Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 03.05.2021 w Odpowiedzi
-
Dziwię się wierszom, że ktoś się w nich stwarza, że się na to godzą Nie warto! W sztywnej od brudu pościeli - odwracam się od siebie, jak od trędowatego Czym dzisiaj nie odczuwam? Miłością, radością, cierpliwym oczekiwaniem, wiarą w szczęśliwy brak apokalipsy - w sklepowych koszykach i na czerwonych światłach... Nie chcę się starzeć! Chcę wracać do domu, w którym cały czas jestem. Chcę mieć paletę - zamalowaną ... powietrzem Chcę mówić wyrazami ... bez słów! A ty ... ? Zabawiasz mnie odległością zyliona lat świetlnych I kawłkiem meteoru w prawej piersi - gdy wlekę się smętnie wieczornym niebem, a świat - rozdaje tak zwaną rozkosz, lizaki bez patyczków ... Widzę kwitnące liście, Zatwierdzam - czeki podpisane siłowaniem się "na rękę" Idąc wzdłuż autostrady, autostopem zatrzymuję ... konia Ach, ta autostrada to szlaczki na dywanie! I porozrzucany "chińczyk" Przegrał ... we mnie. No, cóż, patrzę na zegar - właśnie minęła młodość. Następna? - będzie jutro. Jak wyrwany pień, odrywam się od parapetu Hałaśne Nowe Jorki! Słyszysz tę ciszę? ... Co tak kwitnie?9 punktów
-
A gdyby wszystkich zamknąć w balonie, w środku jałową tubę ustawić, wykrzyczeć przez nią, że świata koniec i tylko balon może ich zbawić? A potem wolno spuszczać powietrze, krzycząc przez tubę: Jest coraz gorzej! Podnieść ciśnienie, ogrzać powierzchnię, setkami twarzy kłamstwa potworzyć... I tak przetrzymać czas odpowiedni... To czy po wszystkim, niczemu winien, znajdzie się jeden, który bezczelnie napiętą ścianę szpilą przebije? Czy się wyleje prawdą klarowną wina nieznana siła umysłów, czy tylko humus opadnie na dno, stęchłą rysując w balonach przyszłość?8 punktów
-
(autorka: M_arianna_fikcyjność) Można podziwiać piękny obraz, fotograficznie świat zmontować, a gdyby wiatr uchwycić w dłonie, powiewy wersom oddać w słowach. Można poruszyć wyobraźnię, by z opowiadań tkać widoki, lecz lepiej jest na własne oczy ujrzeć, i poczuć zew przygody. Można się nagle zauroczyć, wśród domniemanych zawirowań, kiedy wiatr wieje prosto w oczy, uwierzyć... zawiłościom słowa.6 punktów
-
dom sąsiada którego prawie nie znam wywlekam na lewą stronę przepycham spojrzeniami ściany aby tamten środek dopchnięty do skraju ciekawości poznać sąsiad znajomy spod nieba nie dachu z chwytania za klamkę po zewnętrznej stronie drzwi z wyjściowych min spomiędzy dzień dobry a do widzenia przepada jak moneta w cudzej skarbonce5 punktów
-
Boże mój Boże jestem nikim nic nie znaczę z Tobą mogę wszystko Twój syn człowieczy wywraca stolik do gry każdego dnia z mozołem zbieram z podłogi karty Boże prowadź posadziłem w życiu tak wiele drzew dobre czy złe wydadzą owoce? na jaką glebę padną nasiona? na czym zbuduję dom? Boże daj mi siły by bez lęku patrzeć w oczy wrogom moim nie brać od nich a dawać im tak by uznawali za swoje i wzrastali a ja wraz z nimi Boże daj mi cierpliwość bym mógł znosić trudy z uśmiechem na twarzy i szczerze dziękować za łaskę którą tak szczodrze mnie obdzielasz jesteś moim punktem odniesienia bytem który mnie ostatecznie powabi5 punktów
-
- Mistrzu, w nocy zawodzę, czy jest na to rada? - Spróbuj z rana, wieczorem człowiek z sił opada.4 punkty
-
Uczeń, co chciał być mówcą, raz do Mistrza pobiegł. - Więcej mówić o innych, Mistrzu, czy o sobie? Na to stary pomyślał i za chwilę powie: - Posłuchaj przyjacielu, jest takie przysłowie, które od dawna ludzie zapamiętać winni: „Wiele mówi o tobie, co powiesz o innych”.4 punkty
-
codziennie rodzimy się i umieramy by ratować świat w miałkich dyskusjach Ziemia nadal będzie się kręcić lepiej milczeć patrząc wschody i zachody słońca w nich prosty przekaz otwórz się i kochaj niech promień światła dotknie serca4 punkty
