Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 28.07.2026 w Odpowiedzi

  1. Budzę się - wiem, że każda z nas pragnie czegoś innego. Rano wygrywa Marta. Ścieli łóżko, włącza pralkę, jakby porządek był rodzajem zaklęcia. Jej religią pozostaje kalendarz, a modlitwą - „zrobione”. Maria budzi się z pytaniem: czy można przeżyć całe życie i ani razu naprawdę nie zaistnieć? Liczy wszystkie utracone możliwości. Ile we mnie jednej, ile drugiej? Marta mówi: trzeba kupić mleko, zadzwonić do mamy, krzyczy, że świat się zawali, jeśli nie zapłaci rachunków. Maria milczy, bo wie, że świat i tak się zawali. Szuka tego, co nie przemija, i pyta, czy miłość to tylko chwilowe schronienie? Noszę w sobie pęknięcie między „muszę” a „jestem”. Między podłogą, którą trzeba umyć, a świadomością, że wszystko, co kocham, kiedyś umrze. Obie noszą to samo ciało. Marta zaciska dłonie w pięści, by utrzymać świat w ryzach, a Maria otwiera je szeroko, bezradnie patrząc, jak wszystko powoli przez nie przecieka.
    22 punktów
  2. Wdzierasz się w nasze sny spokojne zrodzony, by nas wciągnąć w wojnę? Chcesz, by z twojego wyrósł gniewu szkarłatny owoc krwi rozlewu?.... Mów - czemu ludzie zdrowi, syci mają za broń na znak twój chwycić? Zamiast pokoju chronić zręby, ty każesz zbroić się po zęby? Patrz, jak wyrasta z twoich rojeń nowy, obłędny wyścig zbrojeń! Nie waż się wstrząsać ziemią całą, bo tobie wojny się zachciało! Historia się powtarzać lubi - Strzeż się - bo szał twój świat nasz zgubi! Zważ to: zostałeś wywyższony dla bezpieczeństwa i obrony!
    10 punktów
  3. Zmierzch rozbiera dzień Powoli Warstwa po warstwie Najpierw zdejmuje błękit Zakłada róż Tak głęboki Jak kolor ust Chmury są ciężkie Jak biodra Osuwają się na horyzont I nie spieszą się nigdzie Morze oddycha Wdech Wydech Zabiera brzeg Oddaje brzeg Leżaki stoją w stosie Jak kości Czekają Żeby je ktoś rozłożył Na noc A wiatr Przechodzi między nami I muska Jakby pytał ... Zdjęcie z prywatnych zasobów :)
    9 punktów
  4. mleczne krowy wracają z łąki mgłą srebrną zwiewną niebem modrym wiatr odmienia kolory kwiatów polnych sól ziemi czarnej wonny brewiarz daleko w chmurach piękno prostego życia w złoconych ramach słońca
    9 punktów
  5. Leciały dwa płatki, jak to bywa zimą, a że były blisko, wzięły się za ręce. Jeden z nich powiedział: „Jak przyjemnie latać!”, drugi: „Że ja spadam — i umierać nie chcę”. „Zmienimy się w kocyk, miękki i puszysty!”. „Nieprawda, zadepczą, lecimy ku śmierci”. „Spłyniemy potokiem, to droga do morza, to droga do życia, my jesteśmy wieczni!”. Zaraz się rozstali, skończyli rozmowę, każdy w swoją stronę, rozłączyli dłonie. Mieli różne wizje i tak zgodnie z wiarą — tam, gdzie zapragnęli, tam się dali ponieść. (Na motywach anonimowej przypowieści)
    8 punktów
  6. „Gortatów – dom wakacji” – 8 Raz doszło nawet do rodzinnej bijatyki. Ciocia wujkowi Staśkowi, robiąc wytyki, liścia w imieniu swej bratowej przykleiła, w odwecie pięść Staśka na twarzy zaliczyła. Zaczęła się akcja, wszyscy do nich przybyli, bo ciotka ze Staśkiem przed domem się kłócili. Bić się już nie bili, ale wciąż się szarpali, choć pozostali niemrawo ich rozdzielali. Śmiechu było co miara, aż do posikania, w trakcie tej awantury, bratniego szarpania. Jak już rozdzielili wściekłą siostrę od brata, to w domu wujek Tadek stanął w drzwiach jak krata. W szortach, przez wyrwany szarpaniną rozporek, dyndającego było mu widać „wisiorek”. Babcia uspokoić pośrodku ich chciała, na ciotkę Halinę i Stacha krzyczała. Prócz moich rodziców wszyscy wtedy tam byli. Jeszcze drugi dzień ciotkę z wujkiem godzili. Ciocia – guz