Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

A... Antoniemu Borówce Lenin się nie udał, tak przynajmniej utrzymywała większość mieszkańców przygranicznego miasteczka. W pracowni - popularnego w tutejszej knajpie "Starowiejska", rzeźbiarza Antoniego - wióry aż przyjemnie walały się po podłodze.

W niedzielny poranek wczesną wiosną, może to było w 1969r., a może w 70, przyszło do pracowni trzech dygnitarzy z komitetu powiatowego partii. Zaproponowali Borówce, żeby wyrzeźbił im Lenina na pomnik. Ten pomnik... chcieli, żeby stanął przed szkołą. Uroczystość miała umocnić pozycję frakcji partyzantów, co to w partyzantce nie byli, ale trzeba przyznać fantazję mieli. Lenina przed szkołą nie miał nikt w całej okolicy a może i dalej, nawet na Słowacji.

Antoni zleceniem się ucieszył, od zeszłej zimy niczego większego nie rzeźbił. Ucieszyło go też, bo w gronie partyjnych był kierownik szkoły Kazimierz, który o szkołę dbał, a w "Staromiejskiej"przysiadał się z dwoma setkami do samotnego Borówki i długo zawsze rozmawiali i to nie o byle, czym, tylko o sztuce. Kierownik Kazimierz był komunistą ideowym, szczerze wierzył w walkę klasową, a sprawy załatwiał, z kim trzeba przy wódce. Drzewa kierownik Kazimierz sadził z uczniami, a do łopat zagonił też niechętną partii inteligencję. W parku szkolnym drzewa były młode, jak młoda władza, która korzeniami wrastała w rzeczywistość. W tym parku brakowało jednak jakiegoś akcentu rewolucyjnego, a łysy Lenin między drzewami wydawał się jak najbardziej na miejscu.

Tej samej niedzieli, ale grubo po południu, do pracowni Antoniego przyszedł ksiądz proboszcz Eugeniusz. Kiedy wchodził do pracowni, Antoni zabierał się za przygotowanie szkiców do rzeźby Lenina. Antoni poczuł się, jakby go proboszcz przyłapał na grzesznym uczynku. Ksiądz przesunął szkice na bok i rozłożył na stole pomiętą stronę z włoskiej gazety. Na stole Antoniego obok Lenina ukazał się Jezus oddany w ręce Maryi. Rzeźba miała być z drewna lipowego. Bo taka rzeźba to nie kłoda do lamusa, tylko poświęcona, miała stanąć w bocznej nawie kościoła, najpierw jako część grobu pańskiego, a potem jako ołtarz. - Zrobić taką rzeźbę, żeby wyrażała życie, cierpienie i śmierć, odkupienie za winy i wiarę w zmartwychwstanie, to nie takie łatwe, to nie takie łatwe - powtarzał pod nosem Antoni. - Bo taką rzeźbę w kościele potem adorują wierni, pochylają się nad poranionymi dłońmi Jezusa i całują je. A kobiety, niekiedy gładząc drżącymi dłońmi poranioną głowę, ze szlochem odchodzą przeniknięte bólem po utracie syna tego narodzonego i nienarodzonego.

W poniedziałek w jednym rogu pracowni Antoni ustawił kłodę drewna lipowego na rzeźbę Jezusa, a w drugim worek z gipsem na formę pod odlew na pomnik Lenina. Na środku stanął Antoni z butelką wódki między Panem i Poganem. Spoglądał to w jedną, to w drugą stronę. Po jednej widział już postać łysego inteligenta, co zgotował ludowi raj na ziemi, a po drugiej przegranego Jezusa, zdjętego z krzyża, co zeznał Piłatowi, że jego królestwo nie jest z tego świata.

Podrażniony swoimi rozterkami, Antoni trzasnął drzwiami pracowni i przemknął do knajpy "Staromiejska". Tu już przed wtorkiem wiedli żywot handlarze koni, najlepsi z najlepszych typów spod ciemnej gwiazdy. Do nich chętnie przysiadła się jedyna w mieście lekkich obyczajów Irena. Jeśli uznała, że któryś z nich może być narzeczonym na jeden wieczór, to tak było. Do Ireny wielu miało szacunek. Kiedy matka dwojga małych dzieci uciekła za granicę i zostawiła je bez żadnej opieki, Irena się nimi zajęła. Zanim ksiądz proboszcz zdążył pomyśleć, co z tym zrobić i zanim urzędnicy wyprodukowali skierowania do domu dziecka, Irena dzieci ubierała i karmiła. Młodszego Bartosza sadzała na wózku, a starszą Wiolettę brała za rękę i paradowała tak z nimi po rynku. A dzieci, trzeba przyznać, były zadbane, umyte i nawet jakby zadowolone. Wszyscy ukradkiem spoglądali zza firanek, co ona z tymi dziećmi wyprawia, ale nikt się nie kwapił, żeby je przygarnąć. W końcu, gdy machina urzędowa zadziałała a dzieci trafiły pod właściwszą opiekę, Irena znów zaczęła udzielać się towarzysko. Handlarze Antoniego nie lubili, bo to taki śmieszny artycha. Nie czując się na siłach Antoni wrócił do pracowni, a tu nic tylko to samo, po jednej Jezus, a po drugiej Lenin.

Od środy Antoni zabrał się za rzeźbę Jezusa, przepijając, co chwila mocną herbatą z więziennego blaszanego czajnika. Zaparzona wedle więziennego przepisu, z najgorszej herbat "madras", skondensowana lura dodawała ostrości niebiańskiego widzenia. Antoniemu objawił się Jezus w rynsztunku rekruta i tak go przedstawił. Wysoko ostrzyżony, w mundurze polowym bez butów. Twarzy matki nie było widać, tylko zarys welonu, trzymała już nie młodego syna na kolanach. Jezus - rekrut miał przestrzelony bok i przekłute ręce, bo tak miało być, przypominał proboszcz Eugeniusz: - Zgodnie z tradycją.

Późno wieczorem w piątek, do pracowni Antoniego przyjechał proboszcz Eugeniusz, żeby obejrzeć rzeźbę. Był jak najgorszych przeczuć, widział już pijanego Antoniego z Leninem. Kiedy proboszcz wszedł do pracowni, Ujrzał Jezusa - rekruta i zapłakał. Antoni siedział na krześle w rogu i patrzył.

W niedzielę Antoni zamówił trzy taksówki pod swoją pracownię. Do pierwszego auta wrzucił kapelusz, do drugiego płaszcz, a w trzeciej usiadł on, artysta doceniony po latach przez proboszcza Eugeniusza. Kawalkada ruszyła w południe i niedługo zajechała do Krynicy pod hotel. Antoni urzędował przez tydzień czy dwa. A kiedy przepił wszystkie pieniądze, wsiadł w jednym bucie do pociągu osobowego i przykolebał do domu.

W pustej pracowni w kącie leżał worek gipsu na Lenina, a w drugim Antoni na nieludzkim kacu. W poniedziałek zabrał się za Lenina. Próbował lepić popiersie wodza, ale mu nie szło. Twarz bardziej przypominała to Żeromskiego, to Dzierżyńskiego. A że obiecał kierownikowi Kazimierzowi, że Lenin będzie jak ulał, poprawiał mu to nos, to brodę.

Kiedy uznał, że nic lepszego nie uda mu się zrobić, poszedł po kierownika Kazimierza, żeby koledzy z partyzantki ocenili. Wtedy zapadła decyzja, aby popiersie ustawić w komitecie powiatowym, żeby inni towarzysze mogli obejrzeć i się wypowiedzieć. Choć twarz Lenina była kosmata, wszyscy chwalili, bez wyjątku, a pod nosem dodawali - co za paskudztwo.

Popiersie Lenina nigdy nie stanęło prze szkołą. Kierownik Kazimierz odszedł ze szkoły ze względu na zły stan zdrowia. Antoni Borówka już nigdy nie wyrzeźbił takiego Jezusa - rekruta, jak dla proboszcza Eugeniusza. Czasami przesiadując w knajpie "Staromiejska"kiwając się nad pustym kieliszkiem gadał już tylko do siebie. - A dusza moja smutna, aż do skończenia świata, aż do skończenia .

Opublikowano

Tak, jest kilka małych usterek, niepotrzebnych powtórzeń, niezbyt zręcznych przejść między zdaniami. Ale ja znów mam wrażenie, ze to jedynie szkic, wprawka do czegoś większego, więc "po drodze" jest jeszcze okazja żeby to powyczyszczać. Bardzo bym chciała kiedyś to "większe" przeczytać. Pozdrawiam - Ania

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cenię komentarze rozbudowane, dające możliwość powtórnego spojrzenia na tekst.
Cenię pokazanie Autorowi niedoskonałości, bowiem nikt tak, jak dobry prozaik, nie jest w stanie wychwycić różnego rodzaju usterek.

Oczywiście - "Staromiejska".

Dziękuję za poczytanie z humorem:))

Przyjaźnie, Leo.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witaj Aniu, niezawodna jak zawsze.

Tak, dojrzałam usterki, nie wiem czy dojrzałam do czegoś większego, raczej nie piszę tasiemcowych tekstów.
Może po ogarnięciu spraw rodzinnych, przymierzę się do rozbudowania na bazie tych, co już są.

Dziękuję za czytanie, wskazanie usterek, i chęć powrotu.

Serdeczności, Leo.
Opublikowano

Zwrócę uwagę na postać Antoniego - jest bardzo ciekawa. Podoba mi się ten obraz: artysta, lekkoduch, utalentowany, ale tak jakby mało ambitny. W taki sposób przedstawił się w mojej głowie.
A także określenie, że coś może się korzeniami wrastać w rzeczywistość. Interesujący akapit związany z przyszłym wyglądem i przeznaczeniem rzeźby Jezusa.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Witam Beatko:)

Tak. Antoni niewątpliwie ciekawa postać. Czy ambitny? Każdy może mieć swoją wizję.
Rzeźbę Jezusa - rekruta, można podziwiać w jednym z krynickich świątyń.

Dziękuję za czytanie... ciekawy komentarz.

Pozdrawiam - Leo.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Cenię komentarze rozbudowane, dające możliwość powtórnego spojrzenia na tekst.
Cenię pokazanie Autorowi niedoskonałości, bowiem nikt tak, jak dobry prozaik, nie jest w stanie wychwycić różnego rodzaju usterek.

Oczywiście - "Staromiejska".

Dziękuję za poczytanie z humorem:))

Przyjaźnie, Leo.



Cieszę się, że moje komentarze zachęcają Cię do powtórnego spojrzenia na własny tekst. Że pozwalają wychwycić jakieś małe usterki czy zwykłe przeoczenia. Przykładem choćby „Staromiejska”.

Dziękujesz „za poczytanie z humorem”. A ja dziękuję za opowiadanie pełne humoru, pomimo że w powszechnej opinii okres realnego socjalizmu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych był czasem dość ponurym. I tak się zwykle go przedstawia.

Przyjaźnie,
Wald.

... zachęcają, pozwalają, tylko życie nie pozwala na ...
Dziękuję pięknie... Serdecznie, Leo.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • 1.0

      jestem miastem którego nie zbudowano wczoraj

      ale jeszcze nie stało się miastem widmem

       

      pamiętam jeszcze dawne nazwy ulic

      wiecznie głodne ikarusy i liście

      i światła rozcinające szarość

      jak kartki książki -  kupowało się

      bo rzucili

       

      okna bloków nadal ktoś myje od wewnątrz

      znajomy nieznajomy

      narzeka czasem na ból kręgosłupa

       

      moich ulic świt już nie obmywa

      zapachem kawy

      ale do wieczora zostało jeszcze kilka godzin

      i na chwilę się przejaśniło

       

      2.0

      przez starówkę chciałabym chodzić

      zawsze z zamkniętymi oczami

      i tylko dotykiem albo zapachem

      rozpoznawać znajome znaki

       

      restauracyjny ogródek

      zapełniony tak mniej więcej w połowie

      ostatniego gościa bardzo się boję

       

      na szałwii w donicy

      niektóre kwiaty w pąkach

      inne w pełnym rozkwicie

      a są i takie, które zaczęły otrzepywać się

      z suchych płatków

       

      jeden ze stolików

      obsiadła gromadka wróbli

      skaczą po pustych talerzykach

      wydziobują okruchy szarlotki po tych

      którzy już zapłacili rachunek

      i wyszli

       

      3.0

      jestem miastem podobnym

      do wielu innych

       

      lubię patrzeć na ludzi

      jak na fotografie z młodzieńczych podróży

       

      wchodzą

      wychodzą

      idą

      wracają

      pamiętają

      zapominają

      gubią

      odnajdują

      spokój

      niepokój

      pokój z tobą

      powtarza wieża kościelna

       

      galerie handlowe wsysają tłum jak plankton

      trzaskają drzwi sieciowych knajp

      nie nadążam z liczeniem wahnięć i rozbłysków

       

      w tej dreptaninie podekscytowani przechodnie

      wiją swoje gniazda

      na których mój wzrok się zatrzymuje

      a potem sprowadza deszcz

      albo bicie dzwonu

       

      zielsko wyrasta ze spękań w miejskich murach

      jeśli chcesz nadaj mu moje imię

      również takie jakie chcesz

       

      bliżej mi do wagabundy

      niż do tubylca

      nawet jeśli teraz jedynie słowa wsadzam

      do cyfrowych samolotów

      i posyłam w świat

       

      4.0

      moje odbicie czasem możesz zobaczyć

      w akwarium sklepowej witryny

      gdy latarnia oświetli ją w odpowiedni sposób

       

      czasem lipa na przystanku tramwajowym

      położy ci pod nogi mój cień

      cudownie pomnożony przez podmuchy wiatru

      dogasający zapach przemknie przez głowę

      na tyle mocny że poczujesz

      na tyle lekki że nawet nie zarejestrujesz go

      w świadomości

       

      o szarej godzinie za bramkami metra

      spotkasz mnie wśród wielu moich sobowtórów

      prawdziwych lub zmyślonych

      żywych lub martwych

      tylko że oni tam

      a ja już z powrotem

       

      a jeśli podniesiesz z chodnika pięciozłotówkę

      i zaczniesz się zastanawiać - kto zgubił

      to na pewno będę ja

       

      5.0

      miasto jest moim

      signifiant

       

      ale sens sięga dalej

      niż zajezdnie

      peryferie

      zaplecza

       

      rozjeżdża się w nie wiadomo jakich kierunkach

      kopci w zaułkach sumienia

      nawołuje z bilbordów promocją na

      carpe diem lub memento mori

       

      ciężko mi dzisiaj

      nie mogę dojść do ładu

      z plątaniną ulic

      zbiegających się we mnie

      w bolesny węzeł

      raz po raz

       

      pory roku

      wytrzepane z mojej kieszeni

      są takie bezdomne

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • 1.0 jestem miastem którego nie zbudowano wczoraj ale jeszcze nie stało się miastem widmem   pamiętam jeszcze dawne nazwy ulic wiecznie głodne ikarusy i liście i światła rozcinające szarość jak kartki książki -  kupowało się bo rzucili   okna bloków nadal ktoś myje od wewnątrz znajomy nieznajomy narzeka czasem na ból kręgosłupa   moich ulic świt już nie obmywa zapachem kawy ale do wieczora zostało jeszcze kilka godzin i na chwilę się przejaśniło   2.0 przez starówkę chciałabym chodzić zawsze z zamkniętymi oczami i tylko dotykiem albo zapachem rozpoznawać znajome znaki   restauracyjny ogródek zapełniony tak mniej więcej w połowie ostatniego gościa bardzo się boję   na szałwii w donicy niektóre kwiaty w pąkach inne w pełnym rozkwicie a są i takie, które zaczęły otrzepywać się z suchych płatków   jeden ze stolików obsiadła gromadka wróbli skaczą po pustych talerzykach wydziobują okruchy szarlotki po tych którzy już zapłacili rachunek i wyszli   3.0 jestem miastem podobnym do wielu innych   lubię patrzeć na ludzi jak na fotografie z młodzieńczych podróży   wchodzą wychodzą idą wracają pamiętają zapominają gubią odnajdują spokój niepokój pokój z tobą powtarza wieża kościelna   galerie handlowe wsysają tłum jak plankton trzaskają drzwi sieciowych knajp nie nadążam z liczeniem wahnięć i rozbłysków   w tej dreptaninie podekscytowani przechodnie wiją swoje gniazda na których mój wzrok się zatrzymuje a potem sprowadza deszcz albo bicie dzwonu   zielsko wyrasta ze spękań w miejskich murach jeśli chcesz nadaj mu moje imię również takie jakie chcesz   bliżej mi do wagabundy niż do tubylca nawet jeśli teraz jedynie słowa wsadzam do cyfrowych samolotów i posyłam w świat   4.0 moje odbicie czasem możesz zobaczyć w akwarium sklepowej witryny gdy latarnia oświetli ją w odpowiedni sposób   czasem lipa na przystanku tramwajowym położy ci pod nogi mój cień cudownie pomnożony przez podmuchy wiatru dogasający zapach przemknie przez głowę na tyle mocny że poczujesz na tyle lekki że nawet nie zarejestrujesz go w świadomości   o szarej godzinie za bramkami metra spotkasz mnie wśród wielu moich sobowtórów prawdziwych lub zmyślonych żywych lub martwych tylko że oni tam a ja już z powrotem   a jeśli podniesiesz z chodnika pięciozłotówkę i zaczniesz się zastanawiać - kto zgubił to na pewno będę ja   5.0 miasto jest moim signifiant   ale sens sięga dalej niż zajezdnie peryferie zaplecza   rozjeżdża się w nie wiadomo jakich kierunkach kopci w zaułkach sumienia nawołuje z bilbordów promocją na carpe diem lub memento mori   ciężko mi dzisiaj nie mogę dojść do ładu z plątaniną ulic zbiegających się we mnie w bolesny węzeł raz po raz   pory roku wytrzepane z mojej kieszeni są takie bezdomne
    • @vioara stelelor 

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      To prawda, ale są sytuacje w których  nie wolno nam się  kłócić w imię wyższego dobra.  Pozdrawiam  :) Pogmatwało to  bardzo  delikatnie powiedziane. Miłego dnia Alu :)  
    • Opuścić własny umysł, pozostawić własne ciało. Poza stanem milczącego czekania. Poza światem, ludźmi i ich poradami. Nie potrzebuję porad, mój osobisty tragizm polega na tym że wiem co każdy mi powie. Sam to sobie mówię. Mimo to nie potrafię wyrwać się ze stanu przyjemnego zatracenia.
    • @hollow man Dusza? a ja to sobie dziś sprowadzę do teorii znaku. Zniszczyć sens a potem go odtworzyć. Zbawić się nie da, bo język nie zbawia, on tylko porządkuje, scala to, co bezdomne z tym, co się pomyślało.   (jeżeli dziś bredzę bez sensu, to dlatego, że nie zmrużyłam oka przez całą noc)
    • @vioara stelelor fajnie, że to zauwazyłaś. Rzeczywiście świetnie pasuje! To pewnie intuicja mi takie literówki podpowiada...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...