-
Nimi w bajkach straszą dzieci jednak to mi nie pasuje bo dziś także mamy wiedźmy z jedną nawet sam obcuje wiedźma wiedzę ma ogromną i od tego termin wzięty ona ziółka ugotuje na bolące bardzo zęby co do diabłów to się zgodzę czort wychodzi z niej czasami kiedy szelma się uśmiecha kusząc swymi atutami fakt czasami łeb zatruje że człek rozum nerwy traci lecz jest tego wiedźma warta żywot chmurny ubogaci więc jak straszyć to niewiastą ta wiadomo nie ma wiedzy i w jej rękach się rozleci nawet to z przepisu ciasto więc jak można z taką zgrzeszyć ? Apel zatem wystosuję do kobiecej części forum nie obrażaj się jak słyszysz Wiedźma bo to znaczy że ktoś zauważył rozum Dzięki @ZAKARION za inspiracje ;)3 punkty
-
lirycznie słońce rozdzwaniasz tętnem nieba dygocący aż drżę seraficznym nektarem omdlała lotosem zakwitam w ramion twych kołysaniu zapachem orbit zaczajona za horyzontem myśli niewysłowionych gdzie czyhające noce jak karmel wylewny gęste ambrozją deszczu uciekam w zmierzch ustronny by na czarownej przędzy za buduarem zagadek w duszy Twej Luną osiadać3 punkty
-
Grał w leśnym borze, słowik na fletni basowej, chyba marzył, oj marzył, o harfie strunowej. Wszyscy są zadziwieni - zadzierają głowy, stał się, oj stał, wielki cud, prymat sobie zdobył. Dorównać mu chciał, oj chciał, puzonem skowronek, nastroszył, oj nastroszył, pstrokaty ogonek. I zadął ponad siły w instrument złotawy, wsłuchuje się z przejęciem w muzyczne oktawy. Cóż na to, nasz wróbelek... fujarkę rychtuje, ćwierkał będzie, oj ćwierkał, w dziureczki napluje. Słucha słowik - skowronek, kto tak cudnie nam gra, Oba ptaszki, oj ptaszki, odfrunęli... raz, dwa. Do tercetu go wzięli, mają ptasi chórek, pobiją, oj pobiją, swym śpiewem Kiepurę. A ja stąpam, oj stąpam w koncertowym lesie, z pięknem ptasiej melodii, ćwiru - ćwir... odlecę. "Słowa są jak ptaki, łatwo się płoszą." - Wiesław Lewoc.3 punkty
-
Boję się swego szaleństwa którego nie śmiem nazwać chorobą obawiam się, że mi przeszkodzi wypełnić sens, który ja tylko znam Po prostu nie chcę czuć się bez wartości naprawdę miło będzie tego uniknąć wiem jednak, że nie jestem faworytem w tej walce a opatrzność nie refunduje najwyraźniej pomocy Czy wiesz, jak to jest czuć się pustym a jednocześnie być pełnym obawy i niepewności? Czy wiesz, jak to jest chcieć dobra dla wszystkich zarazem zaś lękać się, że zrobisz komuś krzywdę?3 punkty
-
wyszliśmy z raju życia w symbiozie Ja Czlowiek orzekłem siebie najwyższym przy wyzysku najbliższych rewolucja przemysłu zawłaszczając powietrze wodę ziemię Ja Człowiek Jestem Największym Wynaturzeniem2 punkty
-
dwa pociągi na kolizyjnym kursie pierwszy już hamuje drugi tylko przyspiesza tuż przed zderzeniem jeden z nich zamienia się w chmarę motyli większość ginie ku dzikiej uciesze Motorniczego tak właśnie szczęście pokonuje nieszczęście swoim kosztem dając mu satysfakcję z siebie samego czyż to już nie szczęście2 punkty
-
nie potrzeba znajomości by spotkać śmierć wystarczy zwykłe życie by pewność mieć że ona to nie podróbka że warto ją pod ręką mieć w razie gdy zajdzie taka konieczność nie potrzeba znajomości by w życiu sobą bywać wystarczy samozaparcie dumnym z tego być iść obok śmierci być jej wiernym nie bać się ostatniego zamkniecia mijanych drzwi2 punkty
-
wiatr w dłoniach tęsknota w kieszeni złota myśl na twarzy uśmiechnięty cień dziś mi towarzyszą czuje je jak siebie są tak mi bliskie bliżej się nie da przed mną droga kłaniam się drzewom kamień zaprasza na małe ale ja zaś szczęśliwy nie szukam więcej jestem dumny z tego czym dziś częstuje2 punkty
-
