Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 07.05.2021 w Odpowiedzi

  1. Sto pięćdziesiąt jeden - nastąpna stronica, zaglądam do tyłu, tam nic nie zachwyca. Wnet zacznę od pierwszej, rozparta pożółkła, o wiośnie pisałem, od tłuszczu opuchła. Czy dwudziesta siódma złudzeniem zapachnie? Spojrzała z ukosa - podkreśliła płaczem. Pięćdziesiąta piąta... po lesie wędrówka, zahukała strachem, sóweczka maciupka. Sześćdziesiąta ósma, wiatry wyzwoliła, seksowne, przytulne, stukocze co chwila. Osiemdziesiąt siedem - mój sen o Warszawie, pamiętasz sterczące kikuty półnagie? Sto trzecia z kolei, o ojcu i matce, zapatrzeni w nicość w komuszej niełasce. Sto dwudziesta czwarta, o wesołym Romku, gazer przemądrzały - tak jakby po polsku. Sto czterdziesta czwarta, tuż prawie przy końcu, doświadczenie uczy, książka w martwym ciągu. Sto pięćdziesiąt jeden - patrz, strzępek zeszytu, resztę jak zapiszesz, za pióro... zlicytuj. "Pustkowie nie zna słów. Niezapisane stronice ciągną się na wszystkie strony!" - Tomas Transtromer.
    10 punktów
  2. Wystarczy, nie mam więcej pytań. Długo czekałam na odpowiedź, a teraz, że tak powiem, znikam. Niemiło było pana poznać. Pierwsze wrażenie, owszem dobre, godziny, dni, miesiące lata pan mnie utwierdzał w tym, że człowiek taki jak pan to z nieba gwiazdka. Inteligentny i przystojny, troskliwy, z klasą, oczytany, zabawny ciut, intrygujący. Błyskotliwością oślepiana, wabiona jak ta ćma przez lampę uległam, wpadłam w pańskie sidła. Nie pierwsza, pewnie nie ostatnia głupia, marzyła mi się miłość. I poznawałam coraz lepiej, jak to jest z panem idealnym, przez chwilę byłam najpiękniejszą i najważniejszą. Pępkiem świata. A gdy pan uznał, że już jestem zdobyta niby złoty puchar, to potraktował tak jak rzeczy, którym już pora do lamusa. Spytałam kiedyś - co się dzieje? Pół roku żadnej odpowiedzi, bo przecież bujał pan po świecie. Nie za babami, za pieniędzmi. A teraz sobie pan przypomniał i dopytuje, czy wciąż tęsknię, czy nadal do szaleństwa kocham. Jak diabeł kusi - będzie pięknie. Nic już nie będzie, drogi panie, mam dosyć, myślę, że na lata. Już chyba lepiej być bez pary, niż godzić się na bylejakość.
    8 punktów
  3. strzeliste palmy mierzą w galaktyki gwiazd korony płoną zachodami słońca na zarzut o skąpą fotosyntezę oferują foto - okiem rzuca świat sława sięga bruku w tle tańczy umęczony Elvis pięć minut nadchodzi raptownie jak trzęsienie ziemi odchodzi z wyciem kojota na wzgórzu afiszowych marzeń odległość mierzy się czasem prawdziwy Wild Wild West pamiętam o tym gdy gniję na autostradzie tłocząc mojej dżungli krew delfiny w tej sekundzie kręcą gratisowe salta surferzy odziani endorfiną wracają do marzeń o fali basenowe wille puszczają białą kreską oko do kolejki chętnych na sfabrykowany sen darowany przedpłatą z namiotem pod mostem jesienią tasmańska Santa Ana zamiata spopielone anioły upadłe od podciętych skrzydeł trzymam rękę na pulsie w betonowej arterii musiałam przelać wiele krwi by ją dziś kochać
    7 punktów
  4. „Oj” rzekł Norwid z nich wszystkich najbardziej ironią zafrasowany komedia jest chichotem bogów przecież ponad ludzką tragedią „Ech” rzekł Słowacki najbardziej zasmucony z nich wszystkich, gdy wiedziony wielką metafizyką transmigracji utoczył okrąg i zwątpił bolesną poetyką „Ach” rzekł Krasicki z nich wszystkich najbardziej umęczony niekochaniem przez ojca, syna, dziada i wnuka Apokalipsy krew z krwi, a ciemność ze światłości „Och” rzekł Mickiewicz najbardziej z nich utrapiony z wyśnionej jutrzenki nie powstały żadne legiony mistykę pokonały maszyny parowe ciernie przybrały kształt jarmarcznej błyskotki
    7 punktów
  5. Errorowi _ errosowi:) - Czy nas mistrzu niewiasty naprawdę kochają? - Może czasami, ale głównie wybierają z tych, którzy są dostępni, chętni i są w stanie wierzyć, że ich spotkało wielkie miłowanie. - A ty mistrzu wierzyłeś, gdyś był u ołtarza? - Wierzyłem, bo czasami to się jednak zdarza. `
    7 punktów
