-
Postów
9 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez kultura_pop
-
To nie te czasy, To nie te czasy, aby rzeźbić skały To nie te czasy, To nie te czasy. by plądrować teatry To nie te czasy To nie te czasy, aby jeździć w tatry To nie te czasy, to nie te czasy, to nie te... Po mieście toczą się jak głazy, grubasy mięśnie ciężkiej masy, ciężko nie zauważyć Popękane koszule i niedopięte pasy Coraz większa zużywalność do szycia maszyn Ruszyła maszyna po szynach, następna stacja Koszalin Nie wyznaje żadnej wiary, i nie mam żadnej żony, której mógłbym być wierny Tryb życia bierny, ale kto z was mógłby się przyznać, że jest tak szpetny Nie jestem święty i nie jestem świetny Chociaż błyszczę się jak pył gwiezdny Jak bat-sygnał, jak freshening gdy włosy zielony jak green-screen
-
2
-
Mam tłuste włosy i żółte zęby Ale ponoć, nie zagląda się innym do gęby Ręce trzesą się jak gdyby podczas febry a ze strun głosowych urywa się film - niemy Ludzie są różni niczym pocztowe znaczki, Na każdym autografie od gwiazdy różne szlaczki przypadki są piękne, tak samo jak porażki Wspomnenia są wszelakie, ale weź je kurwa nazwij Coraz bardziej podobne, stają się linie papilarne a w numerach pesel, kończą się kombinacje. Oni nie przestaną sprzeczać się o swoje nacje Już nic się nie da zrobić, więc wnoszę o likwidację Kiedy historia dobiegnie wreszcie końca? tak bardzo chcę być wtenczas blisko słońca Kiedy nadejdzie ta chwila wielkopomna? Zapamiętaj wtedy wspomnisz moje słowa.
-
Choć myślisz, że się różnicie, to jesteście tacy sami A wasze myśli czas cały się nachodzą jak tsunami Tak między nami, wspólnie wylanymi łzami, żalami Chcę umrzeć tak bardzo, jak chcę byś się zabił Wszystko robię na ostatnią chwilę, a więc gnam Do załatwienia mam na mieście parę spraw Dzieciaki w moim wieku, mówią na mnie per pan Robiąc od butów do kołnierza all scan O co tobie chodzi? Mnie nie obchodzi, że ci nie wychodzi W niebie dopiero, najwyższy Bóg cię osądzi Kto pyta nie błądzi, więc zapytaj jak uniknąć odpowiedzialności Muszę uważać na nogi, na drogi i te szare bloki Wąski chodnik, trzeba jak na linie stawiać kroki Gdy zza krzaka śledzą te podejrzliwe sroki I te wrony i kruki jak telefon sony To miasto mnie już dołuje Na nowe buty mi pluje Rozwala czaszkę, mówiąc, że się psuję chyba ja najlepiej wiem jak się czuję Czy to kamień w bucie, kłuje Czy to kolejne ptaszyszko na strucie Trochę drogo tu macie Ale nie bójcie się, zapłacę Zobaczymy kto pierwszy zapłacze Wejdzie w lwa paszcze w głębokie haszcze Upadła portmonetka, ale nikt nie klaszcze
-
2
-
Miałeś pustą salę, a wybrałeś złe miejsce Chcę już stąd wyjść, powiedz mi ile jeszcze paczkomatów, zmieści się w tym małym mieście nasrane pod ścianami, jak rodzynkami w ulubionym cieście Weźcie, jak chcecie to mnie zjedźcie, śmiało A na winylach ma wygrywać na głos bella ciao Nie umiem żyć z ludźmi i dyskutować z nimi a choć codzień budzi popęd, no to wciąż jestem virgin Inni szukają wokoł siebie winnych Kiedy to przez nich przemawia chrzęk piwny Albo się mnie wyrzekasz, albo stoisz blisko Przestań wreszcie wsadzać te kije w mrowisko Udawać, że nic nie wiesz, po tym gdy wiedziałeś wszystko a tak w ogóle, to jest dama z gronostajem, nie z łasiczką
-
Nie chcę mówić, że się śpieszę, ale muszę już iść może po prostu już nie chcę więcej tu z tobą być Jak nie krew z nosa, to nos we krwi Siedzę w domu sam, na zewnątrz mijają dni ale pokojowy brak powietrza, nie zagoi blizn Bedą musiały zostać już na zawsze. Lubię rzeczy, które się kurzą Choć czasem uważam, że mam ich już za dużo mojemu portfelowi raczej one nie służą a przędzej czy później, przecież i tak się znudzą. Kraków to miasto trocin i kleistych wymiocin Nie ma już ratunku, już za póżno by pościć Nie ma miejsca by nieznajomego ugościć a, o dwa złote można by latami prosić Nie nadążam za modą pędzącą z powiewem wiatru Dlatego też czuję się obcy w muzeum lub gmachu teatru Jeśli bym kiedyś nie odpisywał właśnie tam mnie wypatruj Robi się nudno na tym świecie, błagam zejdź mi z kadru. Oczywiście, ja rozumiem, że ludzie pragną być wolni, ale za przeproszeniem, niech mi nie wchodzą pod nogi Co drugi tutaj myśli, że złapał pana boga za nogi Ale święty Hieronim również myślał, że Mojżesz miał rogi. Kobiety na chodnikach, są tak piękne Że się przy nich czuje jak zboczeniec a może nim jestem? możecie mnie złapać za ręke Może jeszcze zdąże zagadać? Przechodzi na innych światłach. Nie podbijaj to tych ładnych, tylko do tych najpiękniejszych, bo ładne są wszystkie a każde wypowiedziane przy niej słowo brzmi dziwnie Możesz czekać przy brzegu, bo daleko już i tak nie popłynę. Nie mam więcej nic do powiedzenia Czas zapłacić podatek od istnienia
