Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Rozmyslam sobie czasem nad ranem
- od wątpliwości trudno się ustrzec ,
czyś Boże mądrym, wszechmocnym Panem,
czy tylko pochwał łaknącym bóstwem

Z ręką na sercu powiedz mi Panie
chcesz Ty modlitwy z książki czytanej?
klepane lubisz słuchać litanie ?
im tylko łaski otwierasz bramę?

Inteligencji Twojej nie rażą
te czołobitne hymny pochwalne
w krąg mamrotane z kamienną twarzą
równie bezmyślnie jak i nachalnie?

Oglądasz chętnie brudnych pątników,
co z twym imieniem snują się drogą,
za dnia z pomiętych chrypiąc śpiewników,
nocą parami gniotąc się błogo?

Lubisz, gdy pasterz w purpurze, w złocie,
w gmachu ogromnym w marmury strojnym,
w Boga imieniu udziela pociech:
błogosławieni ubodzy, skromni…. ?

---------------
Drogowskaz dałeś, gdzie prawda leży,
wolność – bym drogę sam do niej tyczył,
po cóż mi legion Twoich pasterzy
chcących do prawdy wieść mnie na smyczy

Cóż, jak to człowiek, zbłądzę niekiedy,
lecz gdy przewinień mych listę długą
przyjdzie czas odkryć, to swoje grzechy
Tobie chcę wyznać, nie Twoim sługom

Więc daj mi Boże tylko nadzieję,
nieważne – w domu, czy w zagajniku
podtrzymać wiarę, co wciąż się chwieje
sam na sam z Tobą, bez pośredników.

Tak, wiem – zaszczują, zgnębią, zakraczą,
że to herezja, ułomna wiara,
odpowiem krótko groźnym krzykaczom:
krzyż chcę mieć w sercu, nie na sztandarach.

Opublikowano

Hm, typowa reakcja.
Jeśli wiersz o czymś mowi, jeśli stawia tezy nieco odmienne od dywagacji łózkowo-serduszkowych, jeśli trzeba ruszyć mózgownicą, aby coś sensownego napisać, jeśli podgryzanie i typowe przepychanki nie bardzo pasują - mamy typową reakcję - milczenie .

Dobre i to, przynajmniej minusów nie ma ;)

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A komentujesz innym, że oczekujesz komentarzy?

No i trzeba też przyznac, że podczas masturbacji autora przy czytaniu własnej twórczości mało kto chce uczestniczyc :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A komentujesz innym, że oczekujesz komentarzy?

No i trzeba też przyznac, że podczas masturbacji autora przy czytaniu własnej twórczości mało kto chce uczestniczyc :)


Ja znam takie masturbacje, które lecą do utworu i filują, z koszyczkami :)
Szybko się uczę :))
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



A komentujesz innym, że oczekujesz komentarzy?

No i trzeba też przyznac, że podczas masturbacji autora przy czytaniu własnej twórczości mało kto chce uczestniczyc :)


Ja znam takie masturbacje, które lecą do utworu i filują, z koszyczkami :)
Szybko się uczę :))

Masturbacja grupowa zawsze jest ciekawsza ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Ja znam takie masturbacje, które lecą do utworu i filują, z koszyczkami :)
Szybko się uczę :))

Masturbacja grupowa zawsze jest ciekawsza ;)

Ale upierdliwa, bo trzeba być gotowym na godzinę :).
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Głodnemu chleb na myśli, Pancolku, w dziedzinie masturbacji - widzę - masz bogate doświadczenia.
Z autopsji, prawda ?

Powodzenia nadal .

aha, czasem komentuję, jeśli wiersz tego wart, stąd może Twoich nie komentowałem.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kasiu, w dziedzinie masturbacji Pancolek wydaje się być zawodowcem z bogatym doświadczeniem. Wszystko mu sie z nią kojarzy .


Nie, to oczywiscie żart, tak po prawdzie, to tematyka mojego wierszat tylko zboczonemu dupkowi może kojarzyć się z masturbacją.
Ale tu oczywiście takich nie ma ( hm, to też żart ;) )

"Czerwone i czarne" czytałem

Równie cieplutko odpozdrawiam :)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Głodnemu chleb na myśli, Pancolku, w dziedzinie masturbacji - widzę - masz bogate doświadczenia.
Z autopsji, prawda ?

