Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Tekst lustrzany nr 2 przegląda się w wierszu Stanisława Barańczaka „PŁYNĄC NA SUTTON ISLAND”.


Oto on (proszę wybaczyć małe przekłamanie wersyfikacji, tu bardzo ważnej - oryginał - na papierze i gdzie indziej w sieci) :


PŁYNĄC NA SUTTON ISLAND

Jak co roku, wydaje mi się niemożliwe,
żeby czas mnie przekręcił
naprawdę przez maszynkę dwunastu miesięcy,
odkąd tu byłem ostatnio. Na szkliwie
zatoki wzrok nie naciął na pamiątkę karbu,
a jednak Northeast Harbor
trwa w jeżących się jachtach i jarzących szybach
zaparkowanych wozów. Łopot, sól, igliwie -
bez zmian. Więc albo byłem tu wciąż, albo
jakiś miejscowy rybak
dorabia sobie tym, że specjalnie na nasz
przyjazd, w przeddzień, pociąga każdy dach i maszt
świeżą olejną farbą,

albo sęk w tym, że coraz szybciej się starzeję.
Tak, pewnie w tym - po prostu -
jak sęk w desce siwego od słońca pomostu,
przy którym stoi ten sam jacht "MARZENIE"
co przed rokiem. Poznaję inne łodzie; każda
"GRACJA", "PIĘKNOŚĆ" czy "GWIAZDA"
wypina zeszłoroczną rufę - na mnie? ku mnie? -
nie, nie z pogardą, raczej chcąc zrobić wrażenie
szykiem nowego bocianiego gniazda.
(Znów wspominam rysunek
z "New Yorkera": jegomość, przechylony ufnie
przez reling, precyzyjnie maluje na rufie
"Mój pierwszy jach" [UWAGA TECHNICZNA: to powinno być do góry nogami]. Żelazna
konsekwencja kotwicy pamięci, co roku
wznoszącej się znajomą
rdzą żartu, na złość lśniącym mosiądzom i chromom,
z demokratycznie słonego półmroku
wód zatoki!) Dopływa właśnie do przystani
z kilkoma turystami
znajomy tramwaj wodny, łódź KRÓLOWA MÓRZ,
wbrew nazwie bliższa raczej typowi uroku,
jaki roztacza brzuchaty i stary
bosman, od dawna już
widziany tylko w knajpach w swojej koszulce w paski.
Wrzucając, jak co roku, bagaże na płaski
dach kutra, korzystamy

może więcej z pomocy dwóch młodych drągali
z obsługi, ale wszystko
inne jest, jakie było: nie zdążyły wyschnąć
na drewnie ławki ślady tamtej fali
(pamiętasz, jak rok temu zbryzgała nas pianą?);
tę samą nakrapianą
parę dalmatyńczyków wprowadza na pokład
(lub jest przez nie wciągana) podobna do Ali
McGraw starszawa brunetka; z tą samą
mocą uderza mokra
bryza i to, że wszyscy się mylą: że można
samą siłą kochania, jak wyspę wśród morza,
uchować coś przed zmianą.



Wiersz ten uważam za arcydzieło „złamanej” formy dopełnione genialną dwuznacznością ostatnich wersów (po dwukropku; zresztą ten dwukropek jest trochę wieloznaczny; choć jako doppelpunkt, sugerować (mi) może ocalenie w prawdziwie podwójnym, w prawdziwej relacji (jak to mówiono: nie idź ani przede mną ani za mną, idź obok mnie; jak to opowiadali chasydzi: imię Boga wtedy powstaje, gdy feralny przecinek przypominający „jod” nie stoi ani pod ani nad ale obok itd.).



Oczywiście tekst poniższy jest skrajnie niedoskonały. Oczywiście w ogóle nie jest wierszem. A ja, broń Boże, nie jestem poetą. Wiersz powinien być poprawiany, cyzelowany. Tymczasem założenie tekstów lustrzanych jest odwrotne. Odbijają – ale w chwili. Nie ma tu żadnego staffowskiego uporu woła.

