Irmina Osińska Opublikowano 25 Maja 2010 Autor Zgłoś Opublikowano 25 Maja 2010 Dzień przetarł słońcem zaspane powieki, Ogarnął spojrzeniem budzący się świat, Przez drżące opary płynące znad rzeki, Westchnął tęsknotą mały,polny kwiat. A za nim drugi i łany łąk całe, Strząsały rosę budząc się ze snu, I słały ku niebu hymn na Boską chwałę, Co płynął w przestworza swą pieśnią bez słów. W ciszę poranka wkroczył śpiew skowronków, Ukryty w gąszczu odezwał się kos, Zbudzony motyl przyglądał się słonku, Kołysząc trawy delikatny kłos. Co może dostrzec nieśmiertelna dusza, Kiedy ogarnia przeciwległy brzeg, Eurydykę,przy niej Orfeusza, I harfę co umie wstrzymać nurtów bieg. Wpatrzeni w siebie poprzez mgieł opary, Snują utkany w mitologię sen, A napełnione ambrozją puchary, Rzucają w ich dłonie swój złocisty cień. To życie mija jak senne marzenia, Lecz w tą ulotność wpisany jest czar, Czarem znaczone są także wspomnienia, Wciąż dryfujące pośród jego fal. U stóp Olimpu muzy pogrzebały, Tego co rozpacz bezdenna zgubiła, Tylko wartości wzniosłe pozostały, Przez które miłość go poprowadziła. Eurydyka wróciła do niego, Bo taki związek nigdy nie umiera, Paradoksalne i niewiarygodne, Że to śmierć właśnie te wrota otwiera.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się