Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

wiele zgrubień już padło
wstrząsnąłeś podstawą nas
czy crescendo potrzebne
jest przy każdej wymianie
zdań wiem zawsze masz rację
dałeś mi widły i rogi
przypiąłeś świński ogon
trwam przy barykadzie bo
muszę zachować chociaż
jeden promyk dzielimy
się łóżkiem nie dzieląc się
sobą

Opublikowano
(...) dzielimy
się łóżkiem nie dzieląc się
sobą


Gabrielu, przejmująca życiowa prawda / jakże często w związku wygasa "dzielenie się sobą" (radości i smutki, zainteresowania, sukcesy porażki - to wszystko powinno łączyć wspólnie przeżywanie) / kiedy tego zabraknie, choć trwają nadal ze sobą jak "na barykadzie" do końca, to jednak ...zdarza się, że są od siebie bardzo daleko, a "łóżko" staje się jedynie obowiązkiem (malżeńskim) / może też być inna opcja - wolne związki np. na chwilę tzw. przygodne (łóżkowe) /

takie oto przemyślenia kołaczą w mojej łepetynce...nie wiem, czy o to "biega", ale tak misie /
a co do Twojej wersyfikacji, to zdążyłam się przyzwyczaić :)

serdecznie pozdrawiam :):)
Krysia
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



tak Krysiu, dokładnie o to chodziło. bałem się, że pojedziecie po płytkości wiersza, ale chyba jednak jest głębiej, niż sądziłem.

co do wolnych związków, wg mnie to początek końca. makijaż dla wygasającego uczucia. próbuje się ratować nas trzecią osobą. po co, skoro my to dwa.

wersyfikacja, ehhh właśnie. ja się zawsze staram równo. i nie wiem, czy słusznie... chyba mam jakiś ukryty pedantyzm, bo w życiu straszny bałaganiarz ;-))

dzięki za odczyt, bardzo poprawił nastrój.

pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...