nad nosem, wielki siniak na oku, Stacha twarz podrapana, jakby spał w rynsztoku! Trzeciego dnia wieczorem już się pogodzili i jak nigdy wcześniej dla siebie byli mili. Tak to może trzeba rachunki regulować, żeby się po bratersku na nowo miłować. Dzisiaj już na cmentarzu, w grobach obok siebie, leżą tam, nie kłócąc się, będąc w jednym niebie. Czasami tam jadę, znicz zapalę z szacunkiem i w chwilach zadumy wspomnę ciocię z wujkiem. Skończyły się wakacje, gdy babcia też odeszła. W moje lat siedemnaście gdzieś tam sobie przeszła. Wujek Tadek sam został w tym olbrzymim domu, bo żona uciekła z kochankiem po kryjomu. Za gorzałę się chwycił i już pić nie przestał, robiąc z życia swojego dla śmierci piedestał. I tak też się stało, według jego życzenia – odszedł z tego świata, w przepiciu ukojenia. A dom kupiła za grosze kluczborska gmina i bardzo szybko z niego stała się ruina, bo i do wyburzenia dom ten przeznaczyli, kiedy wysyp śmieci do niego zbliżyli. I tak się stało – dzisiaj już nie ma domu tego. Bardziej mnie tam ciągnie niż za dziecka małego. Teraz, chociaż wcześniej tak jeździć tam nie chciałem, ten dom moich wakacji bardzo pokochałem. Śni mi się on nieraz z całą moją rodziną. Wiem, że to mój wiek jest tego przyczyną, że tam powracam i wciąż z nimi obcuję, choć oni nie żyją – ja z nimi wakacjuję. – koniec Leszek Piotr Laskowski
    7 punktów
  7. zabierz do siebie nakarm zwykłą jajecznicą zamknij mnie proszę w opuszkach żebym zapomniał jak nazywać słowa wślizgnij się między sen a spuchnięte oczy dotknij jak zawsze pierwszy raz nie potrzebuję być inny przy tobie
    7 punktów
  8. Jeden anioł stanął na drabinie, drugi anioł usiadł w sklepowej witrynie, a trzeci anioł na kominie tańczy. A czwartego anioła już nie ma, bo czwarty anioł się pogubił. Pogubił się w sobie i wylądował w Lanckoronie. Swe części anielskie zbiera z rynku, chat i wąskich ulic. Pewnie będzie musiał tu pozostać. Jeden anioł w moją stronę kiwa, drugi anioł w dłoniach trzyma kufel piwa, a trzeci, ten, co na kominie tańczy, niczym szansonistka z Francji, ten chyba odfrunie. Tylko ten czwarty — co się pogubił. Pogubił się w sobie i wylądował w Lanckoronie. Swe części anielskie zbiera z rynku, chat i wąskich ulic. Pewnie będzie musiał tu pozostać na dłużej.
    6 punktów
  9. Wybrali się łysi gromadnie, by w Pisie szukać skarbów na dnie. „Skaczemy do Pisy? Jam łysy, tyś łysy, a więc włos nam z głowy nie spadnie.”
    6 punktów
  10. spójrz na nią jaka spokojna co najlepsze ma pod skórą blisko serca na odległość oddechu księżyc rozbity o taflę srebrnym rozbłyskiem znaczy miejsce utopii nie słyszysz nie czujesz snu co trwa dalej w dzień ciało martwe milczące jasny błękit zamknięty w nieruchomych tęczówkach
    6 punktów
  11. tęsknię za ... ty ty w białej bluzce rozpiętej pod szyją lśni od myśli obiecujący uśmiech nie potrzebuje słów krzątasz się niepotrzebnie przy stoliku wystarcza że jesteś byłaś taka ... lubię to wczoraj nie szukało wytłumaczenia dlaczego pada deszcz bo my my nie musieliśmy tego rozumieć mieliśmy siebie 7.2026 andrew
    6 punktów
  12. Zaplatam skrzętnie, oczko po oczku, lęk, co krtań dusi bezgłośnie. Scalam namiętnie słupkiem do słupka, niepokój, co dźga bezlitośnie. Łączę łańcuszkiem sploty rzędami. Palec mój piecze i krwawi... Ten ból tworzenia lekko tuszuje smutek, co wnętrzności trawi... Dziergam marzenia łzami przeszyte. I choć to niełatwa sztuka - uzdrawia duszę i daje znaki, jak samą siebie odszukać. Tym ciasnym ściegiem zszywam się w całość, sznurek po sznurku do celu. Tworzę granice, które przekroczyć może już tylko niewielu...