przez lekko uchylone drzwi od sypialni wchodzi kot może tylko jego cień na lóżku dwoje ona przykryta on w czarnomatowym lateksie strój opina każdy mięsień mruczy pięknie hmmm mhmm cały pokój tonie w dzwiękach dreszczem jak nietoperz zanurza się pod kołdrę echosonarem smaku i zapachu szuka nie lada seraka by wczepić się zawiśnie na wieki będzie tak wisieć stalagmity i stalaktyty połączą się jeziora ciemności podejdą wysoko a woda dalej będzie z niej kapać2 punkty
-
Nie mogę sam nadać sobie sensu czekam na Dawcę Serce jest gotowe, aby zacząć bić i pompować krew którą można by wylać dla Sprawy Kropelka po kropelce aż zaczerwieni się ziemia i wyrosną z niej piękni ludzie To lepsze od podciętych żył której krwawy kolor straci blask zmieszany z czernią śmierci2 punkty
-
Dzisiaj była nasza pierwsza randka! Mówiłaś Dużo mówiłaś Właściwie to ciągle mówiłaś Mimo że ja też chciałem coś dodać Nie słuchałaś Nie chciałaś słuchać Chciałem się dowiedzieć o Tobie wszystkiego Ale czy cokolwiek co powiedziałaś było prawdą? Czy była to maska? Jeżeli grałaś to jak mam Ci zaufać? Jeśli byłaś sobą to jak mam z Tobą być? Dzisiaj była nasza ostatnia randka! M2 punkty
-
Kiwam się sobą na fotelu łychami sążnistych dawek doznaję przyjemności ubocza widział tu kto główny nurt? rozpościeram szczupłe myśli maska przykrywa uśmiech zgoda przerasta wybaczenie mikro wzruszenia koją blizny fruwałem niczym prężny truteń lodowate żmudne lata misja mrozem ku zatraceniu melodii i dźwięków mej duszy wciąż bujam się wśród słów rozeszła się napotkana miłość było mi dane zaznać prawdy ja nie truteń, ja człowiek :) Dziś garść oczywistości mówi dobrej nocy.2 punkty
-
jest zieleń odnaleziona dalej pagórki i skrzydła ptaków strumień toczy krew ostatni wers sączy atrament na starym cmentarzu zakwitły szafirki samotny Chrystus czyta wiersze zmarli odeszli z marzeniami zostały pękające nagrobki i bezdomny poeta linijką wiersza zraniony2 punkty
-
@Marcin Krzysica Marcinie właśnie czytam książkę Witolda Jabłońskiego "Dary bogów" i oczy przecierałem ze zdumienia, jaką starą już jest królowa polskich wiedźm - Baba Jaga. Nie wiesz jaką szacowną miała pozycję w słowiańskim Wyraju. Kłaniam się.2 punkty
-
wyszłaś z morza w porcelanowym porcie na tle strzelistej bazylii spały lawendowe koty tamburyny witały wędrowców spragnieni sączyli nagość słońce odmieniało uśmiech przez przypadki w oknach krystaliczne fale zmywały niebiański błękit w spakowanej walizce kolejna podróż i białe łódeczki z papieru2 punkty
-
Pomieszczenie było przytulne, otulone przytłumionym światłem ze staroświeckich abażurów w kwiaty. Drewniane proste krzesła i białe obrusy. Na sali zajętych parę stolików, o wiele mniej niż w czasach świetności tego miejsca. Starszy mężczyzna w koszuli obsługiwał gości z niespotykaną elegancją, a za barem stała młoda dziewczyna w zbyt mocnym makijażu. Cicho śpiewał Ernest Tubb. Siedzieli na uboczu. Ona w bordowej sukni, zapiętej pod szyją, choć oczy miała młode. On w koszulce z Pikachu. Patrzył na jej lewą pierś, gdzie w miejscu serca widniała dziura. Wiedział , że patrzy na niego przez nią, przez tę dziurę, którą od dłuższego czasu obserwował, jak się powiększa. Tydzień temu, gdy jej powiedział, była wielkości główki od szpilki, teraz mógłby włożyć w nią pięść. - Co w pracy? - zapytała, zastanawiając się czy smuci go ta jej dziura. - Jakoś leci - przemieszał widelcem makaron. - To dobrze – pokiwała lekko głową i rozejrzała się po sali. – Dobrze. Po dłuższej chwili odezwał się - A u Ciebie? - Też w porządku. Bogna znów odwala, ale tak to w porządku. - Świetnie. Jedli w milczeniu. Kelner zebrał talerze. Po chwili podszedł. - Na deser proponuję szanownemu państwu, naszą specjalność - pyszną szarlotkę na ciepło z lodami waniliowymi. - Dziękuję - odpowiedział. - Poproszę dwie, dla tego pana także- odpowiedziała Kelner spojrzał na nią, na niego. On przytaknął smutno głową. - Oczywiście, napiją się Państwo