Jest refleks – rzecz raczej lekka – bo świetlana. Albo może śmietlana (śmiatło*).

*śmiatło – ciemne światło; kto to wymyślił, bo nie pamiętam? Jakiś polski pisarz s-f..Dukaj?

"Patrz bystro w jutro,
Lecz nie prorokuj,
Zostaw to znachorom.
Tak trudno oddać to, co jest.
Piszę wiersze powoli,
Pracuję ciężko jak wół.
Jestem cierpliwy
Jak kropla deszczu z okapu.
Czas ma zawsze czas.
I świat jest stary jak świat.
Nie stworzysz nic nowego
Poszukując nowości.”

/L. Staff/

Po drugie – zmienia się wtedy często koncepty, i z doskonale zaplanowanego lustra – powstaje krzywe lustro. To nie tak źle – krzywe lustro coś uwydatnia.



A teraz tekst lustrzany nr 2.

„SPACERUJĄC PO LWOWIE”



Jak zwykle wracam tam, gdzie grzebię byłą myśl

Tak żywą, jak ta, ledwie widoczna już blizna.

Bywa, że sił nie starcza, lecz tą samą trasą,

wlokę się, znacząc kaszlem, teraz częstszym,

przęsła mostu nad Styksem.


Lecz – może – dlatego, że mieszkam – na Wschodzie.

I nie ma płacy dla służb miejskich, co odnawiają

schody i barierki.

We Lwowie już nie sprzedają cielęcej czerwieni

prosto z bruku, nie będą łamać kości

kamieni na starówce, lecz ściana płaczu krzyczy świeża farbą!


Graffiti!


Nie pamiętam jakiej długości fala barwy bryzga przeszłość.

W kieszeni, miast bedeckera - Baudelaire:

„Prędzej się jeszcze miasto zmienia niż serce człowieka”.

Sumienia pytam – czy to Ty jeszcze, czy może ktoś na żarty

powleka moje oczy co rok – nową farbą?


„Tu upiłem się z Nią” [uwaga techniczna: to ma być do góry nogami]

Mój ostatni raz i Jej pierwszy.

Neon – napis zapala się i gaśnie, błyszczą lampki

i bledną, pomiędzy wrażeniem, myślą, pojęciem i słowem.

Na pewno oślepia mnie bardziej ta ciemność,

gdy gasną. Tak schnie światło, a śmiatło smieje się

paszczą i gryzie koroną zęba, który chce przeciąć nić,

zdążyć przed Parką.


Nic nie jest takie jak – bywało.

Nawet ten starszy pan, co zawsze rozpoczynał partię

szachów debiutem Fischera, dziś na Prospekcie Swobody

wybrał inny wariant. A kiedyś – pamiętam..


Jak mogą mylić się wszyscy?

A może wcale to nie jest kwestia pomyłki,

wyboru raczej, by stamtąd,

skąd przyszli ocalić grudkę

soli, ten smak na języku.


Przykuć do niego kowadło i to jego brzmienie:

- Jesteś

- Byłeś

- Jesteś

- Będziesz

- Jesteś. Wykuł.


A Ona się śmieje z podkową w przełyku.


Na szczęście.

Opublikowano

1. Sugeruje Pan, że wiersz Barańczaka nie jest wierszem?

2. Odbicia są w formie i w meritum.
Meritum wydawało mi się - jest proste do odczytania.
Najkrócej mówiąc chodzi o wieczną miłość (faustowskie zatrzymanie czasu) poprzez świadomy wysiłek woli,
ale tego się na da tłumaczyć kawa na ławę, bo po tą są metafory,
bo w metaforach można przedstawić tajemnicę która się prostym słowom wymyka..

pozdrawiam

Opublikowano

Chyba chodzi Ci raczej o lustro fenickie?

Posługuję się tym, co wydaje mi się stosowne..
Ale dziękuję za uwagę.

Trochę co do teorii luster..

