Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Krystian miał 17 lat, kiedy zachorował na tajemniczą chorobę oczu, coś jak zapalenie spojówek, tyle że zwielokrotnione, na którą nie wystarczały zwykłe przyciemniane okulary. Miejscowy lekarz, zaskoczony nie znaną dotąd mu infekcją, objawiającą się bardzo mocnym zaczerwienieniem białek i piekącym bólem oczu, był zmuszony zastosować następującą kurację: kazał matce chłopca obwiązać oczy syna czarnym szalem i nie zdejmować go przez miesiąc czasu, dwadzieścia cztery godziny na dobę, z wyjątkiem wieczornej pory mycia się, które według wskazań doktora musiało odbywać się w łazience przy nie zapalonym światłem. W ten sposób młodzieniec na miesiąc czasu pozbawiony miał zostać choćby jednego promienia słonecznego rozpoczynających się właśnie wakacji. Rodzicielka kupiła na tę smutną okazję nowy, gęsty czarny szal, którym czym prędzej zasłoniła oczy synowi.
Cały miesiąc życia jak niewidomy, to coś strasznego, myślał Krystian siedząc upalnymi popołudniami w kuchni z nieodłączną woalką dookoła głowy. Matka rzadko opuszczała syna. Bała się, że pod jej nieobecność może zdjąć opaskę i pogorszyć stan swojej choroby. Chodziła więc z nim wszędzie, do sklepu, do kościoła, a nawet do toalety. Jednak po kilku dniach rozluźniła swoją pieczę, wierząc synowi na słowo, że nie odsłoni oczu. Wtedy, gdy zostawał w domu sam na sam, płakał, że nie może oglądać słońca, jezior i owocujących drzew. Że nie może grać w piłkę, jeździć rowerem. Że nocą nie może oglądać złotej tarczy księżyca i migających gwiazd. Owalka na wysokości oczu stawała się wtedy mokra. Krystian nie umiał ukryć przed matką łez. Na szczęście jego ojciec nie mieszkał z nimi, więc nie musiał się przed nim wstydzić tego płaczu.
Cieszył się tylko, że mając ciemność przed oczami, może słuchać muzyki. Z jakąż radością chłonął dźwięki, czy to były jego ulubione piosenki z płyt, czy przeboje z radia, czy śpiew ptaków, chichot dziewcząt za oknem. Obiecał sobie, że kiedy będzie mógł zdjąć już tę przeklętą opaskę, pojedzie na cały dzień na ryby. Będzie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie!
Pewnego dnia, siedząc na zacienionej werandzie, usłyszał dźwięczny głos dochodzący go z ulicy. Matki nie było akurat w mieszkaniu. Wyszła po coś do sąsiadki. Głos, który usłyszał Krystian, zdawał mu się być najcudowniejszy z dźwięków, jakie kiedykolwiek słyszał. Był to głos dziewczęcy. Przyciągał go jak syreni śpiew załogę Odyseusza. Odurzył się w nim w jednej chwili. Zapragnął ujrzeć do kogo należy. I kiedy już miał w przypływie emocji zerwać opaskę z oczu, usłyszał ów głos w odległości kilku metrów od siebie. Nie ściągaj! ktoś zakrzyknął i ociemniały chłopak zatrzymał dłoń w powietrzu. Nie zdejmuj opaski, bo lekarz ci przecież nie pozwolił, przekonywał tajemniczy acz piękny głos. Kim jesteś, zawołał rozgorączkowany chłopiec. Jestem Sylwia, przyjechałam tu na wakacje do cioci, odrzekła. Skąd wiesz, że jestem chory, dopytywał się nastolatek. Ciocia mi powiedziała wszystko, odpowiedziała mu cichutko. Za trzy tygodnie będę mógł zdjąć opaskę, z radością i smutkiem zarazem rzekł Krystian. Szybko miną, pocieszyła go dziewczynka. Masz piękny głos, rzekł do niej. Dziękuję, odparła, współczuję ci, że musisz nosić ten szalik na oczach, ale z drugiej strony bardzo cię podziwiam, przyznała. Krystian poczuł gorąco na całym ciele. Dziś muszę iść, będę pomagać cioci w ogrodzie, przyjdę jutro, jeśli pozwolisz, powiedziała. Tak, przyjdź, proszę, wyszeptał chłopiec. Do jutra, pożegnali się.
