-
Postów
21 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
Treść opublikowana przez kultura_pop
-
Bo o to właśnie chodzi w pustce aby ją wypełnić a chwasty są tylko po to aby je wyplenić Zawsze gdy kogoś o coś proszę zaczynam seplenić Tymczasem oni udają, że nie pamiętają tego co było kiedyś. Najgorsze w kobietach jest to, że są piękne Ale przecież każda bańka kiedyś pęknie Już zapomniałem jak ma wyglądać szczęście I czy w ogóle ono wokół mnie istnieje. Wszyscy tutaj kręcą w kółko się bez celu gdyby na telefonie tarczowym szukali numeru Szukali domu jak ten Paddington w Peru albo pod galerią skardzionego roweru.
-
1
-
Nad miasteczkiem przelatuje czarny smok Poszarapane cienie podążają za mną krok w krok Wszędzie czerwone lampiony choć to nie jest chiński nowy rok Szczerząc kły, swym kamiennym wzrokiem niebo preczesuje Denglong Tak jak zawsze, najgorsze starcie jest dopiero w finale Więc to twoja wina skarbie, że na starcie już przegrałeś Nie wiem o co chodzi ludziom wokół mnie, wszyscy mają jakieś pretensje Po prostu pozwólcie iść przed siebie I się weźcie ode mnie odczepcie Mówiłem to już chyba wszystkim Znajomym, rodzinie i bliskim Kasjerce w żabce, panu w kiosku i kotu ale o tym nie musisz mówić nikomu.
-
1
-
Epidemia samotnych mężczyzn Wojen, wirusów i kleszczy Powiedz jej to nie uwierzy Jak bardzo ci na niej zależy. Czarna bluzka i szerokie szare dresy Ładna buźka i wyświetlone sms-y To właśnie ona, a obok niej stoi ten lepszy On ma prawo jazdy, a ja jestem pieszym. W tym ekspresowym mieście każdy biega, każdy gdzieś się śpieszy Anioły śpiewają, Pan Bóg płacze, a Diabeł się cieszy Oczywiście zakładając, że każdy z nich istnieje Może w grobie stoi pustka i się gorzko śmieje.
-
Zawsze to co miłe jest szkodliwe Nie wiem co tu jeszcze robię, po co żyje Idąc do pracy widzę slogan ,,łap chwilę" Gdyby oczekiwali, że się zaraz zabije Przecież i tak wszyscy umrzemy, nie ważne kiedy Nie ważne czy będziesz się wiódł dobrze, czy żył w nędzy Kochał z miłości, czy dla pieniędzy Popierał polityków, czy księży a może nikogo, to też spoko Wziąłbym ją na strawkę, trawkę, spacer i czarną kawkę ale wolę leżeć w łóżku jak karaluch i udawać Kafkę To jak stać przed prawem, dostać wyrok, no i odbyć karę To nie kabaret, nie kolonia karna, ale zamek bez klamek Lecz zamiast na tronie, siedzę tu jak w ścianie kamień Jedne kobiety tańczą na rurze i płacą w naturze Drugie przeganiają burze, by się pnąć ku górze Przypadki są różne Ale wszystkie z nich chodzą po ludziach Znalazłem dziewczynę, ale nie wiem co się z nią robi Znalazłem dziewczynę Lego, a ja jestem Cobi Ja zdecydowanie wolę w miejscu stać, ona woli areobik Nie lubię przed gnać, ja po prostu lubię chodzić
-
Nie wyzywam żadnej narodowości, ponieważ nie znoszę krzyku Jeśli już do czegoś dojdzie to tylko ich obrażam po cichu Uważaj czego sobie życzysz, bo nie daj boże się spełni Ja zdążyłem już zapomnieć jak wygląda księżyc w pełni Nie wciskaj mi kitu, że nie dam rady obejrzeć filmu Bez znania obsady, reżysera i jego stylu Bo było ich tyle, mitów o Dzikim Billu I nie chce mówić do swego syna debilu Gdy słońce grzeje, gdybym stał przy grillu Wiem, że jest południe, choć nie liczę minut
