Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Oxyvia

Użytkownicy
  • Postów

    9 152
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    18

Treść opublikowana przez Oxyvia

  1. Czy o piciu? No, jest tam powtarzany toast. Ale raczej jest to piosenka o wojnie i o przetrwaniu... Bardziej chyba psuje tematyką do mojego wiersza na tej stronie. :-) Mnie też bardzo się podoba ta piosenka. Pozdrawiam cieplutko. Oxyvia.
  2. Ale fajny wierszyk! :-) Bardzo, bardzo sympatyczny. Jesteś nauczycielem??? Naprawdę?... Pamiętam, jakie w mojej "karierze" widywałam nieświadome dowody uwielbienia i/lub pożądania dla mnie ze strony moich małoletnich uczniów. ;-))) Bardzo to było zawsze sympatyczne i niewinne, i ukrywane skrzętnie. :-D (W gimnazjum i liceum). Pozdrawiam. Oxyvia.
  3. Krzysztofie, jeszcze raz bardzo dziękuje za powtórną wizytę. :-) Tak, dzieci są dla nas najważniejsze, najkochańsze, to dla nich w ogóle żyjemy. Dlatego tak straszne jest to, że czasem na Ziemi bywają zabójstwa dzieci, i to niekiedy masowe. Nie potrafię wyobrazić sobie psychiki zabójców. Morderstwa na dzieciach to jest chyba największy koszmar, jaki spotyka naszą planetę. (Piszę "chyba", bo być może jeszcze większym koszmarem jest zaginięcie dziecka i niemożność dowiedzenia się, co się z nim stało; tak się zdarza zarówno w czasie wojny, jak i w czasie pokoju, choć w drugim przypadku znacznie rzadziej). Dobrej nocy, Krzyśku! Oxanna.
  4. bliskie jst mi to, co piszesz, Oxywko:) ale ja się obawiam, że gdybym była pre, chciałabym TEŻ polować na mamuty, nie tylko dmuchać w ogień, zresztą coś jeszcze o pre popełniłam kiedyś na okoliczność znalezienia łowcy: (DEPILEMIKA) całą pierzastość usuwam z obawą czekając na mamuta - ogrzeje? ... I ja też! I ja też! ;-D Ale powiem Ci, że wiem z różnych źródeł, iż kobiety w czasach jaskiniowych polowały tak samo jak mężczyźni - nie było tu żadnej segregacji ani dyskryminacji. Natomiast ja kilka lat temu - nie wiedząc jeszcze o tych odkryciach - popełniłam taki wierszyk: Jaskiniowcy Ponad wolnym, dzikim światem wstaje bardzo dawny dzień, brzask w sawannie szumi światłem, w gąszczu puszczy szepcze cień. Na bezpańskim zboczu gór żwawe, wolne pra-pra-owce, w grocie ziewający chór – właśnie wstają jaskiniowcy: kilku dziadków długowłosych, kilka babć w prawdziwych skórach, trochę dziewcząt goło-bosych, matki w dziwnych dość fryzurach, ojców też jest dosyć sporo – wielkich drabów zarośniętych; wszyscy śniadaniują korą, zagryzając liściem mięty. Ale trzeba by pomyśleć już o dalszej części dnia: kogo się po mięso wyśle, kto przy dzieciach trzyma straż? Trzech atletów – w ręce pień i już gonią pra-pra-owcę. Trzeba jakoś przeżyć dzień i być sytym jaskiniowcem. Tylko o tym myślisz wiele, co ci świat dał do myślenia: nie ma czasu na intelekt, póki brak nam pożywienia. Uganiają się atleci za tym mięsem po urwiskach, matki drżą o spokój dzieci i rodziny, i ogniska. Dobre mięso pra-pra-owiec! Każdy wsuwa swoją część: im silniejszy jaskiniowiec, to tym więcej musi zjeść. Do wieczora jeszcze czas – bez kolejki mięso było, nie polował nikt prócz nas, więc się ludziom poszczęściło. Można zabrać się za sztukę: święcić ściany mamutami. Jest czas wreszcie na naukę: dzieci ćwiczą oszczepami, uczą się krzesania ognia i toporki robią z głazów, uczą się zdzierania skóry (na początek z małych płazów). Nikt nie gada tam bezmyślnie, nie narzuca swego zdania, wszyscy wzajem całkiem ściśle się pojmują bez gadania; nie przerywa nikt beztrosko, nie dopieka żadna mowa, nikt nie kłamie. Jak im bosko, że tak proste znają słowa! Pozdrówka, Babo Jajcaro miła! :-)
  5. przytoczę taką anegdotę: naście lat wstecz byłem w kinie na "7" z Pittem i Freemanem. udałem się na seans z bardzo atrakcyjną, ale mało rozgarniętą dziewczyną (ona ten film widziała wcześniej) i tuż przed końcem zdradziła finał, na cały głos, myślałem że publika nas zlinczuje. morał z tego taki, że nie będę psuł zabawy innym dziękuję za interpretację, czytanie i czas poświęcony r A nie ma za co. Tyle, że wiersz to nie film - tu nie ma przebiegu akcji od A do Z przed oczami widza. Wiersz już jest w jednym momencie i jest mgnieniem, i powinien być jasny. Ale nie zamierzałam Cię napadać. :-) Pozdrawiam. Oxy.
