Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Alicja_Wysocka

Użytkownicy
  • Postów

    10 606
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    105

Treść opublikowana przez Alicja_Wysocka

  1. @Migrena A Ty jesteś Czaruś, ech... @Berenika97A Ty Bereniko, jesteś Czarodziejką, dziękuję :)
  2. @Rafael Marius, @violetta, dziękuję :)
  3. @viola arvensis Violu, dziękuję za odwiedziny i komentarz, serdeczności :) @JWF, dziękuję :)
  4. Też tak myślę :)
  5. @viola arvensis Violu, Twój wiersz ma autentyczną tęsknotę i delikatność i jednocześnie siłę, która tkwi w tej miłości, zdolnej przemieniać smutek w uśmiech, zmęczenie w ogień, a samotność w bliskość.
  6. @Jacek_Suchowicz Jacku, dzięki za inspirację. Jakiś czas temu, brat z bratową wyjechali na urlop, a mnie przypadło podlewanie kwiatków, karmienie kota i rybek. Kot miał na imię Manases - i wiesz, siedział przed akwarium jak zaczarowany, tylko ogon mu się kiwał, to w prawo, to w lewo. W pewnym momencie skoczył na szybę przykrywającą akwarium i wpadł do środka. Szybciej wyleciał niż wpadł i później żalił się okropnie :)
  7. siedzisz jakby mimochodem w oku masz całą galerię zdarzeń których jeszcze nie było lub były przyczajony na krawędzi szyby oddzielającej ciekawość od zamoczenia się w czymś więcej wzrok masz taki jakbyś już raz wskoczył i jeszcze szybciej wyskoczył a mnie robi się duszno pod przecinkiem cisza ci się dobrze układa w dłoniach ja tymczasem robię bąbelki z wody i zdziwienia nie wskakuj jeśli nie chcesz ale ostrzegam czasem w tej wodzie odbija się coś więcej niż ryba
  8. @Leszczym Rozbrajasz mnie tą swoją szczerotą - niby śmiech, a gdzieś tam ukłucie między słowami. To jest dobre. Nieskładne, bo ma być takie. Rozlewność, roztrzepanie i kręta droga myśli.
  9. @Jacek_Suchowicz a na tej ziemi jest rzek miliony po cóż mam szukać tej milionowej tę mam najbliżej inne daleko i w którą udać się świata stronę ryb nie łowiłam żyję w akwarium to mnie chcą złowić boję się kota on się wpatruje ciągle przez szkiełko i myśli o tym jakby mnie dopaść
  10. @Jacek_Suchowicz Jak to nie wolno wchodzić do rzeki, po niej już tylko wanna zostaje? Co robić zimą, gdy tylko morze gdzie złota rybka, z krainy bajek? Też miałam blisko do dogadania ale wybrałam domowy brodzik a jeśli zechce, trzeci raz może lecz już nie ze mną - do wody wchodzić.
  11. @Annna2 Miałam Aniu. Wiesz, wtedy przenieśli mnie za głowę i za nogi - dwóch mężczyzn i zawieźli, po czym zanieśli do mojego pokoju - w ubraniu położyli do łózka. To wszystko trwało kilka godzin, wszystko słyszałam, Adam zwołał naradę, nie wiedział co robić, jeden z jego kolegów, przyszedł wtedy do mnie do pokoju, przysiadł na brzegu łóżka, pogłaskał mnie po głowie i cicho zapytał - co ci zrobił Adam? Wtedy ja otworzyłam oczy i cicho poprosiłam - przekonaj Adama żeby otworzył powrotny bilet, nie wiem co mi jest, wolałabym chorować w domu, w kraju. Długo nie trwało, Adam zadzwonił na lotnisko, sam mnie spakował. Następnego dnia z rana, miałam powrót do Warszawy, Adam z kolegą mnie odprowadzali. Wtedy mówiłam w duchu, Boże... dziękuję, niech to się wreszcie skończy... Ale teraz, Aniu, myślę sobie, gdyby tak Adam potrafił się dłużej kryć, gdyby udawał... a ja bym uwierzyła...
