Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 15.05.2019 w Odpowiedzi
-
Pomysł Wezmę pod rękę sen, zaśpiewam z nim piosenkę o radości życia, która przenika umysł i ciało - och, nigdy jej za mało! Dostrzegę piękno świata - takiego wariata w barwy splatającego warkoczyki z marzeń. Pokażę, jak można uśmiechem zarażać, a smutki odważę się obrażać. I będzie git. Taki mam pomysł. Justyna Adamczewska 2019 r.9 punktów
-
Śmiały ma dobrze, śmiały ma świetnie jak chce to powie, nie chce, nie blednie. O wszystko zawsze śmiało zapyta, co chce, to zrobi, nic się nie cyka. On nie zna granic ni zahamowań, od wątpliwości nie ćmi go głowa. On wszędzie pójdzie, nic go nie wstrzyma, bo dla śmiałego trudności nie ma. A nieśmiałemu zawsze pod górę, słowo okoniem, spojrzenie murem. A nieśmiałemu jest bardzo ciężko, każda porażka jawi się klęską. Śmiały zazwyczaj bywa wesoły. Czy jest bogaty, czy też jest goły, lecą na niego chętne panienki. Nie ma znaczenia gruby, czy cienki. Często też robi on interesy, w których odnosi nieraz sukcesy. Bryluje w tłumie, bawi się sobą, żadne go smutki dopaść nie mogą. A ten nieśmiały? Stoi gdzieś z boku i nie ośmiela się podnieść wzroku. A jeśli idzie? Chodzący smutek, ciągle go męczą myśli zatrute. Śmiałego widać z bardzo daleka i od ciekawskich on nie ucieka, wręcz się wystawia na pokaz szumnie, śmiało się kładzie nawet we trumnie. I na nagrobku śmiało wyrywa: "Tutaj Prawdziwy Śmiałek spoczywa" Czymś się zapisze czasem w historii, Bo taka śmiałość bywa w teorii. A ten nieśmiały siedzi cichutko, swoją nieśmiałość zawierza smutkom. A ten nieśmiały po nocach szlocha... Wszystko się zmienia, gdy go pokochasz. Gdy go pokochasz naprawdę szczerze, całą nieśmiałość szlag jasny bierze. I twój nieśmiały nagle się zmienia w najsprawniejszego merchandisera.8 punktów
-
Radość Robię wrażenie niepostrzeżenie, gdy rozczesuję włosy grzebieniem. Po głowie czule się prześlizguje jeden za drugim ząbek - to czułe. Nie rani, drapie milutko, czasami zahaczy włosek leciutko. Śmiech mnie ogarnia - nie takam marna, skoro czupryna ma taka czarna. Ciemna jak nocka, jak moja kotka, która cichutko mruczy - grzechotka? Nie, to po prostu istotka - trzpiotka. Jest zawsze ze mną we dnie i w nocy z miłością wielką patrzy mi w oczy. Gdy na kocyku leży - łapkuje tak swe uczucie mi pokazuje *** Sięgam po grzebień - który już znacie, a ona mówi: uczesz mnie kamracie. J. A.7 punktów
-
to tylko Polska smutny film gdzie krew scenariusz pisze sosnowy las liściasty gaj przy drogach nagie krzyże aktorów tłum gra wiele ról głównie tragikomiczne gdy tysiąc lat z historii kart przestańcie - ciągle krzyczy to dziwny kraj rzadko w nim maj króluje jedna racja nie wierzysz w nią uciekaj stąd to nie jest twoja Patria a głuchy lud wierzy że wróg na naszą wolność czyha powiesić go albo na stos nadchodzi targowica co zrobić mam czy walczyć sam naiwność nie jest grzechem kocham ten kraj tu będzie raj ja w happy end wciąż wierzę6 punktów
-
6 punktów
-