kawy? - Z mlekiem. - Ja dziękuję - znów odmówił. - Pan również się napije. Podwójne espresso. - Naturalnie, dziękuję - odszedł. Po kilku minutach wrócił z kawą i deserem. -Proszę, szarlotka dla państwa, smacznego. Jadła zgodnie z etykietą, siedząc prosto, trzymając łokcie przy sobie. Patrzyła obojętnie jak połykał kolejne kęsy ze strugami łez spływającymi w milczeniu po policzkach. - Pamiętam od aperitifu, szarlotka nie była potrzebna. - Oj była. Westchnął głośno. - To znaczy, że to koniec? - Tak? - Wiem, że lubisz poetycko, symbolicznie. Wracasz do początku. - Nie jest mi łatwo, Aleks - pochyliła się ku niemu. - A jednak to ja płaczę. - Sam wybrałeś tamtego wieczoru. Zakrył twarz dłońmi. - Jak długo mam przepraszać, jak długo błagać? Nawet lekarz mówił, że nałóg to choroba. -Ale kłamstwo to już wybór. Pokręcił głową w rezygnacji. - Basiu...- chciał złapać ją za dłoń. Wstała, wyszła. Księżyc w pełni oświetlał nieduży klomb i parking przed restauracją. Stała paląc papierosa. Smukła, zgrabna, smutna, zimna w przeciwieństwie do sierpniowej nocy, która ją otulała.1 punkt
-
Ziszcza moje marzenia ona, w dni i noce. Niewidzialna, zewsząd wypatruje wrażenia; bytem puka do mieszkającego człowieka - 'nie mieć' wygra z nadrzędnymi rolami życia W tym teatrze jest jedna scena, bez kurtyny, nawet nie! Pokrzyczysz sobie do gwiazdek w operze. Mówi: kawałki światła ci pożyczę Niech! Zasili wnętrze. Żyj długo i szczęśliwie. I śmiejesz się ze mną dostrajając zmysły, na podwieszanym niebie patrzysz na mnie. Ta zielona! Wszechobecna prądem pokopie; gdy budzi cztery kółka i ciebie - tylko jazda Drogą się nie kończy! Autostrady wyczuwam Tak jak śmierć. Znam cię - byłem dzieckiem. Wówczas zrozumiałem, że dla niej, jestem tu. I bonus dla wszystkich. Stało się-:)) Zdjęcia przesyłam, z załączonymi, dwoma wierszami. W sumie macie, 3 in one -:))1 punkt
-
@M, jak m Pierwsza i ostatnia, zarazem, przydeptała wszystko obcasem. Miłego wieczoru Mjm.1 punkt
-
@emwoo Hej, cieszę się, że Ci się spodobało zwłaszcza dlatego, że sama tworzysz wyśmienite metafory;)1 punkt
-
1 punkt
-
w różnych dołach byłem ale czoła wstawiłem namiastka maleńki promyczek jest czymś wielkim gdyż wtedy się budzisz kręte drogi dał mi Bóg kręte drogi nie mój wróg ponieważ zbratałem się i idę rozjaśnienie zaciemnienie mroków słońc to jeszcze przede mną1 punkt
-
@Gosława Mądre, bo nie przeze mnie wymyślone ? Ja tylko dorobiłem fabułę. Pozdrawiam ? @[email protected]"przysłowie przednie - dobrze aby wszyscy o nim pamiętali". Zgadzam się. Pozdrawiam ? @Marek.zak1 Zainspirowałeś mnie Mistrzu. Choć nie ja odkryłem tę prawdę, to jednak przesłanie jest prawdziwe. Pozdrawiam ?1 punkt
-
Witam - ucieszył mnie twój komentarz - dziękuje za to i pozdr.majowo. Witam i dziękuje za to że zajrzałeś - Pozdr.uśmiechem. Witaj Natko - miło że tak zobaczyłaś ten wiersz za co dziękuje. Samych miłych chwil majowych życzę. Witam - cieszy mnie twoje podobanie za które uśmiechem dziękuje. Dużo dobrego życzę. Witaj - cieszy mnie twój zachwyt za który ukłon ślę i pozdrowienia. @beta_b - @Pan Ropuch - @Michał_78 - dziekuje serdecznie.1 punkt
-
stoi w progu… jej lodowaty chłód napastuje moje kości chce powiedzieć, że... tańczą rozmyte widma, przesuwają się cienie słyszę jakieś stukania i zgrzyty w otchłani opuszczonego domu… otaczają ją mżące piksele szarej nicości … stoi w progu… krzyżuje na piersiach dłonie, przytula do siebie kroplisty mrok chce powiedzieć, że… wszystko szeleści, porusza skrzydłami… krzesła, wersalka, stół – przestępują niecierpliwie z nogi na nogę… patrzą na mnie z wyrzutem martwych przedmiotów … stoi w progu... opuszcza powoli głowę w niedosłyszalnym szepcie… piskliwy szum w moich uszach… chce powiedzieć, że… (Włodzimierz Zastawniak, 2021-05-02)1 punkt