  12. @Berenika97 O, kolejna nawrócona na rym! :)
  13. @Marek.zak1 Dziękuję, że zajrzałeś, Marku. Gdyby wtedy mi się nie udało, to co zaplanowałam - to i tak by mnie nie "dostał" Jemu bym nic nie zrobiła - ale sobie. Jak dzisiaj widzę dziewczyny i kobiety, którym marzy się podobna "kariera" to mi ich żal - ale chyba dlatego, że życie podarowało mi już taką lekcję i o nią jestem mądrzejsza.
  14. @Berenika97 Dziękuję Bereniko, Przeczytałaś z uwagą, to historia autentyczna. Nie było mi wtedy do śmiechu, byłam przerażona, na pół żywa. W drodze powrotnej, w samolocie długo płakałam, ludzie pytali co się stało, jak pomóc - cóż mogłam powiedzieć. Ja wtedy płakałam ze szczęścia, że wreszcie jestem daleko od niego. Nie skrzywdził mnie fizycznie, w żaden sposób, ale odcisk na psychice - mam jak lej po bombie. Serdeczności :)
  15. Opowiem Ci dziś o przygodzie, jaką miałam z Ameryką. Nie wiem, czy kiedykolwiek w życiu przeżyję coś równie wielkiego – i równie trudnego. Jakiś czas temu poznałam, przez przyjaciół, pewne małżeństwo Polaków, którzy od dwudziestu lat mieszkali w Chicago. On – Adam – był już z trzecią żoną, Krystyną. Z czasem zaprzyjaźniliśmy się, zaczęliśmy regularnie korespondować. W tym samym okresie rozpadło się moje małżeństwo, a jego żona zmarła na raka. Rok później Adam przyjechał do Polski sam. Oddałam mu swoje mieszkanie na czas pobytu, a sama przeniosłam się do przyjaciół. Spotykaliśmy się czasem we trójkę. Nic nie wskazywało na to, że moglibyśmy się sobie spodobać – był uprzejmy, ale zdystansowany. Pisałam do niego coraz częściej – tylko do niego, bo już nie miał żony. Adam był starszy ode mnie o 25 lat. Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego dnia przysłał mi zaproszenie do siebie, do Ameryki. Powiedziałam mu, że mnie nie stać – wtedy odpowiedział, że on zaprasza i on płaci. W dwie strony. Wkrótce wysłał telegram: czeka go operacja oczu, potrzebuje pomocy. Uznałam, że trzeba pomóc – a przy okazji zobaczyć kawałek świata. Taka szansa nie zdarza się codziennie. Wizę dostałam – ku własnemu zaskoczeniu. Po wyjściu od konsula, obcy ludzie gratulowali mi szczęścia. A Adam miał tylko jedną prośbę: żebym nikomu nie mówiła o wyjeździe. Nawet rodzicom. Tłumaczył, że skoro on płaci, to ma też swoje warunki. I tak w pewną letnią niedzielę wsiadłam do Boeinga i poleciałam. Lot trwał 12 godzin. Nie spałam – nie chciałam przegapić ani jednej chwili. Wszystko było takie nowe, piękne, ekscytujące. Na lotnisku O'Hare czekał Adam z bukietem czerwonych róż. Mieszkał w dobrej dzielnicy, w trzypiętrowym domu, z trzema sypialniami na każdym poziomie. Nawet piwnica miała kafelki. W domu mieszkali też inni Polacy. Po odpoczynku zapytał, czego potrzebuję – po czym zabrał mnie na zakupy. Tego dnia kupił mi sześć par butów, każda w innym kolorze. Dostałam własny pokój i pełny dostęp do mieszkania – za tamto, które kiedyś jemu udostępniłam. Następnego dnia zadzwoniłam do rodziców. Powiedziałam, że dzwonię z Ameryki. Mama zaczęła płakać. Ja też. Wtedy właśnie dotarło do mnie, co zrobiłam. Nie zabrałam żadnego zdjęcia rodziny. Poczułam się nagle strasznie, samotnie. Rozpłakałam się... Adam podszedł do mnie i powiedział: – Do rodziców pojedziemy razem, ale dopiero po naszym ślubie. Zdrętwiałam. Byłam jeszcze