  6. nadtopiłeś izomery krzywe w siatkach kryształów wieje kluczem milczenia ciało napięte zgasła rubinowa twarz noc bez końca odrealniona przez skórę wyciekam dość że podwójne błędne
    7 punktów
  7. na skraju lasu zapomniana chata w niej odpoczywa zmęczony wiatr opowiada pająkowi że gdy był młody pędził na cwał był tu i tam podsłuchało to echo zaczęło się śmiać było szczere więc powiedziało może faktycznie jesteś zmęczony bo ile można na złamanie karku po świecie gnać odpocznij i nie opowiadaj pająkowi i obecnej tu ciszy że już pora że już czas przecież my cię lubimy czyli pola lasy i ja kochają cię góry i morska dal bez ciebie naprawdę zrobi się smutno będzie kulał przyszły czas
    6 punktów
  8. Od nowa Od nowa dzień od nowa pokój sprzątam Złe myśli wyrzucam do kosza Kopiuj wklej wczorajszy dzień zamykam do szuflady Dzisiaj dobrze jest Damy radę Grunt to spojrzeć inaczej na świat Uśmiechnąć się Mieć grunt pod nogami Łapać każdą chwilę Z przyjaciółmi spędzany Nie martwić się co przyniesie los Teraz liczą się dobre chwile Te które pamiętać człowiek chce Bo po każdym deszczu Wychodzi zazwyczaj słońce Które prowadzi tam gdzie Wszystkie smutki idą w cień Więc nie martw na zapas się Żyj jak żyć chcesz Iwa
    6 punktów
  9. Pewnej nocy po północy kiedy księżyc zakrył cień wyszło z lasu jakieś licho możesz wierzyć mi lub nie Licho owo że tak powiem krąży sobie tu i tam lubi zajrzeć ci pod kołdrę częściej kiedy jesteś sam(a) Jedno oko wielkie usta nochal a w nim dziury dwie węszy kogo by tu dopaść wiek nie liczy się-o nie Czarne koty pod oknami serenadę nucą zła poplecznicy czarnej magii wiedzą kiedy nadejść ma Coś za tobą zaskrzypiało przed oczami przemknął cień serce nagle bić przestało bój się...chyba że nie boisz się
    6 punktów
  10. Miliony lat dzielą, legenda się rodzi w bólu wyniosłych olbrzymów, na nieznanym lądzie. Fennoskandia pęka, wulkany bulgoczą groźnie, przerażenie w drżeniu, popiół opada na ziemię. Bujna zieleń oblepiona gęstą mazią. Ochronna krew wolno spływa, daje ukojenie. Wypełnia szczeliny, plastrem opatruje. Artystyczna dusza w formie, stopniowo zastyga. Z czasem kamienieje zatrzymuje iskierki bytów, śladami dziejów zaprzeszłych, opowiada historie nieznane.
    5 punktów
  11. Chcę, by moja miłość była ognista paląca najtwardsze uprzedzenia największą obojętność najwytrawniejszy sceptycyzm tak normalna w swym szaleństwie Chwycę cię dziewczyno i przytulę nie rozbiorę z ciebie nawet koszulki z ramienia na przekór tym, co ściągnęliby wszystko popatrzę tylko w oczy i pocałuję w czoło Zmierzwię ci włosy przyjacielu nam nie wypadają już inne umizgi poklepię zbyt mocno po plecach byś wiedział że zawsze, cokolwiek by było Powiem, że cię rozumiem, wariacie że obok ciebie stoi brat w chorobie nie na tą, to na inną, ja też jestem tak bardzo Spojrzę na panią jak na osobę tak, to nie pomyłka ktoś musi, gdy pani unika swego lustra uśmiechem załagodzę nasze wspólne cierpienie Wyrażę podziw dla pańskich idei nawet gdy będą zbyt wielkie bym mógł je ogarnąć zachęcę do dalszych rozważań jeszcze wyżej można się przecież wznieść
    4 punkty
  12. to dobrze nic nie szumi nie zgrzyta się nie telepie falujesz jak bas w uchu bądź morzem płyniesz hodujesz spokój tak tłusty spokój łzą na policzku zakręcił w okolicach kącika ust - nie był słony słodki też nie jesteś energią dzielisz rozumność nieważka niczym rentgenowska precyzja myśli negatyw cliche pożeracz gwiazd w nanosekundach ból rozciąga się w latach świetlnych nie proś o nic nicości nie pragnij zrozum stanie się to w co na końcu uwierzysz
    4 punkty
  13. Chociaż trochę już przerzedzone I siwizną na skroniach upstrzone Lubię moje włosy! Przydają mi wiernie powagi wieku Tak ważnej w mężczyźnie – w człowieku Dlatego lubię moje włosy! Coraz mniej ich na głowie Co rusz ktoś mi to powie Lecz ja lubię moje włosy! Znaczą szlak mój przebyty Jak niebiańskie meteoryty Za to lubię moje włosy! I gdy ogolę ich resztki do zera Za kilka lat lub nawet teraz Nadal będę lubił moje włosy!
