Sylwester_Lasota
Użytkownicy-
Postów
12 940 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
60
Treść opublikowana przez Sylwester_Lasota
-
dziwny wiersz nad zapożyczonym tytułem na końcu
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Sylwester_Lasota utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
:))) No i nie wiem, co mam na ten komentarz odpisać :))) Dzięki. Trzymaj się :) -
No i teraz dałbym Ci jeszcze jedno serduszko... a nie mogę. Naprawdę, bardzo dobry tekst.
-
dziwny wiersz nad zapożyczonym tytułem na końcu
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Sylwester_Lasota utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
I usunięte. W tym wersie jest jedyne nie jedynie, ale żonglowałem tym słowem trochę, więc może wyłapałaś jak tak właśnie było. Ostatnio, w ogóle, rzeczywistość dostarcza nam wiele tematów do przemyśleń. Dzięki za wszystkie uwagi i komplementację :))). Pozdrawiam serdecznie. P.S.: jedynie też wyrzuciłem :) -
Ej, nie wciągajmy w nasze konwersacje mocy nadprzyrodzonych :))). Nie było cudu, bo nie było co wybaczać :) Z każdym czytaniem ten tekst mi się bardziej podoba, ale zgadzam się z sugestią @tetu, ale na aby i porawione zakończenie, i będzie naprawdę super. :) Pozdrawiam :)
-
OK, nie będę. Nara.
-
Nieźle. Bez przekroczenia granicy dosłowności i dobrego tonu. To mi się podoba. Nie razi mnie "ledwość", aczkolwiek np. "z trudem" mogłoby ją doskonale zastąpić. Pomyślałbym jeszcze nad ostatnimi czterema wersami, bo nastąpiło tam pomieszanie osób :) Pozdrawiam
-
dziwny wiersz nad zapożyczonym tytułem na końcu
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Sylwester_Lasota utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Ja pamiętam :))) Mniej więcej w tym czasie: :) No cóż... Cieszę się, się, że znów do mnie zajrzałeś i... Dzięki. Pozdrawiam I co? Do poczytania? :) ;) -
szczęk broni znów o świcie opadają szczęki jedyne dziwy się nie dziwią tylko ćmią się jak te ćmy po kątach od knota nawet ze świecą łzy u nich nie ujrzysz popatrz wypaczone nie płaczą może czasem nad własnym losem morze łez ronią jak ranną rosę jednak czas równa góry i doliny ich z nami nas z nimi. I cały sens znów poszedł w las ki jak dziwny w tytule dziwny jest ten świat
-
rosyjska ruletka
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Natuskaa utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Też mam takie wrażenie. Pozdrawiam -
Sex work is work?
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Rolek utwór w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy
A mi się wydaje, że tytuł jest do granic możliwości niepoprawny.... reszty nie czytałem. Pozdrawiam -
Cmentarz dla Lalek
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Dekaos Dondi utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Oj joj joj! Horrorrr! Wszystkie zeszłe feministki przewracają się w grobach: panią grabarką, panią grabarą... ale nie grabarz ???. Żartuję oczywiście. Był taki, bodajże, węgierski, pisarz, który pisząc podobne koszmarki, dorobił się sporej sławy. Pozdrawiam. -
Bój się Boga, kochaj nieprzyjaciół swoich.
