Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.01.2026 w Odpowiedzi

  1. rozpisać pustkę by wybrzmiała w metrum cztery na cztery cisza rozchodzi się po kościach wyjątkowo zimny maj zostawia ślad unikam odpowiedzi na pytanie o słowo o kamień — milczę słowem i kamieniem niekończąca się myśl przebija światło i znów zapada senność — wieczna pamiątka Róża po wyrwanym sercu
    10 punktów
  2. dopóki mogę chwytam światło niech zalśni chwila w łez mgławicy aby rozpoznać w sobie drogę resztę zostawiam Tajemnicy
    8 punktów
  3. Błękitne płatki z białym oczkiem soczyste, sercowate liście. Oplatasz mnie bluszczem, wypełniasz wilgotne zakątki ogrodu. Moja porzucona sukienka ( od Herve Leger ) i słodkie cząsteczki ciebie w zakrwawionych ustach.!
    7 punktów
  4. tam gdzie zapach suszonych jabłek powracam słowem stała przodem do ognia na koniuszkach jej piersi zakwitły ciemne piwonie jak chłód ciągnący od dołu zataczałem kręgi wspinając się po jej nogach przez uchylone uda dotknąłem wspomnień nic nie straciła ze swojego pierwotnego piękna (Lifting 2026)
    7 punktów
  5. Po co ten dzisiejszy śnieg? Rozciągnięty między znaczeniami zanika, jak tylko opadnie. Błoto, błoto po nim. Samochody białe, niebo przygaszone. Zmrożone nagie drzewa, zaspane, przyjmą pył na chwilę czy dwie. Ulice błyszczą, mokre. Po co te chwile zbyt krótkie? Nawleczone na lodowe kryształy, płatki, nigdy takie same. Umierają na dłoni. Zimne powietrze smakuje sadzą. Szare postaci rozmyte opadem przenoszą ten dzień. Błoto, błoto po nich. Wiersz powstał przy tej piosence. Gdyby ktoś zdecydował się słuchać to proszę zignorować tekst piosenki - cała reszta gra, jak trzeba:
    7 punktów
  6. Tak żyć, aby nie rzucać cienia na innych a zarazem nie być w cieniu.
    5 punktów
  7. zacznę jeszcze raz poszukam odpowiedzi którą drogą iść do końca i jak w koniec nie uwierzyć
    5 punktów
  8. W wierszach przywołuje swoje Piękne, niezapomniane chwile życia. Nie omija porażek, łez i smutków. Jest radosna, taka, jaką chce być Widziana na co dzień w blasku słońca Rumianego, i smutnego bladego księżyca. Ma szczery uśmiech i przenikliwe oczy. Opowiada swoje przygody z wypraw, Jak Tony Halik wśród dzikich plemion. Wie, kiedy puścić słoną łezkę, a kiedy Okazać radość w ujmujący sposób. Nie jest teatralną aktorką i nie odgrywa Scenicznej roli; czy jest szarą myszką? Oj, chwilunia, pewnie dostałbym w gębę… Gdy wspomina dzieciństwo, rodzinny dom, Robi to za pomocą czarodziejskiej różdżki I przenosi nas w dawny, zapomniany czas. Wyciąga skryte, pożółkłe zdjęcia z albumu I podpisuje: „a ten raczkujący bobas to ja” Uwodzi wdziękiem swojego pięknego umysłu, Jej pogoda ducha i aura autentyczności Niesie promyk nadziei na przyszłość. Czy ma jakieś marzenia, pomysły i sny Warte spełnienia? cóż, poczytajcie sami… Z szacunkiem dla „violetty”
    5 punktów
  9. Skradł całusa Jan pannie z Niewolno, gdy oboje szli drożynką polną. Panna bardzo się zjeżyła, przez łeb go mocno zdzieliła, krzycząc „Niczego mi kraść nie wolno!” 🌲🌲🌲 Niewolno – wieś w woj. wielkopolskim
    4 punkty
  10. Twoje słowa - jak tłuczone szkło. Rzucasz je pod nogi, a ja idę boso. Każdy krok otwiera nowe cięcie. Krew nie nadąża za bólem. Twoje obietnice - gęste jak miód. Wlewasz je w moje rany - duszna słodycz udaje ratunek. I tak stoję - lepka od "miłości", pocięta twoją prawdą. Nie krzyczę - miód skleja mi usta, a szkło tkwi zbyt głęboko. *inspiracja - tekst Marka Żaka "Pytać, czy nie?" i komentarz do niego Michała Leszczyńskiego.
    4 punkty
  11. Zajrzała przez okno Musiała być surowa Kochać się nie było jak Niedobra wierność Piekielna potrzeba potrzeba i strach Witaj dobry chłopcze Jesteś pod palcami Nie bój się, delikatnie Napiszę o Tobie wiersz Napiszę i pójdę Popatrzę i pójdę Nie będzie Ci żal Będziesz miał jasną Pociągającą twarz Przyciągnę Ci kobietę Przejrzystym uśmiechem Który ode mnie masz Nie walcz ze mną Dobrą mam rękę Dobrze się znam
    4 punkty
  12. Rozległe, równinne stepy rozwiane wiatrem pożądania wilgotnych ust. Czekasz na mnie gotowy. Dosiadam konia pasją jazdy, unosząc włosy pieszczotą falujących piersi w galopie. Przenikające ziarno pustyni w twoich oczach przyciągasz mnie całując tak, że gnam na oślep.! ;)))) pamiętam.