    6 punktów
  13. stuknęła no jeszcze nie stówka ale już blisko aż wstyd się przyznać przyglądał mi się na "uroczystości" jakiś mężczyzna już też niemłody o kurczę pomyślałam szedłby jeszcze w zawody i czyżbym ponętnie wyglądała? prawie bym już o tym zapomniała a tu proszę wyraźne zainteresowanie chociaż go ignorowałam bo właściwie co bym z tym zrobić miała? podać mu dyskretnie numer telefonu spotkać się potem w jego albo moim domu no oczywiście nie od razu taniec musi zostać odtańczony zanim się uderzy we właściwe tony zostało wszystko w sferze spekulacji ale te spojrzenia uśmieszki i miny powiem wam to jeden z lepszych prezentów w te moje ente urodziny
    5 punktów
  14. kiedy serce się godzi ze stratą pulsuje wolniej lecz krew pomimo czerwieni przybiera już odcień braku
    4 punkty
  15. rozpoczynamy się wędrując dookoła maminych ud po coś do kogoś gdzieś i przed czymś posiadamy pewność bez potrzeby wątpliwości potem coś nam się przydarza i obudzeni złym snem nie przytulamy misia tylko znajomy zapach kobiety jest piękna ale od kogoś trzeba w końcu odejść upewniamy się że wyłączyliśmy żelazko i wychodzimy posiadamy pewność dla potrzeby wątpliwości potem opowiadamy znajomym w barze scenki z "rejsu" bo zaczyna być drętwo znajdujemy kumpla i wątpliwość bez potrzeby pewności nie uzależnia nas nic bo tylko bóg jeden wie ile trzeba zapłacić za jednoosobowy spokój na ziemi więc znów wychodzimy mając wątpliwą pewność że oprócz tego co w sercu coś jeszcze zostało
    4 punkty
  16. tulisz się do moich wierszy z przyzwyczajenia zaglądasz w zbłąkane oczy jak w zegarku nadchodzi jesień życia
    4 punkty
  17. Bufetowa ze Starego Miasta sprzedaje smaczne ciastka i ciasta. Gdy się nudzi w bufecie, zjada ciastka, więc wiecie dlaczego zwą ją "Pani Bufiasta".
    4 punkty
  18. jesteśmy w doliczonym czasie gry na stole sto pięćdziesiąt tysięcy euro połowa na stratę połowa na salę sądową sześć miesięcy grzania kabli na nic gniewne maile caps lockiem kortyzol powyżej każdej normy co rano budzi o piątej piętnaście rzygać się chce mam gębę wytartą dobrymi radami mam kiepski ogląd do grubych spraw trzeba spokojnie bo nie będzie win-win tylko pierdolona katastrofa
    3 punkty
  19. Wiersz dedykuje Bożenie De - Tre zakwitła róża i bez zakwitł miłości kolejny dzień zakwitły mimo że wiał wiatr i padał niechciany deszcz ja zaś to widząc uśmiecham się czuje to coś co pozwala zrozumieć owe piękno które świat ozdabia zakwitła róża i bez spełnił się mój sen że nie ma nicości że wszystko co kwitnie ma w sobie sens jest światłem światłem o które warto wałczyć wierzyć w nie
    3 punkty
  20. -Mistrzu, kiedy dzieci dojrzewać powinny? -Jedne dojrzewają wcześnie, inne nigdy. While some individuals cross this line early in life, others never truly do J. Conrad. The Shadow Line /Smuga cienia/.
    3 punkty
  21. Dziś pole manewru zdaje się mieć głębsze znaczenie choć to bajka bo przecież chodzi o kłamstwo niewiele cię czytam ostatnio częściej widzę zmierzch bez sukcesów i przygód przejażdżka to spacer po gwiazdach których nie ma ale zamiast nich są sny bardzo podobne do słońca które wysysa z człowieka wodę i zostawia.