Krystian cały dzień siedział jak na rozżarzonych węglach. Zupełnie nie czuł, że ma na oczach coś, co przeszkadza mu widzieć, bo oczami wyobraźni rysował sobie postać Sylwii o słowiczym głosie. Myślał sobie jak może wyglądać, jakie ma oczy, jak się uśmiecha i jak się porusza. Jakie ma ręce i nogi i wszystko. Matka, zdziwiona jego milczeniem, próbowała dociec co się stało, jednak on wstydził się powiedzieć prawdy. Dopiero następnego dnia, kiedy Sylwia stanęła w progu i zapytała czy jest Krystian, zaczęła domyślać się co, a raczej kto jest powodem innego zachowania syna. Cieszyła się, że wreszcie ktoś go odwiedził, ktoś, kto jak widać pozwala mu zapomnieć o smutku choroby. Zawsze kiedy przychodziła ta dziewczyna, a przychodziła codziennie, zostawiała ich samych, wychodząc gdziekolwiek. A oni opowiadali sobie wszystko, co mieli do opowiedzenia. Doszło do tego, że Sylwia spędzała z Krystianem większość każdego dnia, niczym siostra miłosierdzia przy łóżku śmiertelnie chorego pacjenta.
Tak mnie korci, żeby zdjąć tę opaskę i zobaczyć jak wyglądasz, powtarzał jej niemal codzień, a ona tylko uśmiechała się, szczebiocząc po swojemu, że to na razie niemożliwe i żeby wybił sobie ten pomysł z głowy. Że ona na to nie pozwoli. Wychodzili razem na podwórze, ona trzymała go za rękę jak Orfeusz Eurydykę na słynnym obrazie. Siadali pod drzewem ramię w ramię i śmiali się głośno. Czasami wieczorem, gdy przychodziła pora pożegniania, całowała go nieśmiało w policzek, po czym szybko uciekała, by jego usta nie szukały w rewanżu jej jagód. I kiedy chłopak kładł się spać, nie marzył już o księżycu i gwiazdach, zapominał o wszystkim, co pragnął zobaczyć. Liczyła się tylko ona.
Kilka dni przed planowanym zdjęciem opaski, gdy siedział sam w kuchni i rozmyślał o Sylwii, uderzyła go nagle smutna myśl: A co jeśli ta dziewczyna jest brzydka? Co jeśli ją zobaczę i odkocham się w niej, bo jej uroda będzie mnie odpychała? I wtedy coś sobie postanowił.
W dniu końca kwarantanny, mama Krystiana denerwowała się trochę, czy aby ten miesiąc ochronny pomógł synowi wyzdrowieć. Już chciała wychodzić z nim do lekarza, który miał dokonać czynności rozwiązania czarnego szalu, kiedy chłopiec podszedł do niej i powiedział mamo, ja nie chcę, żeby mi zdejmowano tę opaskę. Matka była zszokowana jego słowami, dopytywała się dlaczego. Jednak on nie chciał zdradzić podjętych postanowień. Powiedział jej tylko, że byłby szczęśliwy, gdyby jeszcze przez miesiąc czarna woalka chroniła jego wzrok przed promieniami słonecznymi. Odpowiedziała, że to dziwne, ale zgodzi się, jeśli wpierw taką decyzję zaakceptuje lekarz.
Lekarz wysłuchał prośby syna i warunku matki. W przyciemnionej izbie zdjął na chwilę materiał, który owijał głowę chłopca, rozszerzył powieki, poświecił w źrenice swoją latareczką. Wzrok jest w porządku, chłopak jest już zdrowy, rzekł. Nie widzę potrzeby dalszego noszenia opaski, dodał patrząc w zapłakane ze szczęścia oblicze matki pacjenta. A gdy Krystian chciał coś powiedzieć, człowiek w białym fartuchu uprzedził go: ale nic się nie stanie, jeśli jeszcze przez miesiąc oczy pańskiego dziecka będą odpoczywać od światła. Wychodząc z sali, matka pocałowała uzdrowiciela w rękę.