-
1 punkt
-
Ileż to mi już wywrócił stolików. Aż przestałem mieć siłę zbierać karty. Szukam w Jego postępowaniu jakiegoś znaczenia, sensu.1 punkt
-
@Pan Ropuch No trzecia, choć faktycznie pierwsza do Stwórcy. Co musi zajść w człowieku aby jego wnętrze mogło się bez przeszkód rozejrzeć i dostrzec to co najistotniejsze? Pewnie to indywidualna sprawa każdego, więc nie czuję się na siłach by uogólniać.1 punkt
-
1 punkt
-
@iwonaroma Racja! a nawet święta racja bo już poprawione! Dziękuję i pozdrawiam Pan Ropuch1 punkt
-
@emwoo Dali mu... puzona, bo u słowika korona. Miłego konstytucyjnego dnia Ci życzę. @Dag Masz rację Dag mieszkam w samym prawie lesie, jak chodzę po ogrodzie, sarny mi się w oczy śmieją, bo wiedzą że nic im nie zrobię, a ptaszki siadają mi na ramionach, dzisiaj nawet moją Julcię wróbelek przestraszył, bo przyleciał po ziarno. Co dasz, otrzymasz w zamian. Baw się dobrze za duszę Polski dzisiaj wypijmy. Miłego dnia.1 punkt
-
hhm też mnie to teraz dziwi :) Chyba miałem na to inny pomysł na początku i gdzieś zapomniałem po drodze o nim. Dzięki!1 punkt
-
1 punkt
-
Cień do utulenia ta bestia piekielna stężałą struną przymarznięta w niemym krzyku rozżarzone sople roni nadziemską łuną nawołuje gdy we śnie co mistyki pochodnią skrzypi cię odwiedza wraz z bólem twym dojrzewa kulę bezgwiezdnego pyłu toczy ten towarzysz mglisty ranami skowyce na ołtarzu pieśni twoich w zagajniku kolców fantomowych wzdycha grafitowym huraganem sypki przez palce przepleciony z nieba rodem idyllą czarci w arkanach cienia gliną migoce byś odwagi strzępem jasność wyrzeźbił poświaty refleksem promienny.1 punkt
-
@Marcin Krzysica Człowiek wynaturzenim może i nie jest, ale niszczycielem i owszem. Intencje jak zawsze, były dobre, ale... wyniki okazały się bardzo destrukcyjne. Podcinanie gałęzi, na której się siedzi, nikomu jeszcze nie wyszło na dobre... Pozdrawiam :)1 punkt
-
Moje rozmowy o liściach Daleko gdzieś, nad zatoką w Gdańsku, gdzie prości wciąż żyją po pańsku, mieszkali skromnie, pan, no i pani. Państwo Czarkowscy - tak ludzie ich zwali. Zapytasz - skromnie? Co masz na myśli? Odpowiem prędko, że gdyby liści nie zbierali usilnie i skrzętnie żyliby nie po pańsku, a biednie. "Co to za liście i jaka to bieda?" Wtórować będę, że wcale się nie da nad morzem w Gdańsku życ bez lisci po pańsku. "Dobrze, rozumiem. Z liśćmi - po pańsku, tylko tego potrzeba im w Gdańsku. Więc co to za liście? Co się z nimi robi? Czy o liście laurowe tu chodzi?" Ani o laurowe, ani o liście kapusty, ten drugi za mięsisty i tłusty. Pierwszy,z drugiej strony jest za suchy i słony. Kształtów maja wiele, są dosyć różniste, raz zupełnie proste, raz obłe, kuliste. Ale! Musisz wiedzieć, że ich zewnętrzne cechy nie dają całkowitej uciechy. Dopiero praca, tak zwane parzenie, pokaże ci w pełni ich światła i cienie. Stale powtarzaj tę czynność jak mantrę, może zrozumiesz czym świat jest naprawdę. Lecz zachowaj wtedy wrażliwość w duszy, nie myśl o niczym a myśl się poruszy . Gdy z niezrozumienia przejdą Cię dreszcze, na to prosta rada - zaparz raz jeszcze. Dobieraj ostrożnie liście i wodę, zyskaj kompana, a nie przeszkodę. Ważny jest kolor, świeżość i źródło, najprostsze rzeczy wykonać trudno, więcej w tej sprawie radzić Ci nie chcę. Nie będę także patrzeć na ręce. Pamietaj tylko! Liście jak ziarna maku nigdy nie dadzą dobrego smaku. Jeszcze dwie sprawy - temperatura i czas, szybkie rozwiązania to wyjście dla mas. Żwawość i owszem, często potrzebna, lecz pozwól czasem by Celsjusz zbiedniał. Kiedy zaś możesz, usiądź wygodnie, jeśliś samemu to zdejmij spodnie. Trwaj tak w jednej chwili przez całe lata i niech cię przez życie prowadzi herbata1 punkt
-
1 punkt
-
