-
Postów
2 092 -
Dołączył
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
30
Treść opublikowana przez Migrena
-
@KOBIETA Dominiko. Twój wiersz dotarł do mnie jak światełko w błękicie poranka, lekko i jednocześnie głęboko. Czuję, że w każdym słowie zamknęłaś przestrzeń, w której mogę być sobą - „Niebieskim Tygrysem”, a jednocześnie być zauważony i przyjęty takim, jaki jestem. Twoje obrazy lotu, migdałowej łąki i rumianków nie tylko unoszą, ale dotykają serca, otwierając w nim miejsce, które zwykle skrywa się przed światem. Dziękuję Ci za tę subtelną magię - za to, że Twój wiersz jest światłem, które mogę przyjąć, i że w nim czuję zarówno cud, jak i prawdę. Zatrzymam te słowa w sobie, tak jak zatrzymuje się pierwsze promienie słońca na spokojnej wodzie. Czuję się tak jakby niebo otworzyło się nade mną po to tylko aby zrzucić na mnie brokat złocisto-niebieski:)))))) dziękuję ale razy 15! czyli 1,3 biliona razy:)))))))))))) Dominiko. dzięki:)
-
@violetta niesforny ale fajny:) dziękuję Violetka:) @hania kluseczka Haniu. wiem przecież, że Ty się nie obcyndalasz tylko zawsze piszesz co czujesz:) i ja Cię za to szanuję:))) dziękuję:))))
-
@Berenika97 Nika. cóż mam napisać? wiesz że uwielbiam Twoje komentarze:)))) za każde słowo wielkie dzięki:))))) ps. Dominika to wspaniały lekarz i świetna poetka:) i jest w sumie NASZA:))))))))
-
@KOBIETA niech Cię pani Doktor Dominiko szczęście nieziemskie na anielskich skrzydłach przez nasz zwariowany świat niesie:)))))) Dominiko. wzruszony - dziękuję:))))))) @Leszczym dziękuję Michał:))) powodzenia:) @violetta seria? no tak. z takiego na przykład Browninga M2 walono seriami w nacierających żołnierzy. zawsze na wysokości ich brzuchów. dzięki piękne:))) @Christine Christi. jeżeli kiedykolwiek będziesz "tam"szła, daj znać. pójdę z Tobą. na wypadek jakby z lekarzem trzeba było pogadać inaczej. pójdę jako Twój bodyguard. dziękuję że jesteś:)))) dziękuję za koment:)))) @huzarc z pola walki lekarza z pacjentem. to coś takiego jak nasi z krzyżakami pod Grunwaldem tylko na mniejszej przestrzeni!!! @Rafael Marius prosto z mojej mrocznej łepetyny:) dziękuję:)))
-
@Berenika97 Teatrzyk odpowiedzi 4.0: „Fizyka kwantowo-denerwacyjna z patentem międzynarodowym” Jacek: Niko… po Twojej ostatniej odpowiedzi poczułem, że nasze denerwowania się niedenerwowaniem weszło w kolejny wymiar. Nika: Wymiar? No proszę cię… myślałam, że zenit absurdalności już osiągnęliśmy! Jacek: Ach, zenit byłby nudny. Tutaj mamy Meta-denerwokrotność wszechświatową — poziom D⁴ w skali frustronów. Nika: D⁴?! Czyli to już nie frustrony, tylko hiperfrustrony? Jacek: Dokładnie! Każde nasze „nie denerwuję się” mnoży się przez „a ja myślałem, że się denerwujesz”, i wychodzi efekt kuli śmiechu, która może wciągnąć całe uniwersum. Nika: A więc nasze śmiechy też są splątane kwantowo? Jacek: Tak! Wyobraź sobie: ja w jednym wymiarze się denerwuję, Ty w drugim wymiarze się nie denerwujesz, a nasze stany są splątane. Nika: Ha! To ja chyba mam w tej kwantowej superpozycji przewagę — mogę zarówno nic nie robić, jak i wszystko komplikować. Jacek: Masz rację, Ty kierujesz tym absurdem. I wzór też możemy podkręcić: D⁴ = (n² × t × s) / w gdzie: - D⁴ = hiper-denerwokrotność kwantowa (frustrony⁴) - n = liczba uczestników dyskusji - t = czas trwania absurdu w minutach - s = splątanie