Rzeczy, ludzkie oblicze odbijają się w lustrze.

Zachowanie symetrii zwierciadlanej nazywamy naukowo zachowaniem parzystości. Do stycznia 1957 nie znano żadnych zjawisk fizycznych łamiących regułę symetrii zwierciadlanej – piszą Piotr Wojciechowski i Roman Gancarz.

Dodają: świat Alicji po drugiej stronie lustra nawet gdyby mógł istnieć, w zwykłym lustrze nie byłby “idealnym” odbiciem naszego świata, zbudowany byłby bowiem z takich samych neutrin i antyneutrin. Elektrony krążyłyby w tą samą stronę. Zatem prawa w naszym świecie i w lustrze nie byłyby takie same. W celu stworzenia świata będącego idealnym “odbiciem” naszego świata, musielibyśmy zatem połączyć nasze zwierciadło z wehikułem czasu i pozmieniać wszystkie ładunki na przeciwne.

Mniejsza o chemię i fizykę. W świecie społecznym dochodzą: wartości.

Świat po drugiej stronie lustra to może być coś więcej niż tylko symetryczne przeciwstawienie.

Rozpatrzmy:

1) zobaczyć się w lustrze

2) znaleźć się tam, gdzie zjawia się nasze lustrzane odbicie

3) znaleźć się poza lustrem – po drugiej stronie lustra – tam gdzie mógłby przystanąć ktoś, kto przeglądając się w nim – jako odbicie widziałby nasz świat – i nas.

--

A sam wiersz, abstrahując od teorii lustra, do Ciebie jakoś trafia?
A Barańczak?

pozdrawiam

Opublikowano

Tak, jak mówię, może za dużo tej teorii, ale sam sobie jestem winny, skoro jakąś tu teorię jednak serwuję, może powinienem wkleić sam tekst i tyle, nawet nie wskazując do czego nawiązuje.
Pewnie Nike by za to nie dali, ale ..:)

Rozpatrzmy lustro fenickie:
1) widzę swoje odbicie jeśli jestem w jasnym pomieszczeniu
2) Ci z drugiej strony widzą mnie jeśli są w ciemnym.

Czy jesteś teraz w ciemnym czy jasnym pomieszczeniu (traktujmy to metaforycznie..) ?

:-)

Choć w sumie, podejrzanym jestem zawsze ja sam..
Spróbuj zidentyfikować choć kilka wersów :)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1. nazwisko nie czyni wiersza
2. nie chce się czytać, odpycha te pańskie meritum - może to dobre dla jakiś naukowych sfer czy sfor, ale jeśli zamknie się poezję w taki krąg i rozwiesi jak mokre rozciągnięte majtki na sznurku to słońce odpada od schnięcia
3. nie rozumiem takiej kiloautostrady labiryntu - albo konkret albo sister basen i plum
MN

Oh, wiadomo, że nie czyni. Ja uważam, że to genialny wiersz.
Pan może mieć inne zdanie.
Poza tym nie rozumiem za bardzo co Pan pisze.
Ja, mimo wtrętów jakoś tam teoretycznych staram się pisać w miarę zrozumiale,
ale mam problem z identyfikacją jakiegokolwiek sensu w tym co pisze Pan w komentarzach

Konkret to poezja dla Pana?
Racja, ale przez konkret - do Absolutu, prawda?
A gdzie tu wg Pana nie ma konkretu?


pozdrawiam


P.S.

Mógłbym się ewentualnie silić na skojarzenia na siłę do Pana komentarzy, ale po co.
Albo się ma coś do powiedzenia albo nie bardzo
Opublikowano

Trochę mnie rozbijasz swoimi wywodami o wierszu lustrzanym. Z natury jestem mało naukowa i przeczytawszy z przyjemnością Barańczaka, skupiam się na Twoim Lwowie. Mam uczucie, że to miasto, a nie wiersz kolegi Stanisława jest dla Ciebie lustrem.
Piszesz
Oczywiście tekst poniższy jest skrajnie niedoskonały. Oczywiście w ogóle nie jest wierszem. A ja, broń Boże, nie jestem poetą

A jednak, 'Spacerując po Lwowie' to wiersz, w dodatku dobry. Przeszkadza mi w nim tylko ten wers, w pogrubionej części

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


W tych trzech słowach o jedno za dużo.