Powodzenia nadal .

aha, czasem komentuję, jeśli wiersz tego wart, stąd może Twoich nie komentowałem.

Marność nad marnościami.

Takie pyskówki masz z kolegami na ławce z piwkiem, co?

Zazdroszczę i pozdrawiam!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Kasiu, w dziedzinie masturbacji Pancolek wydaje się być zawodowcem z bogatym doświadczeniem. Wszystko mu sie z nią kojarzy .


Nie, to oczywiscie żart, tak po prawdzie, to tematyka mojego wierszat tylko zboczonemu dupkowi może kojarzyć się z masturbacją.
Ale tu oczywiście takich nie ma ( hm, to też żart ;) )

"Czerwone i czarne" czytałem

Równie cieplutko odpozdrawiam :)

Oczywiście zgłaszam ten post i pozdrawiam, dude
Opublikowano

No cóż, można się pogubić - bo trudno ocenić po wierszach,
czy tu są masturbanci i ilu ich jest. To, że są w wierszu to chyba nietrudno
pojąć. Faktem, jest że na kobiecie, która tęskni do swojego ukochanego
mężczyzny, można wyczyniać cuda. A kobiecie trudno jest zrozumieć,
że mężczyzna np. może masturbować się na każdą wyobrażając sobie
np. swoją piękność. Prawa natury niedookreślone, robią sobie z natury
prześmiewki .
Ponadto nawet temat "instytucjonalnej mobilizacji":) w dobie dzisiejszych
doświadczeń upada na tak i na nie i co ciekawe nawet arcy, że jest przemilczane
w momencie, kiedy się traci na autorytecie moralnym, a pewne zdarzenia ze " "
są świadectwem i pożytkiem o różnym przekroju moralnym dla nowych doświadczeń.
Minęły czasy kiedy nie umieliśmy pisać, a tam nic nowego się nie mówi. Dlaczego?
Oczekiwanie na nowych wiernych wróży /bo jak to inaczej nazwać/ nie za wiele
dobrego, a reformacja w problemach obecnych jest we wpółczesnych o wiele bardziej
ryzykowna. Bardzo trudny temat, bo 'napisane najważniejsze' może mieć tyle
interpretacji ile żyć, a o wnioski coraz trudniej. Pat dla mądrze myślących :).
To tak po moim kasiowym małym zdaniu.
p.s. a dlaczego mnie odpozdrawiasz?

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




A zgłaszaj sobie.
Czy ja tutaj kogoś personalnie obraziłem?
Napisałem tylko, komu wg mnie może się treść mojego wiersza kojarzyć z masturbacją.
No, chyba, że Tobie.... ???

To smutne ,że nikogo więcej (poza Kasią) nie stać na napisanie czegokolwiek (poza masturbacją) nt treści wiersza


Pozdrawiam jak zwykle niezwykle serdecznie.;)
AD
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Zgadzam sie, trudny temat, każdy jednak ma jakieś własne wyobrażenia i oczekiwania w kwestii wiary, Boga itp.

A dlaczego odpozdrawiam ?

To tak gwarowo odpowiadam pozdrowieniem na pozdrowienia. :)
Opublikowano

krzyż chcę mieć w sercu, nie na sztandarach.

Kłopot w tym, że owa deklaracja, jest właśnie "sztandarowa", frazesem podszyta... ;)
Poranne rozmyślania peela, mają intensywność i głębię wywołującą senność i poetycką czkawkę...
Kosz.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Droga Lecter,jesli pewnych rzeczy nie rozumiesz, możesz wzbudzać jedynie uczucie politowania, a stosując Twój sposób rozumowania można stwierdzic, że deklaracja "mam cię w dupie" też jest sztanadarowa.
A sennośc i czkawka - typowa reakcja "mądrali" czytających coś zdecydowanie przekraczajace ich intelektualne zdolności percepcji.
No, a wtedy kolejna typowa reakcja : nie rozumiem - do kosza.