oszołomiona podróżą, zmianą czasu, nowością wszystkiego… a w tej właśnie chwili usłyszałam, jakie ma wobec mnie plany. Poprosiłam, żeby powtórzył. Po chwili namysłu powiedziałam, że wyjdę za niego – ale tylko jeśli się zakocham. Bez miłości ani rusz. Zapytał, czy nie przeszkadza mi różnica wieku. Odpowiedziałam, że jeśli się kogoś pokocha, wiek nie ma znaczenia. Chciał ślubu jak najszybciej. Twierdził, że ma wystarczająco dużo pieniędzy, złota, że będzie nam dobrze. Ja potrzebowałam czasu. Powiedziałam mu wprost: chcę pokochać człowieka, nie jego pieniądze. Bo jeśli pieniądze znikną – co mi wtedy zostanie? Zaczęłam porządkować dom, choć mnie o to nie prosił. On pracował po 16 godzin dziennie. Zaczęłam się nudzić, rozglądałam się za zajęciem. I właśnie wtedy wszystko zaczęło się psuć. Stał się chorobliwie zazdrosny i zaborczy. Nie pozwalał odbierać telefonów, podsłuchiwał, śledził. Zabronił mi wychodzić z domu. Otwierał moje listy. Podejrzewał mnie nawet o to, że… chcę go otruć. Myślałam, że żartuje. Nie żartował. Znalazłam pracę, mimo jego sprzeciwu. Z każdym tygodniem widziałam więcej. Pił coraz częściej – nawet w nocy. A kiedy czuł się źle, znowu oskarżał mnie o trucie. Wtedy już wiedziałam, że muszę uciekać. Pewnego dnia, w złości, powiedziałam mu: – Mój mąż zawsze jadł wszystko, co ugotowałam, i po każdym posiłku dziękował mi buziakiem. A ty nie dość, że nie dziękujesz, to jeszcze mówisz, że chcę cię otruć... Chcę natychmiast wracać do domu! W jego oczach zobaczyłam wtedy coś dzikiego, jakby ogień. Z pianą na ustach powiedział: – Nie myśl, że stąd wyjedziesz. Ściągnę cię z lotniska. Powiem, że mnie okradłaś – uwierzą mi. Zrozumiałam, że mam do czynienia z niebezpiecznym człowiekiem. Zaczęłam chudnąć. Ze stresu, z bezsilności. Schudłam 10 kilogramów. Nie mogłam spać, nie mogłam jeść. Zabezpieczyłam dokumenty i pieniądze – schowałam je do sejfu. Bałam się, że zabierze mi paszport. Obmyśliłam plan. Pewnego dnia w pracy położyłam się na zimnej podłodze w łazience, udając omdlenie. Leżałam bez ruchu, jak martwa. Po jakimś czasie mnie znaleźli, zadzwonili do Adama. Polewali mnie wodą, przykładali lód. Leżałam nieruchomo. Gdy dowieźli mnie do domu, zaczęli się naradzać. Liczyłam, że jeśli wezwą lekarza, powiem mu prawdę. Jeśli polskiego – to jeszcze lepiej. Miałam nadzieję, że uda się coś ustalić. Adam bał się szpitala – mówił, że jeden dzień kosztuje 500 dolarów. Pomyślałam z goryczą: tak wygląda ta jego miłość, wartej wszystkich skarbów świata... Zaproponowałam, żeby kupił mi bilet powrotny, póki nie jest za późno. Zgodził się natychmiast. Jeszcze tego samego dnia zarezerwował lot. Rano sam zawiózł mnie na lotnisko. Ledwo trzymałam się na nogach. Kiedy siedziałam w samolocie, wciąż nie mogłam uwierzyć, że naprawdę wracam. Płakałam z radości i z ulgi. W całej Ameryce widziałam tylko jedno – ogród zoologiczny. I jego. Takiego, jakim naprawdę był. Cieszę się, że nie dałam się kupić. Pieniądze są ważne – ale nie kupują miłości, bezpieczeństwa ani szacunku. To, co w życiu najcenniejsze, nie kosztuje nic. I to jest sprawiedliwe. Bo dostęp do miłości i przyjaźni mają nawet najbiedniejsi. Adam po moim odlocie ożenił się jeszcze dwa razy. Dziś mieszka w Polsce, niedaleko mnie. Czasem dzwoni. Znów jest samotny.