    4 punkty
  14. jesteś daleko pochodzisz już z innej krainy innego czasu nie wiem czemu ale wciąż myślę o tobie – kochana powiedz czemu pachną nadal bzy które już dawno spłonęły w błysku słodkiej melancholii czemu tak bardzo ciężkie są dni tak bardzo ranią promienie słońca albo deszcz spada ciężkimi kroplami na ukrytą pod makijażem klauna zniszczoną twarz powiedz czemu spływa wciąż łza za łzą (Włodzimierz Zastawniak, 2021-05-07)
    3 punkty
  15. jesteś wystarczający tak jak ja jeśli ktoś mówi inaczej łże jak pies zastanówmy się przez chwilę w poniedziałek boli mnie głowa nas w środę nie ma bo za dużo wypiłam we wtorek krwawię po raz ostatni czwartek jest nieobecny a ja jestem naga 210507
    3 punkty
  16. Kwiat że kobieta jak ten kwiat była nie nigdy tego nie powiem ona zawsze nim będzie że świat jest piękniejszy i życie tak one to czynią chociaż czasem są nieznośne chociaż a może to my jesteśmy dla nich bo przecież kwiat jak to kwiat chce być tylko piękny
    3 punkty
  17. Ani, dziewczynie z Niedzicy, co noc śnili się zbójnicy. Czy im uciekała? Nie, na nich czekała naga we własnej piwnicy.
    2 punkty
  18. pytam wiosny czemu taka deszczowa zostawia mnie bez odpowiedzi nadal sypiąc z nieba kroplami nie zamierzam jej przeszkadzać szanuję jej prywatność każdy ma gorsze dni moje dobrze znasz znają nagie ściany odłamki szkła Twoje silne ręce wiele razy trzymały mój świat gdy okno było na oścież otwarte a z nieba patrzyły gwiazdy nie mogąc negocjować zapytałam nocy czemu taka cicha skoro w niej najwięcej myśli w odpowiedzi podesłała wschód słońca Klaudia Gasztold
    2 punkty
  19. Z pewnością wszyscy znamy pomidory. Niektórzy je również uprawiają. Nie każdy jednak zapewne wie, jaka była ich historia na gruncie europejskim. Na początek warto zaznaczyć, że z botanicznego punktu widzenia pomidor jest owocem, a nie warzywem. Rośliny wywodzą się z Ameryki Południowej, prawdopodobnie z obszaru dzisiejszego Peru, gdzie ich potomkowie rosną nawet współcześnie rodząc czerwone i żółte, kwaśne, niewielkie owoce o charakterystycznym gorzkim posmaku. Należy zbierać je zanim dojrzeją, ponieważ dojrzałe dotknięte pękają. Cała roślina jest niezwykle aromatyczna. Mroki dziejów okryły moment, w którym pomidor dotarł w jakiś sposób do Meksyku i tam w pewnym momencie zaczął być uprawiany przez Azteków określających go mianem „duży pulchny owoc” xitomatl. Hiszpanie, kiedy przybyli na azteckie tereny i zapoznali się z tą rośliną, skrócili nazwę do „tomatl”, a później zmienili na „tomate”. Pierwsze pomidory dotarły do Europy około 1519 roku, wraz z powracającym z Ameryki Cortesem, a kolejne napływały wraz z innymi żeglarzami. Najwcześniejsze zapisy dokumentujące ich przywóz, pochodzą z pracy włoskiego zielarza Pietra Mattiolego napisanej w 1544 roku, gdzie wspomina o pomidorach jako o „złotych jabłkach”. Jest to sugestia, że owoce miały wówczas żółtą barwę. Pierwsza czerwona odmiana pojawiła się w Europie około 10 lat później. Pomidory nie zostałyprzyjęte w Europie entuzjastycznie i miały spore problemy z przebiciem się na stoły. Uważano je za rośliny trujące i przez długi czas, około 100 lat uprawiano je wyłącznie jako roślinę ozdobną. Podejrzenie o toksyczność, było po części słuszne. Bez wątpienia liście i łodygi tej rośliny zawierają trujące substancje. Dopiero w 1692 roku Antonio Latini z Neapolu w książce „Lo scala alla Moderna”, zawarł pierwszy znany, wydany drukiem przepis z użyciem omawianego warzywa. Chodziło o sos pomidorowy w stylu hiszpańskim. Tym sposobem, powoli, pomidory zaczęły wkraczać do menu europejskiego. Nie