Bardzo dobre zakończenie i w ogóle napisałeś fajny kawałek 'tego czegoś'.
pozdrawiam
Opublikowano

Płynąc na Sutton jest lustrem o tyle, że moją ideą fix jest refleksja nad przemijaniem i miłością, która, no właśnie, albo od przemijania ocala albo sama przemija.

Co do fali barwy i bryzgania to się zgadzam. Coś mi tam zgrzyta.

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Oh, wiadomo, że nie czyni. Ja uważam, że to genialny wiersz.
Pan może mieć inne zdanie.
Poza tym nie rozumiem za bardzo co Pan pisze.
Ja, mimo wtrętów jakoś tam teoretycznych staram się pisać w miarę zrozumiale,
ale mam problem z identyfikacją jakiegokolwiek sensu w tym co pisze Pan w komentarzach

Konkret to poezja dla Pana?
Racja, ale przez konkret - do Absolutu, prawda?
A gdzie tu wg Pana nie ma konkretu?


pozdrawiam


P.S.

Mógłbym się ewentualnie silić na skojarzenia na siłę do Pana komentarzy, ale po co.
Albo się ma coś do powiedzenia albo nie bardzo

1. tak, tekst Barańczaka nie jest wierszem, jest nadymanym rozwodem, nieokrzesanym wątkiem prozatorskim
2. jeśli chce Pan powiedzieć, że kaszle - cóż Pana rzecz, interesuje mnie konkret a nie rozciągana smycz
3. absolut? a może ukształtowanie?
MN


Ad.3. Nie rozumiem. Dla mnie konkret zawsze jest odbiciem idei. Tzn czegoś transcendentalnego, czegoś co się wymyka, czegoś co człowieka przekracza, czegoś co tkwi na końcu języka ale jest niedopowiedziane, czegoś co przewyższa, Tajemnicy, pomiędzy zwierzem a Aniołem. Bogiem. Poezja to konkret który odwołuje się do absolutu tak wg mnie rozumianego.

Ad.2. Nie rozumiem.

Ad. 1. Z ciekawością poznam pana (jak rozumiem bardzo formalne) rozumienie tego czym jest wiersz.
Taki Witkacy uważał np że powieść absolutnie nie jest sztuką, sztuką może być np. teatr.
Byłbym zobowiązany gdyby napisał pan precyzyjnie jakie warunki musi spełnić tekst by był wierszem

Proszę tez podać jakieś przykłady, a je ze swojej strony podam od razu przykłady z pytaniem czy to wg Pana wiersze:

np. poemat Trzech króli Eliota - wiersz czy nie wiersz?
np. Trakat teologiczny Miłosza - wiersz czy nie wiersz
np. Moskwa - Pietuszki Jerofiejewa - wiersz czy nie wiersz :DD?
np. Malarme - wiersze czy nie wiersze?

Niech zgadnę, dla pana typowy wiersz to: Mickiewicz, Leśmian, Wojaczek (nie jestem pewien), Bursa (przewrotnie - też nie jestem pewien),

Czy wg Pana kluczem jest najeżenie metaforą i niebanalnym zestawieniem, epitetem itd.,
plus ożywcze zestawienia myśli, które mają wywołać efekt zgrabnego przedstawienia różnego paradoksu itp?

pozdrawiam
Opublikowano

Ciekawy ten wiersz, kręciłam się koło niego
byłam w Czerniowcach, jako mała dziewczynka,
choć myślałam, że jestem we Lwowie, znaczyło to dla mnie coś,
więc może sobie ubzdurałam, bo nie wiem gdzie byłam, mojej
przybranej babci i dziadka nie ma już na świecie, a rodzice nie wiem czy byli,
pamiętam ciemne korytarze w jakimś hotelu
i tramwaj albo trolejbus zjeżdżający w dół ulicy,

A tak mi się... to może dziecinne tylko częste przypomnienie z brakiem odpowiedzi,
i skojarzenie z podróżą na wakacje

pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



1. Nadajemy na innych falach. Teraz widzę to jasno.
Dla mnie wszelka sztuka jest w perspektywie Boga. Co nie znaczy, że ma być zaangażowana po stronie jakiejś wiary czy religii!!!