  6. Sylwestrze, fajnie, że wpadłeś do mnie. :-) Ja też nie wiem, co napisać, skoro Cię "zatknęło" - bo nie wiem, z jakiego powodu? Bo wiersz zrobił wrażenie, czy też dlatego, że taki zły? Hmmm... Nie mniej pozdrawiam i zapraszam na przyszłość.
  7. Dziękuję serdecznie, Bolku. Za pochwałę i za wiersz o Zaduszkach. Tak, właśnie - chociaż wiersz opowiada o lecie, to jednak bardziej jest "zaduszkowy" niż wakacyjny. Pozdrawiam ciepło.
  8. Krzysiu, bardzo Ci dziękuję. Strasznie się cieszę, że wiersz Ci się podoba, szczególnie, że - jak sam zauważyłeś - nie ma dziś mody na takie tematy. Jednak wiersz powstał z faktów - latem chodziłyśmy z Fanaberką na długie spacery i Ona opowiadała mi, co tam wydarzyło się w czasie II wojny. Nie sposób tego pominąć ignorancją, nie sposób zapomnieć - to byli żywi ludzie, jak my, także żywe dzieci. Ta dziewczynka "z wiersza", zamordowana koło domu Fan, miała 7 lat; uciekła z transportu do Treblinki, schowała się najpierw w drewnianym wychodku na czyimś podwórku, ale wiedziała, że stamtąd pościg ją wywlecze, więc wybiegła i uciekała dalej między drzewami przy drodze, a tam dopadł ją SS-man, który złapał dziecko za ubranie na piersi, rzucił przed siebie i zastrzelił. Widziała to mama Fan i wiele razy jej to opowiadała. A ja zawsze przy tego typu opowieściach widzę w nich moje dziecko. Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.
  9. Gdzież logika? Przecież czarno na białym napisano, że wszystkiemu byli winni Chińczycy! ;) Pozdrawiam serdecznie! Tego nie wiadomo bo nie było jeszcze telewizji satelitarnej i wiadomości, które by to potwierdziły. Same szczury do dziś dnia milczą na ten temat ;-) Pozdrawiam. Oczywiście najlepsza powieść na ten temat to "Dżuma" Aleksandra Camus'a. Czytałam ją w liceum, a do tej pory robi na mnie wrażenie. (Urodziłam się pół wieku temu). Bardzo fajny wiersz, choć na zupełnie inny temat. :-) Strasznie lubię takie piosenki. Extra.
