Józef Bieniecki Opublikowano 7 Lutego 2010 Autor Zgłoś Opublikowano 7 Lutego 2010 Czy to wieczorem ,czy to wczesnym rankiem, W twoich ramionach chcę nadzieję mnożyć. Być twoim mężem i twoim kochankiem, W zaciszu serca swą głowę położyć. Na aksamitnych twych serca pagórkach, Oddechy wtulę i oczu żrenice. A gdy zmęczenia przetnie czoło chmurka, Miód z ust pospijać i całować lice. Księżyc marzyciel przez okno się skrada, Baśnią miłości przerywając ciszę. Swoje miłostki szeptem opowiada, Nasze przeżycia ,w jego szepcie słyszę. Zgasłych nadziei wracają wspomnienia, W oknie osiadły,w księżycowej stronie. I słowem czułym spływają w promieniach, W srebrnych warkoczach,w księżyca ogonie. Już nocy koniec,jutrznia złotem wita, Skrada po cichu,nie zdąża obudzić. Przeżycia nocy pewnie z ust twych czyta, W kolorach ranka nie chce je ostudzić. Zaległa cisza, i duszy i ciała, I tylko serca jednym rytmem biją. I czekam słowa-że ty moja cała. I tylko moja-i nigdy niczyją. Józef Bieniecki
Ryszard Kisiel Opublikowano 7 Lutego 2010 Zgłoś Opublikowano 7 Lutego 2010 Witaj Józefie , przyznaję, że bardzo ładny wiersz. Temat piękny o młości, płynny, dobrze zbudowany, miło go się czyta. Pozdrawiam.
Gość Opublikowano 7 Lutego 2010 Zgłoś Opublikowano 7 Lutego 2010 Ładny, odbija od innych. Szczere gratulacje! Pozdrowienia.
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się