    3 punkty
  22. w twoich oczach też lustra gonią mnie rzucają słowami i kulą na wiatr się pod płotem kot czarny jak poduszone wróble w gnieździe bez wspominam ciebie na jeziorze koncert po dnie spacerują marzenia spadające gwiazdy kradnie czas ukradkiem
    3 punkty
  23. filtruję oznaki zmęczenia w ciemności lęk przywdziewa moje oczy sny ułożone w ciągi liczb
    3 punkty
  24. Nie wieszam na ścianę dni kiedy bolało. Zostawiam je w szufladzie Rozmazuję palcem Nie szukam instrukcji do pustych miejsc. Jest tylko notatka "złóż sama". Deszcz czasem wraca. Wiem po zapachu. Nie stawiam parasola. Niech spłucze ból Nie ma mojego portretu. Jest tylko światło padające przez okno na pustą ramę. Biorę węgiel rysuję siebie bez wzoru. Po swojemu. ściany to tylko ściany. A ja jestem w drodze Sklejam się
    3 punkty
  25. przytuliliśmy się w koty bawełniane fale mruczą lazurowym morzem pod wiatr wieczór ma kolor łososia podanego na ciepło z odrobiną spragnionego wina rozdrabniamy się w każdym spojrzeniu sentymentalnych wynurzeń i zanurzeń gasnącego słońca
    3 punkty
  26. Chuda Jolka ze Starego Miasta ma w cukierni czerstwe ciastka, ciasta. Sama ich nie próbuje, lecz klientów kantuje, dlatego zwą ją „Jolka Kanciasta”.
    3 punkty
  27. @Gra-Budzi-ka Pewien piekarz, co mieszkał w Warszawie, postanowił przyjrzeć się sprawie. Rzekł: „Niech panna nie chudnie, wygląda tak cudnie, że aż chętnie na ciastko się zjawię!”
    3 punkty
  28. Ty przeciwko mnie I ja przeciwko tobie A więc wojna!
    3 punkty
  29. mógłbym zamknąć cię na chwilę w dłoniach czując że nie wolno
    3 punkty
  30. „Najdłużej gnije to, czego nikt nie pokochał.” Byłem już dorosły. Z wiekiem traciłem wiarę. W Boga, rodzinę, więzi, miłość i akceptację. Stałem się niegrzecznym chłopcem. Uciekającym z domu, pijącym podrzędne bełty w upadłych od zgnilizny suterenach. Bijącym się na gołe pięści dla zarobku a czasem jedynie dla taniej rozrywki lub wszczynania bezsensownych burd na rogach ulic, w ich ciemnych zaułkach lub na opuszczonych farmach stanowiących profesjonalne stadiony dla recydywistycznych bukmacherów ubranych w jednorzędowe, szare marynarki. Żyłem pod rozprutym występkiem i zbrodnią pledem. Moim łóżkiem były, umorusane w szczurzych odchodach, duszne, piwniczne korytarze. Pokryte czarnym zarostem ściennego grzyba. Panny upadłe wdzięcznie kuszące swymi krągłościami były mi muzami i kapłankami religii cielesnej rozpusty. Każdy chciałby kiedyś marzyć o dostaniu wyjątkowego prezentu od losu. Ja nie byłem wyjątkiem. Marzyłem wpierw o cieple matczynej opieki. O akceptacji moich dziwactw. O akceptacji mojego wyglądu i głębi bogatej duszy. O uznaniu mnie godnym słów i czynów. Bym nie musiał upijać się samotnymi godzinami w ciemnym pokoju z którego odrapanych ścian, płynęły ku mnie słowa otuchy pierwszych wierszy. Ranki nie przynosiły otrzeźwienia. Przeciwnie. Raniły mnie ludzkie spojrzenia. Szkoła nauczyła mnie jedynie tego, że ją przerastam i tego, że ludzki ekosystem jest dla mnie klatką. W domu nauczyłem się grzeszyć niepohamowaną nienawiścią. Do życia. Wiersze ginęły w ogniu kominka. Część wypuściłem na wolność. Zgniecione kartki poniósł po nocnym bruku zimowy, mokry wicher. Zdarzało się, że pisałem w imieniu innych. A potem znajdowałem tytuły swoich prac na oficynach poczytnych wydawnictw. Lecz były jak sieroty co zmuszone zostały po śmierci rodzicieli przyjąć zupełnie obce nazwisko. Wszyscy zawsze chcieli bym rysował. Słowa wierszowane uznając za bzdury. I starałem się sprostać. Lecz moje rysunki, choćby najprostsze, nosiły znamiona beztalencia. Serca były puste w środku. Kreski i linie, prowadziłem agresywnie i zawsze wyjeżdżałem poza kontur obiektu. Ludzie byli zdeformowani. Ich nogi były wątłe i łamliwe. Ręce nienaturalnie długie, zakończone