Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


....toż widzisz Pawle jak mnie szarpie za nogawki Marcin.
W sumie to nieźle, nieźle... jak na początek...
Co to za nic nie znaczące pomruki? Nie początek, a koniec. Bo jak tak dalej będziesz mruczeć Marcinie, to zabaczysz mnie na tym portalu jak świnia niebo. A dla Ciebie to niepowetowana strata.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


W sumie to nieźle, nieźle... jak na początek...
Co to za nic nie znaczące pomruki? Nie początek, a koniec. Bo jak tak dalej będziesz mruczeć Marcinie, to zabaczysz mnie na tym portalu jak świnia niebo. A dla Ciebie to niepowetowana strata.
Uwaga, oświadczenie!
Sezamie!
W życiu spotkasz jeszcze nie raz i nie dwa głupich ludzi ( takich jak ja). Będą Cię krytykować, za to jak, co i o czym piszesz, ponieważ tak to już jest...Ucieczka z tego portalu ( już to przerabialiśmy z inną osobą) nic nie da...chyba, że trafisz gdzieś do zamkniętego klubu... ( byłem w takim i wierz mi, wytrzymałem dwa miesiące). Masz rację, odejście każdego człowieka to dla mnie niepowetowana strata, bo uwielbiam robić to co robię... Napisałeś stawowi, że nie opublikujesz tu dalszych części " Kopalni złota", a dlaczego? Sądzisz, że tekst sam się nie obroni, nawet jeśli przeczyta i skomentuje go idiota? ( ponownie mówię o sobie). Na wszelki wypadek, gdybyś jednak odszedł, powiem: Szkoda-Żegnaj. Jeśli jednak zdecydujesz się zostać usłyszysz: Fajnie, że jesteś...
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Co to za nic nie znaczące pomruki? Nie początek, a koniec. Bo jak tak dalej będziesz mruczeć Marcinie, to zabaczysz mnie na tym portalu jak świnia niebo. A dla Ciebie to niepowetowana strata.
Uwaga, oświadczenie!
Sezamie!
W życiu spotkasz jeszcze nie raz i nie dwa głupich ludzi ( takich jak ja). Będą Cię krytykować, za to jak, co i o czym piszesz, ponieważ tak to już jest...Ucieczka z tego portalu ( już to przerabialiśmy z inną osobą) nic nie da...chyba, że trafisz gdzieś do zamkniętego klubu... ( byłem w takim i wierz mi, wytrzymałem dwa miesiące). Masz rację, odejście każdego człowieka to dla mnie niepowetowana strata, bo uwielbiam robić to co robię... Napisałeś stawowi, że nie opublikujesz tu dalszych części " Kopalni złota", a dlaczego? Sądzisz, że tekst sam się nie obroni, nawet jeśli przeczyta i skomentuje go idiota? ( ponownie mówię o sobie). Na wszelki wypadek, gdybyś jednak odszedł, powiem: Szkoda-Żegnaj. Jeśli jednak zdecydujesz się zostać usłyszysz: Fajnie, że jesteś...
No nareszcie ruszyłes swój szanowny tyłek - to mój największy sukces. Jak zwykle, co jest w Twoim zwyczaju komentujesz na odwrót jak przystało na wytrawnego żartownisia (pewnie znów szykujesz jakis podstęp). Nawet nie mysl, żes wystraszył mnie swoimi niegroźnymi pomrukiwaniami. Bo tak pomyslałem, żes się obraził, masz wbrew pozorom czułe czułki. Jak zwykle walisz głupa nazywajac siebie idiotą. Powtarzasz to jak pacierz. A z pisaniem tak to jest, każdy z nas ma jakies tam swoje chimery. Czy będą następne częsci "Kopalni złota? - sam nie wiem i do ostatatniej chwili odpowiadam nijak. To cała tajemnica i zabawa. Ja tam lubię żeglować po portalach. Mnie już kręci nowy tytuł. Odnosnie komentarzy, przecież walczę tylko Twoją cyniczną bronią!
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


To nie kłótnia, ale przyjacielska pogawędka. Dlatego Pawle na razie masz tylko żółtą kartkę, to delikatnie w moim imieniu. Ale Marcin nie tak subtelny, jak nie zdenerwuje go mój podkomentarz dołoży ci więcej. Wątpię, czy będziesz miał z tego jakies korzysci. Nie zawsze ....trzeci korzysta. Też chlapłem.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...