Człowiek zawsze pozostaje w perspektywie Boga. Sztuka jest próbą zbliżenia się do tajemnicy.
Boga - należy rozumieć szeroko: to "absolut" który jest ponad to, co w człowieku czysto zwierzęce, najkrócej mówiąc.
Największe umysły od zarania dziejów widzą człowieka jako rozpiętego pomiędzy doczesnością a wiecznością, zwierzęciem właśnie a czymś, jednak, duchowym.

Jeśli teraz chce mnie Pan zaatakować z pozycji np marksizmu, biologii czy psychologii ewolucyjnej, socjobiologii (Wilson et consortes) a nawet humanistycznego ateizmu (Dawkins) mówię od razu: nie ze mną te numery. Znam to. Poważam i cenię socjobiologię.
Ale każdy w miarę jako tako rozgarnięty i wrażliwy psycholog - ateista powtórzy za mną: człowiek to synteza. Boga - można zastąpić: aspiracjami, wzorcem perfekcji, dążeniem do samorozwoju. Ale pozostanie Tajemnica człowieczeństwa w perspektywie właśnie iDEI - Absolutu. I pan chce mi wmówić, że to nie jest główne zadanie poezji?
Wolne żarty!

Pana przywołanie krzyża itd i tego rodzaju analogie są wyjątkowo niesmaczne.
Bieżące wydarzenia quasi - polityczne nie mają nic wspólne z absolutem.
Jeśli Pana to fascynuje proszę iść tam albo napisać wiersz (o, może to dla Pana był wiesz)
jak pan Rymkiewicz o Panu Jarosławie..


2. Kaszel: a jak Pan myśli, po co ten kaszel tam wystąpił?
Bo akurat kaszlałem jak pisałem ;)?

3. A jakie konkrety Pan ma na myśli.
Bo z nas dwóch konkretnie to piszę w komentarzach tylko ja, a Pan od konkretów tylko ucieka.

4. A niby czemu? Podałem kilka przykładów.
Mogę Panu nawet całą bibliotekę Borgesa. Ale skoro te 4 za dużo..to przepraszam.
Zapewne w domu ma Pan na półce 4 książki - nie chciałem zagrażać temu zbiorowi. Przepraszam.
A Pan mi poda jakiś przykład konkretny, wysłowi się Pan konkretnie?

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



W Czerniowcach byłem tylko przejazdem w drodze do Rumunii.
Zaniedbane dalej bardzo. Piękny uniwersytet.

Zdradzę Pani, że choć we Lwowie byłem wielokrotnie, Lwów został użyty w wierszu
nie poprzez wspomnienia ze Lwowa. Pisałem bardziej abstrakcyjnie, a po prostu Lwów
mi tam pasował..do pewnego obrazowania :)

pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



W Czerniowcach byłem tylko przejazdem w drodze do Rumunii.
Zaniedbane dalej bardzo. Piękny uniwersytet.

Zdradzę Pani, że choć we Lwowie byłem wielokrotnie, Lwów został użyty w wierszu
nie poprzez wspomnienia ze Lwowa. Pisałem bardziej abstrakcyjnie, a po prostu Lwów
mi tam pasował..do pewnego obrazowania :)


pozdrawiam

Jest tam /zdaje się/ Grand Hotel i jeździ trolejbus?
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



We Lwowie? Czy w Czerniowcach?