Widzisz, nie publikuję tutaj dla poklasku, o wiele bardziej bawi mnie wykazywanie debilizmu niktórych "komentatorów" ;)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Droga Lecter,jesli pewnych rzeczy nie rozumiesz, możesz wzbudzać jedynie uczucie politowania, a stosując Twój sposób rozumowania można stwierdzic, że deklaracja "mam cię w dupie" też jest sztanadarowa.
A sennośc i czkawka - typowa reakcja "mądrali" czytających coś zdecydowanie przekraczajace ich intelektualne zdolności percepcji.
No, a wtedy kolejna typowa reakcja : nie rozumiem - do kosza.

Widzisz, nie publikuję tutaj dla poklasku, o wiele bardziej bawi mnie wykazywanie debilizmu niktórych "komentatorów" ;)

Ban, Droga JADer...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • []

      Postarzały mężczyzna zaczął opowiadać. 

      — Jeśli Państwo pozwolą, to chciałbym podzielić się historią pewnego człowieka, który trafił do Piekła.

      Rozejrzał się powoli.

      — Piekło może być podobne do miejsca, w którym właśnie się znajdujemy. Podobne — zaledwie. Tam, każda postać nosiła maskę.

      Zapadła cisza.

      []

      Ciemność przylegała do skóry.
      Okowy były brudne i oślizgłe.
      Chłód stali palił boleśnie.
      Było gorąco, a potem zimno.
      Diabły siedziały dalej. Nie zwracały na niego uwagi. Grały w karty.

      []

      — Zaczynam być ciekawa.

      — Oszukiwali?

      Śmiech przeciął ciszę.

      []

      — Witamy, chłopczyku.

      — To i tak stosunkowo wysoki tytuł.
      Czyżby pojawiła się pokusa na mały zakład?

      Głos był wszędzie.

      — Twój widok.

      Mlasnął z niesmakiem.

      — Stawiam wszystko, że nie masz nam nic do zaoferowania. Ciało… daruj. Mamy wyższe ambicje.

      Ktoś splunął w jego kierunku, a ślina spłynęła mu po twarzy.


      — Cóż mógłby nam zaproponować?

      — Ja… 

      Wyszeptał z trudem.

      — Ty. Rzecz jasna, że ty, czyli niczyj.

      — Bezpański.

      — Bezpański… ładnie powiedziane.

      — Trafnie, przede wszystkim.

      Uderzył talią o stół.

      []

      — Zaraz, zaraz. Skąd wiadomo, kto kim był?

      — Za chwi… 

      — Czego chciały Diabły?

      Barman przeciął odpowiedź.

      []

      Ból stępiał. Kontury gęstniały. W ustach pojawił się niesmak. 

      — Mości Panowie, czas na pierwszą rundę. To będzie przyjemność.

      Diabeł ściągnął cylinder i ukłonił się.
      Pozostali gracze przesunęli żetony. Jego stos nie zmniejszył się.

      — Ryzykować czy nie ryzykować?

      — Ryzykować? — odezwał się środkowy.

      — Państwo gotowi? Poprosimy o karty.

      Krupier klasnął, a talia zaczęła tasować się sama.

      — Panowie. Bez tradycji?

      Odezwał się Elegancki. Lekko uniósł dłonie.
      Wstał spokojnie. Wskazał na bar. Zatoczył w powietrzu krąg.
      Pusta butelka rozbiła się mężczyźnie na głowie. Na chwilę poczuł ulgę. 

      — Tradycji stała się zadość.

      — Powiem.

      Wykrztusił mężczyzna.

      — Powiem.

      Ryknęli wszyscy. Elegancki zawył jak wilk.
      Środkowy tylko parsknął i splótł dłonie. Czekał.
      Zrobiło się goręcej, a potem zimniej.

      — Bardzo chętnie wysłuchamy tej historii… 

      — może…

      — …miłosnej?

      Elegancki zawył jeszcze głośniej. Krupier strącił cylindrem stos żetonów. Rozsypały się po stole.
      Powietrze reagowało na ich głos.

      — Bo ja…

      — Bo ty.

      — Cisza!

      Powietrze zatrzasnęło się.

      — Jestem tchórzem.

      []

      — Nieźle. Ciekawe, że głos potrafi zrobić więcej niż słowa.

      Dziewczyna zmarszczyła brwi.

      — A dlaczego w Piekle miałoby zabraknąć barmana?