chudymi dłońmi o pająkowatych szczypcach zamiast palców. Twarze nie miały ziemskich rysów. Jak gdyby gniły wewnątrz trumien od miesięcy a potem nagle zostały wystawione do światła dziennego. Najbardziej przerażające było to, że moja poezja była tak samo zdeformowana. Dlatego zakazano jej ujawniać. Gdy przychodził czas świętowania i prezentów. Jedni dostawali książki, inni zegarki lub samochodziki. Ja dostawałem lanie bądź ciszę. Ubraną w kokardę z kajdanów. Opakowaną w cztery ściany samotni. Co roku było jednak lżej. Aż wreszcie nie zauważałem już, choinki, pustego pudełka i śniegu za oknem. Bo żadna z tych rzeczy nie mogła mi pomóc. Bo jak napisać w liście do Mikołaja, że w tym roku byłem potworem ale chciałbym dostać inną przestrzeń do życia. A najlepiej solidny, konopny sznur i jakiś kącik w rogu strychu. Dlatego co roku pisałem do niego, że po prostu chciałbym go spotkać. Porozmawiać o tym co musiałbym zmienić żeby dostać prawdziwy prezent. Grudzień był w tym roku wyjątkowo ciepły. Za oknem nie było śniegu, zadymki ani ulepionych bałwanów o marchewkowych nosach. Była za to szalejącą burza z gradem, uderzającym z dziką furią o elewację, szyby i dach. Kilka lodowych kamyków wpadło do rynny i komina. Hałasowały jak ktoś próbujący przeciskać się przez jego szyb do środka. W tym roku nie zdążyłem wysłać listu. Mało tego. Napisałem go i wcisnąłem pod łóżko, wsuwając wpierw jego treść w czarną zalakowaną kopertę. Pierwszy raz od lat dołączyłem też rysunek. Mikołaja z workiem prezentów. Miał on krzywy nos, grube, niekształtne wargi, wyłupiaste oczy o barwie węgla. Krzaczaste brwi i nienaturalnie długą brodę. Była krzywa, kędzierzawa i sięgała pasa. Postać była wychudzona. Przedstawiała ledwie skórę i kości. Rozkład człowieka. Skóra miała masę ran i blizn. Bezkrwawych ran. Kości były widoczne jak grzechy przy spowiedzi. Był to mój osobisty Mikołaj, odbicie mojego ja. Te martwe, zgrubiałe wargi, powtarzały w kółko moje imię. Wreszcie odgłosy w kominie ustały a jego postać znalazła się w salonie. Wylądował na dywanie, wzbijając tonę kurzu. Stadko much zerwało się z podłogi i z głośną skargą uleciało do zamkniętego na głucho okna. Nie wstałem żeby go przywitać Nawet się nie obudziłem. Muchy dopadły do mnie, wypełniając szczelnym rojem ubytki tkanki w mojej twarzy. Oczu już nie było. Zamieniły się w krwawy śluz. Z napęczniałego ciała spływała gnilna ciecz. Podłoga przeszła na wylot cuchnącym wyziewem śmierci. Przyszedł za późno. Lecz cieszyłem się że w ogóle znalazł dla mnie czas. Pod kamienicą nie było jego sań. Broda była zadbana i śnieżnobiała. Twarz i ręce piękne jak u anioła. W dłoni trzymał worek. Nie jutowy i pełen prezentów a czarny i nieprzejrzysty. Taki do jakiego pakowano zwłoki. Podniósł mnie a raczej odkleił od łóżka. Dotknął z godnością. Nie wahając się czy jestem tego wart. Spod łóżka wychynął brzeg rysunku. Mikołaj spojrzał na siebie samego. Pięknego i silnego i na dziecko o pożółkłej od rozkładu skórze. Bez twarzy i serca. I bez nadziei na lepszy los. Nie mogę powiedzieć, że Mikołaj nie przyniósł mi prezentu. Bo przecież przyniósł worek i wyniósł na śmietnik historii moje ciało. A ja obiecałem mu że będę gnił grzecznie.
    2 punkty
  31. 110. Miraż (narrator: operator katapulty – katapeltes) 1. Dahowie* rozbijają obóz. Nie wiedzą, że to pole bitwy. 2. Może to złudzenie — piasek potrafi tworzyć cuda i kłamstwa. 3. Mężczyzna naprawia łuk. Tyle mają przeciw nam. I może wystarczy. 4. Wyznaczam tor kamienia. Przecina go dziecko z kozą. 5. Młoda Dahijka wraca z zającem, jakby z wojny. 6. Jej tryumf — tak drobny, że aż prawdziwy. 7. Może to my jesteśmy mirażem, a oni — rzeczywistością. 8. Odchodzę od machiny. Niech żyją. Choćby przez chwilę. *Dahowie - lud koczowniczy ze stepów nadkaspijskich. cdn.
