-
Postów
9 152 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
18
Treść opublikowana przez Oxyvia
-
Nato, niech Ci nie będzie przykro. Rozumiem Cię, każdy ma swoje odczucia, Ty masz akurat takie - nie ma sprawy. Dzięki, że byłaś i pochyliłaś się nad moim wierszem. :-) Serdeczności.
-
W ostatnim wersie? Wiersza czy strofy? Bo w ostatnim wersie wiersza nie widzę żadnego zaburzenia ilości zgłosek - jest ich tyle samo, co dwa wersy wcześniej, czyli nawet jest zachowana pewna regularność (w przeciwieństwie do pozostalych zwrotek - ale to nie zarzut).
-
Dziękuję za ciepłe słowa od wierszem, Szarobury. :-) Na pewno nie zasługuję na takie skojarzenie, ale jest mi niewymownie miło. Także z tego powodu, że wiersz jest dla Ciebie przejmujący - to ogromna pochwała. Tak, jest jeszcze ciepły i na pewno za jakiś czas pomajstruję przy nim, kiedy okrzepnie w mojej głowie. :-)
-
Wiersz jest opisem strzału, przejściem kuli przez głowę człowieka (Peela?). Jest to powracająca uporczywie myśl (w snach i może nei tylko?). Odczytuję więc jako myśl samobójczą, bo nie ma w wierszu powodu, aby odczytać go jako myśl o zabójstwie albo wspomnienie o cudzej śmierci. Bardzo sugestywny opis, aż się wzdrygnęłam. Jedna uwaga językowa: "obce ciało wwierca się w skórę która stawia tylko mały opór pęka jak napięta membrana po drodze rozbija komórki" - ostatni z cytowanych wersów następuje bezpośrednio po wersie dotyczącym skóry, więc można się spodziewać, że także dotyczy skóry. Tymczasem z dalszej treści wiersza wynika, że ten wers dotyczy obcego ciała. Jest to błąd stylistyczny. Cieszę się, że znów Cię tu czytam, Janusz, bo już się martwiłam, co też się z Tobą dzieje. Fajnie, że jesteś.
-
W moim szkicowniku
Oxyvia odpowiedział(a) na Kaliope_X. utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Kaliope, bardzo podoba mi się wiersz, jak zwykle Twoje wiersze. :-) Rozumiem, że Peelka żyje w nierzeczywistym świecie, gdyż została "wymyślona" przez kogoś, kto podstawił pod jej osobę swoje wyobrażenie, swoje marzenia. Nie kocha więc jej samej, rzeczywistej, tylko swoją imaginację. A ona próbuje go kochać prawdziwie, ale to jest walka z wiatrakami, bo nie można kochać kogoś, przez kogo się jest wymyślonym. Można tylko czasami pozwolić się wtłaczać w tę wyimaginowaną rolę. Można też odgrywac własne role i baśnie, które są ucieczką od przegranej rzeczywistości. Wszyscy tworzymy miraże. Pięknie napisane. :-) -
Wczasy w Jaruzelam 1981 - 1983
Oxyvia odpowiedział(a) na cezary_dacyszyn utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Myślę dokładnie tak samo, co do każdego szczegółu. -
Wczasy w Jaruzelam 1981 - 1983
Oxyvia odpowiedział(a) na cezary_dacyszyn utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Niestety moje oczy widzą w wierszu coś dokładnie przeciwnego. :-) -
Kaliope, bardzo Ci dziekuję za wspaniałą pochwałę mojego warsztatu - to jest ogromnie ważne, bo w końcu wszystko można różnie powiedzieć, ale wiersz - to właśnie forma, w jakiej się mówi. Serdeczności i zapraszam jutro. :-)
-
Marku, dziękuję za pochylenie się nad moim wierszem. Bardzo mi jest miło, zwłaszcza, że nei mialam świadomości, iż czytałeś także inne moje wiersze. :-) Wbrew pozorom ja nie pokazuję tutaj mechanizmów, w które sama nie wierzę. Wyraz Bóg ma u mnie w wierszu znaczenie symboliczne. Jest nazwą siły sprawczej, która popchnęła Wszechświat do istnienia i cały czas go tworzy, rozwija. Ale też jest stwórcą człowieka, stwórcą, który nie wtrąca się w nasze indywidualne losy ani nawet w losy ludzkości. Bardzo dziękuję za nazwanie mnie mistrzem - pękam z dumy, choć wiem, że nie zasługuję na to miano. :-)
-
czy pan gra na jakimś instrumencie poza nerwami? jeśli tak to niech pan usiądzie do fortepianu i spróbuje zagrać wiersz autorki; przykro mi ale wykazuje pan ignorancje odczuć i uprzedzeń; a z naiwności nawet się nie zrobi kościelnej litanii jak się jej formalnie nie rozdziewiczy; co jest qrwa, cenzura wraca?! czy ciemnota? swoją drogą, "Ostatnie kuszenie Chrystusa" też budziło kontrowersje, ale "na boga", to były lata osiemdziesiąte! pozdrawiam autorkę odważnego wiersza :))))))))))))))))))))))))) on jest tak odważny, jak moja prosta piosenka :)))))))))))))))))))))) a my sobie tu tylko tak gadamy :))) myślę, że Autorka ma w sobie tyle dystansu do własnej twórczości i do komentarzy, że się nie obrazi :))) zresztą myślę, że zupełnie świadomie dokonała pewnej prowokacji :) o czym może świadczyć rzadko spotykane milczenie z Jej strony pod Jej własnym wierszem ;) i myślę, że taki święty gniew nikomu nie służy, jak tak zaczniemy sobie odpowiadać, to Zetka przeniesie się do nas, a jeśli to nastąpi, to ja stąd odpadam. również pozdrawiam Autorkę i Wszystkich Czytających :))))))))))))))) Rany, Chłopaki, nie bijta się! ;-))) Sylwek, widzę, że mnie dość dobrze znasz! ;-))) Masz sporo racji - wiedziałam, że sprowokuję tym wierszem "święte" oburzenie niektórych osób. Myślę, że w takim właśnie sensie Olek nazwał mój wiersz odważnym. Naprawdę nie ma się o co kłócić. (A nie odzywalam się długo pod moim wierszem, bo byłam bardzo zajęta czym innym po prostu). :-) Pozdrawiam wszystkich Panów serdecznie.