We Lwowie oczywiście Grand Hotel www.ghgroup.com.ua

Ale w hotelu George (Kiepura śpiewał z balkonu) teraz przystępne ceny.
Oczywiście najtaniej u Polaków na kwaterach, także na rynku i w pobliżu, choć
od kilku lat ceny stale rosną (noclegu).

Tramwaje jeżdzą (cena za bilet była ok 15 groszy polskich), trolejbusy też są, bardzo dużo marszrutek (busy).

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Berenika97

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • Popatrzył w okół siebie. Cztery ściany pokoju, zadymionego pomieszczenia z pożółkłymi firanami, za kurtyną zasłon, ciężkich, nietransparentych, zasuniętych przez cały czas by oddzielić go od dnia ze swoimi promieniami słońca, by nie okazywać mu nocnego nieba pełnego gwiazd, z tym całym ziemskim satelitą, który znów kojarzy się ze słońcem. Słońcem na które nie zasługiwał, ze swoją życiodajną mocą, z umiejętnością nadawania barw, koloru światu, który winien być szarym i zadymionym miejscem. Miejscem jak ten pokój. Poszarzałe ściany, dym pod sufitem, przez który ledwo przebijało się światło żarówki zawieszonej bez żadnego żyrandola, bez jakiegokolwiek abażura, dekoracja zbędna jako wyraz pożądania, chęci nadania piękna. Piękna, którego nie cierpiał bo nie rozumiał czemu miałby nadawać estetyki tam gdzie nie zasługuje się na przedmioty warte podziwiania. Zawiesił się wzrokiem w pustce, gdzieś za ścianą było coś co powinien dostrzec a czego nie dane mu było zobaczyć. Gdyby się zamyślił w tym momencie to pewnie odkopał by jakieś swoje wady ukrywane jak w labiryncie w skrzyniach, których klucze powyrzucał. Ale to było tępe spojrzenie. Mówią, że jak nie możesz oderwać tak wzroku to wpatrujesz się w zagubioną duszę. Ducha osoby, która nie dotarła do zaświatów i włóczy się po ziemi głodna bo nie może się nakarmić, zziębnięta bo nie może się ogrzać. Daleko mu było do rozmyślania w tym momencie. Bezmyślnie więc sięgnął do leżącej na stole przy którym siedział paczki tanich papierosów. Pomietę opakowanie z ostatnim już szlugiem, po wyciągnięciu go poleciało w róg pokoju gdzie stał śmietnik. Nietrafiony rzut, którym się nie przejął, na ziemi i tak stały i leżały puste butelki, zaschnięte talerze, klejące się szklanki i wiele zapisanych niechlujnym pismem a pogniecionych kartek i kurz, kłęby kurzu tu i gdzieniegdzie.  Rozejrzał się za zapalniczką. Na stole jej nie było. na szafce pod ścianą nie leżała. Więc automatycznie sięgnął do kieszeni marynarki zawieszonej na krześle na którym przesiadywał. Nie ma tam zapalniczki stwierdza i rezygnuje z poszukiwań wiedząc że w zabałqanionych szufladach komody znajdzie paczkę zapałek.  Wstał ociężale i musi się przytrzymać krzesła bo nim kiwnęło. Komoda i jej szuflady skrywają kolejny bałagan, powciskane ubrania, dokumenty ułożone bez ładu i składu, listy nigdy nie otwarte z urzędowymi pieczątkami, i zeszyty zapisane niechlujnym pismem. Gdzieś tam są zapałki trzeba się przekopać co trwa chwilę i jest irytujące dla głodnego dymu tytoniowego palacza. Potrwało to chwilę ale wśród burdelu upchanego w otchłaniach mebla znajduje pudełko z zapałkami. Potrzasnietę zdradza, że niewiele w nim zapałek a paski do odpalania po bokach sugerują już zużycie ponad miarę. Kłopot polega na tym, że trzęsące ręce mają trudność w utrzymaniu płomienia. Ale udaje się za pierwszym razem. Wraca na swoje krzesło i strzepuje popiół po pierwszym, przeciągniętym z zachłannością machu do popielniczki. I wtedy zauważa coś. Coś co przestaje mu od tej chwili pasować. Obrus na stole. To zbędna ozdoba.  