    4 punkty
  13. Ponad stuletni zabytkowy kościele… Nim strawiły cię ognia płomienie, Piękno twe tak tajemnicze, Zachwycało ludzi na całym świecie, Tysiące wyszeptywanych w tobie modlitw, Mury twe w pamięci zachowały, Niczym wnętrze bogato zdobionej szkatuły, Niezliczone drogocenne klejnoty… Wystarczyła jedna sylwestrowa noc... By zło na chwilę zatriumfowało, Kiełkujące z wolna niepokoju ziarno, W sercach milionów Chrześcijan zasiewając, Choć tej jednej nocy strasznej, Ogień szalał w całym Amsterdamie, W cieniu kilkudziesięciu podpaleń, Oczy świata skupiły się na tobie… Niech ten przerażający pożar, Wstrząśnie sumieniem całego świata, Niech w umysłach milionów zrodzi się refleksja, Dokąd zmierza dziś Europa, Czy my jako światli Europejczycy, Naprawdę tego dziś chcemy, By w cieniu cichej islamizacji, Kolejne europejskie kościoły płonęły... Czy zachodniej Europy dzielnice, Na pogrążanie się w chaosie, Przez najbliższe lata kolejne, Nieuchronnie są już skazane, Czy może chrześcijańskie dziedzictwo, Choć tak wyszydzane i dotknięte pogardą, Uda się uchronić kolejnym pokoleniom, Przed zniszczeniami i dewastacją… Lecz niczym maleńka iskierka, Tli się w naszych sercach nadzieja, Że szalejących pożarów żar Nie wszystko spopielić zdoła, Chrześcijańskiego dziedzictwa fundament, Choć nienawiść szaleje na świecie, W przyszłości dla kolejnych pokoleń, Zawsze trwałym już pozostanie… Twa solidna struktura, Pomimo niszczycielskiej siły ognia, Na przekór złu całego świata, Cudem pozostała nienaruszona, Zewsząd ciche płyną modlitwy, Byś na nowo odbudowany, Oczy całego świata mógł cieszyć, Jeszcze wspanialszy i piękniejszy!
    4 punkty
  14. czytałam chyba taki wiersz było w nim o tym że siedzieli na ławeczce o takiej porze w której jedno z nich nie wie jeszcze czy to już czy tylko się zdaje obok niej leżał bukiecik nieśmiałych fiołków a latarnia rzucała cienie które tuliły się do siebie wcześniej niż oni czy to możliwe nie napisałam tego i może dlatego wciąż tam siedzę
    4 punkty
  15. obserwuję cię wiecznie zielonego jałowca z niebieskimi ziarenkami w zimowej wędrówce pozuję ciepłą modelką z wełny i futra
    4 punkty
  16. Chciałbym i ja kiedyś dostać nagrodę, ale najchętniej za to co już napisałem, a nie za to co chcieliby i pragnęliby wręcz żebym nigdy nie napisał. Ot, sytuacja taka. Warszawa – Stegny, 03.01.2026r.
    4 punkty
  17. nie napiszę o tym wiersza w kilku wersach nie ma miejsca by pomieścić tyle serca
    4 punkty
  18. z perspektywy ocalenia łatwopalni ludzie mają najgorzej uciekają w swoich własnych snach na nie swoich nogach nigdy nie wiedzą czyich łączenia kropek których nie ma kończy się dla nich nagłym wybudzeniem nad ranem gdy najwięcej jest samobójstw wśród niechlujnie wykonanych bałwanów z marchewką wetkniętą w coś co ma być głową ale bardziej przypomina wszystkim dupę można wtedy wypić filiżankę strychniny do śniadania patrząc jak próg patrzy na swoje mieszkanie, a w przedsionku czeka tylko trochę czasu który pozostał nie zaproszony nigdy do środka
    4 punkty
  19. Deszcz drąży we mnie mroczne dziury Żadna kropla nie spływa z sumienia Opuszczam ręce, nie próbuję już łapać Brudnych łez wypływających z warg Wierzyłam, że to nowy dzień, lecz Widziałam koniec w martwych dłoniach Patrzę wstecz przezroczystym wzrokiem Może to tam prowadzi następny krok?
    4 punkty
  20. (...) a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju I zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz ks. J. Twardowski. Odtąd jesteś cały dla niej. Albo bądź pomalutku, jeśli wciąż nie umiesz. Niczym kawa w kubku stawiana codziennie przed wschodem, na kuchennym stole, przy zaśnieżonych oknach. Czujesz, jak ją budzi, ogrzewa. I już cię nie ma. Tylko pusty kubek pragnie na nowo aromatu i ciepła, drży jeszcze od dotyku jej dłoni. A ona zmienia się w pierwszy pieszczotliwy promień nad miastem. Wystarczy ciebie dla niej na wszystkie poranki? Gdy mówisz, że kochasz, pozwól i zaufaj, niech teraz ona nie zapomni, że jesteś.