-
owoc ;) byłem przekonany, że to Ewa zerwała ;)) Adam nie zerwał... z Ewą ;))) Dokładnie. Za to zerwał z Lilith, łobuz. ;-)))
-
owoc ;) byłem przekonany, że to Ewa zerwała ;)) Bingo. ;-)
-
owoc ;) Pudło, niestety. ;-) Dzięki za wizytę, Staszku.
-
Babo droga, dziękuję Ci bardzo za przemiłe słowa pod moim adresem. Przeceniasz mnie, nie jestem nikim znanym ani ogólnie cenionym. ;-))) Ogromnie też jestem Ci wdzięczna za to, że spojrzałaś na wiersz jak na utwór artystyczny, a nie wywód naukowy czy religijny. Pozdrawiam z nie mniejszym uznaniem. :-)
-
Ha ha ha! No właśnie, Adam nic nie zerwał, tylko zarwał Ewkę, która wtedy miała zaledwie 10 dni, ale już była gotowa do spółkowania i rozrodu, i to jakiego! - cała ludzkość to dzieci i wnuki tej jednej dziewczyny! ;-))) Jasne, że nie mamy pojęcia o początkach, zwłaszcza tych pozamaterialnych. Możemy o tym pisać tylko metaforycznie, baśniowo (podobnie jak Biblia, ale nie musimy powtarzać wciąż tych samych baśni, wolno nam tworzyć nowe). Dzięki, że wpadłeś, Michał, cieszę się, bo rzadko Cię goszczę u siebie. :-)
-
Nie upierałam się i nie pisałam, że nie wolno. :-) Natomaist w moim wierszu nie ma ani żartu, ani narzucania poglądów. Jest metafora (ciąg metafor?), która nie zaprzecza ani nauce (czyli dowodom, do których proponujesz się odwoływać), ani religii (czyli metafizyce z mistyką). Jeśli czemuś zaprzecza, to tylko naiwnej wierze w dosłowność baśni i mitów. Ale też nikogo nie obraża. Dzięki, że poświęciłeś mi chwilę. Zapraszam nadal. :-)
-
Bolku, bardzo dizękuję za nazwanie wiersza interesującym i ciekawą wizją, i za plus. :-) Bardzo mi miło, że znowu dostałam od Ciebie wierszowaną interpretację-dopowiedzenie mojego wiersza. Pozdrawiam jeszcze weekendowo, chociaż już się zaczął poniedziałek. :-)
-
Czyli tak samo jak ja. :-) Odpozdrawiam serdecznie. Joa.
-
Sylwestrze, dziękuję za ten długi i przemyślany komentarz. Jestem zachwycona, że Ktoś poświęcił tyle czasu mojemu wierszowi i że mój wiersz wywołał tyle przemyśleń. :-) Ależ ja się zgadzam z Tobą w zupełności! Świat jest ciągle tworzony, to nie jest proces zamknięty, a materia jest jedną z form energii i jako energia jest "wieczna" (o tyle, o ile w ogóle cokolwiek jest wieczne i niezmienne we Wszechświecie). Co do Boga - nie jestem religijna, o czym pisałam już wiele razy, także wspomniałam i tutaj w komentarzu dla Agnieszki Horodyskiej. W moim wierszu słowo Bóg jest użyte nieco przewrotnie. Taki Bóg, jakiego pokazuje Biblia czy inne mitologie - czyli Bóg antropomorficzny - jest dla mnie postacią baśniową (jak i dla Byłego Premiera). ;-) Przeciw takiemu Bogu ludzie się "zmawiają", "spiskują", żyjąc zgodnie ze swoja naturą, a nie z przykazaniami religijnymi (dlatego jest to "święta zmowa"). Natomiast nie zaprzeczam, że istnieje metafizyczna, ogromna siła sprawcza, która tworzy Wszechświat, i to być może niejeden. Można tę siłę nazwać Bogiem, Duchem, Ideą, jednak nie jest to siła o cechach ludzkich czy zwierzęcych i nic o niej nie wiemy, nie możemy wiedzieć, bo nie odbieramy jej naszymi maleńkimi zmysłami. Ta siła stworzyła także i ludzi, ale nie wtrąca się w nasze losy. Ja teżuważam, że tworzenie się świata nie jest przypadkowe. Wszystko dąży ku coraz wyższym formomo rozwoju. To nie może być przypadek - jest w tym wyraźne dążenie oraz wyraźna "inżynieria" - ileż coraz wspanialszych "wynalazków" powstaje w przyrodzie! Fajnie, że się rozumiemy, wbrew pozorom. Jeszcze raz dziękuję za świetny, ciekawy wpis. :-)
-
Zgadzam się w zupełności, Mefisto.