@error_erros fantastyczny pomysł na miniaturę literacką, wykorzystany umiejętnie i w stu procentach;) Gratulacje. Dziękuję;)1 punkt
-
@Lahaj Bardzo wysoko postawiona poprzeczka. To oczywiście nic złego, ale wsparcie, o które zabiega peel zdecydowanie się przyda :) Pozdrawiam :)1 punkt
-
Wiersz mi się podoba, choć jak moja poprzedniczka w komentarzach, lubię dyskutować... ;) być może dodałabym, żeby nie patrzeć na wschody i zachody, a w nie się wczuć... moģłaby to być jakaś forma medytacjì, choć osobiście nie mam do tego zacięcia... ;) pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
Nigdy nie poznałem jej imienia. Nie wiem dlaczego po prostu nie spytałem. Może dlatego, by nie spłoszyć tych jej opowieści, które toczyła każdego dnia, gdy tylko słońce zaczynało chować się za dachami, na końcu miasta, tam gdzie do późnych wieczornych godzin handlowano czym się tylko dało. Siadała wówczas przed swoim domem, na starym, odrapanym krześle i czekała, aż wieczór zawiśnie nad ulicą. I tak dzień po dniu, od wczesnej wiosny po późną jesień a ja spieszyłem z drugiego końca miasta, by przykucnąć obok i słuchać jej słów jak urzeczony. Wydawało się wówczas, że świat przystanął na ten czas, choć auta sunęły czarną drogą, przez uchylone okno po drugiej stronie ulicy słychać było radio grające skoczną muzykę, do portu wpływały rybackie kutry z pełnymi ładowniami a zmęczeni rybacy ożywali, gdy tylko ich stopy dotknęły lądu. Staruszka wyglądała jak królowa cyganów. Twarz miała ogorzałą od wiatru, spękaną od zmarszczek ale czarne oczka pełne były tajemnych blasków a kiedy spojrzała na człowieka, to miało się wrażenie, jakby ktoś gorącym żelazem wypalał mózg, trzewia a nawet stopy. Może dlatego większość ludzi jej się bała i kiedy tylko zasiadała ze swoim starym, trzeszczącym krzesłem, w którego rogoży – tak nam się czasem wydawało, łowiła gwiazdy, w pośpiechu przechodzili na drugą stronę. Pierścionki z kolorowych kamyków lśniły na jej palcach. Gruby, czarny mimo wieku warkocz, spływał niczym wodospad z jej ramienia. Z wnętrza domu przez uchylone okno, czuć było zapach przeróżnych ziół, mających przynieść ulgę w cierpieniu. Przeróżne maści które sama robiła niosły ulgę poparzonym, obolałym a nawet ukąszonym przez jadowite żmije, których niestety w Alkamon nie brakowało. - Babko Jazmin – odezwała się stara Hortensia, dalsza sąsiadka, która czasem przychodziła, by zapytać staruszkę o coś, co w danej chwili zaprzątało jej głowę – Śniło mi się, że ten nowy listonosz przyniósł mi list. Wszyscy mówili o niej Jazmin, bo tak mówił do niej mąż ale ona twierdziła, że to nie jest jej prawdziwe imię. - Jaka była wówczas pogoda w twoim śnie? - Zapukał do drzwi a ja wyszłam przed próg, chociaż zawsze wpuszczam go do środka. Wydaje mi się, że był piękny dzień ale gdzieś z daleka słychać było jakby grzmot. - Nie czekaj na list, prędzej od niego dotrze do ciebie wiadomość od kogoś, kto wróci z dalekiej podróży. - Ale co to będzie za wiadomość? Dobra czy zła? - Czekaj cierpliwie, już niedługo ten podróżny zawita do naszego miasteczka. Nieco rozczarowana Hortensja machnęła ręką, odwróciła się i odeszła. Któregoś pięknego, niedzielnego popołudnie, kiedy to nasz maleńki świat pogrążył się w sjeście, w półsnach, w których to wszyscy starcy stawali się dziećmi a dzieci śniły o dorosłości, przechodziłem obok domu babki Jazmin, kiedy usłyszałem jej głos: - Kim! Kim! Przystanąłem zdziwiony i spojrzałem w kierunku skąd dobiegał głos. Stała w oknie i machała na mnie abym podszedł a kiedy to zrobiłem, powiedziała: - Wejdź do domu, brama jest otwarta. Tak oto znalazłem się w jej królestwie. Ciemny, pstrokaty dom, pełen starych, kulawych mebli, kilku ściennych zegarów, pokazujących różne godziny, wyblakłych dywanów, no i tej kuchni o której tyle w mieście się