  10. Fanaberce - znacie Ją Rozgrzały się szkoły do czerwcowości, wypluły dzieciaki na wszystkie strony – wakacje! wakacje na mieście, na moście, na szosie i na wsi zielonej! Prowadzisz mnie lasem w pień rozśpiewanym; tak pięknie jest latem wędrować razem... „Tą drogą – powiadasz – zapędzano tłum Żydów codziennie do gazu”. Wieczorem sączymy z księżycem piwko. „Tam – mówisz – za oknem... śmierć dziewczynki... Załatwił ją Niemiec, tam, naprzeciwko, uciekła od drogi, od Treblinki...” Na łące świerszczowej za Twoim domem i dalej pod lasem, na rudych rżyskach, znajdujesz wciąż kości ludzi i koni – wapienny krąg pobojowiska. Odjeżdżam gdzieś dalej. Meandry rzeki równiną się wiją, łąkami, bagnem; horyzont jak niebo jest tu daleki... A zaraz za polem jest Jedwabne. Ten dół – to tu właśnie się wysadził obrońca tej małej, słynnej Wizny. Na skarpie się wioską lipiec kładzie i dyszy, i liże ziemi blizny. Gdziekolwiek się ruszę w moim kraju, wszystkimi krokami tu deptane szczątki – w źdźbłach trawy, w łące, w gaju - łez pełno i krwi, tak oklepanej. I znów jest przed wojną, jak tu zawsze, i pewnie tak bywa w całej Ziemi. Planeta pożera samą siebie, bogowie zaś ciągle są niemi.
  11. No nie wiem, wiesz, odbieram ten wiersz jako wku..wienie się zachowaniami i modami na zachowania młodych ludzi w ostatnich latach. Bo ja jestem na nich okrutnie wku..wiona, dlatego tak to odbieram. Ale czy słusznie? Bo nie bardzo rozumiem, zwłaszcza zakończenie: "piękno niech mieszka w dzieciństwie i w snach mojej córki prawda reszta to eksplozja głuchych braw i taniec w ciasnych butach czyli klaustrofobia klatki schodowej" - o co chodzi? Sorry, al;e naprawdę nie jarzę, bom jest tępa. :-) Pozdrowieństwa.
  12. Podoba mi się. Czy wiesz, że ja - ilekroć ktoś mi się bardzo spodoba - czuję się jak taka właśnie "pre"? Czuję się po prostu jak kobiety wiele tysięcy lat temu. Tak to czuję, choć oczywiście nigdy nie byłam kobietą jaskiniową (i niejednokrotnie żałowałam tego). Ale wiem, po prostu wiem, że one czuły te rzeczy tak samo jak ja. Zresztą nie tylko w erotyce, ale także i w macierzyństwie (i w kilku innych dziedzinach życia, choć w tych dwóch najbardziej). Dobry wiersz, bardo do mnie trafił. Dzięki. :-)
  13. Bardzo dobrze napisany wiersz - nagła zmiana nastrojów w puencie, zaskoczka, szoking. Umiesz robić nastroje. Smutno mi się zrobiło od tej puenty. :-( Pozdrawiam.
  14. No to bardzo się cieszę. Zawsze staram się rozumieć, co czytam, a kiedy nie mogę zrozumieć, złości mnie to. Twój wiersz mi się podoba, bo jest zrozumiały i wyraża to, co znam i noszę wewnątrz siebie.
  15. Ha ha ha! Świetny wierszyk! A "gejusz" jest po prostu gejalny! ;-D Dziękuję.
  16. Odbieram wiersz jako wspomnienie złego snu, koszmaru o kimś, z kim Peel dawno się rozstał i do kogo nie zamierza wrócić. Smutne, ale też jest optymizm w świetle rozszczepionym na kolory przez kroplę potu po przebudzeniu. Świat wrócił do punktu wyjścia, ale też wróciły do punktu wyjścia wszystkie szanse. Niezły wiersz.
  17. Pisałam do Angella na PW, pytałam, dlaczego tomik zamrożony, proponowałam dopłatę - jak wiele osób tutaj - ale mi nie odpowiedział. Nie rozumiem, dlaczego. Bo nie dlatego, żeby nie czytał - bo przecież czyta zawsze moje prośby na PW o wyróżnienie ogłoszeń o wieczorkach (nota bene - dziękuję). Nie rozumiem milczenia na temat tomiku, to jest coś przedziwnego.
  18. Tutaj kolekcjoner swoich ulubionych, wyróżniających się poetów współczesnych - niejaki Jerzy, właściciel strony - umieścił wiersze naszego Boskiego Kalosza vel Marka Sztarbowskiego (obok tak wybitnych osobistości, jak sama Bargielska na przykład): [url]www.poezja.exe.pl/marek-sztarbowski.html[/url] Polecam, bo nie wszystkie zamieszczone tu wiersze Kalosza można przeczytać na Poezji.org.