był to jednak koniec rozmaitych perypetii. W pewnym momencie nastąpił prawdziwy boom. Ktoś bowiem rozpuścił plotki, że są potężnym afrodyzjakiem. Na tej fali, szwajcarski przyrodnik Konrad von Gesner, sklasyfikował pomidory razem z mandragorą i nazwał je „poma amoris” czyli „jabłkami miłości”. Nowa nazwa przylgnęła do opisywanego warzywa. We Włoszech nazywano je „pomi d'oro”, a we Francji „pomme d'amour”. To ostatecznie przełamało wszelkie zastrzeżenia wobec owoców. Najdłużej, bo ponad 200 lat krytyczni wobec tych roślin byli Brytyjczycy, którzy nie przekonali się do nich nawet w momencie, kiedy ich koloniści zawędrowali do Ameryki. To tam, dopiero na początku XIX wieku, pomidory zyskały w ich oczach uznanie i zostały określone jako zdrowe pożywienie. Prawdopodobnie wpłynęła na popularyzację takiego poglądu ekonomia i tacy którym przyniosło to zyski. Okazało się bowiem, że dzięki bardzo kwaśnemu odczynowi, pomidory doskonale nadają się do konserwowania w puszkach. Warto zaznaczyć, że okrężną drogą przez Europę, do Ameryki trafiły nie małe, oryginalne pomidorki, ale wynik licznych krzyżówek i łączenia gatunków. Owoce były większe, bardziej soczyste i bardziej czerwone. Kiedy już amerykańskie społeczeństwo zaakceptowało pomidory, przeżyły one prawdziwy renesans także w sferze medycznej. Znowu w tle stała ekonomia, czyli zwiększony popyt na pomidory jako owoce. Na czele promujących, stali przedsiębiorcy, którzy starali się upowszechnić i zachęcić ludzi do używania pigułki pomidorowej. Miała ona być remedium na napady kolki żółciowej, wszelkie problemy z wątrobą, cholerę, biegunki, bóle głowy, zaparcia i ucisk w klatce piersiowej, obniżone libido i dysfunkcje seksualne. Owoce pomidorów natomiast, uznano za doskonałe lekarstwo przyspieszające ruchy jelit, likwidujące bóle głowy i ucisk w klatce piersiowej, a także likwidujące bolesną ociężałość wątroby. Szczególnym propagatorem idei pomidora jako leku, stał się w 1834 roku dr John Cook Bennett, który na ten temat rozpętał istną kampanię reklamową. Zapanowała pomidoromania, która do 1860 roku opanowała również Wielką Brytanię, a stamtąd rozszerzyła się na brytyjskie kolonie. Wszyscy byli zakochani w „jabłkach miłości” i łączyli je z każdym produktem z jakim się dało – mlekiem, octem winnym, musztardą, cukrem, melasą i innymi. Pomidory były jedzone niemal w każdej postaci. W 1860 roku, równolegle z pomidoromanią, wybuchła panika związana z truciznami. Problemem były nie same pomidory, ale „morderczy robak pomidorowy”, długi na 12 do 60 centymetrów, gruby na palec, z groźnym rogiem sterczącym z tyłu i co najbardziej istotne, podobno jadowity jak grzechotnik. Propaganda opierała się o prawdziwą gąsienicę motyla z rodziny zawisaków „Manduca quinquemaculata”, która rzeczywiście żywi się pomidorami i jego liśćmi, ale jest nieszkodliwa dla człowieka. Cała sprawa okazała się być rozdmuchaną reklamą ludzi, którzy za wszelką cenę starali się wypromować gazetę, w której drukowano te rewelacje. Niestety, ich działania zostały „rozdmuchane” kosztem ludzi, sprzedających te owoce. W Polsce pierwsze pomidory pojawiły się w XVI wieku, kiedy to na teren naszego kraju sprowadziła je królowa Bona. Owoc, podobnie jak i w całej Europie, nie przyjął się jeszcze długo. Oczywiście tak jak i gdzie indziej, uważany był za truciznę. Owszem, sadzono tę roślinę w ogrodach przy rezydencjach magnackich, ale wyłącznie jako ozdobną krzewinkę. Dopiero w XIX wieku zaczęto w Polsce ponownie, dość nieśmiało, używać pomidorów do celów kulinarnych. Upowszechniły się jednak dopiero po I wojnie światowej.