emocjonalne Nika-Jacek (0–1) - w = waga problemu (odwrotnie proporcjonalna) Nika: Wygląda serio… ale brzmi jak kompletny absurd. Jacek: I taki jest cel. Tworzymy Fizykę kwantowo-denerwacyjną — prawo wszechświatowego śmiechu i paradoksów emocjonalnych. Nika: No dobrze, a skoro mówisz o zgłoszeniu patentowym… Jacek: To proponuję od razu zrobić międzynarodowy patent kwantowo-denerwacyjny, wersja PCT, żeby świat nie pozostał w ignorancji wobec Denerwokrotności kwantowej. Nika: Czyli copyright na absurd, i własność intelektualna wszechświata? Jacek: Dokładnie. Od San Francisco po Tokio, nasza teoria śmiechu i paradoksów emocjonalnych w trybie ochrony globalnej. Nika: Genialne! W końcu absurd też ma swoje prawa! Jacek: Tak. I wiesz co? Ty trzymasz kierunek całego eksperymentu, ja tylko pilnuję wzorów i hiperfrustronów. Nika: W porządku, ale pamiętaj: jeśli ktoś zapyta, kto jest odpowiedzialny za ten chaos… Jacek: …odpowiadamy zgodnie z prawem Niki: im dokładniej próbujesz zlokalizować źródło irytacji, tym bardziej rozmywa się twoja wiedza o własnym stanie emocjonalnym. Nika: Geniusz. I romantyczny. Jacek: I głupkowato genialny. Koniec aktu. jeżeli nadejdzie jutro... oboje będziemy mieli powód, żeby się nie-denerwować jeszcze bardziej! :))) Pozdrawiam Cię serdecznie i teatralnie. J. ps. ukłony dla pozateatralnej siły fizycznej. ale takiej od czystej FIZYKI :)
-
@Berenika97 Droga Niko. Teatrzyk Odpowiedzi: „Metadenerwacje trzeciego stopnia” Jacek: Niko… po Twoim teatrzyku przez chwilę wydawało mi się, że się denerwuję, że Ty myślisz, że ja myślę, że Ty się denerwujesz. Nika: Czyli denerwujesz się per procura? Jacek: Chyba tak. Ale potem pomyślałem, że skoro Ty się nie denerwowałaś, a ja się denerwowałem, że Ty możesz pomyśleć, że ja się denerwuję, to ja w zasadzie denerwowałem się hipotetycznie. Nika: To jest najzdrowszy rodzaj denerwowania! Zero skutków ubocznych! Jacek: Prawda? Poza tym, że wszedł do pokoju mój Wewnętrzny Inspektor Emocji i powiedział: „Panie Jacku, tu jest nieprawidłowosć. Pan się denerwuje, że pani się nie denerwuje, a to generuje stan meta-napięcia!”. Nika: I co mu odpowiedziałeś? Jacek: Że to jego wina, bo przyszedł bez pukania i przez niego zacząłem się denerwować naprawdę. Nika: Inspektorzy emocji tak mają. Taka ich służba. Jacek: A wiesz, że jeszcze drugi przyszedł? Pan Rewident Od Zachowań Niekoniecznie Racjonalnych. Powiedział, że nasze niedenerwowanie się denerwowaniem mogłoby trafić do rejestru fenomenów nieopodatkowanych. Nika: To groźne! Jeszcze Urząd Skarbowy uzna, że powinniśmy płacić podatek od paradoksów! Jacek: Już płacę - w śmiechu. Ale nie nadążam, bo Ty mi tu generujesz nadwyżkę radości! Nika: Ja?! Jacek: No tak. Najpierw nie denerwujesz się, potem denerwujesz się, że się nie denerwujesz, a ja się denerwuję, że Ty się nie denerwujesz, a potem śmieję się, bo się denerwuję, a Ty mówisz, że się nie denerwujesz, choć się śmiejesz, że ja myślę, że Ty się denerwujesz. (pauza teatralna) Nika: Jacek… my chyba stworzyliśmy nowe zjawisko fizyczne. Jacek: Tak. Denerwokrotność kwantową. Nika: Brzmi naukowo. Jacek: I romantycznie. Nika: I głupkowato. Jacek: Idealnie. Koniec aktu. Publiczność rży. Emocje nie zgłaszają uwag. Jacek: Premierę ogłaszam natychmiast - bilety niewidzialne, widownia nieskończona, a wszyscy denerwują się… lub nie!