-
3
-
Tylko pić, jeść spać Tylko bić i kraść Kółko znowu się zapętla, mówię kurwa mać Znowu ten zegar słoneczny mi nie daje spać Czy lepiej obejrzeć film, czy zagrać w Silent Hill kolejny raz? Czy mogę jeszcze niżej spaść? Chyba czas się już kłaść waść. Na niektóre bóle nie istnieje żadna maść I gdy coś kłuje, to znaczy, że się kończy czas Kiedy mówię, że się tlen marnuje, mam na myśli kogoś z was I jak się czujesz? bo nie żartuje z tym, że bym ci napluł w twarz. Nie wyciągam z rękawa ani z portfelów kart Więc patrz, jak powoli wciskam pass Tylko, że w tej maszynie, zielony guzik jest jak głaz A gdy wspominasz, wspominaj siebie, a nie nas
-
2
-
Nikt mną nie będzie kontrolował, a w szczególności nie alkohol Mówił tak każdy, przy pierwszym łyku przysięgając na słowo Nie potrafię wtopić głowy w poduszkę, lekarz zapisał mi leki nasenne a ja nadal zarywam nocki, by oglądać przynajmniej ten jeden film dziennie Przekroczony limit dozwolonych znaków w rozprawce, Która na celu ma postawić na nogi, dawno wymarłą relacje To jak zażarcie szorować zepsutego zęba po fakcie Jak sprawdzać środki na karcie, po tym gdy już zamówiłeś żarcie Poniża się, by póżniej wcisnąć mi kit, że się niby nie znam na żarcie
-
Nie trzeba błyszczeć elokwencją, aby być filozofem Nie trzeba dzielić się myślami, bo można kogoś zabić słowem Drzwi mają szczeliny, ściany uszy, a szczery możesz być tylko z bogiem Ale zanim klękniesz do modlitwy, upewnij się, że nikt nie stoi pod oknem Właśnie ci tłumaczę, że nie chodzi mi o to Powoli zmierzając do tego, że jesteś zwykłym idiotą w tym mieście nie dla mnie miejsca, piesi swym zwrokiem mnie gniotą Wszczynam bojkot, pod oknem do księżyca wyjąc niczym kojot Krew w śniegu piękna jest jak japonia Właśnie dlatego nie chce pierwszy skonać Biało-czerwona, choć to nie jest polska Niektórych mądrych, chyba trzeba zacząć uczyć od podstaw Nie jestem po to, aby mi ufać Nigdy nie wiesz czy w kieszeni siedzi nóż czy spluwa a może nic? chociaż to raczej nie jest dziś
-
Przemoc jest wszędzie, tylko nie w twoim domu czeka, ale o swojej obecności nie mówi nikomu Stoi z boku, starannie rozpracowując twój pokój Gdy zejdziesz w nocy, po szklankę wody, ona dotrzyma ci kroku Czasami czuję się jak ghul lub wilkołak, jeszcze kiedy indziej jak wampir Niby jestem umarły, ale jeszcze da się mnie zabić I co poradzić? Jestem jak Surt, tylko spróbuj mnie zgasić Jestem jak zombie pod wpływem laleczki vodoo Kiedy chcą, mogą mnie kontrolować bez trudu Każda napotkana kobieta, mnie nawiedza jak sukkub bez słów, wplatając ślubny welon do moich nędznych snów Niby wszystko się świeci, ale to skorpionów pełna plaża Każdy by cię tu najchętniej pożarł, jak Wendigo, chupacabra, albo Rakshasa To, że jesteś w łonie nie oznacza, że się urodzisz, jak przemawia Asuang Krew we śniegu, wygląda pięknie jak Japonia Ale, gdy wychodzi Onryō, lub nukekubi chyba lepiej się schować Nim cię świtezianka wciągnie do swojego jeziora
-