      Barman uśmiechnął się. Nie zauważył, że przestał wycierać szkło.

      — Nie musiało.


      []

      Mężczyzna podniósł głowę.

      — Panowie pozwolą.

      Pierwsza z kart pojawiła się na stole. Diabły milczały w bezruchu.

      — Poznałem ją wtedy, gdy nie powinienem był się odwracać.
      Na początku tylko na siebie patrzyliśmy. Za długo.

      Zatrzymał się. W gardle zacisnął się żelazny uścisk. Wziął głęboki oddech.
      Środkowy głaskał maskę.

      — Widywaliśmy się częściej. Zbieraliśmy kwiaty.

      Elegancki z trudem powstrzymał chichot.

      — Spacery dłużyły się, rozmowy przeciągały. Dłonie znajdowały się same.

      Środkowy chrząknął. Gorycz zalała mężczyznę. Coś truło go od środka. Płakał, ale kontynuował.

      — Myślałem, że wszystko ułoży się samo.

      Szlochał dalej. Musiał to powiedzieć.

      — Miałem powiedzieć jej coś ważnego… Długo na mnie patrzyła.

      Na stole pojawiła się kolejna z kart.

      — Dosyć — uciął Środkowy.

      Głowa opadła w dół. Nie skończył.

      []

      Gdy mężczyzna skończył mówić, ktoś upuścił szklankę.

      — Cholera. Teraz?

      Barman porwał zmiotkę i szufelkę.

      Starszy siedział z zaciśniętymi ustami.
      Młodszy kręcił guzikiem koszuli.
      Dziewczyna oparła głowę na dłoniach.
      W barze zrobiło się cieplej.

      — Co było dalej?

      Młodszy podniósł gwałtownie głowę.

      — To nie koniec, prawda?

      — Nie… nie koniec.

      []  

      Gdy otworzył oczy, przy stole trwała zażarta dyskusja.

      — Panowie. No to jak będzie? Mam jasność.

      Zaśmiał się krótko. Przesunął na środek stołu kilka żetonów. Rozparł się wygodnie.

      — Twój ruch.

      Skinął na Krupiera. Ten wyciągnął kieszonkowy zegarek i zerknął.

      — Skąd ten pośpiech? Dojrzałe decyzje wymagają czasu.

      Kiwnął głową w stronę mężczyzny. Coś ścisnęło go. Lód stali wbijał się w skórę.

      — Przede wszystkim, skąd nagła skłonność do ryzyka?

      Środkowy spojrzał na Eleganckiego. Ten pochylił się delikatnie i poprawił mankiet. Nie odpowiedział.

      Krupier przeliczył żetony. Pstryknął palcami. Był przy mężczyźnie.

      — To ty za to zapłacisz. Tak czy inaczej.

      Serce uderzyło gwałtownie. Pstryk — znów siedział przy stole.

      — Sprawdzę.

      Wskazał na pulę. Żetony zawisły w powietrzu. Wyrównał stawkę.

      — Pas.

      Środkowy rzucił kartami. Splótł dłonie przed sobą.

      — Skoro pas, to pas.

      Cisza.

      — Jak pas to pas! — wrzasnął Elegancki.

      Wstał gwałtownie. W następnej chwili trzymał w dłoni pasek. Powietrze drgało z gorąca. Mężczyzna zdążył tylko zamknąć oczy.

      Leżał na ziemi. Skulił się.

      — Nie powiedziałem jej.

      []

      Siedział sam w długim tunelu. Migotało rubinowe światło.
      Zimno wchodziło pod skórę.
      Krople wody spadały głośno. Zbyt głośno. 

      []

      Diabły rozkoszowały się oceną.
      Maski leżały na stole.

      — Panowie. Z pewnością tchórz, ale jest jeszcze jeden ważny element. Naiwność.

      Zadarł głowę Krupier i przymknął oczy.

      — Zakończy się fatalnie — to więcej niż oczywiste.

      Elegancki Diabeł ziewnął i zapalił cygaro. Rzucił nogi na stół.

      — Moje zwycięstwo w pierwszej rundzie było… nieuniknione. 

      — Sądzę, że wystarczy odrobina stosownej motywacji… i skromna łapówka.

      Krupier uśmiechnął się.