-
dla pani doktor D. chodzi normalnie o Dominikę. W poczekalni pachnie lękiem, kawą i lekko zwietrzałą rzeczywistością, którą ktoś chyba rozpuścił w kubku z melisą, żeby pacjenci łatwiej zapomnieli, kim są. Powietrze jest tak ciężkie, że gdybym wziął głębszy oddech, pewnie musiałbym prosić o pozwolenie budowlane. Ciężkie tak, że gdybym kichnął, pewnie dostałbym mandat za naruszenie konstrukcji nośnej rzeczywistości. Siadam na krześle, które skrzypi jak sumienie po długiej nocy. Nad głową plakat: “Twoje myśli – nasza pasja.” Brzmi jak motto piekarni, która wypieka sny na twardo. Wreszcie wchodzi ona, cała złożona z elegancji i chemii mózgowej, z taką kobiecą pewnością ruchu, jakby weszła tu tylko po to, żeby ustawić Wszechświat pod odpowiednim kątem światła. Szpilki w kolorze ust. Usta w kolorze milości. Miłość w kolorze błękitu. Psychiatra. Czarny pas z rozmów trudnych, pół-bogini neuronów, pół-urzędniczka emocji, człowiek, który nawet cień potrafi zdiagnozować. Patrzy na mnie tak uważnie, jakby próbowała wyłowić moje myśli siatką na motyle, ale taką do połowu gigantycznych, świecących mutantów. - Proszę usiąść, mówi łagodnie, tak łagodnie, że mam ochotę od razu powiedzieć wszystko, łącznie z tym, że w 2004 ukradłem bratu jogurt i do dziś mnie to męczy jak filozof po nieudanym haiku. I spogląda na mnie zmysłowymi oczami, jakby właśnie otwierała książkę, którą kiedyś napisałem w dzieciństwie, ale zapomniałem ją opublikować. - Co pana sprowadza? Ton jak u egzorcystki, który już wie, że w środku siedzi demon, pije kakao i udaje krzesło. Zaczynam mówić. Słowa wysypują się ze mnie jak klocki Lego, które mają osobny dział w piekle dla dorosłych. Psychiatra notuje. Notuje tak szybko, jakby rysowała mapę mojego kosmosu, ale coraz bardziej jej wychodzi plan ewakuacji. - Widzi pan, mówi po chwili, tu jest lęk uogólniony, tu poczucie winy, tu myśli natrętne, a to… - wskazuje na mój opis życia jak badacz na dziwne znalezisko w lesie - …to wygląda jak opuszczony plac zabaw. Nagle jej oczy błyszczą. Tak błyszczą, jak oczy dentysty, który właśnie znalazł kanał do UNESCO. - Proszę pana… to, co pan ma w tym swoim umyśle, to jest…fenomen! Nachyla się nade mną jak muzealniczka nad wypchanym mamutem. - Gdybyśmy żyli w średniowieczu, pana lęki byłyby świętymi relikwiami. To jest sztuka! Neuronalny barok! Gotyk rozpaczy! Polifonia paniki ! Ja czuję, że zaraz rozpłaczę się śmiechem albo śmiech rozleje się we mnie jak depresja na promocji. -Musimy zrobić porządek, mówi nagle. Ton jak chirurg, który zaraz wytnie z ciebie cały średniowieczny teatr moralitetów. Wyciąga receptę. Kartkę, która wygląda jak bilet wstępu do lepszego świata, ale bez miejsc siedzących. - Przepiszę panu coś, co przytuli pana od środka. Serotonina w tabletkach, takie czułe aniołki dla mózgu. Pisze, pisze, pisze, jakby przepowiadała mi los. Jakby wróżyła z farmakologicznej kuli. W końcu patrzy na mnie z uśmiechem, który mógłaby uleczyć pół miasta albo wywołać panikę w drugiej połowie. - Proszę przyjść za miesiąc. Zobaczymy, czy pańska dusza wróciła na swoje miejsce, czy nadal próbuje wynająć mieszkanie gdzieś indziej. Moje myśli... Myśli zaczęły mi się plątać tak dziko, jakby w mojej głowie odbywał się maraton chomików po energetykach, każdy z nich z dyplomem z filozofii i kryzysem egzystencjalnym