Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
jeden taki też szukał fundamentu i zaczął
całkiem nieźle: myślę. potem mu się
posypało i dziury pozalepiał bogiem.
a temu to już naprawdę trudno dać wiarę.



to już tyle lat jak oduczyłam się znajomości
pacierzy i innych części a z niemałym trudem
na ślubach myśl ganię a ta wciąż umyka i jak cielę
powtarza wryty chyba dożywotnio zlepek
naciąganych zwrotów co dziecku na pamięć
lecz nie wytłumaczą

wiele można przypisać szamanom że instynkt
pieniądze cała hipokryzja ale ze mnie tak jakoś
samo uleciało brak wzorców może sprytne
spytywanie z kazań

a może to jedno w pamięci gdy byłam gówniarzem
(co to jest 12 lat by usłyszeć i żyć spokojnie dalej)
że urywali kończyny zostawiali w zlewie potem
hurtem na śmietnik grzmiał głośnik a piesek
taki jamnik zaplątał mu się w sukienkę zaczął
szczekać i nie chciał wyjść mały grzesznik

i choć wiele cynizmu gdzieś głęboko kuszą
zbiorowe omamy bo rację miał jeden
psycholog że religia to najlepszy wynalazek
żeby móc spokojnie zasnąć bez wisielczych refleksji
i nawet nie robaczki a to że kiedy zejdę to już tak
na amen i nawet nie będzie jak się nad tym zastanowić

tłumaczę sobie że kiedyś dorosnę obalę
tomasza i po prostu przełknę to jak wszyscy
(z rachunku naukowca wynika że jednak bóg
musi być w którymś miejscu wiedza się kończy)
a i tak nie stracę mogę tylko zyskać
spokojniejsze noce
Opublikowano

Ha!

Nie zdarza się częśto, żebym pochwalał myślotoki, tu jednak pochwalam i to bardzo...
Może przez to, że też próbuję szukać pytań ostatecznych, bo na szukanie odpowiedzi to chyba mi nie starcza determinacji... rozum kulawy, zbyt ludzkie widzenie universum ponoć ogranicza, więc sam już nie wiem, warto szukać pytań o wszystko?

Pozdrawiam rozmyślając o tym, co było wcześniej, zanim zapanowało "Życie, wszechświat i cała reszta"
Wuren

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •     Zaczął duchowo przygotowywać się na skok stulecia, jego głowę wypełniły podniecające scenariusze, o tyle słodsze, o ile dyskretniejsze i głębiej pochowane gdzieś w dziecięcym światku. Karol postawił mur fabryki między sobą a światem dorosłym, tylko po to, żeby móc go własnoręcznie zburzyć, z pozdzieranymi knykciami, obscenicznie przywitać starszych w ich własnym salonie. Myśli te mąciły nastoletnią głowę - jedząc obiad, kończył powtarzać swój rozpoznawczy obchód, w szkolnej ławce szukał najłatwiejszego punktu wejścia (tam fabrykę odznaczał jedynie smukły komin, sterczący na planie osiedla jak kulfon radzieckiego urbanisty) .

          Kiedy przeczołgiwał się pod ogrodzeniem, na początku przenosząc na drugą stronę samą głowę, potem powoli wciągając tors, rozgrzewał wokół siebie przymrozek poranka, ostatecznie wypychając się w całości na drugą stronę falowanej blachy. Karol rozprostował nogi, otrzepał pył ze spodni, a wraz z nim, na placu powstała nowa siła - magnetyzm tego miejsca przestał zdawać się siłą przyciągającą tutaj chłopczyka, wsiąknął w niego samego, jego wibracje czuć można było w rozchodzącym się cieple, w lekkim, elektrycznym, brzęczeniu w uszach, w malutkich wibracjach każdej tkanki, możliwych do wyczucia przy wystarczającym skupieniu (pobudzone w tym momencie krążenie zdało się Karolowi czymś o wiele magiczniejszym), co wszystko składało się na poczucie młodzieńczego zrywu wcześniej jedenastolatkowi nieznanego. Prawie że najniższy w swojej klasie, uczeń piątej klasy szkoły podstawowej zdał się tutaj nadczłowiekiem, członkiem kasty wydzielonej zarówno od dzieci jak i dorosłych, wszystkich trwających w ohydnym bezruchu i bezwiedzy, jednych, pchanych ospale przez życie zwierzęcością, drugich, swoją metafizyką. Drugą siłą, która musiała opanować każdego Ubermenscha, był strach. Jawił się pod postacią lekkiego bólu czy nudności, gdzieś pomiędzy brzuchem a plecami, oznaczał dziwne zatwardzenie w gardle, i szybszy pęd myśli, w tym momencie zdających się jakby zwolnieniem śluz na długo wypełnianym zbiorniku dojrzałości. 

          Pierwszy krok osłupił Karola, jego powaga prowadziła jedynie do strachu - nie dlatego, że był to krok przełomowy, ale dlatego, że jego ciężki, zimowy but z hałasem dotłukł już wcześniej potłuczone szkło. Zaspany gołąb sfrunął gdzieś z wysoka. Post-sowiecki panoptykon wrócił jeszcze na chwilę do włamywacza, tym razem z parą oczu w każdym sąsiednim oknie, co teraz Karol uznał za niezasługujące na krztę jego uwagi. Następny krok był już wartki, jego impet był obietnicą następnego, a następny obietnicą dalszych i dalszych. Elewacja rosła i rosła, aż stanęła na wyciągnięcie ręki. Mały dziewięciolatek w biało-złotej albie instynktownie zadarł w tym momencie głowę do góry, a kościelna wieża, rozsypała się pod jego błyszczącymi bucikami na suchy, ceglany pył. W pobliżu rozległo się bicie dzwonów. Ósma rano. Jakby to był jego sygnał, Karol postawił pierwszą nogę w miejscu wyłamanego okna, i sam nie wiedząc kiedy, znalazł siebie w pustej, industrialnej hali.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...