    2 punkty
  32. Za mgłą, gdzie śpiewa srebrny mech, Leżał Asterion – z utkanych ech. Tam rzeka niosła gwiezdny pył, A każdy kamień własny sen wciąż śnił. Do bram nie wiódł ni trakt, ni szlak — Tylko odwaga, której nie znał strach. Na straży stały Czarów Trzy: Tkaczka Świtu, Kruk i Cień bez dni. Nie miecz otwierał kryształowy próg, Lecz serce wolne od zachłannych dróg. Kto niósł w oczach pychę, gniew lub zysk, Ten słyszał tylko milknący błysk. Pewnego ranka przyszedł młody bard, Bez złota, z lutnią, lecz bogaty w żar. Zaśpiewał pieśń, co nie znała kłamstw, O matki łzie i o przebaczeń świat. Magia zadrżała niby srebrny liść — I brama rzekła: „Możesz do nas iść.” Lecz gdy przekroczył zaczarowany próg, Zobaczył, że krainą nie był gród. Asterion mieszkał w każdym z tych, Co zamiast wojny wybierali świt. To nie czar strzegł najcenniejszych bram — Lecz dobro, które każdy nosi sam. Więc jeśli kiedyś świat okryje mrok, Nie szukaj cudów pośród obcych dróg. Bo największa magia rodzi się co dzień Tam, gdzie przebaczasz, choć dosięga cień. A każda ziemia stanie się jak raj, Gdy człowiek drugiemu otworzy własny kraj.
    2 punkty
  33. @hollow man ja w życiu takiej kasy na oczy nie widziałam Aż muszę zerknąć ile to zer Z moją pensją w oświacie to by mi 1/16 tego wystarczyła 🙂 A tak poważnie to nie zazdroszczę Już wolę te dzikie wrzaski i wrześniowe histerie rodziców Łap 🙂
    2 punkty
  34. Z wieczności chwały spadłem w wieczność nienawiści; moje sny o potędze anielskiej strzaskane! Już na wyżynach wizja władzy się nie ziści, teraz więc władcą przekleństw i śmierci się stanę... Materię nędzną stawiać chciał nad moją głową - proch ziemi, który jeden powiew wiatru zdmuchnie! W otchłani więc utwierdzam swe rządy na nowo: przeciw Niemu w czeluściach piekieł żar wybuchnie! Swą niszczycielską mocą potężny wśród świata będę zasiewał zawiść, kłamstwo i zwątpienie; to z mojego rozkazu brat zabije brata, to ja sprowadzę na tę ziemię potępienie! Uzbroiłem się w pancerz zła przeciwko ciału, w które On śmiał tchnąć ducha! Ja tym tworem gardzę; zniekształcę go... upodlę... aż z czasem... pomału serce mu skamienieje, gdy ja je utwardzę... Wiem, że Go nie pokonam, że zwycięży wszędzie; lecz ta świadomość tylko daje hart wściekłości... Więc przysięgam: dopóki ten świat istnieć będzie, będę szalał! Ja, Szatan! Ja, Książę Ciemności!
    2 punkty
  35. „OPOWIEDZ MI BAJKĘ” Ty prosiłaś, tyle razy I słuchałaś mnie, jak dziecko, Z tą radością pełną wiary. A gdy bajki się spełniały, Powtarzałaś: Ty mówiłeś! Były piękne, wszystkie o nas. Jeden raz rzuciłem: nie wiem, W Boga wierzę, nie mam siły, Nie wymyślę świata więcej. Twoje oczy… czyste, ufne Chciały bajki, miały prawo Nie dostały tej kolejnej. Ja przepraszam, nie dam rady Tak mówiły Twoje usta, Kiedy byłaś już gotowa Wyjść z tej bajki, takiej krótkiej. Już nie mogę być królewną W żadnej bajce, ani-Ani. Potem przyszła Ciebie zabrać Swoim prawem światło zgasić. Pękła bańka, zgasła bajka, Tak zielona w Twoich oczach, Już zamglona, już odległa. Lecz, posłuchaj mnie uważnie, Znów wesoło, nie poważnie: Jego bajka dalej sięga, Tam gdzie miłość - żywa księga.
