Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 17.12.2019 w Odpowiedzi

  1. To wszystko jest trochę niedoliczone bo zdradzam kochanka (co zdradza żonę) i on mnie uwielbia (a boi się żony) i godzi się na to, że bywa zdradzony, a żona się godzi, że jest zdradzana bo lepiej mieć męża, niż żyć całkiem sama. Jest i kawaler, lecz ciągle zajęty pomocny, szczery ale zamknięty bo pochłonięty codzienną pracą (jedni harują, inni się bogacą). Trzeci na liście jest oczywiście kochanek, z którym zdradzam pierwszego. Dobry i miły, bardzo oddany, ale jest szkopuł - nie kocham jego. A gdyby czasu na wszystko stało byłby i czwarty, piąty i szósty. Ciężko jest znaleźć wytłumaczenie bo nie mam misji pękać z rozpusty. "Serce mam wielkie przygarnę każdego, oddam z rozkoszą - zajrzyj do niego". Zostaw na boku religię, etykę, egoizm, ocenę i diagnostykę To nie zachłanność ani niecnota bo nie korzystam z cudzego złota. A gdyby pociąg zatrzymać w biegu pociąg do seksu miłości i brania odstawić na bok lokomotywę przepuścić innych, zamrozić chwilę to co zostanie?
    7 punktów
  2. Dobra wróżko bez imienia spraw swą siłą by marzenia mogły spełnić się w realu bo inaczej umrę z żalu niech, więc czary twe uczynią (wiem, że jesteś w tym mistrzynią) bym z człowieka stał się psem to, że możesz ja to wiem. Ja ci tego nie odpuszczę po kolei, więc wyłuszczę w czym jest sprawa, o co biega gamoń ze mnie i lebiega a ja mam już dosyć tego więc gdy będę stanu psiego chcę być yorkiem, takim małym lecz z ogonkiem okazałym bo on przyda się pieskowi gdy u pani usadowi się powiedzmy na kolana czasem w wieczór, czasem z rana. Na sukienkę jej nie naszczę za co pani mnie pogłaszcze a gdy już poczuję dreszcze będę skamleć, jeszcze, jeszcze może będzie bez koszuli i do piersi mnie przytuli może w pyszczek da buziaka dla mnie, dla mnie, jako psiaka więc cię proszę wróżko miła abyś jeszcze to sprawiła żeby moja właścicielka chciała yorka, nie kundelka i yorkowi pozwalała tulić się do swego ciała wykorzystaj swoje moce a ja za to cię ozłocę. Mówią, że to pieskie życie, owszem ale w dobrobycie.
    3 punkty
  3. w moim brzuchu rewolucja wszystko chodzi idzie w prawo idzie w lewo czuję tę nieswojość porusza się po brzegach mojej woli jakby chciała wyhaftować całą swoją niedolę do jednej miski muszę więc iść stać siedzieć wszystkie choroby oglądać z bliska pana i panią dzieci małe duże drzwi otwierać wchodzić przechodzić w przychodni wąskich progach i nie pójść do pracy o jakiż komfort trzy dni na kanapie
    3 punkty
  4. oj tam, to nie zgryźliwość, tylko balsam, wrażliwości nie osłabi, ale skórę pogrubi ;)
    3 punkty
  5. Oto więc pierwsza lekcja, bo nieodparte mam wrażenie, że to jest taki, nawet nieszczególnie zakamuflowany, kpino-sprawdzian na wywołanie śmiesznych, "słusznych" lub wręcz przeciwnie, śmiertelnie poważnych reakcji. :D Jakoś nie wierzę, żeby ktoś dzisiaj potrafił, bez mrugnięcia napisać: ale, ponieważ lubię żart, czasem nawet wykraczający ponad dzisiejsze poprawnościowe absurdy, robienie sobie jaj z ludzkich reakcji też zniEsę dzielnie i bez problemu, podobnie jak obcasem zdeptany... z uwagi na to, że Autor zostawił mi również szansę na korzystam z tej uprzejmości, życząc też sukcesów w kolejnych quizach Po zdrawiam.
    3 punkty
  6. wiośnie za maji kwitnące sadylatu za świerszczei mosty tęczowejesieni za wrzosyi babie latozimie za bieli piękną wigilięa wam moi mili zato że wszystkimwierni byliście
    2 punkty
  7. creme de la creme ?
    2 punkty
  8. zosta'ło s'tory i po tych s'torach na moje oko potencjał spory resztę już z boku zgodnie z życzeniem zostawiam bo cóż spa dam na ziemię Pozdrawiam
    2 punkty
  9. Pewien facet z miasta Krzywe wszedł do baru by leniwe zjeść cztery pierogi lecz z kulą u nogi było to zbyt podejrzliwe.
