Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jedna przyjaźń która trwa
Dwoje ludzi co się zna,
Zna, rozumie, lubi, wspiera..
Przed uczuciem się opiera.

Teraz na to im nie wolno,
Życie pędzi drogą wolną
Po rozdrożach dorosłości.
W sercu smutek, pełno złości.

Każdy dzień zadaje rany.
Często jesteś załamany.
Dom, miłość, praca, szkoła.
Teraz ktoś Ci pomóc zdoła?

Życie daje i zabiera,
Ktoś się rodzi, ktoś umiera.
Tak ten świat jest poukładany
Ciężko jest wprowadzić zmiany

Jedno jest co będzie trwało.
W trudnych chwilach pomagało
Gdy nam zabraknie pomysłu jak żyć
Wiary do walki, siły by być.

To co nam zawsze pomagać będzie
Ta przyjaźń, jedyna, prawdziwa, wieczna

Opublikowano

Panie Zbigniewie, proszę przeczytać głośno to, co Pan napisał. Czy jest to wyliczanka dla dzieci, czy Pańskie wspominki Czy jest to może wiersz? Czy miał tenże wiersz mieć rytm? Pogubił się!
Treść jest moralizatorska, pseudopomocna komuś tam. Po co jest ten tekst? Trzymam kciuki. Najlepsze życzenia.

Opublikowano

Tekst mówi o współczesnych relacjach między ludzmi, lękiem przed bliskością w dobie komputerów i tym podobnych "im" zamienników tych głębszych i prawdziwych uczuć jak (tu) przyjaźń. Tak ja to zrozumiałem przynajmniej, a nie znam się dobrze. Daje do myślenia, szkoda, że ujęty w takiej powiedziałbym " dziecinnej " formie. Pozdrawiam.
ps. w tytule jest przyjaŻń.

Opublikowano

Trochę rozumiem, o czym wiersz. Lecz: n.p. co znaczy :"przed uczuciem się opiera" (pierwsza strofa)? Myślę sobie troszkę i powolutku, że ostatni dwuwiersz jest niekonieczny? Może? Z całą życzliwością pozdrawiam. Elaale

Opublikowano

Wiersz był napisany o 3.47 w nocy, pod wpływem nie wiem czego. " przed uczuciem się opiera" znaczy ze Dwoje znakomitych przyjaciół broni się przed czymś więcej niż przyjaźń.
To moj pierwszy wiersz, napisany dla koleżanki. Gdy ona go czytała to łzy jej płynęły.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...