    2 punkty
  36. Krągły Sasza i Wasyl rwą z Rusi - tak ich ciastek i ciast zapach kusi, że w amoku panowie, choć się mają ku sobie... każdy gotów za ciasto udusić.
    2 punkty
  37. Ech, gdyby Słońce było kobietą, zachodziłoby jeszcze piękniej, dzięki takiej wizji. Swoją drogą ciekawe, co odrzekłby Musk, na te pytania ? ;) Pozdrawiam.
    2 punkty
  38. @Posem bardzo dziękuję Wiesz mówi się że odejście osoby którą się kocha to tak jakby żałoba Czy to prawda? Być może
    2 punkty
  39. @Wiechu J. K. Bardzo dziękuję! Tak, Alicja pięknie i mądrze napisała. Bardzo jej dziękuję! Dziękuję również Tobie i cieszę się, że doceniasz nasze teksty. Serdecznie pozdrawiam. :) @Posem Bardzo dziękuję! Dziękuję, że wróciłeś. :) I masz rację, że u mnie to nie jest tak jednoznaczne jak w Ewangelii - specjalnie nie chciałam osądzać, która z nich "wygrywa". Twoje odczytanie, że zaniedbanie domu też ma swoją cenę, jest jak najbardziej uzasadnione. Warto może dodać, że Marta i Maria to w tym wierszu jedna osoba, nie dwie różne kobiety - to ta sama kobieta w dwóch swoich odsłonach, więc to, co "zaniedbuje" Maria - sprząta Marta. Może dlatego trudno tu o jednoznaczną ocenę, bo w słowach z Ewangelii znajdziemy, iż "Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych". Czyli obie postawy są pożądane. Cieszę się, że wiersz sprowokował do takiego namysłu, a nie tylko potwierdzenia znanej lekcji. Dziękuję za piątkę! :) Serdecznie pozdrawiam. :)
    2 punkty
  40. @APM Bardzo dziękuję. Myślę, że masz rację - do niektórych Maria rzeczywiście nie przychodzi, albo przychodzi bardzo rzadko, w środku nocy, i zaraz ucieka, zanim ta osoba zdąży się z nią zmierzyć. Może to nawet forma obrony - łatwiej żyć samą Martą. Ale chyba właśnie w tych chwilach, kiedy Maria jednak się pojawia, dzieje się coś ważnego, nawet jeśli boli. Serdecznie pozdrawiam. :) @WarszawiAnka Bardzo dziękuję! Dziękuję za te słowa i za piękny obraz - "zasłuchana w Słowo gubię kalendarz" - mogłoby być osobnym wierszem! Masz rację, że życie na biegunie się nie sprawdza - to chyba właśnie ta cała trudność - nie wybrać raz na zawsze Martę albo Marię, tylko uczyć się nosić obie naraz, dzień po dniu. Aniołowie faktycznie obiadu nie ugotują - ale chyba dobrze, że czasem przypominają, po co się go gotuje. Pozdrawiam serdecznie! @Charismafilos Bardzo dziękuję! Dziękuję za to trafne spostrzeżenie. Rzeczywiście, chyba o to właśnie chodzi - nie o wybór między Martą a Marią, tylko o to, żeby nauczyć się nosić obie naraz, bez poczucia winy za żadną z nich. Cieszę się, że to napięcie tak dobrze się odczytało. Serdecznie pozdrawiam! @wiedźma Bardzo dziękuję! Cieszę się, że wybrałaś ten - to rzeczywiście jest serce tego wiersza. Masz całkowitą rację- nie chodzi o to, by wybrać "muszę" albo "jestem", tylko żeby nauczyć się z tym pęknięciem żyć. Dziękuję za te słowa. :) Serdecznie pozdrawiam. :) @andrew Bardzo dziękuję! Dziękuję za optymistyczny wiersz. :) Serdecznie pozdrawiam. :) Może i racja, że pouczanie nic nie da, Marta i Maria same muszą się dogadać. A jeśli morze i miły pan pomoże - niech przyjadą czym prędzej, bo na taki lek czekają już zbyt długo.
    2 punkty
  41. @Simon Tracy Odnośnie Mikołaja to pamiętam jak jako dzieci po przebudzeniu w dniu 6 Grudnia, szybko zaglądaliśmy pod poduszki, gdyż wówczas był taki zwyczaj, że rodzice chowali prezenty pod poduszki na których spały dzieci. Frajda była ogromna, a oczekiwanie na zobaczenie tego co w środku - jaki prezent przyniósł Mikołaj - trzymało dziecięce emocje na granicy wytrzymałości. Czasami oczekiwania spalały na panewce, ale radocha z otrzymanych zabawek była niesamowita. Poniżej obraz Jana Steena z XVII wieku.