      — Nie za duża. Są też inni, a jak dobrze wiemy… trzeba się dzielić.

      Zatarł przed sobą dłonie. Śmiech był krótki.

      [] 

      Z daleka usłyszał kroki. Powolne. Pewne.
      Przez chwilę pomyślał, że to…

      Cylinder nie pozostawiał wątpliwości. 
      Diabeł jednak ściągnął go i wziął pod ramię.

      Zrobiło się cieplej. Światło przestało migotać.

      — Nie cierpię tego prostaka. Klnę każdą chwilę w jego towarzystwie.

      Prychnął. Mężczyzna drżał.

      Diabeł kucnął. Zaczął przecierać jego dłonie. Pachniał wanilią.

      — Hierarchia jest wszędzie. Ja też jestem na dnie. Delikatność źle się tu kończy.

      Podciągnął rękaw.
      Na przedramieniu biegły cienkie, poprzeczne blizny. Jedna przy drugiej.
      Opuścił rękaw.

      — Wybacz… tę tkliwość. Nie po to tu jestem. Pozwolisz?

      Klęknął. Odłożył cylinder.
      Położył dłoń na łańcuchu — metal rozpłynął się bez dźwięku.

      Dotknął jego nadgarstków. Oddech mężczyzny wyrównał się.
      Ramiona opadły.

      — Dlaczego?

      — Nawet my potrafimy mieć nadzieję.

      Jego oczy błysnęły.

      — Ty też?

      — Bystry i zawzięty. Wiedziałem, że to nie koniec.

      — To nie koniec.

      — Pomóżmy sobie.

      Odczuł ciepło słów na skórze.

      — Czego chcesz?

      Diabeł uniósł głowę.
      Patrzył długo.
      Nie odezwał się.

      []

      Starszy wstał. Krzesło zgrzytnęło o podłogę.

      — Przepraszam. Potrzeba.

      Odszedł szybkim krokiem. Oblał twarz zimną wodą. Nie spojrzał w lustro.

      Wrócił.

      Barman wyraźnie się ożywił. Sięgnął pod ladę i wyciągnął butelkę.

      — Szkocka. Rocznik sześćdziesiąty siódmy. Rzadko się zdarza.

      Nalał wszystkim. Sobie również — lecz swoją szklankę wsunął pod ladę.

      — Za historię.

      []

      Siedział przy barze. Bar zmienił się, lśnił. 

      Mężczyzna miał ochotę dotknąć blatu. Widział i słyszał wyraźnie.

      — Panowie, czas najwyższy. Stawki poproszę. Zaczynamy drugą rundę.

      Diabeł ukłonił się. Gracze dostali karty.

      — To obelga. Psy przy stole.

      Syknął elegancki. Pozostali zaśmiali się krótko.

      — Mam nadzieję, że będzie ostrzej.

      — Oby.

      Złożył dłonie środkowy. Spojrzał na Krupiera.
      Odetchnął wolno. Płomienie świec cofnęły się wraz z wydechem.

      — Czekamy… z niecierpliwością.

      Zimny głos przytłumił światło. Na stole pojawiła się karta.

      — Mam mówić dalej?

      Pstryk. Przed mężczyzną pojawiła się szklanka. Zapach dotarł natychmiast.

      Wanilia.

      []

      Barman szybko chwycił szklankę i powąchał zawartość.
      Młodszy mężczyzna i dziewczyna spojrzeli na niego pytająco.
      Uśmiechnęli się pod nosem.

      — Nie…

      Rozejrzał się nerwowo. Zarumienił się.

      []

      — Okłamywaliśmy się od początku. Pięknymi słowami przykrywaliśmy ból. 

      Ktoś pociągnął nosem. Zapach uderzył w nozdrza.

      —  Tylko dla siebie. Godziny. Dni. Bez początku i końca.

      — Czyli nie pożądanie… tylko konsumpcja.

      Wycedził elegancki Diabeł i wstał.
      Chwycił wieszak i przycisnął do siebie.
      Otwartą dłonią przeciągnął od pasa w górę.
      Wciągnął powietrze zbyt wolno, zbyt głęboko.
      Jego kształt falował.
      Czas zastygł.
      Środkowy obrócił wolno maskę. Elegancki wrócił na miejsce.

