Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Alicja_Wysocka

Użytkownicy
  • Postów

    10 606
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    105

Treść opublikowana przez Alicja_Wysocka

  1. @Migrena Jeszcze mnie tutaj nie było, a powinnam - już się poprawiam. Ten wiersz jest jak modlitwa bez adresata - a może z adresatem, który istnieje bardziej w odczuciu niż w rzeczywistości, tak odbieram. Kobieta, o której piszesz to niemal zjawa, bardziej duchowa niż cielesna. Używasz delikatnych zmysłowych obrazów. Wiersz jak hołd - nie tylko dla kobiety jako osoby, lecz dla samej idei kobiecości. Oj, przewracasz kobietom w głowie, od samego czytania się kręci :)
  2. @FaLcorN Może spróbuj jeden rym na zwrotkę.
  3. @Migrena Zatem zgoda - Cezary. Gładko poszło!
  4. @FaLcorN A przy okazji pilnujesz rytmu :)
  5. @Leszczym Czyli, pierwsze trzy, nic nie zrobiły, jak dobrze, że miałeś ich więcej :)
  6. @Migrena Dałam Ci takie imię, to samowolka, wiem i tak mi nic nie zrobisz :p
  7. @Nata_Kruk, dziękuję :)
  8. @piąteprzezdziesiąteAle znalazłaś to w necie - częstuję się tym jak cukierkiem, cukierków też nie produkujesz, a ja mówię dziękuję :) Wiem, że nie Twoje, podpisane, że Tuwima. Ostatnio odkryłam trochę poezji ilustrowanej muzycznie przez AI. Odbieram to, co znam od dawna, jeszcze głębiej i mocniej. Serdeczności :)
  9. @Migrena Dziękuję bardzo, nigdy nie pisałam opowiadań, ale postanowiłam je spisać, a niech tam sobie będą, cieszę się, że przypadły Ci do gustu. Wiesz, sama się po latach śmieję się z siebie. Dzisiaj, przypomniałam sobie jak mój mały brat głośno płakał, aż mnie to zdenerwowało chyba, nie miałam więcej jak ze 3 latka. Mama kazała dać mu smoczek - ale to nic nie pomagało, darł się jeszcze głośniej, wtedy ja zauważyłam na stole jakieś pieniądze, monety. Zabrałam jedną i wrzuciłam mu do buzi. No i zaraz zrobiło się cicho, mama migiem przybiegła i okropnie mnie skrzyczała, bo on zaczął się krztusić, Ludzie mówią, że byłam zbyt mała, żeby to pamiętać - a pamiętam doskonale. Możliwe, że z powodu awantury i krzyku mamy. Mieszkaliśmy wtedy w dzielnicy Gdynia Oksywie. Tego domu już nie ma, ale we wspomnieniach cały czas jest, a teraz jeszcze w opowiadaniu.
  10. @piąteprzezdziesiąte Spodobało się :)
  11. @wierszyki No cóż, nie wiemy, nie możemy przewidzieć, które słowo do kogoś trafi, które otworzy drzwi, a które odbije się tylko jak groch o ścianę. Ileż się musi słowo nabiegać po schodach nakluczyć po zakrętach żeby trafić do serca żeby w nim zamieszkać by zostać zapamiętać Dziękuję za obecność :)
  12. @Berenika97Bereniko, mocno przeżywałam tę sytuację, tak wiesz, po dziecięcemu - ale małe dzieci też mają swoje duże kłopoty. Zwróciłam się z tym do mamy, a mama zapytała, - jak mogłaś zapytać dlaczego nie nosi? No i dołożyła mi zmartwień. A po chwili powiedziała - Ale mam głupiutką córkę... Dzięki, że byłaś :)
  13. @Kwiatuszek Dziękuję Kwiatuszku za odwiedziny :)
  14. @Berenika97 Pewnie będzie cd. Ciekawe co było dalej :)
  15. To było w pierwszej klasie. Święta - nie pamiętam już, czy Wielkanoc, czy Boże Narodzenie - ale wiem, że jechaliśmy do dziadków. Mama, tata, moi bracia i ja - całą rodziną, nocnym pociągiem, tym sypialnym. Ach, jaka to była atrakcja! Przedziały z łóżkami, wszystko pachniało inaczej niż zwykle. Spałam na górnym łóżku, cicho słysząc stukot kół i rozmowy zza ściany. Dziadkowie mieszkali w Łodzi, na Piotrkowskiej, w starym piętrowym domu. Klatka schodowa była ciemna i pachniała kurzem - trochę się jej bałam, a trochę lubiłam ten dreszczyk. Dziadkowie mieli piec kaflowy, starą kredensową kuchnię i mnóstwo zakamarków, w których można było buszować. I właśnie tam, w jednym z zakamarków, trafiłam na skarb. To nie były zwykłe koraliki. Nie takie z plastiku, sklepowe. Te były... inne. Koraliki zrobione z wysuszonych ziaren ogórka, zafarbowane - chyba atramentem - i nawleczone na nitkę. Niby byle co, a dla mnie to było coś absolutnie wyjątkowego. Takie korale, jakie mogły mieć tylko lalki z