-
Bardzo Ci dziękuję, Szarobury. :-) Tak, dużo tu jest z Kartezjusza, ale muszę powiedzieć (nieskromnie?), że jako dziecko, nie znając zupełnie Kartezjusza ani innych filozofów oświecenia czy w ogóle fiolozofów, ukułam sobie pierwsze podwaliny takiego właśnie odczuwania Boga jako nieznanej nam siły sprawczej, która w jakiś sposób stworzyła i nadal tworzy świat, ale nie wtrąca się w losy ludzi czy innych drobiazgów. Od dziecka nie wierzę w to, że jakiś uczłowieczony Bóg stworzyl świat w siedem dni i tak dalej (jakich dni, kiedy nie było Słońca i Ziemi? - zresztą w ogóle nie wierzę w baśnie, choć bardzo je lubię). :-)
-
Bardzo dziękuję, Agnieszko. :-) Tak, masz rację: jeśli uznać mnie w tym wierszu za poetkę-deistkę, to na pewno jednonocną. :-) Bóg jest u mnie pojęciem symbolicznym, nie religijnym. Nie jestem wierząca w sensie biblijnym czy w rozumieniu jakiejkolwiek oficjalnej religii. Ale myślę, że mój wiersz nie zaprzecza ani żadnej religii, ani nauce, jeśli umie się go odczytać jako wyraz odczuć metafizycznych - tak, jak Ty go odczytałaś właśnie. Bóg to Natura i myślę, że tych wyrazów można używać zamiennie, w zależności od tego, jak kto postrzega czy odczuwa istotę wszelkiego stworzenia. Nie ma w tych słowach sprzeczności i nie różnią się one zasadniczym znaczeniem, a tylko zawartością emocjonalną. Pozdrawiam Cię serdecznie.
-
Acha. Pozdry, Premier, trzymaj się.
-
Aluno, dawno Cię u mnie nie było, dziękuję więc za poczytanie i wpis. :-) Różne poeci miewają wizje i metafory, różne też filozofie, niekoniecznie oświeceniowe. Nie powinno być "zza światów", tylko właśnie tak, jak jest: "z zaświatów". Na pewno słyszałaś o zaświatach, przypomnij sobie, jestem przekonana. W wierszu nie jest napisane, że człowiek kształtuje siebie "w zmowie z Bogiem", tylko "za Bogiem" - jakby za Jego plecami, poza Nim. To też taka metafora oczywiście. Wieloznaczna. Ale jej zasadnicze znaczenie to takie, że nie zawsze ludzie żyją tak, jak im religia nakazuje - jakby byli w zmowie za plecami Boga (i niekoniecznie to jest złe, czasami nawet bardzo dobre - stąd przewrotnie użyłam określenia "święta zmowa" - ale ocenę rozmaitych zachowań ludzkich pozostawiam Czytelnikom). Pozdrawiam ciepło i zapraszam w dalszym ciągu. :-)
-
Bóg tylko stworzył czas i miejsce, wypchnął z zaświatów naszą przestrzeń, w którą wybuchła praenergia i rozpoczęła obrót spraw. A dalej świat się samotworzy, a Bóg już nic tu nie poboży - materia rodzi się z promienia, spiralą coraz ciężej gna. Z tego wszystkiego wstaje życie ze swą muzyką, rytmem, gniciem, z chucią bawienia i zbawienia, z jabłkami dobra oraz zła. I dalej się buduje człowiek za Bogiem w tajnej, świętej zmowie, daną planetę zmniejsza, zmienia, tropi Wytwórcę, gubi ślad. Lecz Bóg nam świata już nie tworzy, Bóg tylko wielki wybuch zbożył, wyrzucił z raju światłocienie - a może nawet i nie tak. Teraz energia samotworna umysły tworzy niepokorne: w ludziach się budzi wtórnym śnieniem, rozdrabnia na miliardy czas. Dlatego, kiedy się rozsypiesz, zostanie tylko marne gnicie; myśl się rozmiele, rozaniele na nieskończony pyłek gwiazd.