    4 punkty
  21. Nowy rok wspomnień Wkracza czerwona róża, mego serca Niezmierzone szczęście, miłość oraz uroda Jak różnokolorowe róże Płonę namiętnością Były też burze, miłość je uformowała W sercu przetrwały wszystkie sezony Anioł w moim domu, róża bez cierni Cudowny rok, miłość w każdej chwili Nowe, które zaczynamy, bez tarota Dwa serca w odcieniu miłości Król, królowa, to nie plansza do gier, to prawdziwe życie Lovej. 2026-01-04 Inspiracje . Wspomnienia z roku 2025
    4 punkty
  22. 3 stycznia 2026 roku, godzina 7.00 rano. Człowiek jeszcze nie zdążył wypić pierwszej kawy, a tu już taki komunikat: amerykańscy żołnierze pojmali prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro wraz z żoną podczas próby ucieczki. Pojmali go w Caracas. U siebie. We własnym kraju. To się - cytując klasyka - w pale nie mieści. Ale najwyraźniej mamy nowy rok, więc i nową logikę. Jak można pojmać głowę państwa u niego w domu? Okazuje się, że można. Trzeba tylko mieć odpowiednio silną armię, odpowiednio słabego przeciwnika i odpowiednio elastyczne podejście do prawa międzynarodowego. Reszta to już tylko szczegóły techniczne. Nie ukrywam - nie mam w sobie ani grama sympatii do dyktatury. Maduro życzyłem jak najgorzej. Miliony Wenezuelczyków żyły w kraju, który formalnie był państwem, a faktycznie ruiną. Inflacja jak z podręcznika ekonomicznego horroru, brak podstawowych towarów, represje, emigracja. Około osiem milionów ludzi opuściło kraj. To nie statystyka - to całe miasta w drodze. Więc tak, można powiedzieć, że Wenezuela odetchnęła. Że ktoś wreszcie zrobił porządek. Że dyktator z krwią na rękach został wyeliminowany. Tylko że zrobił to… inny człowiek sprawujący władzę w sposób, który delikatnie mówiąc, nie jest wzorem cnót republikańskich. I tu zaczyna się matematyka moralna XXI wieku. Dwa minusy dają plus Zły dyktator został usunięty przez złego wyzwoliciela. Dwa minusy. Czyli - według logiki świata - plus. Brzmi prosto. Wręcz uspokajająco. Jak rachunek w sklepie: było źle, teraz jest lepiej. Ale czy na pewno? Zbawca z pomarańczową gębą i srebrną grzywą ogłasza sukces. Operacja przeprowadzona sprawnie, bez wielotygodniowych bombardowań, bez medialnej jatki. Konkursowo. Tu trzeba oddać sprawiedliwość: tak się robi operacje wojskowe, a nie jak w wykonaniu przyjaciela Putina, który potrafi zamienić „specjalną operację” w kilkuletnią masakrę. Świat patrzy. Jedni klaszczą po cichu, inni głośno oburzają się na naruszenie suwerenności państwa. Zgodnie z prawem międzynarodowym - działanie bezprawne. I tu demokracje mają rację. Tylko że ta racja… jakoś dziwnie selektywna. Bo skoro tak bardzo oburzamy się losem Wenezueli, to dlaczego świat od dekad toleruje dyktatury z Półwyspu Arabskiego? Tam, gdzie praw człowieka nie tyle się nie przestrzega, co wręcz nie zna definicji. Gdzie kobieta bywa dodatkiem do mężczyzny, a mniejszości seksualne - przestępstwem. Gdzie za krytykę władzy można zniknąć szybciej niż Maduro z Caracas. I co? I nic. Wszyscy się tam spotykają. Uśmiechają. Podpisują kontrakty. Robią zdjęcia. Bo ropa. Bo gaz. Bo interesy. Wyzwolenia, które nie wyzwalały Historia uczy nas jednego: każda interwencja zaczyna się od słów „wyzwolenie”, a kończy się zwykle znacznie mniej szlachetnie. Amerykanie chcieli wyzwolić Koreę - skończyło się milionami ofiar, podziałem kraju i reżimem, który straszy świat do dziś. Wietnam - kolejne miliony zabitych, trauma pokoleń. Irak - chaos, terroryzm, rozpad państwa. Afganistan - dwadzieścia lat wojny i powrót do punktu wyjścia. Libia - rozpad i fala migracji. Bilans? Niezbyt imponujący. Chyba że ktoś liczy sukcesy nie w stabilnych państwach, ale w kontraktach, wpływach i strefach oddziaływania. Może więc nigdy nie chodziło o sukces. Może chodziło tylko o interesy, a reszta to narracja dla mediów i wyborców. Świat demokratyczny jest dziś oburzony. I słusznie - bo jeśli dziś można porwać prezydenta jednego państwa, to jutro można każdego. Tyle że ten sam świat od dziesięcioleci wybiórczo stosuje swoje zasady. Prawo międzynarodowe przypomina czasem regulamin siłowni: obowiązuje wszystkich… ale niektórych bardziej. I tak żyjemy w rzeczywistości, w której: - mamy technologie z kosmosu, - prawo ze średniowiecza, - a mózgi… z paleolitu. Wciąż dzielimy świat na plemiona. Na „naszych” i „obcych”. Na dobrych i złych morderców. Na tych, którym wolno, i tych, których trzeba ukarać. Mamy gadzie mózgi , a żyjemy w nowoczesnym świecie. To nie jest nowy problem. To stary problem w nowym opakowaniu. Gadzi mózg nie zna pojęcia uniwersalnej sprawiedliwości. Zna tylko swój interes. Reszta to narracja. Dlatego jeden dyktator jest „zagrożeniem dla świata”, a inny „partnerem strategicznym”. Dlatego jedne zbrodnie są potępiane, a inne przemilczane. Dlatego jednych wyzwala się bombami, a innych chroni kontraktami. Czy Wenezuela na tym zyska? Chciałbym wierzyć, że tak. Naprawdę! Chciałbym, żeby tym razem historia zrobiła wyjątek. Żeby dwa minusy rzeczywiście dały plus. Żeby ludzie mogli wrócić do domu, a kraj zaczął się odbudowywać. Ale doświadczenie uczy mnie ostrożności. Nowy rok przyniósł nową logikę. Ale mechanizmy są stare jak świat. Zmieniły się tylko dekoracje, flagi i technologie. Zamiast mieczy mamy drony. Zamiast listów gończych - tweety. Zamiast imperiów - „koalicje”. I tak dalej dzielimy świat na dobrych i złych. Tylko że coraz trudniej odróżnić jednych od drugich. Niestety
    3 punkty
  23. Boże gdzie jesteś czemu milczysz odezwij się pokaż kim jesteś pomóż zrozumieć ten krzywy świat bo milcząc zamykasz drzwi do nadziei bez której trudno żyć Boże jesteś czy nie nie baw się z nami w trudne dni pokaż swoją moc udowodnij że twoja racja ma sens tylko o tyle cię proszę to tak niewiele chyba o tym wiesz
    3 punkty
  24. gorzki posmak czarnej czeremchy pozostał na języku zmieszany z zapachem twojej skóry zapętlił odczucia Anny na dłużej po łydce mozolnie wdrapują się mrówki dociskając odwłok tuż nad cienką siateczką żył nie można ich spłoszyć dotykiem palców tak cudownie łaskoczą w oddali majaczy zdezelowany ciągnik resztkami sił ciągnąc upchaną po brzegi słomę warkot wzbudził niepokój już jakby jesiennie mimo że pod plecami strzelają suche igiełki sosen i dzięcioł wystukuje do taktu Tak tu Tak!