    1 punkt
  10. Zwykły, szary czerwcowy dzień. Jak na tę porę roku dość zimno. Świt nastał szklistą siwizną, niewiele różniąc się przy tym od pomroki, jaka powstaje na niebie po zmierzchu. Po prostu siwość nocy przekształciła się w siwość dnia. Marita spała głęboko. Jej klatka piersiowa opadała ciężko przy wydechu. Zupełnie jak kłębiące się ołowiane, poranne chmury spowijające grunt chłodnym, świtowym cieniem. W powietrzu można było odczuć przenikliwą, metaliczną wilgoć. Szlifowanie szyn kołami wagonów i silniki rozpędzonych motocykli słychać było z daleka, do tego stopnia wyraźnie, że przyprawiało to o dreszcze. A mimo to Marita spała smacznie zanurzona w lepkim, gęstym od dźwięków powietrzu. Sprawiała wrażenie upojonej tym soczystym, nasyconym różnymi brzmieniami ośrodkiem. Uśmiechała się. Jej długie, srebrnoblade włosy falowały na rytmicznie wznoszących się piersiach, a ziemista cera z wolna przybierała mleczny połysk. Niebo się przecierało. Marita z wolna uniosła sklejone, ciężkie powieki. Uśmiech momentalnie zniknął z jej twarzy. Wokół panowała ciepła, błoga cisza. Słońce zaczęło nieśmiało wyglądać zza stalowych kłębów pary. Marita przeciągnęła się wyciągając ręce ku górze i mocno wciskając pośladki w materac, po czym wstała z niewłaściwą sobie dotąd energią. Była spóźniona. „Kurde! To już pięć po siódmej!” – pomyślała, niezdarnie zmierzając do łazienki. Błyskawicznie umyła zęby i włożyła na siebie wczorajsze ciuchy. Wzięła torbę i wsunęła na stopy „oględniejszą” parę klapek. Na śniadanie i ułożenie włosów nie było czasu. Lepkim od klapków truchtem zmierzała na przystanek. Na szczęście autobus przyjechał w samą porę. Wsiadła i lekko skonfundowana swoim pretensjonalnym wyglądem zajęła miejsce tuż przy drzwiach. Robiło się parno i najwyraźniej miało się na burzę. Spocona i wciąż jeszcze zmieszana Marita z niepokojem spoglądała w okno. Po szybie rozpędzonego pojazdu spływały cienkie, zielone strużki deszczu. Ich kolor był o tyle zaskakujący, że wokół panowała betonowa pustynia. Dziewczyna nie wierzyła swoim oczom. Nagle zrobiło się wokół niej zupełnie pusto, a panująca do tej pory autobusowa duchota przemieniła się w przenikliwe, arktyczne zimno. Wzdrygnęła się. Skierowała wzrok do przodu, w stronę kierowcy. Ale jego tam nie było. Zobaczyła tylko wolno unoszące się kłęby różowego dymu. Znieruchomiała. -Cześć! – powiedział do niej pojawiwszy się niespodziewanie wysoki blondyn oparty na tylnej poręczy siedzenia. –Cześć. – odpowiedziała lekko przestraszona. –Skąd się tu wziąłeś? Przecież przed chwilą nikogo tu nie było…. Chłopak tylko uśmiechnął się serdecznie i zniknął równie szybko, jak się zjawił. Marita przecierała oczy ze zdumienia. Znów była sama. Zdezorientowana postanowiła wysiąść z autobusu. Ale nie mogła się ruszyć. Siedziała jak sparaliżowana. Dach i ściany autobusu zaczęły się wykrzywiać, a płynne blachy wciskały się do wnętrza pojazdu odcinając dopływ dziennego światła. Jej ciało przeszył ostry ból. Zemdlała.
    1 punkt
  11. @Henryk_Jakowiec wypisujesz tu głupoty Wszak Oxyvia woli koty
    1 punkt
  12. @Waldemar_Talar_Talar Dobra wróżka to sprawiła wróżką tą Oxyvia była jej to duża jest zasługa że rozłąka nasza długa happy endem zakończona zaś wierszami okraszona nasza przestrzeń, nasze pole oczywiście jak wydolę a że dobrze znam ja siebie także wena, gdy w potrzebie nie zawiodę ja i ona para z nas wprost wymarzona. Pozdrawiam HJ
    1 punkt
  13. Co strzeliło ci do głowy? chcesz być psiakiem salonowym? Żaden łańcuch, żadna buda, taki los to przecież nuda! Marzysz sobie by od rana siedzieć pani na kolanach mokrym nosem trzeć o sutki, nic ponad to, york jest krótki. A czy imię masz wybrane żaden Burek, Azor, Franek, może Pysio, albo Słodzik... A na spacer w czym chcesz chodzić? Kubrak wstążką ozdobiony oczywiście, że czerwony? Odpuść sobie z tym żywotem, znacznie lepiej jest być kotem.