mówiło. Pod powałą wisiały zioła na sznurze, przeciągniętym od jednego do drugiego końca pomieszczenia. - Usiądź chłopcze – wskazała na krzesło przy okrągłym stole w pokoju, który kiedyś był chyba jadalnią. Sama usiadła na przeciw, położyła ręce na stole i zaczęła dłońmi wygładzać koronkowe serwetki. Ojciec kiedyś opowiadał, jeszcze w dawniejszych czasach, kiedy to lubił wieczorem po kolacji z nami porozmawiać, że tak naprawdę to niewiele wiadomo o rodzinie babki Jazmin. Przybyła do Alkamon wraz z mężem, człowiekiem niespokojnym jak wiatr, który podobno, gdzieś tam daleko stąd, znalazł nieco złota i za tą resztkę której nie zdążył przehulać z kompanami Jazmin kupiła ten dom. - Kiedyś był tak piękny, że wielu im go zazdrościło. Z tyłu był piękny ogród, z głęboką studnią do której wpadały liście drzew, lecz nie promienie słońca. Stary ogrodnik przychodził by dbać o kwiaty, którymi lubiła się otaczać pani domu. Przycinał róże, plewił grządki z warzywami, jesienią grabił liście. Młodym niedługo po osiedleniu urodził się synek, piękny niczym promyk słońca, oczko w głowie rodziców. Jako kilkuletnie dziecko biegał po ospałych ulicach Alkamon, wodził prym wśród dzieciarni i z niezwykłą łatwością zawierał nowe znajomości. Mały Lucas zaprzyjaźnił się z ogrodnikiem. Zwierzał mu się ze swych dziecięcych marzeń i tajemnic a stary Benjamin opowiadał mu bajki, które często sam wymyślał. Do dziś nie wiadomo, co się wydarzyło tamtej nocy. Ciało męża Jazmin, Carlosa, znaleziono w przydrożnym rowie. Mówiono, że wdał się w bójkę z nieznanymi ludźmi w oberży Pod Bykiem. Tej samej nocy, kiedy ludzie przyszli powiadomić nieszczęsną żonę, ta ubrała się w pośpiechu, zarzuciła ciemnofioletową chustę na głowę i wybiegła z domu, pozostawiając śpiące dziecko. Kiedy wrócili z ciałem Carlosa, niesionym na ramionach mężczyzn, złożyli go w patio, by obmyć i ubrać, Jazmin zauważyła zniknięcie syna. W jedną noc jej życie przestał mieć jakikolwiek sens. Wiatr poruszył okiennicami, zaszeleścił firanką i ustał. Po chwili, choć na to nic nie zapowiadało, spadły pierwsze ciężkie krople deszczu. - Zawołałam cię tu po to, by poprosić cię o przysługę – wciąż poprawiała koronkowe serwetki, wygładzając je jakby jej dłonie były żelazkiem. - Może napijesz się herbaty? Mam też pyszne konfitury z malin i mięty. - Wody bym poprosił, jeśli można. Po chwili staruszka postawiła przede mną metalowy kubek z zimną wodą i pyszne, słodkie konfitury z ożywczą miętą, które, muszę przyznać, zjadłem chyba nieco za szybko, tak były dobre. Jazmin również jadła konfitury. Powoli nabierała je na łyżeczkę a następnie, kiedy czerwony przysmak zniknął w jej ustach, wydawało mi się, jakbym patrzył na małą dziewczynkę, której wielką radość sprawia jedzenie tego smakołyku. - Jesteś uczciwym i pracowitym chłopcem i każdy w mieście może to potwierdzić – zaczęła rozmowę a ja próbowałem nie patrzeć w te jej niesamowite oczy – Jestem już stara, samotna i zapewne wkrótce przeniosę się do tego lepszego świata. Obserwuję cię już długo i wiem, że dobrze wybrałam. Nikomu w mieście chyba przez myśl nie przeszło, że babka Jazmin mogłaby umrzeć. Wrosła w to miasteczka i było tak, jakby tu przyszła na świat i tak też ją traktowali mieszkańcy. Znali ją na bazarze i dobrze wiedzieli, że żadna przekupka jej nie przekrzyczy i że zawsze jest tak, jak ona tego chce i żadne targowanie nic nie zmieni. Znali ją rybacy od których kupowała świeże ryby, by suszyć je potem na słońcu, aż zaczynały błyszczeć i mienić się srebrzyście. Znał i cenił ją nawet burmistrz, któremu kiedyś ratowała chore dziecko, z powodzeniem oczywiście, za co był jej bardzo wdzięczna i kłaniał się, uchylając lekko kapelusz, ilekroć spotkał ją na ulicy. - Mówi się, że tacy ludzie jak ty mają