    3 punkty
  25. Ogród emanował zapachem tysiąca odmian kwiatów, ziół i bylin. Dbałem o jego spokojny wzrost i kwitnienie, na tyle na ile mogła to robić męska, twarda dłoń. Starałem się nie zmieniać w nim zbyt wiele. Zatrudnieni do pomocy ogrodnicy, również mieli pełnić rolę raczej adoratorów, niż aranżerów. Ilekroć mogłem rozmawiać z którymkolwiek z nich to zawsze powtarzali oni pewną zależność której wpływu i ja doświadczałem w całej pełni. Mówili o ogrodzie jak o habitacie duszy, która była w nim zaklęta. Cudownym, magicznym ogrodzie postaci, zaklętej w jego szerokich alejach, ukwieconych rabatach czy przyciętych żywopłotach. Istota owa, jak twierdzili i zaklinali się przy tym, mówiła czasem do nich a czasami do ptaków przysiadłych w krzewach i koronach owocujących drzew. Jej słowa pluskały się w tafli ogrodowych fontann, wędrowały z delikatnym wiatrem po wypełnionych życiodajnymi sokami liściach, szeptały do równo przyciętych traw. Istota głaskała chropowate pnie, zginała rozkwitłe pąki kwiatów. A czasami zostawiała ślady bosych, kobiecych stóp na świeżo przekopanej ziemi. Powtarzała, że to jej raj. Miejsce, które stworzyła i z którego już nigdy nie odejdzie. Zapuściła tu korzenie z białych kości a to co niegdyś nazywała ciałem, użyźniło glebę ogrodu i dało mu prawdziwe serce. W pełni lata, gdy miałem w zwyczaju czytać w bujanym fotelu usytuowanym na środku ganku, nieraz dochodził mnie znajomy śpiew tej istoty. Wiedziałem, że jest zarazem blisko i daleko. Za zakrętem życia. Lecz i za zasłoną śmierci. Minęło tak wiele lat. Za każdym razem gdy tylko zbliżała się żałobna rocznica, miałem nadzieję, że tym razem dobry Bóg zlituje się nade mną i pozwoli mi odejść do jej świata. Lecz dawał mi tylko kolejne próby i zmartwienia doczesne. Kolejne zakręty. Tak wiele, że wyrysowały wreszcie koło. Błędne koło życia. Osnute oparem pragnienia śmierci a zarazem niemożności odejścia. Szedłem ustaloną ścieżką. Jedyną, która mogła mnie zaprowadzić do celu. Spośród tysiąca łęchcących zmysły zapachów, ja rozpoznawałem najlepiej ten jeden, niepowtarzalny. Przyjemny, głęboki i uwodzący, zapach fiołków. Były tak bardzo sobie tożsame. Ukochana matka i jedyna córka. Cel tej ścieżki był wiadomy i zdziwiłbym się gdybym nie zastał swej córki u jej końca. Zbawcza rześkość poranka gasła, pod silnymi i gorącymi promieniami letniego słońca. Muchy, ważki i pszczoły, harcowały w gonitwach i polowaniach. Pachniało jeszcze zroszoną w cieniu ziemią. Rosa perliła się łezkami wilgoci na co większych liściach i wodnych szuwarach. Ptaki wesoło pogwizdywały. W uwitych gniazdach, na sękatych gałęziach jesionów i topoli. Nagrzane powietrze poczynało delikatnie drgać. Jak i Ty miałaś w zwyczaju, gdy rozpalony obłędem pożądania badałem nieśmiało krągłości Twego ciała. Zapomniałem już jak to jest. Gdyby nie nasza córka, to zapomniałbym zupełnie o istnieniu kobiet na tym świecie. Chciano mnie swatać i w swaty do mnie przybywano a jakże. Dla pozycji i majątku ludzie potrafią znieść i zrobić wiele, nawet prosić takiego szaleńca jak ja o uwagę i rozsądek. Cóż mi jednak z rozsądku i majątku, kiedy jedyne bogactwo jakie w życiu miałem musiałem odprowadzić w kondukcie i pochować wbrew swej woli. Mogę dziękować Bogu, że kochałem jeden jedyny raz. Ileż to cierpienia kosztuję. Jeden raz a co gdybym jak inni, kochał po wielokroć? Potem podobno idzie się przyzwyczaić. Kochasz już nie osobę a siebie samego i wygodę. Ludzie są małostkowi. Twierdzili, zapomnisz i będziesz żyć dalej. Minęło tyle lat. Wszystkie jej zdjęcia, portrety i suknie są nadal na swoim miejscu. Pukiel jej czarnych włosów nadal spoczywa w zdobionej złotem szkatułce. Każdy mój wiersz jest hołdem. Żywą pamięcią. A żywym pomnikiem jest przecież też Emily. Jest najpiękniejszym prezentem danym mi przez nią. Mój czas także dobiega już końca. Może Emily o tym wie, bo coraz częściej odwiedza grób matki. Fiołkowa woń, prowadziła mnie w ślad za córką. I znalazłem ją dokładnie u stóp mogiły. Była wręcz jak sobowtór swej matki. Teraz gdy była już pełnoprawną kobietą a nie dziewczynką zdawała się mi czasem duchem, wspomnieniem. Zatrzymaną w przestrzeni czasu projekcją. Starałem się nie popadać w szaleństwo. Lecz gdy patrzyłem na Emily. W kuchni, parku czy na ulicy to nie potrafiłbym ich od siebie odróżnić. A