Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Był śpiew, ruch, gwar, stukanie klawiszy
i wszystko nagle zamarło w ciszy.
Przyszła dziś do mnie martwa i głucha,
przejmuje me serce gdy ją słucham.
Gdzież te preludia, sonaty, nokturny,
niosące słońce w dzień szary, pochmurny?
Nuty otwarte zwijają się z męki
na wspomnienie dotyku twej ręki...
Kropla po kropli w zepsutym kranie
drąży wnętrzności swoim stukaniem
a zegar stojący na brzegu kominka
odmierza czas bez kropki i bez przecinka.
Cisza zamarła w oczekiwaniu echa
wołania do kogoś, kto kiedyś wyjechał.

Opublikowano

Ulubione rymy są. Plus. Krople w kranie trochę mnie zbiły z pantałyku. Bo całość bardzo romantyczna. Dla mnie - przy starym fortepianie siedzi matrona w sepii i lekko stuka w klawisze. Wokół koronki i lawenda. Tak. Uściski. E.

Opublikowano

Tak Eugeniuszu, ta cisza aż krzyczy, taka jest przeraźliwa.
Sam utwór jest naprawdę piękny, lecz smutny.
Żal opuszczenia, nieznośność ciszy.
Piozdrawiam z przyjaźnią, Janek.

Opublikowano

witaj Gieniu, aż mnie porządnie złapało za serduszko zauroczenie, atmosfera wiersza.
Pięknie napisałeś, jak piękna Twoja dusza być musi. Choć smutny swoją ciszą ale
z wielka przyjenością go czytałem. życze Ci najlepszego, podrawiam - Ryszard.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Te krople w "zepsutym" kranie krzyczą i podkreślają ciszę powstałą po wyprowadzeniu się z rodzicielskiego domu córki - pianistki; 20 lat grania i nagle nic! Twoja wersja, Elu, spodobała mi się, dziękuję! Pozdrowienia.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Żal za utraconym szczęściem, które odkrywa się po jego odejściu... Dziękuję Janku! Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Dziękuję, Ryśku, za piękne słowa; piekne są dusze, które dostrzegają piękno w innych duszach! Pozdrawiam serdecznie.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...