Dlaczego nie masz zdjętej opaski, zapytała Sylwia, gdy przyszła do niego nazajutrz. Niestety, odparł, lekarz powiedział, że choroba ustępuje powoli i jeszcze przez miesiąc muszę ją nosić. Skłamał. To smutne, wymówiła z drżącymi ustami. Nie popatrzę ci w oczy przed odjazdem, dodała. Niestety, odpowiedział tak smutno jak potrafił. Nie martw się, pocieszyła go dziewczyna, za rok przyjadę, to będziemy patrzeć sobie w oczy całymi dniami.
Drugi miesiąc letnich ferii minął im bardzo wesoło. Przeżyli razem mnóstwo cudownych, niezapomnianych chwil. Przez cały sierpień ich wargi skradły od siebie więcej pocałunków, niż dzieci jabłek z cudzych drzew. Spowiadali się sobie ze wszystkiego, wreszcie przestali nawet odczuwać wstyd, niby pierwsi ludzie w rajskim ogrodzie.
Ostatniego dnia wakacji, kiedy pożegnali się i w dali zniknął odgłos silnika samochodu, którym Sylwia odjechała z rodzicami, Krystian ściągnął z ulgą czarny szal z oczu. Ostre światło jeszcze letniego przedpołudnia oślepiło go naraz, jednak z każdą chwilą źrenice Krystiana przyzwyczajały się do słońca. Radowały go wszystkie stracone na dwa miesiące widoki, półprzekwitłe drzewa, białe jak śnieg chmury, ludzie przemierzające ulice, twarz matki. Jednak głęboko, na dnie młodej duszy, leżało jak ołów ciężkie przygnębienie, ,,ból jakiejś troski, co żre pierś, nieznana", jak pisze Verlaine. Żałował, że nie pozwolił sobie ujrzeć Sylwii i już tęsknił za kolejnym z nią spotkaniem - za zobaczeniem jej, jakkolwiek nieurodziwa by była. Zawsze od niepewności lepsza jest pewność, tłumaczył sobie, nie mogąc wybaczyć użytego przez siebie względem niej fortelu.
Po kilkunastu minutach od wyjazdu jego wakacyjnej Muzy, do domu Krystiana przybiegła kobieta, ciotka Sylwii. Rozgorączkowana powiedziała, że samochód, którym siostrzenica jechała z rodzicami, miał wypadek. Niedaleko stąd, jakieś dziesięć kilometrów. Tłumaczyła, że ojciec Sylwii zadzwonił do niej z komórki, uwiadamiając, że jest ranny w rękę i głowę, i że żona i córka też są ranne. Mówił też, że już zadzwonił po karetkę. Drżąca na całym ciele kobieta błagała matkę Krystiana, by zawiozła ją na miejsce wypadku. Ta zgodziła się bez wahania. Mamo, czy i ja mogę też jechać, zapytał Krystian ze łzami w oczach. Minutę później cała trójka była już w drodze.
Gdy dojechali na miejsce, samochód poszkodowanych tkwił wbity do połowy w drzewo. Sylwia leżała bez ruchu na tylnym siedzeniu, które po zmasakrowaniu auta wyglądało jakby było przednie. Miała niewielką, krwawiącą ranę na skroni. Krystian podbiegł do niej chwycił jej głowę i spojrzał, po raz pierwszy w życiu, w jej oczy. Były otwarte. Ujrzał ją piękną jak jutrzenka, mimo rozwianych włosów, bladości i krwi spływającej stróżką po policzku. Nie mógł oderwać od niej wzroku. Chciał, by spojrzała na niego, ale ona, mimo że patrzyła mu w oczy, nie widziała już nic. Już nie żyła.
Krystian pobiegł do samochodu matki i podniósł z tylnego siedzenia czarną opaskę, którą nosił przez całe wakacje. Podszedł do martwej Sylwii i położył woalkę na jej otwarte oczy, by przykryć lodowate spojrzenie, które z nich wyzierało.
Ambulans z wyciem zatrzymał się obok rozbitego samochodu.



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leona okrutnie smutne... i bolesne. Ufam, że PL ma się dobrze, naprawdę.