skoro ja jako jej ojciec nie potrafiłem tego uczynić to cóż dopiero miały powiedzieć osoby, które znały mą żonę nieboszczkę i córkę. Jest to sytuacja zupełnie normalna i naturalna, że dziecko a szczególnie córka jest porównywana urodą do swej matki. Emily nie była wyjątkiem. Dostawała olbrzymią ilość komplementów. Za oliwkowo zielone oczęta. Za kruczoczarne, lśniące włosy. Za uśmiech tak słodki i zalotny w swej kobiecości, że aż onieśmielający potencjalnych kandydatów na męża. Moja żona była istną boginią, której zazdrościła mi cała śmietanka towarzyska nie tylko z Bostonu czy Philadelphii ale też Georgii czy Nowego Jorku. Była najpiękniejszym klejnotem, który udało mi się sprowadzić w czasach studenckich z kontynentu. Niderlandzką perłą. Bezcenną, świętą. Emily obróciła się słysząc moje kroki i szybko powstała. Przyniosłam mamie nowy wianek i bukiet. I zaiste na środku mogiły spoczywał świeży wianek utkany z wikliny, fiołków, koniczyny i stokrotek. A w dłoniach Emily ściskała bukiet białych róż. Krzew czerwonych róż oplatał kolczastymi kłączami nagrobek. Niczym korona wieńcząca skronie mojej ukochanej. Ostatnio często zaglądasz tutaj Emily, martwię się czy aby na pewno wszystko z Tobą w porządku? Ależ tato, nie możesz w kółko zaprzeczać oczywistym faktom. Chyba nie chcesz powiedzieć mi, że nie słyszysz jej głosu i nie czujesz jej obecności tak w domu jak i ogrodzie. Każdy wokół słyszy ją. Każdy wie, że to jej duch zamieszkał w ogrodzie. Nie ma nocy, bym po nagłym zbudzeniu się nie widziała kobiecego widma na brzegu stawu. Czasami huśta się na mojej starej huśtawce i śmieje się w głos. Innym razem woła mnie, lewitując u półotwartej okiennicy. To znów czeka na mnie, dosiadając swej widmowej klaczy, która odeszła bez mała dekadę temu. Czasami prosi bym zbudziła i Ciebie. Tęskni za Tobą ojcze. Ja za nią również moje dziecko, lecz nie mów mi tak strasznych i niepotrzebnych dla wątłego umysłu starca rzeczy jak historię o zjawach i duchach. Odeszła, lecz ja nie zapomniałem i nie zapomnę nigdy. Nie na darmo jej pokoje i sypialnia wyglądają tak jakby dopiero co z nich wyszła. A minęło dwadzieścia długich lat. Dwadzieścia lat ciągłej nocy dla mej duszy. Dwadzieścia lat niepowetowanej niczym straty i tęsknoty. Pożegnaj się z matką Emily i chodźmy do domu miej baczenie na to, że zbliża się dzień gdzie będziesz pielęgnować mogiłę w której i ja spocznę. Będziesz szła tą znajomą drogą przez ogród, niosąc w dłoni dwa bukiety. Po jednym dla kochającej matki i ojca. Ludzi którzy nikogo tak nie ukochali na świecie jak Ciebie. Pamiętaj o tym dziecko. Nie byłem osobą dającą wiarę w tak modny świat spirytyzmu, duchów i zjaw. Nie dałem przekonać się trwożnym opowieściom ogrodników ani służby, więc naturalnie nie uwierzyłem zapewnieniom własnego dziecka. Więc jak wielkie było moje zdziwienie, w samym środku najbliższej nocy. Zdać mi się mogło, że ległem na spoczynek dość wcześnie. Zachodni horyzont nie zdążył pogrążyć się w pełni mroku a ostatnie trele ptaków dochodziły znad koron drzew, żaby rozrechotały się wesoło, taplając się w lekko mulistej toni stawu. Wydawało mi się, że minęła prawie cała, krótka, letnia noc. Przebudziłem się nagle bez widocznej, zewnętrznej przyczyny sądząc że za chwilę zacznie świtać. Lecz gdy już trochę oprzytomniałem, uświadomiłem sobie, że wokół jest ciemno jak oko wykol. A zza okna dobiega jedynie srebrno niebieska lekko fosforyzująca poświata księżyca. Lecz nie był to czas pełnii a nowiu. A gwiazdy nigdy nie świecą tak jasno. Zza okna dobiegł mnie szept, który zmroził mnie do kości. To była ona i szeptała moje imię. Przekląłem w duchu brednie mej córki, i nadal nie do końca przekonany do tego co dane mi będzie ujrzeć, wstałem na drżących nogach i delikatnie podszedłem do okna. A niech mnie święci mają w opiece jeśli kłamię. To zaiste była ona. Ubrana w czarną, wiktoriańską suknię i siedzącą po damsku w siodle swej ukochanej klaczy. Zobaczyła mą postać w oknie, Miała na sobie rękawice do jazdy. Podniosła lewą rękę i dała mi sygnał dłonią bym zszedł do niej. Odjęło mi na szczęście rozum a nie nogi. Wychynąłem jak szybko mogłem z sypialni, potem z zamku, na ślepo wręcz wszedłem do cichej stajni. Dotarłem do boksu z moim kremowym ogierem i nie siodłając go nawet wskoczyłem na jego grzbiet, dając mu po bokach