    2 punkty
  20. gdy koń trafia na pastwisko same się zielenią koniczyny on patrzy schyla się przegryza zapominając o wszystkim świat na dnie żołądka pielęgnuje do miękkości aż krągłości go wzdymają mając dużo mając ogrom podnosi głowę na niebo bo może gdzieś jest więcej nie świata ale koniczyny mógłby tam pogalopować swoją ścieżką wąską polem wyraźnego widzenia zanim ktoś podejdzie z tyłu lub z boku zaskoczy zanim zadrży powietrze obce może złowrogie zanim odsłoni się nagle jakaś szersza perspektywa i przestanie patrzeć pod nogi niesiony własnym pędem nie o słońce się potykając ale o jabłonkę na horyzoncie
    2 punkty
  21. Jeśli pracujesz sumiennie i bieda cię nie dotyka, zza płotu równie wytrwale, ściga oko zazdrośnika.
    2 punkty
  22. drewniani aktorzy scen zbiorowych stworzeni do roli całości rozterka przed domkiem zamkiem piramidą z sześciennych możliwości kolejne decyzje na to z klocków obok skazanego do końca na siebie dach co już nieraz bywał podłogą na każdą rolę przystaje nowym złączeniem ścianek i wciąż od nowa kolorowe gruzy pod ręką którą zawsze można cofnąć
    2 punkty
  23. mini poemat graphics CC0 bliskość... od Andreasa Schlütera twierdzisz że jestem dziwak bo chce dać ci wszystko i chleb i dom i drzewo genetyczne a żądam intercyzy na swoje młodzieńcze wiersze nie zdołam ciebie do snu monad wpisać czy nie pojmujesz? że... to mój skarb i galaktyczna droga utrapienia? dla ciebie tylko… bursztynowa komnata zaczerpniesz z niej miarką mitologii a słowa? cóż słowa? jak Zamek w Człuchowie wolno je czesać i czasem odświeżać na moment możesz je ukryć w ciszy są nasze. wspólne. czyli niepodległe te wszystkie rozświetlone szepty dekoracja szyku. nagość intelektu. to wolność nie podzielę się z tobą terpsychoryczną przeszłością co we mnie pamięta prawiczka i sceptyka noktambulika na niby... w oprószonym księżycu zakopywałem rymy gwiazdą z perzyn lżyłem posągi boginek z atłasowych firan zauroczeń dmuchałem w ogień Afrodyt tańczyłem z Hamadriadami w krótką noc Kupały chodziłem po drutach wysokiego napięcia na szczudłach Olimpu w bożkach elektrycznych kiczu szukałem pułapu uduchowienia i piłem wodę ze źródła Aganippe oglądając twarz w łaknień tafli odkryłem w sobie Narcyza nad czym potwornie dziś ubolewam aż nagle te wszystkie bóstwa lęków stały się chrześcijańskie bo pewnie zawsze były i ożyły uczynnie w łasce Boga Jedynego... miałbym ci to oddać? kiść ocalenia wyrzucę je na wiatr! pognam Pegaza... niech zwiedza ośrodki galaktyk zasnute konurbacje a gdyby czasem zechciał z blasków wyparskać moje „niewierne imię”? tyle mi już wystarczy ty będziesz koniokradką lecz w stajni Augiasza niech ożyje we mnie ta słowa moc i niechaj będę przez chwilę drugi Charles Leconte de Lisle a twoim tropem będzie luks muzy cielesnej mroczny czyn pejoratywny usłużny bluszcz popędu wiem. nie poprzestaniesz twój genetyczny despotyk zmysłu tropi coraz to nowsze finezje w kolejnych innych luśniach babskich ślepi ów blask jantaru ci zagraża gdy nie wiesz kto szabrował tu rym przy jądrze mym intelektu w bursztynowej komnacie kandelabrów --
    2 punkty
  24. Wśrod czarnych kiełkow przedwiecznych Serce moje, bo najczerwiensze, Wyglada zielonymi oczyma - ojca. Lawendowe z nich biją anioły Spośród szmaragdowych traw. Bija fontanny zwierciadel wszechwiedzących. Te widzace czas. Nigdy bardziej nie bylem. Nigdy nie bylem bardziej sam. Bo byc i kochać, to być z kimś samotny. Tłum mija sie z tłumem ulicą idąc, A kołtuny dymu stają sie gorsze od Auschwitz. Gdy szczepionki zwołują kolejki wagonów Na torach do leszego Eden, kot ciągnie mnie, A ja ciągnę ją, zdala, zdala od piekła bez trumien. Zdala. Tam gdzie pradawne cmentarze Jeszcze śpiewają o człowieczeństwie. Tam, gdzie stopien oficerski nie był kropką. A otwiera każde polskie zdanie. Tam, gdzie zasnę z nią wtulony w Polską flagę. A wtedy gwiazdy będą mruczeć o dwóch łzach. A choć nas nie słychać to i my zamruczymy. I milcząc w sobie zasalutujemy. Wśród cisz, we mgłach naszych serc. Dla Jagody. - Kotki. Autor: Dawid Rzeszutek
    2 punkty
  25. Czasem coś niekoniecznie jest dobre, ale wypływa z naszego wnętrza... A że wnętrze mam nieidealne tak i wiersz jest niekompletny. Czy musimy ciagle marzyć?