  16. @MIROSŁAW C. Dzika róża w wierszu to dla mnie metafora kobiety wolnej, nieujarzmionej, która pozwala się dotknąć nie tylko myślą i słowem, ale też czynem. Jest piękna, odświętna i pełna tajemnic i zapachu. To hołd dla tej dzikiej kobiecości, nieokiełznanej, prawdziwej i pełnej życia, tak jak smak dzikiej róży w słoiku. Ten wiersz przypomina mi teraz czas dzikiej róży, gdy jej owoce dojrzewają i można z nich zrobić pyszne konfitury. Podarowałam kilka słoików mojemu lekarzowi, który opowiadał, jak wyjątkowy jest to dar natury pełen niebiańskiego smaku.
  17. @Starzec Wiesz, że Twój wiersz mnie zatrzymał? I teraz myślę sobie - kto tak naprawdę wie, kiedy jest za wcześnie, a kiedy za późno? Wystarczy, że jedno z Was tak pomyśli, a droga się rozminie.
  18. @Annna2Ten wiersz jest jak długa rozmowa z kimś, kto kiedyś był bardzo bliski (myślę) - rozmowa szeptem, ale z mocnym, emocjonalnym rdzeniem. Jest w nim melancholia, czułość, duchowość i prawda.
  19. @Jacek_Suchowicz Temat bardzo gorący - chyba nawet za bardzo, jak na mój odbiór. Nie potrafię wejść w dyskusję, ale zostawiam ślad czytania i zamyślenia, pozdrawiam :)
  20. Umówiłem się z nią na dziewiątą Król Maciuś Pierwszy Trzy wiedźmy Cztery pory roku
  21. @Migrena No właśnie, coś w tym stylu. Panu Sąsiadowi będzie miło, ale może zapytać skąd Ala zna jego psa. Wtedy nadmień, że piesek był w wierszu, znam go - pozdrawiam :)
  22. @Migrena To pogłaszcz pieska pana sąsiada, zapytaj czy możesz i powiedz, że to prośba Ali :) No chyba, że piesek wredny jest, to lepiej nie.
  23. @Migrena Cichy, łagodny, wzruszający obraz codzienności, która już nie goni, nie krzyczy - tylko jest. Nie trzeba tu wielkich słów, ten wiersz sam mówi najważniejsze. Zostaje w sercu, jak miękki krok psa i dłonie, które jeszcze pamiętają, że są potrzebne. Pogłaszcz psa od Ali , tak, żeby zrozumiał :)
  24. @Berenika97 Twój bohater wydaje się introwertykiem, ale przede wszystkim - człowiekiem zbudowanym z ciszy, bólu i niezgody na świat, który go odrzucał. Przejmujący wiersz o samotności, o tym, jak łatwo wykluczyć, i jak trudno potem nauczyć się znów otwierać dłonie.
  25. @Simon Tracy Czasem wystarczy przetrzeć szybę - tam naprawdę jest słońce i zieleń. Możesz nie nazywać tego narzekaniem, ale Twoje wiersze niosą bardzo dużo bólu, bezsilności, samotności. I to właśnie one mówią najwięcej jak Ci jest teraz. Nie warto oszukiwać siebie - siebie najlepiej słuchać uważnie.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...