ruszyłem ku wyjściu i skierowałem konia nad brzeg stawu. Czekała w siodle i gdy już prawie byłem przy niej, skręciła konia na zadzie i ruszyła galopem ku znajomej ścieżce wgłąb ogrodu. Ruszyłem za nią. Aż do samego końca drogi. Do jej samotnej mogiły. Gdy wychynąłem zza ostatnich drzew, ona już czekała trzymając klacz za uzdę. Zsiadłem i doskoczyłem do niej w transie. Nie pozwoliłem jej na żaden ruch, słowo. Zasmakowałem w jej ciepłych ustach a ona ochoczo oddawała pocałunki. Spuszczone z uzd konie ruszyły na pobliską trawę a my legliśmy w miłosnym uścisku na usypanej mogile. Pragnąć siebie coraz mocniej i mocniej. Marzyłem tylko o tym by posiąść ją w tym ogrodzie, w mroku bezdennej, letniej nocy, na naszej wspólnej mogile. Nikt mnie więcej nie widział żywego. Emily zaalarmował sługa z samego rana gdy odkryto błąkającego się po ogrodzie konia. Stajenny zaklinał się, że zwierzę nie mogło wyjść samopas i ktoś musiał wyprowadzić konia a dostęp do niego miałem tylko ja i stajenny. Szybko zorientowano się, że w pośpiechu opuściłem sypialnię i zamek. Przeszukano pobliskie wzgórza, pola i lasy. Całe błonia zamku, podziemia i korytarze piwniczne. Wreszcie ogród i brzegi stawu. Gdy nic nie przyniosło efektu. Emily rozkazała służbie rozkopać mogiłę matki. Niechętnie i opornie lecz wykonano jej rozkaz. Nie zajęło to zbyt wiele czasu by odkryć straszną prawdę. Nikt nie potrafił sensownie wytłumaczyć tego co odkryto pod stertą ziemi. Na wieku zamkniętej trumny, spoczywał szkielet mej małżonki a w jego ramionach odkryto moje ciało. Martwe, zimne lecz z tak błogim uśmiechem i radością w oczach, że uznano to za objaw najczarniejszej magii. Pytanie jak znalazłem się pod ziemią a szkielet poza trumną. Kto zakopał mogiłę skoro nikogo ze mną nie było a przecież byłby to absurd, że trup zakopał się sam. Uznano, że ona spędziła mnie do grobu. Wezwała mnie do siebie. Bym już nigdy nie czuł się samotny i pozbawiony miłości. Do dołu wstawiono jeszcze jedną trumnę z mym ciałem i odprawiono pogrzeb. Mogiłę poświęcono i zasypano a Emily cała we łzach ułożyła na niej dwa bukiety białych, cmentarnych róż.
    3 punkty
  26. @Marek.zak1 Czyli to małżonce należą się podziękowania za to, że zainicjowała najdłuższą dyskusję pod Twoim tekstem! Super! Pozdrawiam. :) @Amber Ziarno i kura - rewelacyjne! I to "czy kura wie" to kwintesencja problemu. A granaty... świetnie, że się zorientowałaś na czas. Dziękuję za ten komentarz, uśmiechnęłam się. Pozdrawiam serdecznie! :) @Christine Bardzo dziękuję! Też spotkałam się z tym proplemem. Pozdrawiam. @lena2_ Serdecznie dziękuję!
    3 punkty
  27. Instrukcja. Chwalić cierpienie - nie budząc litości - nie chce. Myślała jeszcze wczoraj krocząc dumnie ścieżkami życia. Szukać prawdy cienia pośród książek to dodatkowy ciężar. Nie będzie. Los zabrał jej ostatnią ludzką szansę i wtedy właśnie uświadomiła sobie więcej. Życie jak płatek śniegu, co właśnie na nos jej spadł już odmrożony dawno, czeka na laser wierząc, że cywilizacji ślad poradzi sobie, zadba o niego. O ten wciąż żywy potrzebny kawałek mięsa. Na tej prostej ścieżce, niby przez park, uwierzyła. Pod prąd nie będzie, śladu swego na Ziemi nie odciśnie, wszak nikt mocarny nie obdarzył ją talentem, a Świat nie potrzebuje dublerów. Na użytek własny przerobiła myśli: bogu co boskie, człowiekowi co ludzkie… szyć wszak umiała, uśmiechnęła się do wiewiórki w myślach, chcąc podzielić się swoimi przemyśleniami jakże przydatnymi, okazało się teraz. Właśnie zatrzęsła się Ziemia po raz kolejny. Zaczęła pakować w myślach plecak. Instrukcja. Latarka Telefon Butelka wody. Na czyje siły, na czyj rozum jest obliczone życie?
    3 punkty
  28. przeszłość to ściana murowana z chwil przyszłość parawanem za nim nadzieja przeszłość to wygrana wiatr uśmiech łzy przyszłość zaś bramą za nią malują sny przeszłość to potęga nieznanych liczb przyszłość wyzwaniem pachnący losem przeszłość nie musi dokuczać może być przyszłością w której róże kaliny bzy przeszłość umie cieszyć może być lekiem przyszłość zaś czasem który umie śnić
    3 punkty
  29. Noc zimna jest I nie ma już Twoich pocałunków Na mojej skórze A płatki śniegu Na twoim nagim ciele Przywołują mi Dobre wspomnienia Gdy siedzę Całkiem sam Z kubkiem Gorącej zimowej herbaty I mam wciąż Te lodowate dłonie Czuję tylko mróz!