    1 punkt
  14. Z bladym licem, blond lokiem spowita W sukni jedwabnej w kolorze mórz Gładka łydka pończoszką owita Kroki miękkie stawia na płatkach róż Muskane słońcem piwne oko łypie Wpatrzone w młodzieńczy rumieniec Serce w piersi rwie, płuco ciężko zipie Pąsem oblewa się oblubieniec Lico jego w pąsach wzrokiem oblekam Wiedząc, że ja na miłość nie czekam
    1 punkt
  15. @Henryk_Jakowiec Rowerzysta nieopodal Cisnej miał złamania - trzy (otwarte wszystkie), bo nawalony prawnik wjechał po nim na trawnik i na "konto jakże osobiste ".
    1 punkt
  16. Nie wnikajmy gdzieś w negliże - ciału wszak koszula bliżej. Pięć dych w sklepie zwińmy lepiej, sprawdźmy kto się z nas wyliże.
    1 punkt
  17. Pewien Murzyn z Alabamy, pragnął zostać skremowany. Ale rodzina się nie zgodziła. Musiał zmienić swoje plany.
    1 punkt
  18. @Annie_M Merci beacoup:)
    1 punkt
  19. Pewnie nawet sam autor nie czyta, no bo jak, przy zgaszonym świetle? Zapalonym przynajmniej trzeba być samemu, no nie? ;D Dzisiaj można sobie wydrukować co się chce i pisać jak się chce. Ja wywaliłem takich książek już sporo do śmieci. Nie oddaję - szmiry nie należy popularyzować :)
    1 punkt
  20. Jak jest jeszcze malutka ta sztuczka :) to dopiero trudno zojrzeć :) również miłego
    1 punkt
  21. @Przemyslaw Prus Dni kilka temu mi się zdarzyło zagrać epizod w życiu Osieckiej Piszę o ludziach, życiu, kochankach, trudnościach w związkach w mych rymowankach. To skojarzenie się czasem pojawia. Byłam ciekawa: co o niej mówią i skąd ta uroda (buty nosiła jak ja nieboga, czasami różne). Ta w fioletowym to owa Pani.
    1 punkt
  22. Nadspójnikowcem jestem, niestety. I lubię zaczynać od "ale". Ale przecinek dostawię. Sorry za hiperprecyzję, w prozie ją lubię, w wierszach zostawiam niekiedy przestrzenie ? Powietrze jest ośrodkiem, tak jak np. woda. Miejscem, w którym rozchodzą się fale (tutaj akurat mechaniczne). Dzień pochmurny, to dla mnie akurat żadna innowacja, nawet w czerwcu, poza tym bohaterka nie miała w planach nic szczególnego. Dzięki za zastrzymanie się pod tekstem, pozdrawiam, D.
    1 punkt
  23. Ona u nas wiecznie żywa. Ot, obserwujemy ostatnio jak nam Nowy PRL w kraju montują według standardów wyjętych żywcem z czasów Realizmu Socjalistycznego.
    1 punkt
  24. bardzo mi się spodobał ten wiersz i tytuł pozdram zk
    1 punkt
  25. ja też bym wolał by ksiądz miał żonę nie kiepski woal i słowa płone i chociaż michę ma dobrą i chęć ktoś wciąż pozwala kalać ambonę
    1 punkt
  26. Wybaczcie ten Obszerny cytat... Stanisław Grochowiak Polowanie na cietrzewie... Zachęcam do czytania całości. ''Ba, nawet sam Leśniczy nastroszył się szronem I choć ziąb okrutny, on pary z gęby nie puścił. Noc była. Gdzieś w pobliskim lesie Mróz kropnął salwą z gwintowanej sosny, Aże dech zaparło. Potem znowu głucho. Jeno od sadyb, od ich białej sieni Szło coraz słodsze, rozmarzone mlaskanie: To bracia Dziki ucztowali w kartoflach, Które chłód zimowy ucukrza i marcypani. I właśnie wtedy — Znienacka — Ku grozie naszych rur posenniałych — Wyszły nam naprzeciw Szlachetne, Ciepłokrwiste, Dziewczęce Cietrzewie. — Bigosować, Bracia! Bij, kto w Boga wierzy! — Tak Leśniczy wrzasnął, aż mu złote żyłki (co starość zwiastują) W oczach popękały. A tamci już za Nim: Proch za prochem, śrut za śrutem, i granulek garścią Prosto w te miłe, ogniskiem pachnące, Zwierzęta. Pamiętam błogosławioną zawieję krwi, Która obmywała mi czoło i słonymi pocałunkami pieściła me wargi. Pamiętam macierzyńską ulewę piór, Które osuwały się wzdłuż moich ramion jak krople stężałego miodu. Pamiętam dziecięcy, ale jakże wdzięczny śpiew Cietrzewi, Który zgiął mi kolana i nad głową rozpiął namioty Kościoła. Klęcząc wrzucałem do myśliwskiej torby Drżące pod opuszkami palców — dojrzałe Owoce życia. ...Dobrze przed zmierzchem obudził mnie Leśniczy. Na niebie Stała chmura podobna do wątroby. To właśnie z niej Śnieg ostatni uchodził, zastygający w drzewach. W izbie było ciepło, Leśniczy we flaneli, Zegar wyrzucał kukułkę jak matka dziecko na dwór. Ten w lisiej czapie Spał na gołej ławie, Tylko ręką bezwładną coś pisał w powietrzu; Tamten spod Kozienic Osypał się wzdłuż ściany, Kucnął, pięścią podparł Łeb mroczny jak puszcza; Ów, co młódkę uwiódł, oblizywał się we śnie, Pocałunki tak zgarniał czy posmak bigosu?... — A chyżo! — rzekł Leśniczy — już na nieszpór dzwonią, A pan gliwiejesz! Do kroćset, naturę Masz pan ponoć poetyczną. Tymczasem mnie Starego Sam na chandrę wystawiasz z tym pokotem ptactwa. Filozofii jam głodny. Wstałem — I tak już od rana, Skubiąc zdechłe cietrzewie, wiedliśmy rozprawę O śmierci niechybnej.''
