodźcie, idziemy!- powiedziała, ruszając naprzód. Szłyśmy jakieś pół godziny, gdy nagle lili wrzasneła:
- Mama i tata!- i pędem pobiegła do kąta groty, gdzie siedziały dwie dorosłe pandy.- Chwila! To roboty!- krzykneła.
- CO?????!!!!!!- wrzasnełam równoczśnie z manią.
- No patrzcie!- powiedziała lili i wyrwała "tacie" rękę. W środku były jakieś kabelki.
- No to po co ten cały cyrk?-spytałam po chwili. Moje siostry wzruszyły ramionami.
- Tu Pan Kot. Jeśli lili nie da mi mleka, wasi prawdziwi rodzice zginą!- rozległo się, a zza załomy skalnego wyszedł nie inny, tylko Pan Kot.
- Ten kocur jest szalony!!!!- krzykneła mania.
- Miau.- zamiałczał z wyrzutem kot lili.
- Chodź, Panie Kocie. Zaraz dostaniesz mleko.- rzekła lili i wzieła na ręce tego paskudnego kocura. Po godzinie wyszłyśmy z jaskini i poszłyśmy do mikusienki po nasze rowery. Pojechałyśmy do domu. Już od progu ujrzałyśmy mamę.
- Gdzie wyście były????!!!! - spytała.
- A wy?- odparłam pytaniem na pytanie.
- W sklepie. Dla ciebie jest nowa sukienka i lakier do paznokci, dla mani to samo, dla lili sukienka i buty, a dla Pana Kota- karma.- powiedział tato, wychylając się z kuchni.
- JUPI!!!- wrzasnełyśmy radośnie i pobiegłyśmy oglądać ciuchy. Później usiedliśmy przy stole w kuchni. Opowiedziałyśmy wszystko rodzicom.
- Ten kocur jest rzeczywiście szalony!- skwitował tato, mama ruszyła zaparzyć herbaty, lili bawiła się ze swoim kotem, oczy mani zmieniły się na kolor zielony, a ja uśmiechnełam się w duchu. Myślałam o tym, co nas jeszcze czeka z tym kocurem.

Koniec.

I jak?

Opublikowano

I jak? Moim zdaniem, jak na początek, całkiem nieźle :) Piszesz składnie, płynnie, potrafisz zainteresować, a nawet zaintrygować niedopowiedzeniami. Są potknięcia do poprawy, ale nie takie znowu wielkie. Pisz dalej i wklejaj - chętnie poczytam - Ania

Opublikowano

Ja proszę o pisanie imion z wielkich liter, o korzystanie ze słownika chociaż trochę ;-). Kogo, czego nie ma "długopisu". I wiesz, w takich sprawach jak opowiadania nie znoszę skrótów typu "itd. itp." to w końcu nie podręcznik. Myślę, że masz na siebie pomysł, a opowiadanie jest ciekawe i z treścią. Pisz więcej, bo w końcu jak ktoś mądry powiedział:

" Jedyny sposób by nie umrzeć, to albo zrobić coś, by inni mogli o tobie pisać, albo pisać o innych".

Pokręciłam, ale sens ogólny pozostał :-)

  • 3 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
    • śnię o umarłych nie widząc ich twarzy nigdy nie widziałem   cień pod ścianą stary przyjaciel którego porzuciłem   woła mnie matka ma otwarte ramiona za późno na miłość   jestem jak ona w krainie nieżywych tęsknię za życiem  
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...