Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czy to jest wiersz osobisty, czy o kimś, z kim nie wiążą Cię więzy krwi, to jednak nic się nie dzieje bez przyczyny, to znaczy, że jest jakiś powód, że piszesz o takich rzeczach. Ale o kim i o czym by to nie było, to jednak widocznie, i przez to, co Ty, czy nie Ty przechodzisz, trzeba przejść, nie ma rady, czyli nie ma innego, przynajmniej rozsądnego wyjścia. I muszę powiedzieć, że wiersz jest nawet zgrabny, ale czy to teraz jest ważne dla Ciebie. Bo ważniejsze, a może i przełomowe dla Ciebie sprawy dzieją się teraz, ale w Twoim osobistym życiu; ale nawet jeżeli dzieje się coś nie po Twojej myśli, to w takich sytuacjach zawsze mówię, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Pozdrawiam

Opublikowano

Po prostu oglądalam ładny cyrk,
ale nie odbierałam go ładnie tylko symbolicznie,
ale...to wynika z czegoś innego
Nie wiem z czego
Nie chcę być jakims remedium z tęsknoty
i nie chcę miec tyle obrazów z powodu tęsknoty,
która jest uzasadniona i nieuzasadniona

ps.potrzebuje pomocy, ale nie żeby ktos mnie oceniał
i robił doświadczenia na mnie, tylko pomógł
się poskładać i nieuważano mnie za nienormalną

Opublikowano

Fly Elika:Także zauważyłem, jakieś "cyrki"w tym wierszu.
Takie u Ciebie wyobraźnia maluje obrazy w jakimś chaosie.
Która jest jakby odzwierciedlenie, jakieś osobistej krzywdy, lub strasznego przeżycia.
A Ty to wszystko przelewasz na papier. Jakbyś chciała sobie tym ulżyć
Ale się tym, tak nie przejmuj. Uśmiechnij się na przekór temu złemu.

Pozdr. b;

J.S

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Nie jest to łatwe Leokadio, dobrze że zaglądnęłaś,
i dziękuję za radę. Własne oczekiwania zależą od zrozumienia
przez innych własnych błędów, przyznania się do nich,
i dążenia do mądrego kompromisu. Inaczej nie można oczekiwać
ani też nie chce się oczekiwać żadnych zmian, jeśli inni
tego nie potrafią lub też nie chcą tego zrozumieć.

Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...