    3 punkty
  30. Z nowym rokiem życzę Ci zatem takiej nagrody. Ja mam to już za sobą, mianowicie wysłałem kiedyś wierszyk o żubrze do producenta piwa Żubr. Po jakimś czasie dostałem czteropak piwa tejże marki, więc znam smak sukcesu:). Pozdrawiam
    3 punkty
  31. Aby się posklejać, czasami trzeba się przełamać.
    2 punkty
  32. błękit brąz szare mydło z odrobinką srebrzystości rozpikselowane alkoholicznie Oslo w linii prostego czasu mam do ciebie dwadzieścia kwadratów odczuty sekretnie odnalazł fragmenty wietrznej dziewczyny społoszona straż skóry odsłoniła przedpole świata tam słowa nie mają znaczeń głosy niosą się po ciele nie sięgając duszy
    2 punkty
  33. @violetta 🤭 domyślam się …koronki, jedwabie itp. ja również posiadam takie …że … no …..hollow man by do samego rana, do księżyca wył 😉🤣🤭 @Berenika97 dziękuję Bereniko :) po prostu lubię …miksować rzeczywistość :) i zderzać światy …takie lekkie Boom …cała ja :) pozdrawiam :)
    2 punkty
  34. „Die Grenzen meiner Sprache, markieren die Grenzen meiner Welt” ( „Granice mojego języka wyznaczają granice mojego świata.” ) [1] Ludwig Wittgenstein „Aby naprawić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.” „Aby zmienić świat, trzeba (najpierw) zmienić język.” [2] przypisywane Konfucjuszowi Kiedy wojna; ba, gdy przed wojną wróg do kraju twego wnika, – Karabin w dłoń…! W któryś F! – Lecz wpierw: karate języka! Bowiem wygrywa się nie tylko wyrafinowaną bronią, Nim za „miecz” się złapie, zwycięża się ćwicząc rozumną skronią, Co będzie kiedy ktoś nas, bardzo nieładnie, jednak napadnie? Trza by zacząć wydawać i wykonywać rozkazy snadnie. – Lecz jakże to, gdy „reżim dusz” [3] brutalnie przećwicza właśnie nas W nieustającej reformie co raz to nowych słów i fraz? Tak dla przykładu: „Dziś « w Ukrainie » « żołnierzo » [płci nieznanej], – Napisze w formularzu jak się doń, żeby zwracać pragnie! …” Że: nie ma « żołnierzo » – to pewne, lecz nie ma tylko na razie, Gdy w anonsach ma nie być „stolarz”… – się ujmie w rozkazie…! A wygra ta armia która się jaśniej posługuje słowem. A gdy przyjaciel lub wróg zapuka do twych drzwi, nową mowę Od tego jak mówili dziadowie może się uda poznać, Poznawszy zachować ostrożność, nie zdradzić i krzywd nie doznać… [4] Biada krajom najechanym w trakcie reformy języka, Trudno i rozkaz wydać, i po błędzie podejrzeć, że wtyka. A o ileż łatwiej po stalinowsku siodłać dojną krowę, Gdy granica języka = świata złamana przez nowomowę?! PRZYPISY [1] Dwoista jest natura tego zdania, czasem negatywna, bo wskazuje na samo-zamknięcie się w celi własnego języka, którą to celę właśnie trzeba by otworzyć – rozwinąć się poza dotychczasowe granice jak dziecko, które rozwijając się umysłowo poszerza także zasób słów, zwrotów i pojęć. Ale czasem pozytywna, kiedy nie udaje się kogoś przekonać do czegoś dlań niekorzystnego, bo to nie mieści się w jego zestawie pojęć, brak zwrotów i słów którymi do tej szkody można by przekonywać. [2] Zmienić, ba, ale na korzyść, czy na niekorzyść? A to zależy, jak ta zmiana zostanie wykorzystana. Zmianę języka pozornie, albo nawet faktycznie ze szlachetnych pobudek można wykorzystać także na niekorzyść populacji której język się zmienia. Język jak zauważył Wittgenstein ma charakter granicy, i roztropnie by ta granica nie była naszym więzieniem, tylko murem naszego „Zamku duszy” vel „Wewnętrznej twierdzy” (fraza zapożyczona od św. Teresy z Ávili, choć obawiam się, że z redukcją transcendentalnego sensu). [3] Określenie moje, wytworzone przez sparafrazowanie „rząd dusz”, bo też o karykaturę tu chodzi. [4] To jest taka historia, mało mająca wspólnego z językiem mówionym, za to wiele z ludowymi zwyczajami a opowiadana przez p. Leszka Żebrowskiego: Oto, do domu starowinki zapukał przebrany funkcjonariusz nowej władzy wywiedzieć się gdzie też mogliby być żołnierze wyklęci, szło mu nieźle, popełnił tylko mały błąd w zachowaniu, w skutek czego starowinka zorientowała się z kim ma do czynienia. Niby mało to ma wspólnego z językiem, jednakże nie tylko po geście ale także po tym jak kto mówi, często udaje się zorientować z kim się ma do czynienia. Ilustrację „Karateka języka ćwiczy równowagę” wykonał „Perchance” pod dyktando Marcina Tarnowskiego.
    2 punkty
  35. @infelia za mną na pewno nie 😉🤭 @violetta poradzimy sobie Violetta 🙂
    2 punkty
  36. @KOBIETA dobre podejście do życia:)
    2 punkty
  37. tak to już jest że nie zawsze prawie nigdy i nie wtedy tak to już jest nie taka łapczywa ta galaktyka
    2 punkty
  38. po drugiej stronie granicy gdzie kontrola zanika tam gdzie cicho unosi się duch podchodzę bliżej i widzę twe ciało z dala od siły swej bez blasku bez tchu twoje światło niegdyś jasne i żywe teraz przygasłe ciche prawdziwe blednie u zmierzchu roli swej tam gdzie cień twój się chyli i odchodzi powoli zaczyna się to co silniejsze niż siła nie blask nie moc ciebie tutaj trzyma lecz to drżenie w samym rdzeniu duszy echo tego co w ukryciu się kruszy iskra bólu odwagi i żaru co lśni po cichu bez rozgłosu bez czaru bez tchu
    2 punkty
  39. Coś czuję, że ten fortel wyszedł autorowi zupełnie przypadkowo, że nie było to zamierzone. Oczywiście to nie zarzut, tak bywa. Też mi się zdarzały różne niezamierzone forteliki i wychodziło zgrabnie:) ale do brzegu; sama Wdzięczność w tytule mnie nie przekonuje. Rozmywa nie tylko sam podstęp, do którego jednak nie do końca jestem przekonana, ale odbiera jakąś lekkość, myśl, emocję. Jednak przymiotnik krótko, krótki coś nam sugeruje. Sama wdzięczność brzmi trochę, może nie sztucznie, ale sztywno, bez wyrazu. Co do formy o którą pytasz, to zależy od kontekstu. Obie formy są poprawne gramatycznie, ale znaczeniowo trochę się różnią. Nie napiszę o niej wiersza, jest bardziej osobiste, natomiast druga forma sugeruje, konkret, fakt odmowy napisania o czymś istotnym. Czytając przyjęłam drugą formę, tę wskazaną w treści i być może dlatego ta przewrotność do mnie nie przemawia, bo założyłam, że autor nie chciał odwracać uwagi od powagi tematu. Niczym się Radosław nie przejmuj. Zrób tak jak czujesz. Pozdrawiam raz jeszcze.