    • Moją równowagą jest smutek  Moją powagą jest smutek Moją prostotą jest smutek    Taki niski   Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny    Są antydepresanty  Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu    Nie rozumiem tego a to dużo mówi    Ta złość która żyje we mnie musi odejść  Ta frustracja  Ta niezgoda    Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości  Byłem outsiderem    Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść    Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu    Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą   Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie    Teraz poddanie się i smutek.   Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.   A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?    Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej   Dla mnie smutek jest wolnością  Jest powrotem zakochanego    Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia    Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?   I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem    Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.              
    • z trudnością się wyrasta przy małej ilości światła każdy zakalec wie dokładnie jak bardzo trzeba się naszarpać o odrobinę miejsca   wzdłuż wszerz w górę   mechanizmy tego klimatu nie są zbyt skomplikowane chelicery hoduje się własne a posila się bardzo rzadko na wstręt już nie zauważając   ani na własną okrutność   bo w ciemnym świecie żyje zwykle ciemne pożywienie i niejasne są przypadłości jakimi kieruje się posiłek znajdujący się tuż obok   może szuka odskoczni   gdzie wino nabiera mocy a na półkach obok niego kurzą się graty pośrupane imadło lub emaliowany garnek które nie chcą urosnąć   i nigdy nie potrzebowały  
    • @Maciej Szwengielski - mało osób potrafi właściwie zinterpretować Kazanie na górze, a przecież są dylematy, które tylko serce rozwiązuje właściwie. Wiele u Jezusa opowieści zilustrowanych przykładami, w których zawarto stosowne wskazówki – to pewnik. Czasem ewidentnie widać, że w danej sprawie należy się pokierować sercem, bywa, że nie ma wątpliwości. Duchowni krytykują z ambony modernizm, twierdząc, że to odejście od prawdziwej wiary. Czasem jednak wydaje się, że i u konserwatywnych filozofów katolickich jest za dużo wniosków na wyrost, a u duchownych – za dużo formalności. Kto ma czas zatrzymać się każdego dnia i przeczytać fragmenty, chociażby o rozmowach Chrystusa z faryzeuszami? Przecież tam Nazarejczyk mówi do każdego z osobna, to nauki o sercu. Przez miłość do Boga i ludzi. Po co to komplikować? Nie ma sensu mnożyć bytów ponad miarę.
    • Dedykuję wszystkim Polskim Asom przestworzy, którzy walczyli o wolność i honor dla Polski – niech ich odwaga i poświęcenie nigdy nie znikną z pamięci współczesnych Polaków. Jan Jarosław Zieleziński -----------------------------------------------------------------------------------------   Historia ta o Sprawie i Ludziach Honoru, ze zdjęć starych, pożółkłych – prawie bez koloru, O polskich pilotach wojny strasznych dni, Wolnych i walecznych – tak jak fri-ou-fri*. To historia o Polsce i jej losach w przestworzach, O sile i braterstwie będzie tutaj mowa. Przypomniemy Polaków bohaterskie dni, Z polskiego dywizjonu – asów fri-ou-fri. A więc, żeby nie przedłużać i zacząć od razu, Zasiądźmy za sterami i dodajmy gazu! Wzbijmy się angielskim myśliwcem w przestworza, Cząstki cień historii usłyszeć zza morza... Witold Urbanowicz, będąc nazbyt szczery, na zawodach, z Niemcami miał niezłe afery, Lecz pomimo dąsów i szwargotu pytań, do poziomu sprowadził pana Messerschmidta*. Potem w Anglii, będąc jako wing commander, RAFu opieszałość poznał całą prawdę. Miast czym prędzej Niemcom przypiłować śrubę, Cierpliwości Polaków RAF testował próbę*. Kapitan Paszkiewicz przerwał passę marną. Skrzydłami zahuśtał, po czym krzyknął: „Za mną!” I tak oto RAF z końcem dni sierpniowych, dopuścił dywizjon do lotów bojowych*. Znowu nas wysłali nad londyńskie doki, Blenheimy beztrosko suną przez obłoki... Znowu pilot „Paszko” wszystko to ogarnął. Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!” Jan Zumbach w manewrze samolot przechylił. Już ma Szwaba w muszce! Ale cóż to? Chybił? „Coż to się tu stało?! A niech to cholera! Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!”* Skręcając dość silnie, aby się nie zderzyć, Blackoutu* doświaczył, lecz zdołał to przeżyć. Lecz co się odwlecze – to już nie uciecze... Cyk-cyk-cyk! – do Heinkla*, dym za nim się wlecze. Kanadyjczyk John Kent nos często zadzierał, By o mały włos Niemiec go ostrzelał, Pan Henneberg Zdzisław na niego nurkuje, Browning Hurricane’a Szwabu nos „pudruje”. „Dzięki, Sir” – Kent mówi (już podczas powrotu), „Żeś mi Messerschmidta zmusił do odwrotu.” „Nie ma za co, lecz poprawkę proszę małą wnieść: Sześć było tych Niemców. Nie jeden, a sześć.”* Stanisława Skalskiego Cyrk był niezłą hecą, Messerschmidtów chmara – Szkopy dzielnie lecą. Garstka polskich asów z nieba na nich spada! Strach Niemców obleciał – biada Niemcom, biada. Innym razem Skalski po podniebnych szrankach: radiostacja milczy, skrzydło ma w kawałkach, Hurricane’em swoim, gdzie zbiornik przecieka, Dotarł do Leconfield – tam już spokój czeka. Mechaników zespół złapał się za głowę: (Samolotu z akcji zostało z połowę) „Dziękuj Bogu na mszy metrową gromnicą! Bo Twój Hurricane, kolego, dziurawy jak sito...”* Zdecydować się na manewr „martwego silnika”*, To doprawdy rozterka pełna wszelkich pytań. Zabronionym manewrem, odwagą się wsławić, By maszynę wierną od śmierci ocalić. Pan Mirosław Ferić zapisał się chwałą, stworzył rzecz tak prostą jak i niebywałą, Dziennik dywizjonu, co się rzucał w oczy, Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył*. Dywizjonu dziennik chłonął wpisów inkaust i zgłoskami złotymi historię zapisał. Zaiste, alianci mogli Polakom zazdrościć – Dywizjonu 303 zwanego „Kościuszkowskim”. Jan Zumbach fantazji ułańskiej dochował, Tuż przy śmigle Kaczora pięknie namalował. Luftwaffe spogląda na raport wieczorem: „Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem.”* „Johnny” wrócił „zawiany” po balandze nocnej, Do raportu stanął, RAF wkurzał wciąż mocniej. Jego para rąk się jednak w walce nada, Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba.* Wtem RAF raport słyszy przesuwając plansze: „Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę.”* I już Zumbach serią zaczyna swe szycie, Kolejny Messerschmidt pożegnał się z życiem. Pan Josef František, co odłączał z szyku, stał się w RAF-ie pierwszym z takich samotników. Nad kanałem na Niemców często on polował, i kulami śmierci gęsto ich częstował.* Hurricane, Spitfire i inne maszyny, Tak zabójczo piękne jak alianckie dziewczyny*, Siekające ogniem karabinów Browninga*, Dobrych niemal prawie jak system Gatlinga*. Historia ta ma jednak gorzkie zakończenie: W Jałcie sojuszników zdrada cicho drzemie. Przywódcy aliantów tamtych strasznych dni – Churchill, Roosevelt, Stalin – ci nas zdradzili*. Defilada zwycięstwa i wolności znaków, Wszystkie armie świata, ale... bez Polaków. Ach! Nie sposób zdołać zawiłości tłumaczeń, Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”* -------------------------------------------------- Wiersz napisany na podstawie książki Lynne Olson i Stanley Cloud pt. "Sprawa honoru".