      — Muszę przyznać… — zebrał się w sobie mężczyzna.

      — …że to było miłe?

      — Tylko na chwilę.

      Na stole pojawiła się karta.

      Diabeł wskazał palcem w górę. Światło świec zgasło.
      Zrobiło się zimniej.
      Krótkie dmuchnięcie. Świece znów zapłonęły.
      Wszystkie żetony środkowego znalazły się na środku stołu.

      — Va banque. 

      Obrócił głowę na obie strony. Diabły powolnie odłożyły karty.

      — To nie koniec historii?

      Mężczyzna zadygotał na dźwięk zimnego głosu.
      W gardle pojawiła się suchość.
      Oddech urwał się w pół taktu. Zamarł.
      Miał wielką ochotę wypić zawartość szklanki… 
      Nie zrobił tego.

      — Nie uniosłem jej żaru — zrobili to za mnie.

      [] 

      Starszy długo i ślepo patrzył w jeden punkt. 

      — Domyślam się, że nie chcielibyśmy wchodzić w szczegóły?

      Młodszy potarł brodę.

      — Lepiej nie.

      — Nie napił się ze szklanki?

      — On nie, ale ja chętnie to zrobię.

      Zrobiło się późno. 

      []

      — Moja kolej.

      Oczy Diabła zapłonęły. Ledwie poruszył dłonią.
      Zanim zrozumiał, leżał na ziemi. Coś zacisnęło się na jego karku.

      Diabeł zapalił cygaro. Drugi koniec trzymał w ręku.

      — Chodź… przejdziemy się.

      Ruszył w ciemność, ciągnąc go za sobą.

      []

      Do baru weszły dwie, roześmiane dziewczyny.

      — Zamknięte!

      Krzyk padł, zanim drzwi zdążyły się domknąć.

      — Ale przecież…

      Dziewczyny spojrzały po sobie. Żachnęły. Obróciły się na pięcie i wyszły.

      []

      Znajdował się teraz na peronie.
      Związany i niemy. 
      Mógł jedynie obserwować.
      Ciężar osiadł w piersi.
      Diabeł siedział rozparty, z ręką na oparciu ławki.
      Oddzielały ich tory.

      — Od początku wiedziałem, że to obelga. Psy przy stole?

      Warknął, kręcąc przy tym głową.

      — Klasyka. Nieśmiertelna.

      Zawył głośno.

      Na peronie zaczęli pojawiać się ludzie. Zajęci zwykłymi sprawami. Dzieci biegały. Dorośli sprawdzali zegarki.
      Nagle z jednej strony peronu wyszła para.
      Mężczyzny nie rozpoznał.
      Ją — od razu.

      Szarpnął się, ale liny tylko zacisnęły się mocniej. Diabeł zaczął czytać gazetę. 
      Szli blisko, trzymając się za ręce.
      Szeptali sobie do ucha.
      W pewnym momencie wskazała w jego stronę — na zegar nad nim.
      Pożegnali się, gdy nadjechał pociąg.
      Ona wsiadła. 

      W tej samej chwili z drugich drzwi wysiadła inna. 
      Czekający na nią mężczyzna wyrzucił ręce w górę i podbiegł do niej. Uścisnęli się.
      Trzymali się teraz za dłonie, a on zabrał jej bagaż.
      Odeszli w drugą stronę.

      — Podziwiam, jak regularnie kursują tutaj pociągi.

      Odezwał się w końcu Diabeł.

      Kolejna para. Kolejny pociąg.

      []

      — Panowie! Wielki finał! Czas na ostatnią rundę.
      Pytanie, które mam śmiałość postawić, jest proste…
      Czy psy zaczną w końcu szczekać?

      Mężczyzna nie zareagował. Był wyczerpany. W głowie wciąż słyszał dźwięk pociągu. Wciąż widział sylwetki kolejnych osób.
      Diabły przesunęły kilka żetonów na środek stołu.

      — Tradycyjnie poprosiłbym o stawkę na wejście i…

      — Pas.

      — Ja również.

      Kart nie rozdano.

      Siedział na krześle. Oddech przyspieszył.

      — Tym razem, łatwo nie będzie.

      Zimny głos uderzył go.
      Środkowy Diabeł machnął dłonią. Zostali sami.
      Ściągnął maskę i położył ją obok. Mężczyzna nie potrafił go ujrzeć.
      Brakowało mu tchu.
      Pstryk.
      Mężczyzna siedział teraz przed lustrem. 
      Było zakurzone.
      Milczało.

      []

       


        

       

       

       

        

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Alicja_Wysocka     Alu.   super, że jesteś bo ja bardzo lubię znac Twoje zdanie o tym co piszę.   teraz już znam.   dziękuję.   milość to nie tylko serduszka - masz oczywiscie rację.   to rozedrganie całej struktury mikro świata.   czasem chaos tak ogromny, ze przekracza granice i biegnie w dal.   poza horyzont.   dziękuję Alu :)    
    • @Marek.zak1 mam nadzieję że ta zgoda dotyczy obojga płci
    • @Marek.zak1 Chodzą pogłoski że pewien aktor grający pana Michała jest wyjątkowo przez los obdarzony, ja nie wiem nie widziałem;)))
    • Rzecz się dzieje na Niwie w Nowym Targu wszyscy znają ten dom, ma czerwone firanki opiekunki są piękne jędrner i młode  starzy górale też potrzebóją mieć taki dom   Obok, Wacek Krynta postawił sie tyz, z myślom:  jak mnie dzieci wygnajom to tu przyjdem som. duzo hawira, pikne żeźbienia pisały: ,,Dom spokojnej starości, zaprosomy gości"   Że pomysł chwycił to wcale nic nie powiedzieć Chłopy z okolicy zaczeły w kolejce siedzieć  zapisy przyjmuje surowa Wacławowa Żona,  Nic to wcale nie przestrasy jurnego Górola.   Stasek Wełna sie dostoł bo dzieciska przepłaciły za duzo alimentów rozfurgoł na niziny wściekły sie dzieci i tak mu rozgodać  próbujom: Ociec idzcie se chocioż do dziewczynek łobok zamiast dzieci robicie Krtakuskom i Polkom.   Stasek sie troske dla formy krygowoł coby myślały ze sie bez tej piknej idei jakosik wśród chłopów uchowoł spotkoł tam kumpla dobrego, jesce z Jarmaku, Juzka Chudego. Juzuś tyz ześ sie dostoł? Matkości kochano, Mordo!   A dostołech sie, łot piędziesiątki sumennie zbierołech nie myś se Stasek ze ino ciebie stać bo mnie tyz, a k.... jak! Juzuś, przyjacielu to my teroz se pożondnie  pogrondzimy! Stasek, godom Ci jak ino bedom siły, ani dnia nie puscym.... moze sie udo kopyrtnońć z miłości a nie jak bidoki z choroby i złości!   Juzuś ty ześ łep, kruca fuks mom takie zióła, pockoj ze nic nie bój ze sie, domy se rady, cosik sie przychandluje  nie Ty som mos tu taki pikny plon, kopyrtnońć se z miłości.  Pon Bócek tak to piknie ustawił ze ta pompka w piersiach  cosik tam jesce sie staro a na tom nizyj to ziółkamik podziałom.   Stasek, Ty stary krucafuks pieronie, co jo byłbym bez ciebie...!? Jo Cie tys poratujem, godom Ci, dzieciska moje mi łobiecały śliwke  Mają pozbierać na łogrutku i nocom przywieź, postawimy se na brzysku małom butke i se nastawimy trunku, śwagier młotsy nawiezie łogórków.  Godom Ci biedzie sie przepiknie umierało!!! Józuś! Stasek! I se w ramiona wpadli i zacyni marzyź o tych zza płotu piknych a na koniec pełni wdzięczności dla gramotnego Górola Z Habówki, rzekli: Pobłogosłow Panie Bócku Wacka Krynte za te idee co mioł przepikne!!                
    • @Berenika97 Tak, to duży paradoks, a abstrahując od jakości przećwiczyłem go ponad tysiąc, jeśli nie już dwa tysiące razy :)) Osobiście też uważam, że akurat wolno jest artystom narzekać :) @Starzec No mnie się wydaje, że absolutną i totalną przesadą jest kłócenie się z kieszeniami :)) Pzdr. M. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...