    2 punkty
  40. Widzę dziś tylko bezkresne morze muśnięte błękitem samotnych łez. Związane ręce bolą niezmiernie w odcieniu żagli i pisku mew... Wiatr ciągle muska blade policzki w rytmie odbitych od brzegu fal. Na pustej scenie już bez oklasków objąć chcę jeszcze wczorajszy świat. Wiersz inspirowany obrazem Edwarda Muncha " Młoda kobieta na plaży" (1896) Autor fotografii: M. Lewandowska
    2 punkty
  41. 15. Za blisko ognia (narrator: hypaspista) 1. Układam włócznie. Jakby każda pytała, czy jestem jej panem. 2. Miejsce przy królu — tak blisko ognia, że parzy. 3. Aleksander za lekko stawia stopy na kamieniach pełnych krwi. 4. Chce prowadzić, a przecież dopiero poznaje wojnę. 5. Zakładam zbroję — ona uczy mnie jak nie czuć. 6. Tyle lat w służbie, a wciąż pytam, czy jestem gotów. 7. Dzień wstaje powoli, jakby sprawdzał, kto odważy się oddychać. 8. Idę jak zawsze, choć wiem, że każda droga coś zabiera. cdn.
    2 punkty
  42. @Radosław mieć i dać ;) Widzisz @Radosław - @tetu odkryła Twój fortel! zuch dziewczyna ;)
    2 punkty
  43. @Rafael MariusPierwsze morsowanie w tym roku:)
    2 punkty
  44. Czasem śnię o wiecznym spoczynku pośród mściwych skał, bezwzględnego mrozu, w oku oceniającej góry. Ból zamarzniętego ciała, biel zasnuwająca oczy, adrenalina w żyłach, samotność z wyboru, strach uchylający się przed pogodzeniem. Gdy budzę się rano, już sama nie wiem... czy to prawda, czy górska łaska, czy lekcja pokory.
    2 punkty
  45. @Bożena De-Tre Mam dzisiaj dzień skojarzeń. I tutaj pojawiła się ostatnia scena z "Wujaszka Wani" Czechowa, gdy Sonia mówi do Wani: „Przeżyjemy długie, długie dni… będziemy pracować dla innych bez wytchnienia… a gdy nadejdzie nasza godzina, umrzemy pokornie… i tam, po tamtej stronie, powiemy, żeśmy cierpieli, płakali, że było nam ciężko - a Bóg się nad nami ulituje…” Znalazłem:
    2 punkty
  46. Oddycham Oddycham ciężko a może wzdycham a może zdycham leżę pod płotem pijana szczęściem innych ludzi spojrzeniem pogardzana sama jak królewna z bajki o Kopciuszku z zapałkami za siedmioma górami stoliczku nakryj się nie daj umrzeć z głodu Babie Jadze w chatce z piernika nie wydziobuj okruszków Jasia i Małgosi nie głaszcz wilka zamkniętego w Czerwonym Kapturku na ziarnku grochu posadź Złote Runo jak warkocz Roszpunki rozwiej moje myśli w oddechu zaplątane
    2 punkty
  47. Witaj - dziękuje ci za przeczytanie - Pzdr.niedzielnie. Witam - wiersz z archiwum - więc nie kombinowałem tylko wkleiłem - dziękuje za poświęcenie chwili - Pzdr.serdecznie. Witaj - dziękuje serdecznie za owe ładnie - Pzdr. Witaj - masz racje Alicjo - miło że czytałaś - dziękuje - Pzdr.uśmiechem. @Berenika97 - @Rafael Marius - dzięki - @hollow man - dzięki -
    2 punkty
  48. @violettaA żebyś wiedziała, Violu, ale Ciebie ciągnie do fiołków, to prawie Twoja rodzina, pozdrawiam :) @Christine, @Charismafilos, dziękuję bardzo :)
    2 punkty
  49. Witaj - bo zima ma być zimą jak za dawnych lat - Pzdr.zimowo. Witam - dokładnie tak jak napisałeś - dzięki - Pzdr. Witam - dzięki - Pzdr. @Berenika97 - dziękuje -
    2 punkty
  50. gdzie znajduje się zatarta piaskiem z klepsydry granica między beztroskim snem na jawie a tym kim jestem naprawdę może już czas się wybudzić a jeśli to tylko złudzenie dorosła głowa i dziecięca naiwność która wciąż trzyma mnie w pędzie gdzie stawiam nietrwałe przystanki chwilę na wszystko czekam może ja to tylko tutaj w małym zamkniętym świecie niespełnionych wyobrażeń nieodegranych scenariuszy czy wciąż mogę czekać czy przekroczyłam granicę wyczerpałam limit znaków na ostatni przystanek nadziei
    2 punkty
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...