w łapce. Wychodzę. Korytarz faluje jakby rzeczywistość była dmuchanym materacem nadmuchanym przez poetę z astmą. A ja kołyszę się lekko, jakby sam Wszechświat też brał udział w terapii i dopiero próbował zdecydować, kim chce zostać w przyszłym tygodniu. Zamykają się za mną drzwi gabinetu, a ona już wita następnego pacjenta - z tą samą uwagą i czułością, jak kolekcjoner motyli, który wie, że zaraz zobaczy kolejny piękny, drżący, trochę zniszczony, ale absolutnie niepowtarzalny egzemplarz. Idę dalej korytarzem i czuję, że coś we mnie ucichło - nie zniknęło, ale zmieniło kształt, jakby w środku zgasły ekrany zapowiadające mój prywatny Armagedon.
-
@Berenika97 Droga Bereniko. już za późno;) napisałem. jutro wkleję:) i już się proszę nie denerwuj:)
-
@Robert Witold Gorzkowski ja też je kocham!!! pachnące, eleganckie, czasem podniecająco szalone!!! och, te kobietki:) l
-
@Christine Christi. symbol Słońca: drobne, złociste kwiaty rumianku, przypominające tarczę słoneczną, były silnie kojarzone ze Słońcem i związanymi z nim bóstwami, takimi jak egipski bóg słońca Ra. w starożytnym Egipcie rumianek miał status rośliny o wręcz boskich właściwościach, symbolizując również bogactwo i siłę życiową. napar z rumianku były używane w celu przywołania miłości. noszenie go przy sobie miało pomóc się zakochać i aktywować erotyzm. żeby to było lato to bym przynosił rumianek polny i rzucał Ci go pod stopy. jak księżniczce.:)))))) a teraz mogę tylko nosić Cię na welonie utkanym z moich myśli.:))))
-
@hania kluseczka Haniu. to jest cudowny, choć melancholijny i intensywny, wiersz. wyraża silne emocje, poczucie buntu, pragnienie intensywności i bliskości w obliczu pustki. kapitalnie napisany.!!!
-
@viola arvensis Twój wiersz jest mistrzowską lekcją etyki wrażliwości i głębokiej odpowiedzialnosci za słowo. metafora "serca łatwopalnego" jest niesamowicie celna i staje się osią filozoficznego namysłu: jak łatwo, przez nieuważne "słowa-iskry", wywołac w drugim człowieku destrukcyjny "pożar" cierpienia. pięknie ukazujesz, jak wielka, samotna i niewidzialna dla świata jest walka z wewnętrznym bólem. to poezja przez duże P. Wiolu. bardzo mi się Twój wiersz podoba!
-
@KOBIETA jesteś niesamowita.:)))))))))) @violetta świetnie.:))))) będziemy balować.:))))
-
@violetta graj. podaję numery: 6,11,22,27,37,49. po wygraniu oczekuję miłosnego rewanżu.:))))) @M jak Malkontent dziękuję,:) @KOBIETA Dominiko. jutro.......wkleję coś z Twojej pani doktor specjalizacji.:))) przyjrzymy się pracy psychiatry. dziekuję Dominiko. serce poetki ku gwiazdom wzlatuje.....Twoje.:)))))))) ps. Christi........jest świetna.:)))))) to poetycka jaskółka.:))))))) nadzieja.:))))))) @Berenika97 Bereniko. brak mi słów.:)))))) dziękuję za słowa....... które wznoszą mnie gdzieś wysoko, tam gdzie jest miliard razy przyjemniej niż tutaj, na ziemi.:)))) i obiecuję - w tym tygodniu dobiorę się do POCZTY.!!!!!!!!! dzięki wielkie Bereniko.:)
-
@KOBIETA Dominiko. Twój wiersz to ekstremalnie zmysłowe przeżywanie miłości i pamięci. jest to hymn na cześć absolutnej, zmysłowej miłości, która unieważnia czas i codzienność. to poezja miłosna tak silna, że pobudza zmysły. Dominiko. jesteś w swoim fachu niezrównana.:)))))))))))) a jest to fach wprowadzenia czytelnika w delirium uniesień.:))))))))) pięknie Dominiko.