    2 punkty
  26. Usuń z mej twarzyZmęczenie i niechęćZetrzyj z niejChustą twych dłoniSpojrzenia megoKrótkowzrocznośćJak ta co przed wiekamiOsłodziła mękęTego który już wiedziałŻe los jegoJest jużPrzesądzonyTy bądź tąKtóra mą drogęChoć krótki jej kawałekOczyści ze szkłaCodziennych trudówRodzenia się wciążNa nowo...MAGDALENIE SZALAK
    2 punkty
  27. „it was the next fuckin’ day” napis na metkach znoszonych dni z Charliem Chaplinem zakładasz się o to kto dłużej nie ucieknie wzrokiem a twój najmniej przemyślany płacz w historii państwa beksa-lali to częściej i częściej mechaniczne łzy krajaczy cebul z powołania
    2 punkty
  28. Grafika 8fun Zastawiając bramę wjazdową, narażamy się na odholowanie duszy do piekła ;) Pozdrawiam :)
    2 punkty
  29. drzewa śpiewają szumne melodie chwieją się strzeliste topole kasztany w lodowatych porywach wichru suną flotylle poszarpanych obłoków gładzą snopami deszczu nasiąkniętą ziemię w kałuży – moja twarz sine niebo nagie gałęzie wstrząsane dreszczem (Włodzimierz Zastawniak, 2021-05-06)
    1 punkt
  30. ma. 10 godzin by coś jeszcze powiedzieć bracisze wziął mnie na zastrzyk już się w głowie gołębie jest słabo i zimno coraz zimniej dostałem w tył tak jak chciałem nie patrzeć na to lecz otrzymałem.
    1 punkt
  31. @w kropki bordo fakt nie ma co się tłumaczyć... dobry wiersz i tyle!!!:)))
    1 punkt
  32. Dziuple bez śpiewu. Czarne i żółte. Pewnie to znowu jacyś "my" ... Niepełni nadziei siedzimy w zakorkowanej butelce i czekamy na jakieś wieści o życiu Naszym, nie naszym ... Obojętni-e. Wszystko i tak zlewa się w jedno, sfermentowane od frustracji, wino: stoimy na postojach takskówek mimo, że nie mamy dokąd jechać Pracujemy nad sobą, chociaż jesteśmy bezrobotni W bibliotekach chcemy ''coś z intrygą" - mówią nam, że autobiografia Rosy Parks właśnie przechodzi dezynfekcję ... Kochamy - w każdej chwili - poza rozwodem ... Jak łatwo się przystosowujemy! Bywa, że nie jesteśmy więźniami przyzwyczajenia - ono (też) może dać nam wolność... ... od noszenia mentalnych kaftanów, od żalu, że podwieczorki ze znajomymi, to codzienne ciasteczko z dżemem z morwy i kolumbijską kawą z mlekiem z ręcznie dojonych krów z organicznych farm na Jukatanie już nie jest naszym rytuałem!! Rozpacz, samobójstwo! Nie ma świata! Zamknięty! I nagle chcę mieć dziecko. Ale dowiaduję się, że kwestią tutaj jest ''letalność" W przypadku mojej latencji tyczącej się tego tematu, oraz problemów z fertylizacją, to może być niewykonalne. Ale kuszę cię nocą, nerwowo szarpę, rozrywam prześcieradła - pusta szklarnia ... Wychodzę. Godzinami włóczę się po sklepach, gdyż są pełne kolorów i wszystko tam można dostać natychmiast I płaci się gotówką, lub kartą, a to jest widzialne i namacalne (synonim: "wiarygodne"; antonim: "znak zapytania") Nie, nie! Nie włóczę się tak, jak ten "oszust,'' Bóg, który funduje ludziom kłopoty, później każe im za to płacić, po czym znika i nawet nie wiadomo, czy w ogóle istniał. Po prostu kontynuuję bycie całymi półgodzinami tępo wpatrując się w przedmioty, nawet w kostki twarogu, czy płyn