Może ci się nie podobać, lecz musisz się dostosować Bo obowiązki ciążą tak samo jak zakaźna choroba każde nabyte doświadczenie, to jedynie nowa fobia w tym kraju są tylko dwa miasta, sodoma i gomora Wszystko wokół blednie i czasami mam ochotę zapaść się pod ziemię Zupełnie jak podczas opowiadania żartu, z którego tylko ja się śmieję Tylko, że innych żartów nie znam, a ten był specjalnie dla ciebie Dzwonie do ciebie z nadzieją, że nie odbierzesz Bo nie wypada, zostawiać brata w potrzebie I co, że rzadko pokazuje się na kogoś pogrzebie Nie mam wielu znajomych, a ze wszystkimi spotkam się w niebie Wszystkie myśli, bez wyjątku są brudne tak samo jak filmy bez przemocy są zwyczajnie nudne Ja tylko stoję pod oknem i czekam aż deszcz lugnie a kiedy w końcu to nastąpi? tylko bóg jeden wie Byłbym erudytą gdyby nie moja słaba pamięć Wiedziałbym, kiedy i których stosować zaklęć miałbym punktów iq, więcej niż budowlaniec w mapei Mógłbym w końcu rozmawiać o sztuce i pić czarną kawę Na świecie jest tyle ludzi, tyle osób nikt się nie obudzi, jest na to sposób Tu stoi klub, a tam leży kościół Martwy duch, pod nim wykopany grób
-
Życie to trylogia, ,,za późno'', ,,na próżno" i ,,już po" Wiedziałbyś co się stanie, gdybyś nie zjadł ciasteczka z wróżbą Trzeba było myśleć za wczasu, jeszcze zanim sięgnąłeś po nóż, co? Złapałeś kozła za rogi to puść go Jeśli inni na coś plują, nie oznacza, że to coś jest złe I zdaję sobie sprawę, że nikt tu nie pomyślał o morderstwie W tym mieście, myśli się tylko o zwycięstwie Bez myślenia ile statuetek jeszcze na parapet wejdzie. Wśród garażów, Bandy nastolatków jak narkotykowe kartele W co drugiej uliczce śmiecie i niezameldowani obywatele Bezdomni, ćpuny, menele i ci naprawdę poważnie ranni Ranne ptaszki, oraz ich zwierzęcy ryk uderzający do bani
-
To nie te czasy, To nie te czasy, aby rzeźbić skały To nie te czasy, To nie te czasy. by plądrować teatry To nie te czasy To nie te czasy, aby jeździć w tatry To nie te czasy, to nie te czasy, to nie te... Po mieście toczą się jak głazy, grubasy mięśnie ciężkiej masy, ciężko nie zauważyć Popękane koszule i niedopięte pasy Coraz większa zużywalność do szycia maszyn Ruszyła maszyna po szynach, następna stacja Koszalin Nie wyznaje żadnej wiary, i nie mam żadnej żony, której mógłbym być wierny Tryb życia bierny, ale kto z was mógłby się przyznać, że jest tak szpetny Nie jestem święty i nie jestem świetny Chociaż błyszczę się jak pył gwiezdny Jak bat-sygnał, jak freshening gdy włosy zielony jak green-screen
-
2
-
Mam tłuste włosy i żółte zęby Ale ponoć, nie zagląda się innym do gęby Ręce trzesą się jak gdyby podczas febry a ze strun głosowych urywa się film - niemy Ludzie są różni niczym pocztowe znaczki, Na każdym autografie od gwiazdy różne szlaczki przypadki są piękne, tak samo jak porażki Wspomnenia są wszelakie, ale weź je kurwa nazwij Coraz bardziej podobne, stają się linie papilarne a w numerach pesel, kończą się kombinacje. Oni nie przestaną sprzeczać się o swoje nacje Już nic się nie da zrobić, więc wnoszę o likwidację Kiedy historia dobiegnie wreszcie końca? tak bardzo chcę być wtenczas blisko słońca Kiedy nadejdzie ta chwila wielkopomna? Zapamiętaj wtedy wspomnisz moje słowa.