-
@violetta to prawda.:) a jak w banku masz swoje sześć zer na koncie to już jest naprawdę luz.:)))))) @Marek.zak1 tego Ci Marku życzę.:) grzecznie i z daleka.:))) dzięki.
-
@Christine Christi. jesteś jaskółko poezji.:) zamiast dziękować słowami za to, że jesteś i za Twoje ciepłe słowa - dla Ciebie.
-
@huzarc nie tylko.!!!! jest jeszcze jeden pewnik. dziewczyny.!!!!!!! ich czar, urok, wdzięk i seksapil. !!!!!!!! Boże, zlituj się nad mężczyzną.!!!!!!
-
@huzarc wiersz nawiązuje bezpośrednio do ALEGORI jaskini Platona filozoficznie wiersz dowodzi, że podczas gdy technologia staje się nową bolesną "jaskinią" prawdy i pamieci, a cywilizacja chyli się ku upadkowi ostateczny sens i odpornosć na zło tkwią w intymnej i fizycznej i milczącej wiezi międzyludzkiej, która jest głębsza niż wszelkie "maszynowe zapisy". made in huzarc. refleksyjny i mocny.!!!!!!!
-
Wchodzę do Urzędu Skarbowego a powietrze stoi tu gęste, ciężkie, podsłuchujące, jak bigos po świętach, który ktoś próbował reanimować defibrylatorem - jak mgławica, która wciąga petentów niczym komety, mieli ich w czarnych księgach i wypluwa w postaci oświadczeń, jakby każda jego cząsteczka chciała mnie rozliczyć z własnego oddechu, wirując we własnej galaktyce czarnych dziur absurdów. Krzesła stoją rzędem, jak pluton meblościańskich egzekutorów, którym już na niczym nie zależy, nawet na własnym lakierze. Przy recepcji kobieta w okularach tak grubych, że NASA mogłaby przez nie badać słońce i jeszcze dostać premię za szczegółowość. Patrzy na mnie, jakby sprawdzała, czy jestem człowiekiem, czy tylko błędem w systemie. Patrzy tak przenikliwie, jakby miała w oczach rentgen, który potrafi rozpoznać grzechy podatkowe jeszcze z czasów, gdy byłem plemnikiem. - Numer, mówi głosem, który trzeszczy jak TERMINATOR 5000 przepychający historię podatkową narodu. Dostaję 666/B. numer jak sygnet diabła w księgach, który pieczętuje każdą myśl podatnika. „B” jak „Będzie bolać”. Siadam. Obok mnie mężczyzna w garniturze z PRL-u, tak sztywnym, że chyba jest zbudowany z rozporządzeń Jaruzela wprowadzonych w życie na zawsze. - Czekam trzeci rok, szepcze. - Okienka są czynne, mówię. - Są. Ale nieczyniące. Wyświetlacz miga jak alarm w elektrowni jądrowej, który wszyscy nauczyli się ignorować, taki alarm, przy którym nawet reaktor westchnąłby: dobra, jak nikt i tak nie przyjdzie Idę do okienka. Pięć kroków - a czuję się, jakbym szedł na pogrzeb własnego konta bankowego, w asyście komorniczej orkiestry dętej. Urzędnik siedzi jak kapłan, który połknął cały Dziennik Ustaw i teraz medytuje nad moim losem. Jego brwi mogłyby służyć bocianom za sezonowe gniazdo. - Dokumenty, komenderuje. Rozkłada je z precyzją chirurga operującego bez znieczulenia, bo znieczulenie nie jest kosztem uzyskania przychodu. Przegląda moje liczby jakby były księgą upadku cywilizacji. Nagle zamiera. Jakby w tych papierach zobaczył liczbę, której nawet kalkulator nie chce liczyć, tylko prosi o ostatnie namaszczenie. Jak człowiek, który wyczuł trzęsienie tych zimnych fal absurdów, co wyrywają dusze z orbit. - No… to mamy