Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Aniu, skoro tak Ci się podoba, to nie upieram się przy swoim, ale muszę napisać, że - chociaż nie liczyłam sylab i nigdy tego nie robię - rytm łamie mi się w tym wersie, o którym pisałam w ostatnim poście. Jest o dwie sylaby za krótki (w pierwszej strofie bliźniacze wersy mają po 15 sylab, jak wykazałaś, ten zaś nagle ma tylko 13).
Natomiast ostatni wers wiersza regularnego, zawierający puentę, ma prawo być nagle krótszy, czym potęguje zamierzone wrażenie, pogłębia ostatnią myśl. Jest to często używany zabieg poetycki, który nie razi, bo ma swój cel dla wyrażenia treści.
Tyle ode mnie. Ale każdy ma prawo do swoich wrażeń i koncepcji.
Buziaki.
Oxy.

Opublikowano

Oxyvio: Dzięki śliczne. Ja ze zboczenia zawodowego - zawsze liczę długość wersów. I wtedy, kiedy czytam cudze numeryczne i kiedy piszę własne. Dzięki, i jasne. Zawsze możemy się różnić. Dzięki śliczne, Para:)

Opublikowano

Pracuję w tym samym zawodzie, co Ty. :) Ale nie liczę sylab, tylko czytam wiersze rytmicznie, mocno akcentując, jakbym śpiewała - to wystarczy, żeby wyłapać, czy są regularne, czy niezupełnie i gdzie szwankuje rytm.
Pewnie, że możemy się różnić. Ale mówię o zasadach poetyki, jakie są przyjęte w wierszach regularnych: jedna zwrotka nie powinna różnić się budową od innych, druga nie powinna być inna niż pierwsza (chyba, że ma to wyraźne uzasadnienie dla treści). Natomiast może się różnić ostatni wers - dla podkreślenia puenty. Takie są zasady. :)
Pozdrówka raz jeszcze.

  • 1 rok później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...