do mycia zlewozmywaków z tworzyw nierdzewnych. Nie wiem ... Może w tym wszystkim widzę ludzkie twarze? Wspomnienia randek, na które nikt mnie nigdy nie zaprosił i rodzinnych imprez, na których nikogo nie znałam ... Siódmego dnia nie odpoczywam. Głowię się nad stworzeniem. Czegoś, co zaprowadzi mnie na horyzont, zobaczę gwiazdę na morelowym niebie - nie w Teksasie, tylko w Arizonie...? Kto w ogóle wymyślił kraje? Narody? Powiaty i województwa?! W jakim hrabstwie mieszka szlachetność? Jaki stan odgruzuje wszystkie nasze trzęsienia ziemi ... ? Granica. Bzdury. "A tak, to wiem, gdzie to jest." Do mojej komnaty lokaj właśnie przyniósł wazę z zupą z dyni. Zjem bez grzanek, bez apetytu i bez łyżki ... Jestem wdową po Jacku-O'-Lantern. Wynajmuję skromne poddasze bez okien i z hulającym wiatrem Utrzymuję się z pokazów akrobatycznych: głównie hula-hop z chmur, równoważnia z czyśca i skoki przez kozła - na piekielnym ruszcie (tzw. ofiarny) Trudno będzie przeskoczyć.
    1 punkt
  33. Leży ziemianin i liczy gwiazdy. Rozmarzył się czy upadł ?
    1 punkt
  34. kochane kwiaty wiele bym dał za trwające wasze piękno ale czas piękna niestety mija jak wszystko nie zatrzymam w dzbanie nie zatrzymam w krzewach drzewach i polanach to ich czas to ich piękna śmierć a mnie nic do tego jedynie popatrzeć mogę że są aż takie piękne śmierci też tak bym chciał oczarować i odejść Komentarze Głosowali na plus
    1 punkt
  35. @Pan Ropuch Na koniec faktycznie każdy uwierzy w co będzie musiał. Po prostu zabraknie już wówczas przestrzeni na niewiarę. Pozdrawiam :)
    1 punkt
  36. Zostawię kolejną cegiełkę. Tym razem książka: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4924482/czlowiek-w-poszukiwaniu-sensu Majstersztyk!! Polecam, bo warto przeczytać. Pozdrowienia
    1 punkt
  37. Zgadza się Grzegorz, różne są te techniki realizacyjne w poezji. A każda ma sens. Ja tego nie oceniałem w poprzednim komentarzu. Rozumiem, taka nasuwa ci się teraz dodatkowa konstatacja. Ok. Każda wrażliwość liryczna jest ważna. Wypowiedziałem się co do szacunku dla doświadczenia w obcowaniu człowieka- poety ze swoim wierszem. Czyli nostalgicznym zrównoważonym kontakcie przykładowego poety ze słowem. Tutaj naturalnie twoim. Zrozumiałem, że wiersz to charakterystyka retrospekcji. Czyli powrót (twój) do napisanych przez siebie wierszy. Jak rozumiem po tym komentarzu w formie kontaktu z wierszem wydrukowanym. Wyliczasz własne wiersze --> tu enumeratywnie i w krótkiej impresji odnosisz się co do ich treści. Do czego wyraziłem szacunek. A techniki,warsztat, oczywiście --> są różnorakie. Zgoda. Chyba tyle z mojej strony. Mam nadzieję, że poprawnie odczytałem przesłanie. Czołem Grzegorz.
    1 punkt
  38. Czuję się zaproszona do lektury ?. T.G. Tranströmer przeniknął do mojego serca, dlatego nazwałam go ojcem. Jeszcze wtedy nie podejrzewałam, że sama cokolwiek napiszę ?.
    1 punkt
  39. @GrumpyElf jakieś upadłe to Twoje „Ju Es of Ej” ;) but on a positive note: w końcu mozolnym szlaczkiem doprowadziłaś mnie do miejsca na mapie :) takiż ze mnie globe trekker!