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      -------------------------------------------------- Wyjaśnienia do wiersza: [fri-ou-fri* – jest to swoista gra słów – otóż: liczba 303 wymawiana po angielsku w slangu wojskowym fonetycznie dokładnie tak brzmi, czyli: „three ou three”, natomiast paradoksalnie można ją czytać również jako „free, O! free...”, co w wolnym tłumaczeniu można by przetłumaczyć jako: <Polscy Piloci> „niosący wolność, którą tak ukochali”.] [*"do poziomu sprowadził pana Messerschmidta" -> patrz: opis incydentu przyłapania niemieckiego konstruktora Willy'ego Messerschmidta podczas wkroczenia na polskie zawody lotnicze NIELEGALNĄ i NIEPRZEPISOWĄ drogą, za co Witold Urbanowicz "ukarał" go upokorzeniem w postaci położenia się na ziemi pod groźbą użycia broni przez strażnika lotniska, gdzie odbywały się owe zawody lotnicze -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 57–58 (rozdział: „Polska „będzie walczyć”)] [*"Cierpliwość Polaków RAF testował próbę" -> patrz: opis odwlekania przez dowództwo RAF-u włączenia Polskich Pilotów do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 120–127 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*"dopuścił dywizjon do lotów bojowych" -> patrz: moment, kiedy dowództwo RAF-u – w obliczu wysokich strat własnych pilotów angielskich i brawurowej i udanej akcji zestrzelenia Messerschmidta – w końcu sierpnia 1940 roku zdecydowało się dopuścić Dywizjon 303 do lotów bojowych -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 127–128 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] [*„Klucz poderwał słowami: „Do ataku! Za mną!”” -> patrz: opis rozpoczęcia ataku na niemieckie bombowce (Blenheimy) przez klucz „żółty” prowadzony przez Kpt. Ludwika Paszkiewicza -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 139–140 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Blackoutu” -> czytaj: „blekautu”. „Blackout” jest to chwilowa utrata przytomności spowodowana nagłym spadkiem dopływu krwi do mózgu, najczęściej w wyniku przeciążeń, gwałtownych manewrów lub skrajnego stresu. Objawia się ciemnym „zamgleniem” w polu widzenia i utratą świadomości, która zwykle trwa kilka sekund. [*„Blokady ze spustu żem nie zdjął gdym strzelał!” -> patrz: próba otwarcia ognia ze swoich karabinów Browninga przez Jana Zumbacha i jego reakcję -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 140–141 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„Heinkla” -> czytaj: „Hajnkla”. Heinkel He 111 był niemieckim bombowcem średniego zasięgu używanym w II Wojnie Światowej we wczesnych latach 40-tych] [*„(...) Nie jeden, a sześć.” -> patrz: opis ocalenia życia kanadyjskiemu pilotowi i jednemu z dwóch dowódców-nadzorców RAF-u Dywizjonu 303 (John Kent) przez polskiego pilota Dywizjonu 303 pana Zdzisława Henneberga -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 146–147 (rozdział: „Mój Boże, oni naprawdę ich koszą!”)] [*„(...) Innym razem Skalski (...)” -> o bohaterskich wyczynach Stanisława Skalskiego i jego Polskim Zespole Bojowym (ang. PFT = Polish Fighting Team, znanym częściej jako „Cyrk Skalskiego”) możemy dowiedzieć się z wielu źródeł, m.in.: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 268–269 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”), lub np. książka pt. „Cyrk Skalskiego”, autor: Bohdana Arct (również polski pilot RAF PFT)] [*„manewr „martwego silnika”” -> był to zabroniony przez dowództwo RAF manewr polegający na zrestartowaniu silnika przez jego wyłączenie (i czasem ponowne załączenie). Manewr ten był często praktykowany (mimo kategorycznego zakazu dowództwa RAF) przez doświadczonych, polskich pilotów, w dwóch przypadkach: 1. Ocalenia maszyny po ciężkiej walce, kiedy maszyna była tak poszatkowana kulami wroga, że silnik ledwo „dociągał” do lotniska i wówczas piloci wyłączali silnik, żeby w końcowych kilometrach wylądować niczym szybowiec, LUB 2. Manewr ten był wykonywany w celu zyskania przewagi nad przeciwnikiem atakującym z dużą prędkością z ogona, kiedy to, wyłączając silnik np. Spitfire’a, polski pilot wykonywał manewr niemalże natychmiastowego zatrzymania Spitfire’a w miejscu (opór powietrza na wyłączone