Milkną niespełnione pieszczoty,
gdy — nad stołem przesytym sploty
obłoczne snują o tym:
nadchodzi wieczerza!
Jutrzenka — w perłowym łonie —
nim przyjmie gości, obmywa dłonie.
Chleb słodko kusi, olśniewa stal.
Już czas!...
Lecz czy kto widział —
śród podniebnych sal —
naszego gościa? —
Był tu — zdaje się — jeden taki, co
wonią rodzimej prawdy upajał, wabił?
Był, był — i wciąż wabi!
Miał huśtawkę nad wodą? —
Miał — wciąż ma — bagniska z niej grabi.
@Berenika97 dziękuję! I tak, to prawda, interpretacje często są wręcz skrajnie różne
Ja osobiście pisząc widzę obraz, na którym bazuję, a znaczenia przychodzą później i rzadko pojedyncze hah
@Berenika97 wow, cudowny... Sam już pierwszy wers działa potężnie na wyobraźnię... Masz z sobie coś w Szymborskiej, Bereniko, choć twoja poezja jest bardziej delikatna, niż ironiczna...
W ogrodzie
słanym mułem
żyje owa śpiewka —
której źródłem —
wiejska dziewka.
Raz ktoś przyszedł —
nad brzeg —
zawołał: "miss!"...
Echem się odbiło —
wróciło —
i wraca do dziś:
Bis!
Bis!