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Sylwester_Lasota utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
@NatuskaaDziękuję z całego serca za serce. Pozdrawiam. -
Nie idzie zrozumieć
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
:) -
Nie idzie zrozumieć
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Leszczym utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Jedyne dziwy się nie dziwią, tylko ćmią się jak te ćmy po kątach od knota świecy, tak że nawet ze świecą już łzy u nich nie ujrzysz. Popatrz, wypaczone nie płaczą. Może jedynie czasem nad własnym losem morze łez ronią jak ranną rosę. Jednak czas równa góry i doliny. Ich z nami, nas z nimi. I cały sens znów poszedł w las ki. Pozdrawiam -
Nie pamiętam, czy to było
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Lidia Maria Concertina utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
To e, to się chyba tak przypadkiem wcisnęło. :) Nawet niezły tekst, ale z wyjątkiem trzech ostatnich linijek, które są zbyt do słowne, i zbyt brutalne w swojej wymowie, moim zdaniem. Pozdrawiam -
Wybrałam Ciebie
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Groszki_i_róże utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Jest w Twoich tekstach jakaś autentyczna szczerość. To duży plus. Pozdrawiam.- 8 odpowiedzi
-
1
-
- delikatność
- wrażliwość
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
cierpienia starego osła
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Sylwester_Lasota utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Dziękuję :) Również pozdrawiam. -
Globulka
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Lidia Maria Concertina utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Ja niestety odczuwam... chociaż może chciałbym też nie odczuwać. Pozdrawiam serdecznie. -
Bój się Boga, kochaj nieprzyjaciół swoich.
Sylwester_Lasota opublikował(a) utwór w Proza - opowiadania i nie tylko
Józef i Leośka mieszkali prawie pod samym lasem, nieco na uboczu. Najstarszy ich syn, Zenek, uczył się w pobliskim miasteczku na piekarza. Młodszy Mirek, który pragnął zostać mechanikiem samochodowym, skończył pierwszy rok nauki w szkole zawodowej w Łodzi. Córka Stasia przeszła do szóstej klasy szkoły powszechnej, a najmłodszy Marcin miał zaledwie cztery lata. Kończył się sierpień. Wszyscy wokół mówili o wojnie. Nikt nie miał wątpliwości, że wojna będzie, zastanawiano się tylko, kiedy wybuchnie. W piątek rano, pierwszego września, Mirek zabrał niezbędne rzeczy, wsiadł na rower i wyruszył do Łodzi. Gdy zjawił się na miejscu, spotkał się z niedowierzaniem ludzi, u których wynajmował pokój. - A co ty tutaj robisz? - Gospodyni aż złapała się za głowę. - Do szkoły przyjechałem - odparł nieco speszony. - Do jakiej szkoły - wtrącił się gospodarz. - Wojna jest! Wszystko pozamykane, żadnej nauki nie będzie. - Zrobię ci coś do jedzenia, odpoczniesz i jutro, albo pojutrze pojedziesz z powrotem - zakończyła rozmowę gospodyni. W niedzielę Mirek był już w domu. Wrzesień rozpoczynał się upalnie. Gdy na niebie pojawiły się pierwsze samoloty, cała rodzina pracowała na łące podgrabiając i przygotowując do skopienia siano. Pierwszy zauważył je mały Marcin. - O! Motylki! - zawołał, a po chwili rozległ się huk eksplodujących bomb zrzucanych na pobliskie miasteczko. - Do domu! Wszystkie do domu! - Krzyknęła Leośka. Józef złapał małego na ręce i wszyscy popędzili do chałupy. - Módlta się dzieci - powiedziała, gdy tylko wpadła do środka i sama padła na kolana. Samoloty wkrótce odleciały nie czyniąc wiosce szody. Atak skupił się na miasteczku. Nieopodal płynęła rzeka, która przyciągała przez całe, gorące lato zarówno mieszkańców miasteczka, okolicznych wiosek, jak i nieco bardziej oddalonych miejscowości. Tak też musiało być i tego dnia. Szarzało już, gdy kilkoro dorosłych z trójką dzieci zjawiło się na podwórku. Byli niemal zupełnie nadzy. Gdy zaczęło się bombardowanie, byli nad rzeką. Uciekli w popłochu zostawiając wszystko co mieli. Błąkali się po łąkach i lesie, a teraz przerażeni, z płaczem prosili o pomoc. Leośka, nie zastanawiając się długo, powyciągała stare ubrania swoich dzieci, w które poubierała nagie dzieciaki. Znalazła też jakieś stare łachy dla dorosłych. Napaliła ogień w kuchni, odgrzała kartofle i ponakładała w miski. Do blaszanych garnuszków nalała zsiadłego mleka i zaprosiła przybyszów do stołu. - Mame, a to jest koszerne? - dopytywał się jeden z chłopców. - Idzta dzieci, idzta - odpowiedziała mu kobieta, która już siedziała przy stole z łyżką w ręku. Z rozmowy wynikało, że przyjechali pociągiem z miasta oddalonego o kilkanaście kilometrów. Chcieli wracać do domu. Leośka pokroiła bochenek chleba, wyciągnęła kawał sera i nalała świeżego mleka do dwóch butelek. Tak wyprowiantowanych poinstruowała jak mają dotrzeć do drogi prowadzącej do miasta. O powrocie koleją mogli zapomnieć. Następnego dnia Niemcy powtórzyli bombardowanie, a w nocy ktoś zakołatał do drzwi. Otworzył mu Józef. - Szukam kogoś, kto mam pomoże przeprawić się przez rzekę. Utopiliśmy już jednego konia. Wszyscy się potopimy. - To był przemoczony, zmęczony polski żołnierz. - Zenek, znasz najlepiej rzekę, idź - poleciła Leośka. Chłopakowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Wrócił po około godzinie. - Prześli? - zapytał Józef. - Przeszli - odparł Zenek. Następnego dnia we wsi pojawił się Jan z żoną i matką. Jan był bogatym Żydem, ożenionym z Polką. Poza tym, był mechesem, konwertytą czy jak tam zwał, czyli po prostu przeszedł na chrześcijaństwo, a konkretnie na katolicyzm. Najwyraźniej, tak jak wielu Żydów w tym czasie, postanowił przeczekać zamieszanie związane ze "zmianą władzy" w Polsce, w zaciszu leżącej na uboczu wioski. Chałupa Józefa i Leośki była dość przestronna, znalazła się w niej jedna izba dla przybyszy, których tym bardziej chętnie przyjęto, że ci byli skłonni dobrze zapłacić za to późne letnisko. Spędzili tak dwa tygodnie, po czym wyjechali. Po kilku tygodniach od rozpoczęcia wojny Leośka wybrała się na targ do miasta. W pewnym momencie podbiegła do niej jakaś kobieta i upadła jej do stóp. - Pani! Żebyś ty sto lat żyła! Żebyś zawsze zdrowa była! Żeby Bóg miał cię zawsze w swojej opiece! - krzyczała. Chwilę trwało zanim Leośka zorientowała się, że jest to jedna z kobiet, które uciekły z nad rzeki w czasie pierwszego bombardowania. W chwilę później zjawiły się przy niej jeszcze dwie Żydówki i zaczęły całować ją po rękach i nogach. - Nie trzeba... nie trzeba - powiedziała mocno zażenowana całą sytuacją i starała się uwolnić z objęć kobiet. Była pewna, że całe targowisko na nią się w tej chwili gapi i jedyne czego chciała, to uciec jak najdalej. Wróciła do domu obdarowana przez Żydówki i bardzo poruszona. Nie minął rok, gdy Jan ponownie zastukał do ich chałupy. Tym razem uciekł z getta. O zapłacie za gościnę nie było mowy, a wszyscy mieli już świadomość, co może grozić rodzinie