śmigło był znaczny), kiedy to wrogi samolot, np. Messerschmidt, dosłownie w ciągu 3-4 sekund wyskakiwał do przodu, stając się bardzo łatwym celem. Wadami tego manewru była wysoka zawodność silników Rolls-Royce Merlin, które miały problem z ponownym uruchomieniem w powietrzu. Pamiętać też należy, że w przypadku awarii na zbyt małej wysokości pilot myśliwca ginął, ponieważ wówczas nie było jeszcze systemu katapultowania się na spadochronie, a pilot, który chciał się uratować, musiał to zrobić ręcznie: otworzyć kabinę, wyjść/wyskoczyć i... PRZEŻYĆ, bo dość często zdarzały się przypadki rozstrzeliwania praktycznie bezbronnych pilotów opadających na spadochronie -> patrz: str. 62, książka pt. „Sprawa honoru”, rozdział: „Polska „będzie walczyć””] [*„Jerzy Szósty – Król Anglii – też inkaustem zroszył” -> patrz: opis złożenia wpisu przez Króla Anglii Jerzego VI w Dzienniku Dywizjonu 303 -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 152 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Zestrzelił nas ten podły samolot z kaczorem” -> Jan Zumbach na drzwiach swojego Spitfire’a na dziobie (a więc nieopodal śmigła samolotu) namalował Kaczora Donalda, wówczas popularnej bajki Walt’a Disney’a puszczanej jako filmy rozrywkowe w kinoklubach/messie oficerskiej -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, zdjęcie na str. 117 (rozdział: „Bitwa w Northolt”)] ["Poleciał na akcję i zestrzelił Szwaba." -> patrz: Jan Zumbach, „Ostatnia walka”, wspomnienia pilota Dywizjonu 303 – opis zestrzelenia niemieckiego bombowca podczas Bitwy o Anglię.] ["Spokojnie, koledzy, ja go ciut postraszę." -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, str. 150 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„Pan Josef František” -> był to pilot RAF-u czeskiego pochodzenia, ale pragnący latać w Dywizjonie 303 razem z – tak jak i on, nieco krnąbrnymi w kontekście sztywnych procedur RAF-u – Polakami. Zasłynął z tego, że często odłączał się z szyku, żeby „polować” na niemieckie samoloty, które „na oparach” paliwa wracały/uciekały w stronę niemieckich lotnisk -> patrz: książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 119–120 (rozdział: „Bitwa w Northolt”), oraz strony: 154–157 (rozdział: „Jak wiele im zawdzięczamy”)] [*„alianckie dziewczyny” -> mowa o wszystkich kobietach sił Aliantów, które swoją bohaterską postawą dołożyły się do zwycięstwa Aliantów w II Wojnie Światowej (w tym Polkach z polskich formacji wojskowych w kraju, tj. AK, NSZ czy BCh)] [*„karabinów Browninga” -> mowa o karabinach maszynowych stosowanych na pokładach samolotów myśliwskich. Choć wymienione zostały tutaj karabiny Browninga (najczęściej kaliber .303/7,7 [mm]) jako przykład, warto wiedzieć, że myśliwce dysponowały większym asortymentem rodzajów broni, jak np. CKM = Ciężkie Karabiny Maszynowe kalibru .50 (12,7 [mm]), działka Hispano kalibru 20 [mm], a nawet rakiety i bomby] [*„system Gatlinga” -> mowa o nowoczesnym typie ciężkich karabinów maszynowych wykorzystujących tzw. system Gatlinga, gdzie system zamka, spustu i budowy lufy umożliwia strzelanie amunicją wysokokalibrową tak, jakby to był bardzo szybki karabin maszynowy. Najbardziej znane przykłady to M-134 Minigun, czy działko Vulcan montowane m.in. we współczesnych myśliwcach F-16 Fighting Falcon.] [*„(...) ci nas zdradzili” -> patrz: historia zdrady honorowych przyrzeczeń wojskowych opartych na faktach na przykładzie Teheranu -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 275–277 (rozdział: „Wojna toczy się w Polsce”) oraz strony: 289–299 (rozdział: „Sprawa honoru”)] [*„Na pytanie starszej Lady: „Dlaczego pan płacze?”” - (czyt. "na pytanie starszej Lejdi: „Dlaczego pan płacze?”" -> patrz: opis defilady tzw. „wojsk sprzymierzonych” w kontraście do przepełnionego smutkiem Asa Polskich Pilotów Myśliwskich – Witolda Urbanowicza jako symbolu „zwycięskiej” Armii Polskiej, która na skutek nacisków Stalina i cichego przyzwolenia Roosevelta i Churchilla nie mogła uczestniczyć w zwycięskiej paradzie, która odbyła się 8 czerwca 1946 w Londynie -> patrz: np. książka pt. „Sprawa honoru”, strony: 15–18 (rozdział: „Prolog”)]    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...