    1 punkt
  27. I do znudzenia, mogę przez wieki, powtarzać słowa, co bez opieki kwitną w zachwycie nad Pana głową: Panie Janku, uwielbiam lotność! (a dla postronnych jest wyjaśnienie: nic nas nie łączy prócz: dziękczynienie, które czasami tak złożyć muszę za ów potencjał, wrażliwość, duszę)
    1 punkt
  28. Przyszłam się z Panem próbować pomyślałam, będziemy gotować ja mam wianek całkiem żywy pudrowych dziewic, laurowej siły zapletłam go sobie na mojej szyji usilnie plotę to znowu rozplatam twórczy, nietwórczy mam zapach
    1 punkt
  29. @Lach Pustelnik Gdy poeta się odurzy często baje lub bajdurzy tu nie winna wena bo taka jest cena kiedy się jointy kurzy.
    1 punkt
  30. @azk7 Spocząć na Laurach? No nie koniecznie lepiej poszaleć ale statecznie rozłożyć siły dążąc do celu wielu by chciało oj wielu, wielu.
    1 punkt
  31. @jan_komułzykant odwalił kawał roboty, analizując Twój wiersz od strony technicznej. Cieszy, że potrafisz to docenić. Też uważam, że w kilku miejscach należałoby jeszcze nieco go ugłaskać, ale, tak jak napisałem powyżej, w moim przypadku, to co opowiedziałeś przesłoniło usterki tekstu, które dają się zauważyć, ale nie są w stanie zrujnować ogólnego wrażenia. Mówiąc szczerze, są miejsca, w których np. zmiana rytmu wydaje mi się nawet ciekawym zabiegiem :). Miłego dnia :)
    1 punkt
  32. Jakbyś mi w myślach czytała, bo o "kasacji" przemknęła mi w kontekście literackim podobna projekcja ? Dzięki, zdrówka również, D.
    1 punkt
  33. "zawracam (...) z nieodpartym uczuciem swędzenia za uchem gdzie brudny paznokieć diabła pokazuje ile na chodnikach zbrukanych chęci dusi powietrze" Ten fragment najlepszy. Reszta trochę przegadana np: "Uciekam najdalej jak mogę od siebie" Wystarczy uciekam od siebie "uwolnić związane myśli "Jednak zamykam drzwi windy wraz ze skrawkami myśli" Tu masz powtórzenie które niezbyt dobrze wygląda. Pozdr.
    1 punkt
  34. @jan_komułzykant Zakonnica spod Krakowa przed siostrami swymi chowa małe co nieco skojarz ze świecą ma to bo jest rozrywkowa.
    1 punkt
  35. Piękna pani koło Ślęży co dzień tylko czas mitręży. Czyni to tak skutecznie, aż stać jest niebezpiecznie, wśród zachwyconych nią księży.
    1 punkt
  36. @Henryk_Jakowiec Skoro wszystko jest wiadome, spytam jeszcze raz - na koniec: Where is the truth, bo sfor jest w bród i w Kasto-ramie, nomen omen.
    1 punkt
  37. @jan_komułzykant We wsi o nazwie Podłużny Głaz i to nie było ten jeden raz bo tam grzało się od rana i Soplicę i Bociana i na to zawsze znalazł się czas.
