Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Sylwester_Lasota

Użytkownicy
  • Postów

    13 061
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    60

Treść opublikowana przez Sylwester_Lasota

  1. Dziękuję Waldku. Pozdrawiam Również
  2. Dzięki serdeczne. Wzajemnie :) "Wartości", to nie najlepsze słowo w tym przypadku, ale brakuje mi właściwego ich zamiennika... Dzięki za czytanie i odwzajemniam pozdrowienia. Cieszę się z podobania, o momenty nawet nie pytam. Również serdecznie pozdrawiam.
  3. ciągle idziemy pod górę tato nie mamy baranka cisza ostra jak nóż który podcina radość poranka co dniem już nigdy nie będzie bo w czarną noc się przemienił przygasił słońce i gwieździe rozkazał zgasnąć nadziei ciemność rozrywa mi serce głos jak grzmot z jasnego nieba odłóż zbrodnicze narzędzie przebacz mi synu mój przebacz on wie już o tym na pewno że są wartości ważniejsze niż życie nie wiodłeś mnie nadaremno na krwawy ołtarz na szczycie
  4. Technicznie, jak zwykle, bardzo dobrze, ale z przesłaniem absolutnie się nie zgadzam. Osobiście uważam, że człowiek, w swojej naturze, jest istotą wierzącą i tak naprawdę nie ma ludzi niewierzących. Inna kwestia, to kto, w co wierzy. Można nawet wierzyć, że się w nic nie wierzy, ale jest to oszukiwaniem samego siebie. Myślę, że to, w co wierzymy, w dużym stopniu wpływa na to komu lub czemu służymy (dopóki nie jesteśmy do końca zniewoleni). Uważam też, że naturalna potrzeba wiary człowieka jest obecnie bardzo sprytnie i, co ważniejsze, niezwykle skutecznie wykorzystywane przez wielkich manipulantów tego świata. Pustka tzw. "niewiary" jest doskonałym poligonem takich działań, niestety. To tylko moje zdanie, bez próby prostowania czyichkolwiek ścieżek, żeby nie było, że coś tam ;) Pozdrawiam.
  5. No i już jestem :))))))))))))))))))))))))))))) ;) Dziękuję serdecznie i z wzajemnością. Oby był lepszy od mijającego! Pozdrawiam
  6. Człowiek dąży do życia na ludzkiej fermie, podobnej do tych zwierzęcych, gdzie wszystko jest poukładane i podane na czas. Podstawowe potrzeby są zaspokajane z matematyczną precyzją, a każde istnienie jest podporządkowane najwyższemu celowi - efektywności ekonomicznej. Tu nie ma miejsca na czcze zachwyty, liczy się tylko zimna kalkulacja. To, w czym teraz wszyscy siedzimy po uszy, wydaje mi się ni mniej, ni więcej, tylko próbą zagonienia nas do takiej "zagrody", bo, niestety, na mój chłopski rozum, żadne inne argumenty jakoś nie chcą się posklejać w jednolitą całość. Pozdrawiam
  7. Myślę, że nawet pojęcie "miejsca" jest w tym przypadku baaardzo względne. Osobiście powiedziałbym, że to jest raczej pewien "stan". Kończę się móndrować i Serdecznie pozdrawiam :)
  8. Tekst taki sobie, ale klimat mi się podoba. To BN jest z wielu powodów dla mnie, zapewne jak dla większości z nas, zupełnie wyjątkowe, wiec i tęsknota do tradycyjnej normalności, którą odnajduję w wierszu, większa. Pozdrawiam świątecznie
  9. A to znasz? Pani Ala się opala, a pan Adam się podwala. Pani Ala nóżki w górę, a pan Adam prosto w ... tu sobie dorymuj :) Trochę podobne, tyle że się rymuje... no i kota ni ma. Pozdrawiam :)
  10. Tak, ale to tylko taka bajka przecież ;) Pozdrawiam świątecznie :)
  11. Radosnych i zdrowych Świąt Wam wszystkim, również ode mnie :).
  12. Przemyślę. Dzięki :) Również pozdrawiam