za ukrywanie Żyda. Został przyjęty, nakarmiony i ubrany. Od tej pory zamieszkał z nimi, a gdy ktoś obcy przychodził do domu, chował się w starej szafie. Niestety, towarzystwo prostych ludzi (Józef był niepiśmienny) najwyraźniej było dla niego niewystarczające i wkrótce zaczął odwiedzać znajomych w okolicy, o czym wieść wkrótce dotarła do Niemców. Pewnego dnia zjawili się przed domem. Wyciągnęli wszystkich na podwórko i ustawili w rzędzie koło studni. Całe szczęście, że ktoś uprzedził rodzinę o nadciągającej katastrofie i Janowi udało się w ostatniej chwili uciec do lasu. - Był tu ten Żyd co chodzi po wsi? - zapytał gestapowiec z trupią czaszką na czapce. - Był - odpowiedziała Leośka. - Co chciał? - Napić się wody. - No i co? - Napił się i poszedł. - Gdzie poszedł? - Nie wiem gdzie poszedł. Poszedł. Leośka była przerażona. Wszyscy byli przerażeni. W myślach modlili się, godząc się już z rychłą, nieuchronną śmiercią. Niemcy w tym czasie przeszukiwali dom, ale śladów pobytu Jana nie znaleźli i wkrótce pojechali szukać Jana w innych lokalizacjach, zostawiając rodzinę w spokoju. Mijały lata okupacji. Józef, ku przerażeniu żony i starszych dzieci, nie wyrobił kenkarty, której brak, w przypadku zatrzymania przez Niemców był równoznaczny z rozstrzelaniem na miejscu. Zenek, złapany na przemycie pomiędzy Trzecią Rzeszą a Generalną Gubernią, został zesłany na roboty w głąb Niemiec. Wrócił z dziurą w głowie, w którą został ranny w trakcie bombardowania. Mirek wzięty przez Niemców do Baudienstu, został z niego zwolniony w stanie skrajnego wyczerpania fizycznego i z trudem odratowany przez Leośkę, karmiącą go przez długie miesiące cienką kaszką na rosole. Pewnego razu Leośka, zimą, wraz dwiema innymi kobietami, poszła znów na do miasta na targ. Musiały się zatrzymać przy przejeździe kolejowym, bo dróżnik zamknął szlabany. Przejeżdżający pociąg jechał wolno, bardzo wolno. Wiózł rannych żołnierzy. Poodmrażane uszy i nosy, amputowane kończyny, pokaleczone twarze... - Ale dostają w dupe - powiedziała jedna kobieta - Nareszcie. A dobre im tak - powiedziała druga. - To są ludzie - powiedziała Leośka. - Ale ty jesteś głupia Leośka - żachnęła się jedna z jej towarzyszek. - To nie są ludzie, to są Niemce - wrogi. - Ludzie takie jak my... niektóre, to dzieci, jak nasze syny. Kobiety tylko spojrzały na siebie, ale nic nie odpowiedziały. Pociąg przejechał i dróżnik już otwierał przejazd. Kolejna zima była bardzo mroźna, rzeka zamarzła na długie miesiące. Wszyscy wiedzieli że zbliża się front. Wzięci w kocioł Niemcy przedzierali się nocą i czasem dobijali się do stojącej na na uboczu chaty. Pierwszy był oddział, którego dowódca poprosił o coś do jedzenia. - Nic nie mamy - odpowiedziała Leośka. - Wszystko poszło na kontyngent - dorzucił Józef. Obydwoje kłamali. Zapasy żywności mieli ukryte na czarną godzinę. Rodzina musiała przetrwać ten trudny czas a do wiosny było jeszcze daleko. Był dopiero styczeń. - A co to jest? - Dowódca zainteresował się kociołkiem bulgoczącym na kuchni. - Kartofle dla świń - odpowiedziała Leośka. Dowódca wydał komendę. Żołnierze ustawili się w rządku do kociołka. Każdy wyjmował z niego jednego ziemniaka i przechodził na koniec kolejki. Podchodzili po kilka razy, aż kociołek opróżnił się zupełnie. Dowódca podziękował i oddział się oddalił. Od tej pory w kociołku gotowało się nieco więcej ziemniaków niż zwykle. Tych powinno wystarczyć do wiosny, a do chaty dobijały się kolejne grupy. Ogrzani