    1 punkt
  38. @jan_komułzykant Hipokrycie z tego Śremu sądowemu podsądnemu sędzia dawał fory był z tej samej sfory a więc wyjaśniłem czemu. @jan_komułzykant
    1 punkt
  39. @azk7 Czyżby to była tylko rozmowa albo na sprawę inne spojrzenie w to nie uwierzę, bo doskonale znam to diabelskie podłe nasienie. Sam doświadczyłem podobnej sceny kiedy się diabeł urwał ze sznurka i chciał mnie porwać moim rodzicom lecz napuściłem na niego burka. Pies go obszczekał, pogryzł mu łydki a nawet odgryzł kawałek ucha wnet utworzyło się z krwi bajorko lecz to nie była wcale psia jucha. W tym to bajorku ostatnie tchnienie we własnej jusze oddał Lucyfer a mnie rodzice, bo żem się zsikał usadowili pod kaloryfer. Obok suszyły się moje majtki butki, skarpetki i krótkie gatki ja, choć nie chciałem musiałem słuchać życiowych porad ojca i matki. pozdrawiam
    1 punkt
  40. Zaśpiewałaś w mojej duszy dziś piosenkę Otworzyłaś moje oczy od środka Polizałaś swoją szyję mym językiem Wyciągnęłaś moje ramię swym ramieniem Moja dłonią przeczesałaś swoje włosy Twoje usta odetchnęły mym oddechem Twe spojrzenie było oczu mych spojrzeniem Byłaś we mnie Byłaś moim ukojeniem
    1 punkt
  41. Zły jestem Cz III (wątpliwości...) Z filozoficznego, jednakże, punktu widzenia, Nie mam nikomu nic, a nic do zarzucenia Bo człowiek jest jak każde inne, pospolite zwierzę, W co ja, jak najbardziej, głęboko i najszczerzej wierzę, Pozbawione wolnej woli, targanie emocjami, Kierujące się nie rozsądkiem, ale – uczuciami. Tak działa ewolucja. Wszystkich ścieżek próbuje I naszym, ludzkim losem, nic się nie przejmuje. I stąd też się bierze wszystkiego wyjaśnienie, I, być może, z niej się wywodzi pewne oświecenie Że dla rozwoju człeka kościół, jako instytucja, (podobnie jak choćby, powiedzmy, prostytucja), Jest konieczna. Bo nie ma postępu bez zniewolenia, Bez wojen religijnych. Że do wyzwolenia Ostatecznie te wszystkie cierpienia doprowadzą, Kiedy ludzie już sobie sami ze sobą poradzą. A poradzą sobie zrzucając kajdany ciemnoty, I – chociaż już mi się zbiera od tego na wymioty – To jednak przyznaję, że jest w tym pewna logika, Że, zwyczajnie, w tym kierunku Natura pomyka. Bo gdyby mogło być inaczej, to by właśnie było. Ale czy byłoby lepiej? Do czego by doprowadziło Takie życie, w którym bez strachu i traumy żyjemy, Czy nadal, bez tych cierpień, człowiekiem się zwiemy? W jakiś sposób można to sobie przecież wyobrazić I – na chwilę – w coś, co nie cierpi, całym się wsadzić. Choćby w … kawałek skały, czy przydrożnego kamienia… I sprawdzić, z jego perspektywy, cechy jego istnienia. Pierwsze, co mi na myśl przychodzi, po takim eksperymencie, To potworna nuda takiej, trwałej, egzystencji, Niemożność wykonania najmniejszego ruchu, I od tego już bym umarł. Na ciele. I na duchu! Czy jest jakieś stworzenie, co by myślało, A przy tym robić nic, ale to nic nie chciało? A, przecież, jakby na to nie patrzeć, każde działanie Niesie w sobie ryzyko, że coś złego powstanie. Może to dlatego tylu na świat przychodzi ludzi, By bliźnich okłamywać? Okradać ich i łudzić, Że dla ich dobra, którego nikt na sobie nie doświadczył, Odprawiany jest ten cyrk cały, od bogów – do tacy? Może to jest właśnie nasze, ludzkie przekleństwo, Że nuda nas zabija, a jej przeciwieństwo, Którym jest działanie- prowadzące do rozwoju – Przynosi raczej wojny, i rzadsze - czasy pokoju. Może, chociaż zabrzmi to dość idiotycznie, Nienaukowo, mętnie i metafizycznie, Może jednak czeka gdzieś tam, jakaś, nagroda? Dla każdego istnienia? Chociaż nie od Boga. Jeśli już, to raczej od tego stworzenia, Którego struktury tworzymy. I do ożywienia Którego, zdaje się, niewiele już czasu pozostało, Aby – rodzi się nadzieja – ono nas uratowało. Ale, przed czym? Przed ludźmi? Przed nami samymi? Stanęłoby na straży, byśmy działaniami swoimi Całkiem, w chwili szaleństwa, swojego gatunku nie zniszczyli? W wielkiej, nuklearnej rozróbie, w jednej krótkiej chwili, A przy okazji może i całe życie, na Ziemi buzujące? Jeśli tego by dokonało, zdaje się to być - dość kuszące! Sztuczna Inteligencja. W superkomputerze kwantowym. Zdążamy na spotkanie. Nieuniknione. Z Nowym Tworem. O którym nie wiemy. Którego nie znamy Chociaż tyle nadziei w Nim pokładamy. Jednak, świadome swej siły, po co miałoby się tak trudzić? Czy nie lepiej byłoby mu się pozbyć tych nieludzkich - ludzi? Zutylizować te dwunożne, zagubione stworzenia, W których tyle przeciwnych uczuć, pragnień, i cierpienia?