    2 punkty
  42. @Berenika97 Piękny, niezwykle dojrzały i poruszający wiersz. Od razu przywiódł mi na myśl ewangeliczną historię o Marcie i Marii. Świetnie pokazałaś, że ten biblijny archetyp nie jest tylko opowieścią z przeszłości, ale żyje w każdej z nas. Zachwyca mnie to przedstawienie wewnętrznego pęknięcia – wiecznego rozdarcia między ziemskim „muszę” (codziennymi obowiązkami Marty) a duchowym „jestem” (głęboką refleksją Marii). Końcówka z zaciśniętymi pięściami i otwartymi dłońmi mocno zapada w pamięć. Dla mnie ten utwór to głośne pytanie o to, jak znaleźć w życiu balans między jednym a drugim, bo przecież obie te przestrzenie nosimy w tym samym ciele. Dziękuję za ten moment zatrzymania!
    2 punkty
  43. @andrew szczerze mówiąc nie wiem czy te miejsca szczególnie mnie pociągają, chociaż nie mówię nie, co to to nie, ale.. wolę Mazury, naprawdę Pozdrawiam serdecznie kredens @Alicja_Wysocka no wprost cudowne, to co napisał, dziękuję Mocno przytulam Kredens @Berenika97 dzięki za przychylny komentarz Pozdrawiam serdecznie kredens
    2 punkty
  44. @Berenika97 świetnie ukazane " noszę w sobie pęknięcie między muszę a jestem "- to cale sedno wiersza. To wiersz który wzbudza do refleksji, wiele z nas kobiet czasem pyta " muszę " lub " czy jestem". Obie mają swoje racje, nie da się wybrać jeden opcji, dopiero ich połączenie tworzy całość. Bardzo mi sie podoba :) Pozdrawiam⚘️🦋🪻
    2 punkty
  45. @Werka1987 Niezwykle poruszający wiersz. Metafora "zszywania się w całość" za pomocą szydełka i nici jest przepiękna, a zarazem pełna bólu. Bardzo trafnie ujęty proces odbudowywania własnych granic. Pozdrawiam.
    2 punkty
  46. @Łukasz Jurczyk: Dziękuję. @Wiechu J. K.: Dziękuję. @andrew : Dziękuję. Politycy i wojskowi się wzajemnie napędzają Rozkazami, awansami, czy groźbą zamachu; jedni drugim kadzą, grożą, lub trzymają w szachu, Gdy tymczasem prości ludzie z trwogą zasypiają.
    2 punkty
  47. @WarszawiAnka Uderz wierszem, a Trump się odezwie (Is et socii eius). dziękuję za Twój wiersz. Porusza nas ta sama "tematyka czasu", bo stoimy na skraju wojnę światowej, być może nuklearnej i wydaje się, że nikt nie jest w stanie powstrzymać tego szaleństwa. Napisałem piosenkę na ten temat. Polityka potrafi bardzo podzielić, a nawet mocno skłócić, jednak zaryzykuję: (Cały albym "TAKA POLITYKA" wchodzi w lipcu/sierpniu do dystrybucji EMUZE ME)
    2 punkty
  48. Pytania rodzą się jak dzieci czasami tak ogromne płaczą bez odpowiedzi wciąż Bogu zadawane jak deszcz pada —dlaczego! jak grom grzmi —dlaczego! fala zmywa —dlaczego! w huraganie ludzkiego ego! wystarczy żyć by pytać nie starcza odpowiedzi można to życie wyśmiać bo jak bączek się kręci Boga nieśmiało pytam pytając też sam siebie czy życie bez człowieka byłoby też cierpieniem?
    2 punkty
  49. @Stary_Kredens Niech więc Kredens będzie suto zastawiony . Pewnie gość szukał gospodarnej żony. Śnią mu się teraz Barmudy Kanary jakże jednak jechać gdy jest nie do pary . Pozdrawiam serdecznie Miłej podróży ...
    2 punkty
  50. Niebo jest wszędzie w moich oczach pływa ustami tańczy krokami dzień umila zeszłorocznym śniegiem mami zbieram chmury na nitki słów nawlekam dam słońcu będzie mu do twarzy i do okrycia wielka kołdra smutku niech się w nim utopi jak ogórki w słoiku niech lato zaszeleści lustrem przemijaniem piaskiem pod stopami zagawędzi niech
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00
×
×
  • Dodaj nową pozycję...