-
Mam zmarszczki, lepkie ręce i wyglądam jak robak proszę mi uwierzyć, będzie jeszcze ze mnie dobry chłopak Celebryci są sławni, tylko dlatego, że są ładni na opak Stwierdzam dyskutując o kinie, łykając kolejny browar Śmieszny mnie ludzka naiwność i bawi mnie twoja głupia morda Gdziekolwiek nie zjawisz lęgną się w twoją stronę jak szczurów horda Już nie wiem czy to eksperyment społeczny czy uliczna sonda Zastanawiam się łykając Vesper Martini na wzór Jamesa Bonda Czuję się albert camus w społeczeństwie, które propagandą się karmi a natłok czarno-szarych myśli jak szczury w dżumie uderza do bani I nic bardziej nie rani, jak korona z cierni, która na głowie obficie krwawi Ludzie rzucili w szafy zabawki, by zacząć się innymi uczuciami bawić Kolejny raz z rzędu biorę białego monsterka w żabce Bo już mnie boli dupa, od ciągłego siedzenia w pubie Nie zrywaj etykiety, bo inaczej nie odbierzesz kaucji I się najlepiej nie oddzywaj, kiedy ty i tak nie masz racji Niestety światem rządzą sentymenty A ty w tym czasie musisz płacić za swoje błędy Banda meneli przede mną mierzy niczym stu kosynierzy Wytłaczając z pijanych warg, swoje pouczające frazesy Też nie przepadają za ruskami, łatwych trunków koneserzy Wiele ich łączy z innymi, tylko, że tamci mają te prestiżowe mercedesy Bo znacznie różnimy się od siebie Jak klienci w tym jednym sklepie Tam skąd widać sklepienie niebieskie Gdzie każdy ma inne wierzenie, użależnienie a zburzyć tą kamienną tamę, to największe marzenie Chociaż jestem tylko na ulicy to się czuję jak w dziczy Wśród skradzionych zniczy, Gdzie pod każdym kątem ktoś do uszu mi syczy Przy syrenach policji I tej zakłamanej telewizji, gdzie światła bledną W mieście jest tyle żabek, że czasami myśle iż to ja jestem jedną
-
1
-
Definiuje mnie każda strącona szklanka i każda pęknięta bańka Każde poważne spóźnienie do pracy i zerwana firanka Gdyby ktoś cię pytał kim jestem, powiedz, że mnie nie znałaś A ja nie powiem o tym, że mi serce zabrałaś Nie przyznawajmy się do tego, przecież nie stało nic złego A ty już i tak jesteś z innym kolegą Zostaw mnie i bierz go Życie jest wieczną bieżnią Musisz uciekać, później gonić, pedząc w samo piekło
-
O rany, niestety nie zostałeś zakwalifikowany, Więc przestań wreszcie rozdrapywać stare rany, Rozszarpywać paznokciami ściany, i odwoływać zarezerwowane plany. Masz pełne prawo być teraz zmieszany Za wszelkie niedogodności przepraszamy Nie spodziewaliśmy się tu takiej kaszany Od początku wiedzieliśmy, że pan nie da rady Pan jest słaby Blade, czasy tworzą jeszcze bladszych ludzi Tu biały księżyc wybiera, kto już się nie obudzi Biały jak sam szczyt, japońskiego Fuji Wybiera, która z pieśni ci się dzisiaj wyśni Pleśni, dojrzewającego kwiatu wiśni Rzucony sam wgłąb obcej cytadeli Otoczonymi innymi, którzy tu też utknęli (Ale oni są jakby ciutkę mądrzejsi) Silniejsi i więksi ode mnie Co kolwiek zrobię to i tak nadaremnie
-
Tak zmarnowałem swoją szansę, że nawet nie pamiętam czy ją miałem Intelektualne zacofanie, nieustannie w ciągłym stanie stagnacji jak kamień A dokładniej wapień, bo jak szkielet nie odczuwam już nawet obrażeń Mam już dość tych ciągłych, niewygodnych wrażeń, jak tych z serii niefortunnych zdarzeń Jeden poeta trwa na scenie, podczas gdy wokół sceny trwa pokaźne oblężenie Fantazje o sławie senne, kiedy dla tych już sam koncert to nieosiągalne marzenie Bo tak jest w tym świecie, że ty musisz cierpieć By ktoś, po drugiej stronie ziemii czuł się znacznie lepiej Prędzej zapadnę sie pod ziemię, albo rzucę się w płonący olej Prędzej znajdą dla mnie miejsce w niebie niż nastąpi moja kolej Prześlizguje się z klatki do klatki, choć to nie żaden jest hokej Takie uroki gdy życie dzielisz z blokiem, a każdy twój kolejny dzień, jest jak pierdolony nonsens