baśni, albo bardzo eleganckie panie. Zapytałam babcię, czy mogę je sobie zabrać. - Ależ dziecko, to przecież byle co… Ale jak ci się podobają, to bierz - powiedziała, machając ręką. Więc je wzięłam. Zawinęłam w papier i schowałam do kieszonki. I już wiedziałam, co z nimi zrobię. Dam je pani Bogusi - mojej wychowawczyni. Ona była taka ciepła, elegancka, mówiła do nas miękko i z uśmiechem. Bardzo ją lubiłam. Dam jej w prezencie. Następnego dnia w szkole podeszłam do niej i wręczyłam zawiniątko. - To dla pani - powiedziałam dumnie. Pani Bogusia rozwinęła papier, spojrzała na moje korale i… uśmiechnęła się. - Ojej, jakie śliczne! - powiedziała. - Dziękuję, Alu - i pogłaskała mnie po głowie. Byłam przeszczęśliwa. Tylko... przez następne dni wypatrywałam ich na jej szyi. No bo jak to - skoro śliczne, skoro prezent - to przecież powinna nosić, prawda? Ale nie nosiła. Mijały dni. Mijały tygodnie. A ja codziennie patrzyłam. Aż w końcu, któregoś dnia nie wytrzymałam i... zapytałam. Przy całej klasie. - Proszę pani, a dlaczego pani jeszcze nigdy nie ubrała moich korali? Zapadła cisza, wszyscy spojrzeli na panią Bogusię. A ona się tylko uśmiechnęła - tak jak to tylko ona potrafiła - i odpowiedziała: - Wiesz, Alu… nie mam jeszcze sukienki do nich. Ale jak kupię, to od razu założę. Uśmiechnęłam się. I z jakiegoś powodu - bardzo się wtedy ucieszyłam. Dzisiaj, kiedy sobie to przypominam, robi mi się ciepło na sercu. I trochę wstyd. Nie wiedziałam wtedy, co to znaczy „wstyd”. Dopiero po latach zrozumiałam, że ta sukienka - to było najpiękniejsze wyjście z sytuacji, jakie mogła mi dać. I do dziś, kiedy patrzę na dzieci, które wręczają komuś coś zrobionego z miłości - zawsze widzę te moje ogórkowe korale. I uśmiech pani Bogusi.
  16. @Corleone 11, Jolka narysowała psa, który był bardziej podobny do taboretu, a ja wstydziłam się, że nie potrafię, więc schowałam go w budzie, znaczy on się schował (muszę się trzymać faktów) Dziękuję i pozdrawiam :)
  17. @Jacek_Suchowicz Jacku, Jacku, Ty łasuchu, co do smaku masz zapały, najpierw rosół, potem kluski - a na deser - żart wspaniały! Makaronik, pieróg, skwarki, wszystko leci jak z orkiestry - tylko błagam - bez bąbelków bąble zostaw na Sylwestry! W kuchni tańczysz, w rymie szaleń, słowa lepisz jak pierogi - ale dajże chwilkę wytchnąć - jeszcze chciałbym ciut pożyć! :)
  18. @Sylwester_Lasota Czarodzieju mój, Sylwestrze co to słówka w rytmach pleciesz, choć w szlafmycy, choć bez fraka Ty na wierszach znasz się przecie! „gołosłowny” Ci się udał, po kąpieli - lekki, żywy, a że czasem gołość świeci - to nie grzech, gdy rym prawdziwy. I niech fruwa - jak chce - cały, czy ma guzik, czy ma klapy, wiersz, co świtem się uśmiecha, nawet kiedy zdjął chałacik. A że Jacek się rozkręcił, humor ostry, brzytwa w dłoni - niech mu będzie - też poeta, rym za rymem, musi gonić. :) @Jacek_Suchowicz Drogi Jacku, dzięki wielkie za ten wersów grad po głowie, choć wierszowy gołodupiec - nie zasłużył aż na mowę. Czy go ścigać paragrafem? Czy zamąca dzieciom głowy? On nie z gender, nie z Europy tylko z szuflad Sylwestrowych! Leci sobie, jak to bywa z lekką myślą, lecz z fasonem czasem wpadnie w cudze rymy, czasem znika w nieboskłonie. A że trochę się rozebrał? Cóż, poezja lubi ciało - jedno słowo i mrugnięcie - już się sensów nazbierało. :)
  19. @Jacek_Suchowicz bo rosołek doskonałą jest receptą na humorek i na poprawienie zdrówka zawsze z menu go wybiorę ma klarowny być koniecznie i gorący więc się przekradł sam do puenty pomysł żeby do rosołu się rozebrać :)
  20. @Sylwester_Lasota wierszyk całkiem jest do rzeczy przecież nic mu nie brakuje wziął się nawet ciut bod boki jak figura wprost do ujęć a że goły jest cóż szkodzi tak wywijał że się zmachał i do puenty dotarł dzielnie więc się nie ma o co strachać Przecież nawet rozebrany może kazać wzrokiem wodzić prawdę widać gołym okiem nawet gdy się modnie nosi Dziękuję Sylwestrze :)
  21. @JWF Dziękuję :)
  22. @GosławaDzięki :)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...