    1 punkt
  40. Kultura i dyskrecja zawsze na czasie:). Pozdrawiam deszczowo sąsiadkę.
    1 punkt
  41. @8fun Metafora godna niejednego koszmaru xD Pozdrawiam :)
    1 punkt
  42. @Henryk_Jakowiec Lepiej z weną wypić flachę i zatrzymać ją pod dachem, niż by miała zbiec skubana do jakiegoś grafomana. Ja z uznaniem dziś docenię Twoje wielkie poświęcenie. Moja wena zwiała, menda i do dzisiaj gdzieś się szwenda. Pozdrówki ?
    1 punkt
  43. Tekst fajny, zrozumiały, zwięzły, rytmiczny. Czytam jednak na swoje potrzeby bez tytułu. Armageddom nawiązuje do puenty, słowotwórcza zabawa (koniec marzeń o domu), ale jest z innego zestawu słów/klocków. Gdyby neologizmy znalazły sie w treści, to co innego. To moje odczucie, inni mogą tytuł chwalić. bb
    1 punkt
  44. nie zdejmuj kapelusza wyczarowaliśmy to miasto na nowo dziś jesteś już matką wczoraj tylko nieproszonym gościem szelest to jeszcze nie jesień tylko Kreuzberg w kolorze herbaty poranni graficiarze malują imago w mieszkaniu koci wzrok S-Bahn cieniem wkrada się do okien wiem lubisz przebudzone książki spały ze mną w twoich snach nie odwracaj się wczoraj zostało na zdjęciu był magik i królik potem zniknęli z Facebooka
    1 punkt
  45. @Henryk_Jakowiec Jak drastyczną dziś metodę obrała szacowna wena, tak wymowna w swej urodzie, myśli kieruje na temat. Zgrabne strofy dziś podpowie, patrząc przez pryzmat butelki, krasnoludek wali w głowie, oskardem dość chyba wielkim. Pozdrawiam :)
    1 punkt
  46. @[email protected] trudno nie gniewać się za odbierane lata młodości... a zmiany są potrzebne, rzeka musi płynąć:) Również miłego wieczoru
    1 punkt
  47. @[email protected] Dziękuję za przychylność :) Dobrej nocy.
    1 punkt
  48. Możesz odejść, już dam radę i utrzymam się nad lodem. Rozmrożona krew przepływa, więcej siły. Pójdę przodem. Możesz odejść, już wytrzymam urok tej nieludzkiej ziemi, bo poczułam ciepło w sercu, tego stanu nic nie zmieni. Możesz wrócić do swych marzeń, do snów które Cię poniosą. Pokazałeś jak się kocha. Już nie błądzę ciemną nocą. Albo zostań, jeśli zechcesz i chodź ze mną wspólną drogą. Jest mi dobrze, ciała żyją namiętnością. Jestem obok. Światło dałeś mi na trasie, gdy błądziłam po bezdrożach, teraz wiem gdzie mam iść dalej. Życie krąży, prosta droga. Chcę Cię - a nie potrzebuję. Weź mnie - a nie ratuj w biedzie. Słyszysz tętent kopyt? Dołącz. Radość jest we wspólnym pędzie.
    1 punkt
  49. obarczony śmiertelnym wyrokiem oddechami strażników wiarą w siebie brnie Sokrates przez wzgórza oliwne do groty więziennej podziwia rytmiczność cykad nigdy go nie zawiodły jawi się idyllicznie nie daj się zwieść podajesz cykutę
    1 punkt
  50. Zawiało dzisiaj wiatrem oczyścił czas drzewa, gdzieś na strychu pod dachem, słychać kołatanie. Za skwierczeniem z kominka, oddam duszę za nie, jednostajnym poszumem... smutek - mgła zalewa. Eol posłał w świat Boży, czterech mężnych braci, Boreasz od północy w żagle zechce dmuchać. Euros skrycie od wschodu, zapomni kożucha, każdy w swoim rejonie, chałupy ogaci. Zefir bogaty zachód, jak trusia zasiedzi, my żądamy Notosa, ciepłego z Sahary. Abyśmy nawet w lutym w słońcu ciała grzali, daj, pogodowe blaski struchlałej gawiedzi. Idźcie szybko na ucztę, po chwile wytchnienia, cóż, pragniemy spokoju - melancholii, głuszy. Co będzie jak was razem, Boski Zeus usłyszy, schowajcie swoje wiry, żegnam - do widzenia! "Wiatr to jest wzrok umarłych, kiedy patrzą na świat stamtąd... gdzie są." - Olga Tokarczuk.
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+02:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...