-
Choć myślisz, że się różnicie, to jesteście tacy sami A wasze myśli czas cały się nachodzą jak tsunami Tak między nami, wspólnie wylanymi łzami, żalami Chcę umrzeć tak bardzo, jak chcę byś się zabił Wszystko robię na ostatnią chwilę, a więc gnam Do załatwienia mam na mieście parę spraw Dzieciaki w moim wieku, mówią na mnie per pan Robiąc od butów do kołnierza all scan O co tobie chodzi? Mnie nie obchodzi, że ci nie wychodzi W niebie dopiero, najwyższy Bóg cię osądzi Kto pyta nie błądzi, więc zapytaj jak uniknąć odpowiedzialności Muszę uważać na nogi, na drogi i te szare bloki Wąski chodnik, trzeba jak na linie stawiać kroki Gdy zza krzaka śledzą te podejrzliwe sroki I te wrony i kruki jak telefon sony To miasto mnie już dołuje Na nowe buty mi pluje Rozwala czaszkę, mówiąc, że się psuję chyba ja najlepiej wiem jak się czuję Czy to kamień w bucie, kłuje Czy to kolejne ptaszyszko na strucie Trochę drogo tu macie Ale nie bójcie się, zapłacę Zobaczymy kto pierwszy zapłacze Wejdzie w lwa paszcze w głębokie haszcze Upadła portmonetka, ale nikt nie klaszcze
-
2
-
Miałeś pustą salę, a wybrałeś złe miejsce Chcę już stąd wyjść, powiedz mi ile jeszcze paczkomatów, zmieści się w tym małym mieście nasrane pod ścianami, jak rodzynkami w ulubionym cieście Weźcie, jak chcecie to mnie zjedźcie, śmiało A na winylach ma wygrywać na głos bella ciao Nie umiem żyć z ludźmi i dyskutować z nimi a choć codzień budzi popęd, no to wciąż jestem virgin Inni szukają wokoł siebie winnych Kiedy to przez nich przemawia chrzęk piwny Albo się mnie wyrzekasz, albo stoisz blisko Przestań wreszcie wsadzać te kije w mrowisko Udawać, że nic nie wiesz, po tym gdy wiedziałeś wszystko a tak w ogóle, to jest dama z gronostajem, nie z łasiczką
-
Nie chcę mówić, że się śpieszę, ale muszę już iść może po prostu już nie chcę więcej tu z tobą być Jak nie krew z nosa, to nos we krwi Siedzę w domu sam, na zewnątrz mijają dni ale pokojowy brak powietrza, nie zagoi blizn Bedą musiały zostać już na zawsze. Lubię rzeczy, które się kurzą Choć czasem uważam, że mam ich już za dużo mojemu portfelowi raczej one nie służą a przędzej czy później, przecież i tak się znudzą. Kraków to miasto trocin i kleistych wymiocin Nie ma już ratunku, już za póżno by pościć Nie ma miejsca by nieznajomego ugościć a, o dwa złote można by latami prosić Nie nadążam za modą pędzącą z powiewem wiatru Dlatego też czuję się obcy w muzeum lub gmachu teatru Jeśli bym kiedyś nie odpisywał właśnie tam mnie wypatruj Robi się nudno na tym świecie, błagam zejdź mi z kadru. Oczywiście, ja rozumiem, że ludzie pragną być wolni, ale za przeproszeniem, niech mi nie wchodzą pod nogi Co drugi tutaj myśli, że złapał pana boga za nogi Ale święty Hieronim również myślał, że Mojżesz miał rogi. Kobiety na chodnikach, są tak piękne Że się przy nich czuje jak zboczeniec a może nim jestem? możecie mnie złapać za ręke Może jeszcze zdąże zagadać? Przechodzi na innych światłach. Nie podbijaj to tych ładnych, tylko do tych najpiękniejszych, bo ładne są wszystkie a każde wypowiedziane przy niej słowo brzmi dziwnie Możesz czekać przy brzegu, bo daleko już i tak nie popłynę. Nie mam więcej nic do powiedzenia Czas zapłacić podatek od istnienia
-