Choć nikt tego obrusu nie nazwałaby ozdobą. Pożółkły, pełen plam, dziur przypalonych papierosami i rozszarpanych pociętym szkłem czy to ze zbitych kieliszków czy z roztrzaskanych butelek po tanich wysokpolrocentowtch alkoholach.  Ten obrus był niegdyś biały. Jeszcze w czasach gdy ściany miały ciepły kolor gdy zasłony porozsuwane wpuszczały światło dnia do mieszkania i pozwalały by podziwiać czy choćby dostrzegać świat na zewnątrz.  Przypomniał sobie jak ten obrus pierwszy raz zasilił ten stół. Wtedy, z nią razem rozciągnęli go by spożyć wspólnie posiłek.  Z nią. Wtedy. Ona. Kim była i dlaczego tak się zmieniło jego życie jak ten obrus. Z bieli do kawałka zabrudzonej szmaty, pełnej dziur.  Nie ma nadziei są papierosy, alkohol i wstręt do siebie. Za to jak potraktował obrus.  Wściekł się i szybkim ruchem zrywa go ze stołu ciskając za siebie w miejsce gdzie nie będzie mu przypominał swoim widokiem do czego doprowadził swoje życie.  Wypalił papierosa i schylił się po zrzuconą w napadzie furii wraz z obrusem popielniczce by ugasić kiepa. Nie przejął się rozsypanymi niedopałkami i popiołem na ziemi. Postawił na nagim stole szklane naczynie i wcisnął w nie zgniatając filtr. Papieros zgasł i przyszła refleksja. Znów musiał wstać i znów ociężałe wstał, chwiejnie ale ustał i podniósł obrus.  Niech leży,  niech mu przypomina jaki jest wstrętny.  Po chwili wyrwał kartkę z zeszytu i ołówkiem skreślił na niej pare słów niechlujnym pismem.  Wszystko chuj pomyślał i zgniata zapisany kawałek papieru by rzucić nim w stronę kosza oczywiście nie trafia ale ta kolejna kartka nie zmienia wnętrza zabrudzonego, pełnego śmieci.  Trzeba będzie iść po papierosy, trzeba będzie kupić butelkę wódki lub whiskey z najniższej półki albo na promocji.  Wyjść i przejść to wyprawa wśród ludzi. Ludzi, którzy go mijają bez wiedzy o pogardzie jaka mu się należy. Sprzedawca w sklepie pozdrawia go słowem jak dobry wieczór co go mierzi. Bo to nie dobry wieczór gdy jest się nim.  ‘Co za mruk' - myśli sprzedawca za ladą gdy jego pozdrowienie pozostaje bez odpowiedzi.  Tą litrową pokazuje palcem na butelkę wódki i wymienia nazwę swoich tanich mocnych papierosów bez słowa proszę prosi o dwie paczki.  Okno nieotwarte nie wpuszcza świeżości powietrza co sprawia że w pomieszczeniu panuje bezruch z dymem zawieszonym niczym gęsta deszczowa szara chmura pod sufitem. Kieliszek nie pamięta by był myty od niepamiętnych czasów ale nie przeszkadza to by wlać w niego trunek, szybko łyknąć bez grymasu i uzupełnić po raz drugi by jak.najszybciej i jak najmocniej uderzył w myśli.  Bierze zeszyt i wyrywa z niego kartkę.  Zakładając mu przez ramię można przeczytać co pisze  Myśli nieczyste Brudny kieliszek Dym z papierosów wypełnia ciszę  Macha głową i zgniata zapisany papier by cisnąć nim za siebie.  Dwa kolejne kieliszki i papieros.  Wyrwana kartka i ołówek zapisuje: Pod kolorami skrywa się szarość  Stworzona z czerni i bieli  Wypływa na powierzchnię Kartka ląduje zgnieciona na podłodze  Dni mijają ale on nie mija gdy już sam się pominął. 