problem. Wstaje. Zdejmuje okulary. Urząd zamiera - Wygląda teraz jak arcykapłan biurokracji, który za chwilę otworzy kamienną tablicę z moim losem - tak ciężką, że nawet grawitacja zwalnia z szacunku. Drukarki wstrzymują wydruk, kserokopiarki zamykają paszcze. - Po analizie… - Z uwzględnieniem… - I po przeliczeniu współczynnika… Wręcza kartkę jak wyrok z zakurzonej wersji Hammurabiego. - Musi pan zapłacić, w ciągu czternastu dni… Pochyla się. Patrzy mi w oczy. Czuje oddech paragrafów. - trzydzieści siedem tysięcy… czterysta dziewięćdziesiąt trzy złote… i trzy grosze. Jakby moje życie zostało sprasowane w zakurzonej prasie prawa i wciśnięte w banknot, który nigdy nie dotrze do portfela, a tylko odbija się od ścian bezlitosnego świata. - Skąd taka kwota?! - Z pana życia... Z pana życia, proszę pana. Krzesło obok mdleje. Nie mam do niego żalu. W broszurze - zajęcie konta, - zajęcie mieszkania, - zajęcie marzeń. Punkt trzeci wytłuszczony. Wychodzę. Świat wydaje się lżejszy. Albo ja cięższy o trzydzieści siedem tysięcy i trzy grosze, które są jak śmiech losu odbijający się od szyby. Drzwi zamykają się za mną jak stalowe powieki olbrzyma, który śni o podatkach i połyka w snach tych, którzy próbują uciec. Jak paszcza rekina pożerającego ostatni kawałek wolności, mrucząc: „Do zobaczenia. Nawet jeśli tego nie chcesz.”
-
tam, gdzie kończą się słowa
Migrena odpowiedział(a) na Berenika97 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@Berenika97 mamy tutaj poetycki traktat o niemocy bycia i poznania w obliczu nieuchronnej straty. z filozoficznego punktu widzenia, ten utwór stawia pod znakiem zapytania możliwość osiągnięcia prawdy o relacji, gdy jest ona skazana na ulotnosć. nie jest to tylko wiersz o pożegnaniu, ale o porażce narzędzi poznawczych (języka ) w konfrontacji z chaosem egzystencji. "głos" jest uwięziony w post-egzystencjalnej pustce, gdzie, Byt Drugiego ucieka poza język, pewność okazuje się materialnym złudzeniem - popiół. a czas ulega rozszczepieniu na niepowiązane " kiedyś" i "ciszę". wiersz ten jest głosem z miejsca, gdzie konczy się logos, a zaczyna samotna i cicha świadomość popiołu . to jest świetny wiersz Bereniko.!!!!! -
O czym chrumkają świnie …
Migrena odpowiedział(a) na KOBIETA utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@violetta ale niechętnie. jadę na wołowinie, tuńczyku, łososiu, śledziu, jajkach, migdałach, serach kozich i chlebie orkiszowym. -
O czym chrumkają świnie …
Migrena odpowiedział(a) na KOBIETA utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
@KOBIETA to świnia.!!!!!! trzymaj się.!!!!!!!!!!! -
@hania kluseczka zgadza się Haniu.:) szczególnie ujęła mnie jego łysina:) już to widzę - on pochyla się aby zajrzeć tu i tam, a klientka odbija się wzrokiem od jego łysego łba. normalny horror.:) dzięki.:)
-
@KOBIETA dobrze, że są lekarze szperacze na prywatnej praktyce. bo na NFZ najbliższa wizyta w 2138 roku. dzięki Dominiko.:))))))) @hania kluseczka Haniu. najlepiej trafić na przyzwoitego człowieka.!!!! tylko, że z tym coraz gorzej. dziękuję i pozdrawiam.:)))))