    1 punkt
  42. Zły jestem…. Zły jestem na kota, co się z myszką bawi, Do czasu, aż jej życia na koniec nie pozbawi. I zły jestem na wilka, co gardło przegryza barankowi, Chociaż ten dla niego zagrożenia, żadnego, nie stanowi. I zły jestem na jemiołę, co soki z drzew wypija, I jak podły pasożyt, ofiarę swą zabija. Zły jestem na leśnika. I zły jestem na drwala. Zły jestem na Naturę, co na to pozwala, Albowiem bez niej by tego nie było, Lecz nie ma czegoś, co by to wszystko mi wreszcie wyjaśniło. Jestem zły! Po ludzku normalnie wkurwiony, Bo wiem, że los mój już z dawna jest przesądzony, Że dla kosmosu gówno znaczy moje istnienie, I że po ludziach nie zostaną nawet ich cienie. Zły jestem, że mi nie dano o niczym zdecydować: W jakim kraju się urodzę? Na co mam chorować? Jakimi językami będę mówił? Jaką pisał prozę? Jakie szczyty zdobędę? W czym mi Bóg pomoże? Zły jestem na Boga. I to nie jednego, Ale, z tych wymyślonych – dosłownie – na każdego. I chociaż wiem, że innych nie ma, że nie istnieją, To zły jestem, że jako dzieciak, żyłem tą nadzieją. Zły jestem, że od dziecka mnie ludzie okłamują, Że za mnie decydują. I na mnie pomstują, Że mnie osądzają, chociaż jestem bez winy, Jak wszyscy. Bo przecież na świat, przyjść, się nie prosimy. W kłamstwie wychowany i kłamstwem otoczony, Czuję się jak owoc, robactwem toczony, Które zatruwa radość mojego istnienia, I zabija nadzieję. Bo nic się nie zmienia. Ileż mógłbym napisać tutaj o rojeniach, Które miast radości, przyniosły mi cierpienia, Które takie bliskie, realne się zdawały, Nim ból i udrękę, realną, mi zadały. Więc to nie my jesteśmy winni temu sami, Że jesteśmy w to życie tak kompletnie uwikłani. I żadnej z tego tytułu nie możemy ponosić odpowiedzialności, I stąd nieważne, co ten czy ów, też uwikłany, kaznodzieja głosi. Obserwując to przeciwieństw się ustawiczne ścieranie Zdaje mi się, że nic nie jest uratować ludzi w stanie, Albowiem jesteśmy tylko wydarzeniem, zjawiskiem we Wszechświecie Po którym – być może – inne się pojawią. Lecz i te przecież zmiecie, Ewolucja. Proces, którego nic i nigdy nie powstrzyma Albowiem z niej się bierze każdy skutek. I każda przyczyna. Czy po takim zrozumieniu lżej na duszy się dzieje? Czy lepsze to jest niż to, co głoszą kaznodzieje? Nie wiem. I nawet trudno mi tego dociekać, Uspokoję się chyba. I przestanę się wściekać…
    1 punkt
  43. Biskupie! Jak pięknie w tej sukni wyglądasz, Gdy z trybun na wojsko polskie spoglądasz, I generałów hołdy przyjmujesz, Gdy cichcem, pod kiecką, się masturbujesz. …………. Biskupie! Jak ślicznie ci w tej sukience, Do twarzy bardzo. Jak młodej panience, Jak ładnie do chłopców wojaków się wdzięczysz, I wdzięków swoich im żadnych nie szczędzisz. ………….. Za tobą - w sukience - nasi wojskowi Na wroga z kropidłem są iść gotowi, I polski oficer, choćby w mozole, Porzuci służbę w kościelnym kole I stawi się zwarty! Jak zawsze: nadobnie! Honory ci odda! I ściągnie spodnie. ………….. Ty, gdy się do walki następnej szykujesz, To dupę po nocnych zmaganiach szorujesz, Wiedząc, jak bardzo wojskowi Cię lubią, Boś wojska polskiego ozdobą! I chlubą! …………… Toż na Twój widok waleczne oddziały Erekcji mocnej jak stal doznawały, Albowiem ta zdobna, wspaniała kieca Idących w bój chłopców szalenie podnieca! ……………………. Bo kiedy ich oczy Ciebie ujrzały, To zaraz stawały im dumnie pały I tymi pałami na wschód zwrócone, Ruszały do boju, jak napalone. ………… A także czołgiści, gdy Cię zoczyli, To lufy im w czołgach się podnosiły! ………… Dla Ciebie żadne natarcia nie straszne, Bo masz pośladki ogromne i ciasne, Gotowe z każdą dzidą się zmierzyć, I w tym Ci naród może zawierzyć! ………. A kiedy nawiedzasz szkoły państwowe, I wciąż w seks-ciuszki się stroisz nowe, To liczni chłopcy, na pierwszej lekcji, Doznają swych pierwszych, udanych erekcji. …….. Gdyś w swej sukience tak paradował, To Cię po rączkach namiętnie całował Prezydent. Biegał wiernie za tobą, Boś był dla niego szacowną osobą! I widać, że nic mu nie żałowałeś, A nawet tyłek mu pokazałeś Ledwie okryty przez białe falbanki, Tłusty i krągły, niczym u branki. ……. Potem Prezydent wygłosił mowę, I przyznał ci odznaczenie bojowe, Oraz order Virtuti Peddali, Za któryś go bardzo, a bardzo chwalił. …….. I odtąd już wiedzą to starzy i młodzi, Że polski generał w sukience chodzi, A kiedy wojsko wyruszyć gotowe, Zakłada pod suknię… stringi bojowe!