    • Zapraszam do posłuchania piosenki:   Melodia jesieni cicha, spokojna W powietrzu ostatnie lata podrygi Zakochani i ich miłość dostojna Ze światem rozmawia na migi   Uśmiech - błyszczą korale białe Lśnią oczy – wesołe, figlarne Jej dłonie delikatne i małe Jego włosy krótkie i czarne   Szemrzą liście, wiatr strąca niektóre Spadają świdrem, jak myśli kołują Do ziemi lgną żółte i bure Zakochanym do ciszy wtórują   Opadają lekkie, beztrosko wesołe Głowę pogłaszczą, przytulą do skóry Policzki, aż po uszy czerwone Niebem płyną dwie białe chmury   Dziecko rączkę wyciąga z orzechem Kitka wiewiórki jak wąż się wije Stuk dzięcioła rozbija się echem Jesień dojrzewa, lato wciąż żyje
    • (polecam przeczytać słuchając "House featuring John Cale"- Charli XCX)   Przez metalowe kraty w oknie nie przenika światło. Na wpół wypalone świece stanowią jego jedyne źródło. Siedząc na zimnych kamiennych płytach, Podtrzymuję głowę dłonią a serce drugą.   Łzy osuszyły się na mojej skórze. Pozostały z nich jedynie brudne ślady. Nawet płacz, mój jedyny przyjaciel, Odwrócił się ode mnie.   Co jakiś czas wraca do mnie fala nadziei. Wstaję, nie czuję ran od rozbitego szkła na stopach I próbuję zniszczyć pręty własnymi rękoma. Rzucam się z pięściami i rozbijam kości.   Wtedy pojawiają się oni. Czarne postacie bez twarzy, obwódka w ciemności. Ciągną mnie za barki, ręce, nogi, włosy, Próbuję im uciec, ale są silniejsi ode mnie.   Śmieję się histerycznie, słychać tylko ból. Gdy wychodzą, krzyczę z całej siły, Aż braknie mi tchu w piersi, Aż uciszą mnie ponownie.   Nawet Bóg mnie opuścił. Zostawił mnie samą, W walce z demonami mojej głowy I z tymi, znajdującymi są wokół mnie.   Jak mogę myśleć o Bogu, Jeżeli moje myśli są poplątanymi nićmi, I zajmują ostatnie wolne miejsca w mej pamięci? Ich już nie da się rozplątać.   Tak mijają dni, tygodnie, miesiące, Miesiące przechodzą w lata. Jak wygląda tamten świat, który znałam? Nie pamiętam... nawet już za nim nie tęsknię.   Zapomniano o mnie.  Ja również zapomniałam o tym, Kim byłam wcześniej. Mój mózg wypływa mi z uszu.   Postawiłam mur wokół siebie, Żeby przetrwać i nie umrzeć za życia. Ale on cofa się i przygniata mnie Coraz bardziej, żeby mnie zabić.   Wszystko już dawno straciło swoją wartość. I wolność, I miłość, I szacunek.   @nieznajoma1907 Ten wiersz opowiada o Joannie Szalonej, królowej Hiszpanii, która żyła kilkadziesiąt lat w zamknięciu ze względu na swój stan psychiczny i domniemaną niezdolność do spełniania obowiązków królewskich. Zamknięto biedną dziewczynę w zamku Tordesillas, gdzie jej stan mógł tylko się pogorszyć. Do dziś nie wiadomo czy faktycznie Joannę aż tak nękały problemy natury psychicznej, czy czasami nie była to wymówka, żeby odebrać jej koronę. Jest postacią tragiczną, o której nie mówi się wystarczająco. Jako osoba, która zmagała się z chorobą psychiczną, jej historia wyjątkowo mnie poruszyła. Jedno jest pewne- w tej historii była ofiarą. 
    • @Waldemar_Talar_Talar Bardzo ładnie napisane:-) Pozdrawiam cieplutko

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

       
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...