Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

...piam

Wyprószone pożądanie
Pod powiekami inkubuje
A otwartym oczy
Widzę puch ociężały

Ni zamykać, ni otwierać
Zatrwożone części
Niezrozumienia łowią strawę

Nokturny
Cień jak co dzień
O zmroku okrywają zapomnieniem
A nad rankiem ponownie miotają o scenę

Ni zamykać, ni otwierać
Zatrwożone części
Zniewolenia sączą nektar

Wnet subtelnie stąpam niczym dźwięk w eterze
Miękko przysiadam i ciało wyzwalam
Okrywę wiedzy w girlandach przybieram
W szafirowej dobroci na ganku się skrywam

Otwartym oczy zadziwiony... usy...

Opublikowano

wiersz przeszedłem powoli, ociężale jak w początkowej fazie "Lokomotywy" Tuwima
udało się stożyć senny klimat i rebus nawet pan zaserwował publice:))
nie czepiam się, no może poza Wielkimi literami z początków wersów, ale to błahostka
jest nieźle
pozdrawiam
r

Opublikowano

prponowałabym zmienić słowa, które nadają ciężkości
wierszu, jak np. 'inkubuje', chyba, że celem była owa
i zamierzeniem Autora(...)

nokturny - w moim odczuciu bez słowa ' iluzyjne'
Cień jak co dzień
O zmroku okrywają zapomnieniem
A nad rankiem ponownie miotają o scenę

Ni zamykać, ni otwierać
Zatrwożone części(...)

ta część wiersza jest bardzo teatralna(
jak mi się teraz przypomina fragment" życie
to jest teatr, myślisz, opowiadasz, życie to jest ciągła
maskarada"jakoś tak w tą myśl mi idzie), ale
jak dla mnie najlepsza z całości, pokazuje,
że człowiek miewa stany nie zawsze wzlotów,
ale i upadków, całość jestr troszkę przygnębiająca,
z racji ciężkości,

subtelnie stąpam- to fajno(: wprawia w zdziwienie,
J. serdecznie

Opublikowano

dziękuję za komentarze, ciężar był zamierzony, to ciężar dnia , a to lekkość usypiania, gdyby nie to, nie byłby odczuwalny ten kontrast, bez słowa "iluzyjne" zdecydowanie lepiej wygląda - bardzo dziękuję, pozdrawiam .

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


ni ma za co, każdy tu coś przerabia,
dodaj zatem coś o śnie dla zrównoważenia
bo w wierszu nie dostrzegalny, a może tak wola Autora(...)
J. (:płoniaście

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...