  13. Nadeszła zima, śniegi i mrozy, drogi zawiało na biało. Żółty kabriolet swój dach nałożył, wycieczki mu się zachciało. Bo co urodą może się mierzyć z porą, co skrzy się i bieli? Szczególnie wtedy, kiedy śnieg świeży świat tuli w czystej pościeli. Żółty kabriolet - przygód amator, nie będzie czekał do wiosny. Wyruszył w trasę, jak wcześniej, latem, lśniący, błyszczący, radosny. Wymknął się z miasta, gnał autostradą poprzez krajobraz uroczy, lecz wkrótce zwolnił, za znaków radą, na wiejską drogę się wtoczył. Gdy jechał dalej, zobaczył nagle, jak w poprzek jezdni wyrasta wielka jak góra, tańcząca z wiatrem, śnieżna przeszkoda. Tak! Zaspa! "Jak się rozpędzę, pewnie dam radę". Pomyślał żółty kabriolet. "Z łatwością przecież szybko przejadę przez taką zawalidrogę". Jednak się biedak nieco przeliczył, bo utknął w zaspie na dobre. Przez chwilę znane manewry ćwiczył, aż w końcu westchnął: "Nie wybrnę". A wokół było pusto i biało, tylko, w zimowych ramionach, przy drodze, którą śniegiem zawiało, skrzyła się wioska uśpiona. W szybie mu błysła nadziei iskra i głośno krzyknął: "Pomocy!" Gdy mały traktor sygnał usłyszał, wnet się z garażu wytoczył. Mały traktorek ma duże koła, jest przy tym silny jak niedźwiedź. Zaspę z łatwością pokonać zdoła, więc mocną linę już wiezie. Do kabrioletu linę podczepił, autko wyciągnął z łatwością. "Mały traktorku! Ty jesteś wielki!” Krzyknął kabriolet z wdzięcznością. „To nic takiego, drogi kolego”. Odparł traktorek wesoły. „Łatwo coś zrobić, kiedy do tego jesteś dokładnie stworzony”. Wnet się rozstali. Żółty kabriolet ostrożnie wrócił do miasta. Pomyślał sobie mały traktorek: „Nieduża była ta zaspa”. Więc wkrótce o niej całkiem zapomniał, przecież zbliżała się wiosna i dużo pracy w polu, na łąkach. Może kabriolet znów spotka? Wcześniejsze części:
  14. Mówisz i masz. :). Lepszy. Poprawione. Dzięki :) Pozdrawiam
  15. Gdy przyszła jesień, mały traktorek, jak zwykle, ciężko pracował. Ostatnie plony zwiózł do stodoły i pole ponownie zaorał. Żółty kabriolet po drogach pędził, skąpany w promieniach słońca. Opadłe liście podnosił z jezdni, ścigał horyzont bez końca. I myślał sobie: "Głupi ten ciągnik, co w kółko tylko się kręci. Zwykły prymityw, zarył się w roli I nawet kraju nie zwiedził”. A mały traktor w końcu odpoczął w garażu cichym, choć zgrzebnym i marzył o tym, że wczesną wiosną znów będzie bardzo potrzebny.
  16. Nie ma sprawy. Będą jeszcze dwie części. Też zastanawiam się jeszcze nad tym ostatnim wersem... może go go zmienię, nie wiem. Na razie czekam na olśnienie ;) Wzajem.
  17. Dzięki Agato. Uwagi biorę do serca i analizuję. Zobaczymy co się da zrobić. Również pozdrawiam :) Warsztat, nie warsztat, poprawione. Mam nadzieję, że na lepsze :). Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.
  18. Mały traktorek przez całe lato trudził się w polu, na łące. Żółty kabriolet, przygód amator, cieszył się wiatrem i słońcem. Raz, gdy go spotkał na wiejskiej drodze z wielką i ciężką przyczepą, "Może - powiedział - by się koledze zdało odpocząć co nieco? Bo przecież latem piękne są góry i piękne latem jest morze." "Odpocznę - odparł mały traktorek - gdy wszystkie plony pozwożę." I dalej ciągnął swoją przyczepę, załadowaną po brzegi. Żółty kabriolet znikł za zakrętem, w nową przygodę już pędził.
  19. Bo w końcu to fraszka :))) Trochę długawa, ale jednak. Dziękuję i pozdrawiam Dziękuję Marku :) Również pozdrawiam
  20. może być jak koń albo koniuszek choć to zupełnie jest bez znaczenia w kąciku oko nie w koniunkturze od kiedy końca bez końca nie ma na koncie tylko komiwojażer koniecznie zawsze w białym kimono kontemplujący nie w garniturze to co komicznie mu wyznaczono a tak naprawdę to była ona ciągnęła fraszkę pustą bez końca bo jak wiadomo rzecz to stwierdzona końca bez końca nie ma do końca okoniem staje na końcu drogi lecz to zupełnie jest bez znaczenia kończyny krótkie za krótkie rogi od kiedy końca do końca nie ma
×
×
  • Dodaj nową pozycję...