    1 punkt
  44. Panie Boże, czemu od czasu do czasu się nie pojawiasz? Czemu do nas, swoich stworzeń, nigdy nie przemawiasz? Wiesz, ilu z nas by się wówczas nawróciło? I ilu by w Ciebie, w końcu i na zawsze, szczerze uwierzyło? Gdy tak nalegałem, w końcu mruknął pod nosem: - Przecież cały czas do was, durnie, mówię! - Ale jak? - Kosmosem! …. A potem, gdy się już rozgadał, sypał przykładami: - Przemawiam ja do was wszystkimi rzeczami, Które widzicie, smakujecie, i które słyszycie, Które odkrywacie, niszczycie - albo sami tworzycie, Przemawiam do was na niebie gwiazdami, I czarnymi dziurami. I galaktykami. Ciemną energią i czarna materią, Waszym cierpieniem i waszą mizerią, Ale też szczęściem, którego doznajecie, A nawet tymi wierszami, które tu piszecie! ….. Zamilkłem. Prawdę mówiąc byłem zdumiony! Co On mi tu wciska takie farmazony? Ja konkretów potrzebuję, a nie filozofii, I następnych pouczeń. Jakbym nie był dorosły! Zatem głowę prosto do nieba kieruję I tak głośno jak mogę, Jemu peroruję: - Ja chcę od Ciebie, żebyś się objawił, Żebyś z nami usiadł, napił się i bawił, Zaśpiewał nam jakieś fajne, odlotowe piosenki Zagrał na gitarze, sprowadził boskie panienki, A dla dziewczyn boskich, cudo-archaniołów, Prawdziwe ciacha. A nie prostych matołów! I gdy tak, w błaganiach swoich nie ustaję On nagle mi przerywa: - PRZECIEŻ WAM TO DAJĘ! I jestem z wami. Zawsze i wszędzie! W każdym. W bogaczu i w każdym przybłędzie! …. Wyznam Wam: Na chwilę całkiem oniemiałem, Ale wkrótce się jakoś w sobie pozbierałem I wołam: - Czy ja dobrze , co mówisz, kapuję? Że część Ciebie we mnie także się znajduje??? I że w części ja sam jestem również Bogiem? I nie muszę szukać Ciebie gdzieś daleko, za progiem? …. I nim uleciało w niebiesia moje zapytanie, Dobiegło mnie z nich radosne, Jego, zawołanie: - Mój synu, nareszcie, nareszcie zrozumiałeś, Tak daleko szukałeś, a tak blisko miałeś!
    1 punkt
  45. *********************** Wycieczka do Nieba Wybierzemy się razem, kochana Na wycieczkę do nieba, z rana Wyszykuję długą drabinę Ustawimy ją na połoninie Podeprzemy dwoma świerkami Pożegnamy się z sąsiadami I wejdziemy wysoko, wysoko Gdzie nie sięga już ludzkie oko Pójdziesz pierwsza, w botkach, przede mną W kusej kiecce pachnącej miętą Ja za tobą, z zadartą głową A w tej głowie mi kolorowo I tak mógłbym wspinać się cały wieczek A wiesz dlaczego? Bo - nie założyłaś majteczek!
    1 punkt
  46. Pożegnanie z Urojeniem. Cz. 2 …. …….. Co ma cię dopaść, dopadnie. I jedyna rada Jaka stoik wymyślił, gdy zły los cię dopada To nie bić się z myślami i znieść go spokojnie, Przyjąć wszystko z godnością, mądrze i pokornie. …………. Lecz łatwo to rzec filozofowi, którego rzecz nie dotyka, Który idzie przez życie lekko, o nic się nie potyka, Jakby to przysłownie nie było mu znane, Że dobrymi radami – piekło jest wybrukowane. ……….
    1 punkt
  47. Widok Twojego nagiego ciała Jakoś mnie nie rozpala Nie działa na me zmysły, ani mnie nie podnieca Piękno twojej figury. Bo nie jest kobieca! Jednakże raz, a może i dwa, tak mi się zdarzyło Że na widok twojego członka, serce mi zabiło I było to rzeczywiste, palące pragnienie Chociaż nie przeszło w erotyczne – upragnione spełnienie. Zatem i może we mnie jest cząsteczka geja? Mimo, że takiej łatki nikt mi nie przykleja? Co wcale by mnie, a wcale, nie oburzyło Albowiem kilka razy tak właśnie mi się śniło Że się spełniam w rozkoszy z cudownym chłopakiem Że pieszczę jego członka, i napawam się smakiem Jego ciała, jak moje podnieconego, I nie widziałem w tym akcie niczego zdrożnego Ani wtedy, gdy śniłem, ani gdy się przebudziłem I w jakimś sensie nadal o nim… już na jawie - marzyłem…. Dlatego, mój Drogi, serdeczny Przyjacielu Nie mam złudzeń, że wśród mężczyzn takich jak Ty jest wielu. A co więcej, wiem co mówię, bowiem sny w rzeczywistości Są tak samo realne jak to, co na jawie w naszych głowach gości. I dlatego nie szukam ni usprawiedliwienia Ani też nie pojmuję tego potępienia Jakimi ludzie ludzi w tym względzie obrzucają Bowiem zdaje mi się, że oni podobnie też mają. Ale przyznać się do tego, to już inna sprawa I to zapewne lękiem tak wielkim ich napawa Że są jak każdy nawiedzony dewiant kaznodzieja Który najgłośniej woła: Łapać złodzieja! Do przyznania się potrzeba godności. I odwagi. A każdy z nich się w piórka stroi. Choć pod nimi nagi Jest. Jak biskup, co szaty swe cudne zadziera Kiedy w lesie gołą dupę liściem se podciera!
    1 punkt
  48. Potrzebuję dużo bujnej zieleni, – aby me oczy nią nacieszyć, Potrzebuję dużo wonnego powietrza, – aby me płuca nim wypełnić, Potrzebuję śpiewu ptaków i szumu wiatru w gałęziach – aby moje uszy miały co słyszeć, Potrzebuję prerii i stepów, i dolin rozległych – abym mógł patrzeć przed siebie daleko, A nad sobą nieba błękitnego potrzebuję – abym mógł patrzeć wysoko! I słońca - abym mógł jego chłonąć energię, I szlaków górskich ciągnących się w nieskończoność Grzbietami gór, Aby me nogi miały gdzie mnie ponosić. I nocy pod Drogą Mleczną – by mi opadły powieki zmęczone. I Ciebie potrzebuję, – aby me ciało mogło się Twoim nasycić, I duszy Twojej - aby ma dusza mogła się w niej zatracić.
    1 punkt
  49. Jeśli wszystek czas…. Jeśli wszystek czas - i wszystkie zdarzenia, Zamkniemy w jednej chwili To będzie tak, jakbyśmy - Wcale nie byli. Jakby nigdy i nigdzie nic a nic nie istniało, A wszystko, co się kiedykolwiek działo Zniknęło, jak nagle porażone gromem, Z całą Wszechświata zawartością. I jego ogromem. Cóż, zatem pozostaje, gdy sobie uświadomimy, Że wszystko, co czujemy, i wszystko co robimy, Nie ma żadnego ontologicznego przełożenia Na prawdziwość bytu - i naszego istnienia? Co pozostaje człowiekowi takiemu? Który, zapomniawszy, o swoim nieistnieniu Tkwi nadal w ułudzie tragicznego nie-zrozumienia, Co do faktu swojego i kosmosu – nie-istnienia? Który się łudzi nadzieją żałosną Że jego dzieci, czy wnuki, gdy kiedyś dorosną, Zachowają trwałe o nim wspomnienia Jakby zostały gdzieś wykute na kartach. Z kamienia. Przejrzyj zatem na oczy, biedny niewolniku, Swoich myśli i uczuć. Przywyknij do zaniku Wszystkiego cokolwiek w życiu widziałeś, Wszystkiego, co w swym życiu czułeś i - doświadczałeś. Bowiem mgiełką ulotną jest twoje istnienie Twoje smutki. Radości. I twoje cierpienie. Wszystko to się rozmywa w oceanie przyszłości Który wyłącznie w umysłach naszych jest. I tam gości. I to jest jedyna droga do zbawienia I do wewnętrznego, trwałego wyzwolenia, Od ułudy, od rojeń o wiecznym istnieniu Którego nie można wykuć. W żadnym kamieniu! k-n, 07-06-2019
    1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00


×
×
  • Dodaj nową pozycję...