  19. Ależ oczywiście, że jesteś sobą, a nie Gałczyńskim! I nigdy tego nie zmieniaj - nikogo nie próbuj naśladować! Zresztą wiem, że tego nie robisz. :-) Chodziło mi tylko o to, że Twoje wiersze czasami bardzo przypominają w stylu poezję Gałczyńskiego, którego - jak wiesz - uwielbiam. I bynajmniej nie zamierzałam Ci niczego tym ująć, przeciwnie: wierz mi, że w moich ustach "być podobnym do Gałczyńskiego" to najwyższy z możliwych komplementów. Ale rozumiem Twój protest. Bo kiedy mi ludzie mówią, że moje wiersze przypominają Leśmiana, to też jakoś tak nie za bardzo mnie to cieszy... chociaż bardzo cenię tego poetę. Rozumiem Cię doskonale. OK, więcej nie będę mówić, że przypominasz mi Gałczyńskiego, nawet, kiedy tak będzie znowu. :-) Pozdrawiam. PS. A w moim wierszyku-odpowiedzi na Twój wiersz o zazdrosnej klawiaturze mam błąd, bo nigdy nie byłam dobrą matematyczką (w przeciwieństwie do Ciebie). Powinno być tak: Gołąbek zamienił się w ekran, a sowa w myszkę na biurku; klawiszem ożywiam dysk z lekka. Jesteśmy razem we [u]czwórkę[/u]. No bo: gołąbek-ekran, sowa-myszka, ożywiony dysk no i ja - czwórka przyjaciół w "końkubinacie". ;-) Nie umiem liczyć do czterech... Tak bywa z polonistkami, na szczęście nie jestem chyba wyjątkiem. :-/
  20. Januszu, bardzo Ci dziękuję za miły komentarz. :-) Cieszę się, że obudziłam dobre wspomnienia. Pozdrawiam.
  21. dziękuję za interpretację wiersz ma nieść pokrzepienie, że jednak świeci się zielone światło a przejście na drugą stronę nie jest takie trudne jeśli się podoba to mogę spać spokojnie r A ja to zielone światło po drugiej stronie odebrałam inaczej - jako przejście tam, gdzie już nic nie boli. Zwłaszcza, że bohater wiersza wlazł prosto pod samochód, co zauważyło dziecko. Bezdomni nie mają nigdzie zielonego światła, w Polsce też nie, umierają szybko i boleśnie.
  22. Odbieram wiersz jako wspomnienie kogoś bliskiego, kto odszedł "na tamtą stronę". Rzeczywiście jesienny wiersz, listopadowy. Smutny i ładny.
  23. Ale to tylko [u]moja[/u] poezja. :-) Przecież można zupełnie inaczej. Przecież poezja to nie nauka. :-) Pozdrawiam serdecznie i... jesiennie.
  24. ;-DDD Teraz rozumiem, dlaczego nie możesz mi napisać, że mnie kochasz na wieki! Wszystkiemu winna ta zazdrosna kl@wi@tur@! To tylko ta przyczyna! ;-DDD Wysłałam ci kiedyś ekspresem miłosny list po kryjomu; nie mejlem, nie esemesem, nie pocztą poleconą. Wysłałam gołębiem pocztowym i zapa-sową Ci kopię, by pewność była bankowa, że kiedyś do Ciebie dotrze. Nie doszedł? Hmmm... No to przykre. Dlatego dziś mnie nie kochasz? No trudno. Łezki z rzęs wytrę, nie będę odstawiać focha. Gołąbek zamienił się w ekran, a sowa w myszkę na biurku; klawiszem ożywiam dysk z lekka. Jesteśmy razem we trójkę. I życie w sielance nam płynie w tym miłym końkubinacie: końputer, końklawesz - końtinuj pisanie liścików na blacie. Pozdrawiam i dziękuję za przepiękny wiersz dla klawiatury. :-) Bełkocząca ze zmęczenia po wielogodzinnym spacerze nad Świdrem i Mienią - Oxyvia. :-)
  25. Świetne, po prostu fantazja, jesteś bezwzględnie drugim wcieleniem Gałczyńskiego. Teraz to już odpadam z kretesem. (Nawaliła mi antena). ;-)
×
×
  • Dodaj nową pozycję...