skrzydła. Właściwie to powinno się to mówić o ludziach którzy kończą już swoje życie a nie dopiero zaczynają, ale ja znam się na ludziach, dlatego postanowiłam powierzyć ci moją tajemnicę. Moje dni są już policzone. Niedługo nad naszym miastem zawieje wiatr z północy i przyniesie wiele zła, ale pamiętaj, zło nigdy nie przychodzi nie proszone. Ktoś je tu zaprosi, ktoś kogo ty już poznałeś. Miasto zaczęło budzić się do życia. Stukały otwierane okiennice, przez uchylone okno dobiegały ożywione głosy i choć po deszczu nie pozostało ani śladu, to w powietrzu czuć jeszcze było jego zapach. ××× Tej nocy długo nie mogłem zasnąć. Rozmyślałem o słowach babki Jazmin i dopiero kiedy słońce zaczęło wstawać nad morzem, sen otulił moją głowę. Obudziły mnie krzyki dobiegające z ulicy i dźwięku dzwonu bijącego w niezwykły sposób, gwałtownie i nieprzerwanie, przez długi, długi czas. Do pokoju wpadł ojciec i zawołał, że pali się dom babki Jazmin ale do mnie to nie docierało, mój mózg był jeszcze zanurzony we śnie i dopiero kiedy ojciec mną potrząsnął, zorientowałem się, że stało się coś bardzo złego. Kiedy wybiegliśmy z domu, ciepły północny wiatr owionął nam twarze i od razu przypomniałem sobie słowa staruszki o północnym wietrze i o kimś kto zaprosi zło do naszego miasta. - To ten mężczyzna który pojawił się u nas w sklepie, zaraz po tym jak zjawił się cyrk. Matka od razu powiedziała, że za tym człowiekiem idzie zło – myślał, biegnąc obok ojca z bijącym sercem. Widać już było płonący dom staruszki a właściwie to dopalało się to co z niego zostało. Mężczyźni podawali sobie wiadra z wodą, strażacy gasili z sikawki konnej a z dołu biegli rybacy, którzy niedawno powrócili z połowu, porzucili wszystko i ruszyli na pomoc. Kobiety stały nieco dalej, rozmodlone i jakby nieobecne. Dzieci stały poszeptując sobie coś i chyba nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji. - Gdyby nie ten przeklęty wiatr, może udałoby się ją uratować – rzucił ktoś z tłumu. - Gdyby nie ten wiatr, być może nie doszło by do pożaru. Musiała zasnąć przy zapalonej świecy, którą zawsze stawiała na szafce przy łóżku, a że noc była parna, okno uchylone, to o nieszczęście nie trudno. Zerwał się wiatr, firanka zapaliła się od świecy i dalej to już szybko poszło. Babka pewnie nie zdążyła się nawet przebudzić. Na drugi dzień po pożarze, poszedłem pod spalony dom, by się nieco rozejrzeć. Grubym kijem grzebałem w pogorzelisku w nadziei, że może coś znajdę. Nocny deszcz dogasił jeszcze tlące resztki, także nie musiałem się obawiać, że się poparzę. Nie wiem czy dobrze zrozumiałem słowa starej kobiety - Pamiętaj, kiedy to zło mnie dopadnie, szukaj w tym domu małej, srebrnej szkatułki w której znajdziesz srebrny pierścień, który ochroni cię przed złem, dopóki będziesz dobrym człowiekiem. Ten pierścień miałam nadzieję ofiarować kiedyś mojemu synowi, no ale los chciał inaczej. Stałem w miejscu gdzie nie tak dawno był salon i jadłem pyszne konfitury, gdy nagle ziemia zadrżał. Trzęsienie ziemi nie było dla nas czymś niezwykłym, lecz tym razem wydawało się, że zatrzęsło nieco mocniej i mury które ocalały z pożaru, zaraz runą. Nie zdążyłem ruszyć się z miejsca, gdy poczułem, że spadam w dół a po chwili ogarnęła mnie ciemność.1 punkt
-
@huzarc pppodobnie to widzę, aż się zająknęłam ;) a Boga nie ma co w to mieszać, lubię o sobie myśleć, że jestem "bezpańska", daje mi to pewna dozę wolności, na którą nie mogą sobie pozwolić duszyczki uwikłane w przeróżne egregory energetyczne - bóstwa i takie tam. choć w sercu noszę taki mini kolaż filozofii buddyjskiej i Junga .... hihi, czyli jednak lico ;) zauważyłam, że czystość i światło działa na płeć przeciwną jak naturalny afrodyzjak :)1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne