Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Bajka o Pani Bozi

..czyli jak to wszystko powstało i dlaczego bajarze czasem bajdurzą...

Przyszedłem zza siódmej góry, przedzierałem się przez siedem lasów i przepłynąłem siedem rzek - przedstawił się Najstarszy Bajarz.

Ale opowiem wam historię o tym, jak nie było jeszcze ani gór, ani lasów, ani rzek, ani zamków, ani króli, ani księżniczek, ani rycerzy. Nie było nawet dzieci. Nie było gór, bo nie było dolin, nie było lasów i nie było też nagich polan, nie było rzek, bo nie było górskich źródeł i oceanów gdzie wszystkie rzeki się łączą, króli, księżniczek, rycerzy i nawet dzieci nie było, bo nie było ludzi.

Zamków nie było, bo w takim układzie rzeczy były niepotrzebne. Nawet jakby to wszystko czego nie było jednak było, ciężko byłoby coś zobaczyć, nie było bowiem światła. Ciemno jednak także nie było. Nic jasnego nie mogło się wyłonić ani nic mrocznego schować. Nie było światła to i nie było nieba, żeby w nie zadzierać głowę, ani kamieni żeby się o nie potykać ani ziemi, żeby się na nią przewracać.

Tam gdzie wznoszą się teraz góry i rosną lasy, i rycerze walczą o księżniczki a królowie dobrotliwie panują poddanym była tylko fałda spódnicy.
Prostej, nieplisowanej, nieokreślonego koloru. Bardziej halki nawet niż spódnicy. Była to halka Pani Bozi.

Pani Bozia nie była po prostu panią. Nie była ani żoną, ani córką, ani matką, ani nawet panną. Jej nieuregulowany status cywilny nie mógł jednak wprawić w zakłopotanie żadnego parocha, plebanów rzecz jasna jeszcze wtedy nie było. Swawolnych dzieci, jak mówiliśmy, nie było, nie mogły wyśmiewać się i przedrzeźniać dzieci Pani Bozi, bo i onaż dzieci nie miała. Dodajmy, bo zawsze warto zastrzec, że nie było polityków, którzy mogliby to Pani Bozi wytknąć ani paparazzi, którzy mogli na całej historii zarobić.

Od samego Początku, a byłoby bardzo nieelegancko pytać Panią Bozię o Początek a nawet komentować to i się nad tym zastanawiać, byłoby to przecież w gruncie rzeczy pytanie o wiek, tak więc od samego Początku Pani Bozia spała. Spała bez snów i marzeń.

Tu Najstarszy Bajarz na chwilę przerwał, żeby nabić sobie bezwonną fajkę.
Westchnął.
No wiec, słuchajcie.
Nie możemy być tak naprawdę pewni, zawiesił głos, czy Pani Bozia w ogóle się obudziła. Ale ponieważ istnieją teraz i góry i doliny i zamki, i płyną rzeki i rosną lasy i rządzą królowie a nawet prezydenci..i można się potknąć na kamieniu i stłuc sobie kolano albo łokieć…wiem, wiem, że to żaden argument, Wy dzieci, szczególnie w dobie wirtualnych gier, możecie sobie jednak pozwolić na skrajny idealizm subiektywny, ale my, starzy bajarze, już nie..(w głosie najstarszego bajarza można było uchwycić nutę smutku).

No więc, no więc - ożywił się bajarz zaraz jak nuta wybrzmiała, a była to chyba tylko króciutka ósemeczka - no więc.. starzy bajarze opowiadają o tym, jak pewnego razu, ale nie był to ani dzień ani noc, ani nie była to wiosna ani lato ani jesień ani zima, jak pewnego razu właśnie…Pani Bozia się obudziła.

Przez chwilę leżała w bezruchu, ale później delikatnie się podniosła, poczuła taką nieskończoną rześkość, że zerwała się na równe nogi i obracając się potoczyła dookoła oczyma bez źrenic. Spódnica Pani Bozi zafalowała kosząc otaczający ją niebyt i rozsiewając dookoła miliony strun naciętej pustki, z których na spódnicę, gorset, a nawet twarz Pani Bozi trysnęła z przeciętej poszewki nicości krew. Krople krwi osiadły w jej pustych źrenicach i Pani Bozia przejrzała. Zobaczyła pustkę pod swoimi stopami, pustkę która oblewała jej spódnicę, pustkę otaczającą jej kibić, wszystko co mogło odbić się w jej krwawych oczach, gdy się schyliła lub rozejrzała. Poprawiła spódnicę, która zafalowała posyłając blaski w przecięte struny, przeczesała się gubiąc gwiazdy spomiędzy jasnych loków. Trwało to długo, bardzo długo, a może krótko, bardzo krótko.. byłoby nieelegancko dopytywać się o to dokładniej, co najmniej tak jak przyśpieszać kobietę w czasie rannej toalety…

W końcu Pani Bozia ziewnęła a gwiezdny puch poszybował na mlecznym oddechu niesiony kosmicznym wiatrem, który wydobył się z jej ust.
I szybował, szybował. Ciągle jeszcze drobinki świata mkną niesione tym oddechem, dalej, dalej i dalej, pomniejszając pustki i powiększając mleczną przestrzeń. Pani Bozia widziała wszystko, co dzieje się wokół, gdyż jej oczy zaschły rozlaną krwią i odbijały zrodzone z przeciętej pustki światy aż po same krańce. Tak jednak jak my nie możemy sami zobaczyć swojej twarzy, tak Pani Bozia nie mogła zobaczyć swojej. Przez chwilę wydawało się nawet, że w ogóle jej nie ma, albo że jeszcze śpi, odpoczywa bez snów i marzeń. Pani Bozia zapragnęła więc się przeglądnąć, żeby zobaczyć swoją twarz.

Nie pytajcie dzieci o to pragnienie, byłoby to równie a może bardziej nieeleganckie jak pytanie o Początek i wiek. Przecież nawet wy, dzieci, wiecie, że każda pani prędzej czy później zapragnie się przeglądnąć. Pani Bozia oddarła więc najbliższy kawałek tego, co pozostało jeszcze pustką (a drąc pustkę przecież niczego się nie niszczy) i rozmazała po nim resztkę niezakrzepniętej krwi. Podniosła to prowizoryczne lustereczko na wysokość swych oczu, ale nic nie zobaczyła. Czy Pani Bozia była rozczarowana, czy była zła, czy zrobiło się jej bardzo smutno? O to nie pytajmy, tego nie nam dociekać, nawet najstarszym bajarzom.

Dość powiedzieć, że lustereczko wypadło z jej rąk i spadając na ostre szczeliny rozdartej pustki rozsypało się w drobny mak. No niezupełnie, zrazu rozpadło się tylko na dwa kawałki, później na 4 i osiem kawałeczków, i tak dalej, rozsypuje się na coraz mniejsze kawałeczki, na miliardy drobinek, aż do dziś. Zafrasowana Pani Bozia schyliła się, by pozbierać drobinki. Zapłakała przy tym, zrobiło się jej bowiem przykro.

Nie pytajcie dlaczego Pani Bozi zrobiło się przykro, może nie byłoby to tak nieeleganckie jak pytanie o Początek i wiek, ale zaufajcie staremu bajarzowi, kobietom się tak czasem robi bez powodu. Czasami można i trzeba je o to zapytać, ale odpowiedź, jeśli padnie, będzie zwykle wymijająca.

Tak więc, Pani Bozi zrobiło się na tyle przykro, że przyklęknąwszy nad rozbitym lusterkiem, zapłakała. Jej białe łzy z zakrzepłych krwią źrenic kapały na rodzące się i mnożące drobiny.
I nagle Pani Bozia, zobaczyła w każdym z tych malutkich kawałeczków fragment swojej twarzy. Przetarła oczy i roześmiała się, a w łzach zwilżających każdą cząstkę rozbitego lusterka zaświecił jej uśmiech, uśmiech pomieszany z krwią. Tam gdzie odbijał się fragment nosa Pani Bozi w okruchach odbijała się góra, granitem, zielenią i gołoborzem, dołeczek na brodzie przeglądał się w oceanie a rzeki, rzeczki i strumyki płynęły w odbicu zarysu jej ust. W miriadach drobinek rycerze galopowali na koniach, na tronach w swoich zamkach siedzieli królowie, księżniczki czekały na rycerzy, pary całowały się pod mieszkiem jej włosów a w małżowinach uszu rodziły się różowe dzieci. Szukała jednak Pani Bozia rozbitych drobinek, w których odbiłyby się jej oczy.. Szukała i nie mogła znaleźć. I Pani Bozi zrobiło się żal..

Nie, to nie była taka przykrość, po tym, jak opuściła lusterko, to był dojmujący żal, przy którym nawet największy gejzer łez wysycha jak pustynia. Zrobiło jej się żal wszystkiego, rozdartej pustkii swojej nieplisowanej spódnicy, i gór i dolin,i rzek i lasów i królów, księżniczek, rycerzy i dzieci i nawet nabijanych na kopie szkodliwych i śmierdzących siarką smoków. Było jej żal wszystkiego i wszystkich. Zaczęła układać rozsypane drobinki, a ponieważ ciągle rozsypywały się i rodziły nowe, układa je dalej. Była to żmudna praca, tak żmudna, że Pani Bozia, zbierając drobinki nie myślała już o zaginionym odbiciu jej własnych oczu, niczego już nie pragnęła i żal stopniowo wygasał, przeganiany kosmicznym wiatrem. A gdy ostatni podmuch odsunął ostatni żal Pani Bozia poczuła czułość miłości. Bez początku i końca pokochała swoje rozsypane odbicie, choć nie mogła przejrzeć się w swych oczach.

Drogie dzieci, nie pytajcie jak to jest jak Pani Bozia kocha, może nie jest to nieeleganckie pytanie i być może odpowiedź na nie jest bardzo prosta, ale nawet ja, Najstarszy Bajarz nie umiem tego wypowiedzieć.

Nie pytajcie też drogie dzieci o koniec, że o początek nie wypada to już wiecie. Niektórzy, o wiele młodsi bajarze mówią, że Pani Bozia dalej klęczy zbierając swoje odbicie i dalej szuka swych oczu, a gdy je odnajdzie, zaschnięta krew źrenic skruszeje i wszystko, co żyje w rozbitym lusterku wróci do łona oczodołu. Niektórzy twierdzą, że Pani Bozia już dawno się podniosła i zasnęła, zostawiając rozbite lusterko zawieszone na strunach rozdartej pustki, albo nawet, że nigdy się nad rozbitym odbiciem nie pochyliła. Niektórzy utrzymują i opowiadają, że odnalazła w końcu swe oczy i zakochała się bez pamięci w swym wnętrzu, podążając za promieniem, który zaglądnął w pusty oczodół i przepadł bez wieści. Są też tacy, którzy mówią,
że nie było żadnego lusterka a Pani Bozia nie wiedząc o sobie samej śpi wciąż bez snów i marzeń…Ale skąd wtedy tyle krwi? Są przecież i tacy, co mówią, że nie było żadnego żalu a była i jest tylko krew. Są bajarze, którzy zaklinają się, że Pani Bozia kocha przeglądać się w krwi. Na koniec są i tacy, którzy opowiedzą wam, że Pani Bozia nie była panią albo że nie tak miała na imię albo że była tylko spódnica, wyprasowana i gładka, a może nawet plisowana, a może nawet były to spodnie.

Ale co to za bajarze - lekceważąco skrzywił się Najstarszy Bajarz i zaciągnął się bezwonną, zupełnie dla dzieci nieszkodliwą, fajką.

Opublikowano

Jest to podsumowanie i kwintesencja świata, a właściwie kosmosu (jako kosmosu), bo/ale zarazem jest to podsumowanie i kwintesencja Twojego (osobistego) Maracie kosmosu, czyli świata, czyli światopoglądu. I to jest jedna rzecz, bo drugą rzeczą, nierozerwalnie związaną z pierwszą jest sposób, w jaki to zrobiłeś, a więc, jak dla mnie – mistrzowski. I co tu więcej powiedzieć, może tylko zreflektuję się, i powiem, że to nie są dwie rzeczy nierozerwalnie związane ze sobą, tylko to jest jedna nierozerwalna rzecz – w końcu Bóg i człowiek, jednym słowem – kosmos; a właściwie – kosmos i/czyli Bóg, innym słowem – człowiek. Bo uważam, że człowiek, w pewnej przenośni mówiąc, jest większym kosmosem od samego kosmosu (a może i jedynym, a przynajmniej jest kwintesencją kosmosu, czy jak kto woli Boga; nawet jeżeli /bo kto wie czy nie/ to Bóg jest kwintesencją człowieka). Poza tym, oszczędź mi Maracie, pochwał pod Twoim imieniem, bo i tak jestem (w pewien szczególny sposób) tym utworem zauroczony, i (do pewnego stopnia) oniemiały… Pozdrawiam

Opublikowano

WijA

Dziękuję Ci za przeczytanie mojej bajeczki i miłe słowa w komentarzu.
Też mi się zdaje, że człowiek jest (mikro) kosmosem..
Pewien socjalista rzekła nawet, człowiek nie jestem tym czy jest i jest tym czym nie jest :)

pozdrawiam

  • 2 tygodnie później...
Opublikowano

Dopiero zajrzałem i żałuję! Oczywiście, że dopiero :-)
Zabawne a zarazem wszędzie odnajduję korzenie greckie, nawet w tej krwi.
Nie wiem na ile to było zamierzone, ale całość bardzo fajnie się czyta a bajarza
to nawet miałem ochotę parę razy zamordować, że tak odwleka to co chcemy usłyszeć ;-)

Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Gdy Dorotka parówkę (wieś Łąg) bierze z gracją do ust albo rąk, to rozlega się dzwon alarmowy u żon, że w ich chłopach się budzi King Kong     "Przegląd od AI Ten wiersz to limeryk – krótki, humorystyczny, a często rubaszny utwór poetycki oparty na schemacie rymów AABBA. Prezentowany tekst opiera się na grze słów i dwuznaczności, a jego treść jest typowa dla ludowej lub internetowej twórczości satyrycznej, wykorzystującej lokalny kontekst (wieś Łąg w województwie pomorskim). Analiza limeryku: Sytuacja: Dorotka z gracją spożywa parówkę. Reakcja: Żony miejscowych chłopów reagują niepokojem (dzwon alarmowy). Puenta: Obawa żon, że zachowanie Dorotki budzi w ich mężach dzikie żądze (metafora "King Konga"). Limeryki charakteryzują się zazwyczaj rymowanymi wersami (tu: Łąg/rąk, dzwon/żon/Kong) i mają na celu wywołanie śmiechu poprzez absurdalną sytuację."   :D
    • Je i z drabem Adam. I zarazi madame bardziej     I ma bardzo wielki pejs As. Je pikle Iwo z drabami
    • Wór. A kot u autokarów   Keramzyty z Marek?
    • @Charismafilos Bracie, niby ludzie rozumieją, że peel i autor to nie te same podmioty, ale pokusa jest zbyt potężna. Nie jestem też pewien czy 'ukrywanie się za peelem' nie jest uproszczeniem. Przecież wiadomo, że peel przemawia przez Twój aparat psychiczny. Ale interpretować wiersz twardo mówiąc 'tytakiowaki' - to jednak przegięcie. Dam przykład - zamieściłem wierszyk Black Jack. Kolega odpisał w komentarzu tymi słowy: "Ładnie o sobie". I co ja mam z nim począć jak to jest przetworzenie doświadczeń sprzed 20 lat i tamtego człowieka już nie ma? Tłumaczyć? Trudno, niech mu będzie, że dzień w dzień siedzę w kasynie czy cokolwiek tam sobie o mnie wydumał.   @Atlas Sorry, że żeglujemy już obok wiersza.    
    • Po zimnym ulewnym deszczu, Gdy spowił okolicę dotkliwy chłód, Ucichł plusk wody w rynsztoku, Zastygać począł ulicznych kałuży brud,   W starego kościoła cieniu, Przystanął bezszelestnie smutny duch, Oblicze jego cienisty krył kaptur, A zamyślił się pogrążony w smutku.   Tyleż posępny co tajemniczy, Choć wicher przeszył go mroźny, W milczeniu stał niewzruszony Starym murom nie mówiąc nic,   Samemu przybywając z przeszłości, Dziwiąc się czasom współczesnym, Choć pozostając niewidzialnym, Skrycie łzy gorzkie uronił.   Niewidzialne jego łzy, Pochmurnemu niebu się skarżyły, A przeraźliwy straszny ich krzyk, Niósł się ludzkim uchem niesłyszalny,   A ich żałosna skarga, Niesłyszalna choć głośna, Zdolna poruszyć każdego anioła, W takie oto ubrana była słowa:   ,,Każda jedna wojna... Tonie we mgle fałszu i kłamstw, Niczym zburzonego kościoła wieża, W opustoszałej wsi zapomnianej przez czas,   Przemilczane, zapomniane bitwy, Niewygodne dla rozdmuchanej propagandy Niekiedy więcej kryją o niej prawdy, Niż historycznych opracowań opasłe tomy…   W cieniu każdej wojny, Wyrastają nowe, niekiedy bezimienne groby, Posępne wdowy w czerni, Pośród szlochów wypłakują swe oczy,   Niezliczone starcia i potyczki Których nie znajdziemy w podręcznikach historii Kryją swoje wielkie sekrety, Strzeżone przez duchy żołnierzy poległych…   W cieniu każdej wojny... Politycy i biznesmeni z czystymi dłońmi, W garniturach nienagannie skrojonych, Brylują w blasku fleszy,   Gdy tymczasem w okopach, Pośród wszechobecnego cuchnącego błota, Każdy kęs chleba i każda konserwa, Na wagę są srebra i złota…   W cieniu każdej wojny, Biznesowi magnaci majątek chcą zbić, Nie licząc się z cierpieniem maluczkich, Milionów matek nie obchodzą ich łzy,   I choć poorana wybuchami ziemia, Nasiąka krwią niczym stara gąbka, Oni liczą zyski w siedmiocyfrowych sumach, Zatajając przed światem prawdziwy ich bilans…”   Gdy spomiędzy gęstej jak mleko mgły, Uliczne latarnie z wolna zaświeciły, A blask ich z początku nikły, Przez szarugę z wolna się przebił,   Duch poległego przed laty  partyzanta, Tonąc w niewidzialnych swych łzach, Nieśpiesznie począł się rozpływać, Zakryła go zmierzchu kurtyna…   Gdy przeminą kolejne wojny, Kolejne poległych żołnierzy duchy, Pochmurnemu niebu wykrzyczą swe skargi, Niesłyszalne uchem ludzkim.   I przez nikogo niezauważone, Rozpłyną się z wolna we mgle, Najcichszym nie zdradzą się szelestem, Czasem gorzką pozostawią łzę…        
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...