Wiersz jest piękny: smutny, zamyślony, może z nutką rozczarowania?... Naprawdę zrobił na mnie wrażenie i dodałam go do "Ulubionych" jako pierwszy w tym Forum. Ja też jestem "przedjesienna" i czuję dokładnie to samo - wiersz mówi tzw. "prawdę o człowieku", nie jest czczym zlepkiem wyrazów domorosłego poeciny silącego się na oryginalność, jest prosty, jasny, po polsku, trafiający do serca i wyobraźni.
Jedno tylko jest dla mnie odrobinę niejasne: ten oksymoron z tak obcym miastem, że traktujemy je jak własne. Czy to znaczy, że im bardziej czujemy się obco, tym bardziej wydaje nam się to naturalne? Inaczej mówiąc: im bardziej ludzie są sobie obcy, im więcej jest takich odosobnionych (wyalienowanych) osobników w naszym otoczeniu, tym bardziej wydaje się nam, że to normalne, że to nasza wrodzona, genetycznie ludzka cecha? Może po prostu im powszechniejsza jest samotność i wyizolowanie, tym bardziej przyzwyczajamy się do tego? Czy tak należy to rozumieć?