ciepłem jej wnętrza żołnierze siadali czasami w kątach wyjmowali z portfeli zdjęcia i pokazywali. - To jest moja żona... to córka... a to syn. To mój dom... Grzali się chwilę i znikali w mroźnej nocy. Pewnego dnia we wsi pojawili się Rosjanie. Czołg, który był za szeroki na wąską wiejską drogę, pruł płoty raz z lewej raz z prawej strony. Leośka kazała Stasi schować się i nie wychodzić, dopóki wojsko nie opuści wsi. Wkrótce pojawiło się więcej czołgów. Kryjąc się przed wrogim lotnictwem, podjeżdżały pod strzechy stodół i chałup. Do chaty wpadło dwóch młodych sołdatów. - Dziewczyny są? Wódka jest? - Żadnych dziewczyn tu nie ma - powiedziała Leośka. Popatrzyli na nią. Była już stara i zniszczona przeżyciami. - Jest wódka! - powiedział Mirek i wyciągnął dwie flaszki bimbru z kredensu. Wręczył je żołnierzom. Jeden z nich wyciągnął korek i pociągnął łyka. - Dobra - powiedział zadowolony i obaj opuścili chatę. Następni przyszli dwaj starsi mężczyźni. Rozejrzeli się po izbie. Pokiwali głowami. - Ikony - powiedział jeden wskazując na wiszące na ścianach obrazy. - Chrześcijanie, znaczy - powiedział drugi. - Wierzący - zakończył pierwszy. Podszedł do okna i zawołał Mirka. - Widzisz tego tam? - Wskazał na oficera stojącego na zewnątrz i próbującego rozmawiać z sąsiadami. - Uważajcie na niego. Nic przy nim nie mówcie. Politruk - Cokolwiek miało to oznaczać, brzmiało złowieszczo. Sowieci spędzili we wsi dwa dni i pojechali dalej. Rodzina przetrwała wojnę. Jan wrócił do siebie ale nigdy już nie odbudował swojego przedsiębiorstwa. Nie opuścił jednak nowej Polski. Dożył w niej sędziwej starości i zmarł w latach osiemdziesiątych dwudziestego wieku. - Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi - powiedziała Leośka. - Dobrze, jak nimi jesteśmy. -
Dzięki. Również pozdrawiam.
-
Hura! Hura!
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Henryk_Jakowiec utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
No i dobrze :) Pozdrawiam -
Ostatnio wszystko mi się meisza :))) Również pozdrawiam
-
nie umieraj za Putina
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Może, ale nie takie, jak silne, sprawne państwo, wspierane przez największe mocarstwo świata, w bezpośrednim sąsiedztwie. Nie będę się upierał, że nie jest to element propagandy i manipulacji, ale jeśli tak, to ta cała akcja, o cokolwiek się toczy, była skrupulatnie przygotowywana przez lata, ponieważ tych materiałów jest więcej i nie pojawiły się teraz. Jednak, jeśli byłoby w nich choć ziarno prawdy, to byłby nie pierwszy raz, kiedy w tym regionie próbuje się stworzyć państwo izraelskie. Takie próby były już, podajże na początku XX w. Ostatecznie wygrała jednak opcja syjonistyczna. -
nie umieraj za Putina
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Podobnie jest w krajach anglosaskich. -
nie umieraj za Putina
Sylwester_Lasota odpowiedział(a) na Somalija utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Somalija, Do tej pory nie rozumiem z jakiego powodu tak naprawdę nastąpiła ta agresja. Wszystkie oficjalne tłumaczenia i interpretacje są co najmniej mdłe dla mnie. Jednak ostatnio trafiłem na coś, co zaczyna krążyć po Sieci. Czy o to chodzi? Czy to jest prawdziwy powód? Materiały raczej nie są spreparowane, ponieważ pochodzą sprzed kilku lat, a w sumie, mogłoby to tłumaczyć niezrozumiałe dla mnie do tej pory rozsierdzenie i determinację Rosjan pchających świat w kolejną wojenną zawieruchę. Przykład poniżej.