Mam zmarszczki, lepkie ręce i wyglądam jak robak proszę mi uwierzyć, będzie jeszcze ze mnie dobry chłopak Celebryci są sławni, tylko dlatego, że są ładni na opak Stwierdzam dyskutując o kinie, łykając kolejny browar Śmieszny mnie ludzka naiwność i bawi mnie twoja głupia morda Gdziekolwiek nie zjawisz lęgną się w twoją stronę jak szczurów horda Już nie wiem czy to eksperyment społeczny czy uliczna sonda Zastanawiam się łykając Vesper Martini na wzór Jamesa Bonda Czuję się albert camus w społeczeństwie, które propagandą się karmi a natłok czarno-szarych myśli jak szczury w dżumie uderza do bani I nic bardziej nie rani, jak korona z cierni, która na głowie obficie krwawi Ludzie rzucili w szafy zabawki, by zacząć się innymi uczuciami bawić Kolejny raz z rzędu biorę białego monsterka w żabce Bo już mnie boli dupa, od ciągłego siedzenia w pubie Nie zrywaj etykiety, bo inaczej nie odbierzesz kaucji I się najlepiej nie oddzywaj, kiedy ty i tak nie masz racji Niestety światem rządzą sentymenty A ty w tym czasie musisz płacić za swoje błędy Banda meneli przede mną mierzy niczym stu kosynierzy Wytłaczając z pijanych warg, swoje pouczające frazesy Też nie przepadają za ruskami, łatwych trunków koneserzy Wiele ich łączy z innymi, tylko, że tamci mają te prestiżowe mercedesy Bo znacznie różnimy się od siebie Jak klienci w tym jednym sklepie Tam skąd widać sklepienie niebieskie Gdzie każdy ma inne wierzenie, użależnienie a zburzyć tą kamienną tamę, to największe marzenie Chociaż jestem tylko na ulicy to się czuję jak w dziczy Wśród skradzionych zniczy, Gdzie pod każdym kątem ktoś do uszu mi syczy Przy syrenach policji I tej zakłamanej telewizji, gdzie światła bledną W mieście jest tyle żabek, że czasami myśle iż to ja jestem jedną
-
1
-
Definiuje mnie każda strącona szklanka i każda pęknięta bańka Każde poważne spóźnienie do pracy i zerwana firanka Gdyby ktoś cię pytał kim jestem, powiedz, że mnie nie znałaś A ja nie powiem o tym, że mi serce zabrałaś Nie przyznawajmy się do tego, przecież nie stało nic złego A ty już i tak jesteś z innym kolegą Zostaw mnie i bierz go Życie jest wieczną bieżnią Musisz uciekać, później gonić, pedząc w samo piekło
-
O rany, niestety nie zostałeś zakwalifikowany, Więc przestań wreszcie rozdrapywać stare rany, Rozszarpywać paznokciami ściany, i odwoływać zarezerwowane plany. Masz pełne prawo być teraz zmieszany Za wszelkie niedogodności przepraszamy Nie spodziewaliśmy się tu takiej kaszany Od początku wiedzieliśmy, że pan nie da rady Pan jest słaby Blade, czasy tworzą jeszcze bladszych ludzi Tu biały księżyc wybiera, kto już się nie obudzi Biały jak sam szczyt, japońskiego Fuji Wybiera, która z pieśni ci się dzisiaj wyśni Pleśni, dojrzewającego kwiatu wiśni Rzucony sam wgłąb obcej cytadeli Otoczonymi innymi, którzy tu też utknęli (Ale oni są jakby ciutkę mądrzejsi) Silniejsi i więksi ode mnie Co kolwiek zrobię to i tak nadaremnie
-
Tak zmarnowałem swoją szansę, że nawet nie pamiętam czy ją miałem Intelektualne zacofanie, nieustannie w ciągłym stanie stagnacji jak kamień A dokładniej wapień, bo jak szkielet nie odczuwam już nawet obrażeń Mam już dość tych ciągłych, niewygodnych wrażeń, jak tych z serii niefortunnych zdarzeń Jeden poeta trwa na scenie, podczas gdy wokół sceny trwa pokaźne oblężenie Fantazje o sławie senne, kiedy dla tych już sam koncert to nieosiągalne marzenie Bo tak jest w tym świecie, że ty musisz cierpieć By ktoś, po drugiej stronie ziemii czuł się znacznie lepiej Prędzej zapadnę sie pod ziemię, albo rzucę się w płonący olej Prędzej znajdą dla mnie miejsce w niebie niż nastąpi moja kolej Prześlizguje się z klatki do klatki, choć to nie żaden jest hokej Takie uroki gdy życie dzielisz z blokiem, a każdy twój kolejny dzień, jest jak pierdolony nonsens