Polak Jeżeli Polak znaczy katolik, to ja nie jestem Polakiem, chociaż z tej samej ziemi i soli, choć także mam papier za chrzest. Grają mi we krwi Grunwald, Powstania, a wiatr z Chopina coś śwista i chociaż mu się polskości wzbrania, Tuwim mnie ciągle zachwyca. Jeżeli Polak to patriota, bo nosi z kotwicą t-shirt, wszędzie mu śmierdzi kolumna piąta, to mnie z tej Polski wypiszcie. Ja ludzi nie chcę na miejscu liści wieszać na drzewach jak wściekli, wrzeszczący w cieniu pięści rozliczni piewcy pożogi i śmierci. Kiełbasogłowi, w oparach wódki, Polak potrafi? — na zicher — dać wam róg złoty cholerne głupki, to z niego pałę zrobicie.4 punkty
-
tu jest mój kraj gdzie powiewa biało czerwona za którą krew przelali dziadkowie Bóg honor ojczyzna neologizm młodych a dla mnie łzy w oczach dziadka nerwowo drapany numer nadgarstka nie zapomnij wybacz śmiało idź przez życie "Każdy dzień jest szczęściem ponieważ wolny żyjesz" tu moja ojczyzna Polska4 punkty
-
przebogaty to był matoł w roponośne dziany ziemie lecz że nie chciał leczyć zatok ma je z ropą teraz w glebie3 punkty
-
rozbrajania min nauczyłam się sama zawsze podniecało mnie ryzyko i możliwość wkładania palców tam gdzie nie trzeba - jestem silniejsza od wczorajszych łapanek historii domykanych po omacku nocą łatwiej przemycić ból bez świadków po ostatni siniak wylizuję rany jak suka3 punkty
-
to nie jest czarny humor nie czarny koń nie życie to hańby stos i tumor to czarnych owiec wyciek trwa w czarną godzinę3 punkty
-
Verdun * Szli nie maszerując Niskie chmury nie kryją cienia Pocisku. Natłok ciał bliskich omdlenia Dusi. Przerażające dno upodlenia kusi Do śmierci sumienia Uścisku. *** Idą złachani jak ciała bogini Hel ** Z odmętów piekła charczącej: - Weź na cel - Morduj - Pal To twój brat Więc prawem Kaina bądź W zadawaniu ostatecznych mąk. Z połatanych liści bez cienia Kryjących żywą rzeźnię Uszczknij kawałek boku Niech tam – w cichości półmroku Rżenia nie znoszącego bólu I końskiej krwi bulgotu. Roznosi się ave pełne uroku. I nie rań ginących strachem Zapewniam, że go nie ma -Ty bądź -Ty rządź -Ty rachuj Masz moje przyzwolenie. *** Niszczeją okopy Verdun Łapami wydziergane Spod martwych uścisków ciał Na scenie – pojawia się jedno Nieujarzmione spojrzenie… __________________ * Bitwa pod Verdun – jedna z bitew I wojny światowej, toczona od lutego do grudnia 1916 roku w okolicy miejscowości Verdun we Francji. Bitwa pochłonęła ponad 700 tyś. ludzkich istnień. ** Hel (Hella, Hlle) – w mitologii nordyckiej - władczyni krainy zmarłych.. Justyna Adamczewska. Październik 2017 r.3 punkty
-
3 punkty
-
wychodzę z orbity wpływów nie ciągnie mnie już czarna dziura z jej magią przyciągania i nieziemską zachłannością supernovej Nadmiar emocji jest dobry dla tych co przez sita gubią złote bryły.2 punkty
-
Obudź w sobie kobiecość zaprzeczoną ukrytą przed światem wolną i zawsze gotową na wyzwania nieokiełznaną czasem dziką niekiedy spokojną niczym gładka tafla oceanu. Gdy z lękiem patrzysz na innych porównując się na niekorzyść uwolnij się od ciągłego zadręczania bądź najlepszą wersją siebie2 punkty
-
Andrzeju, no dech zapiera. Żal, zal. Przez ułamek chwili nawet nie myślałam, żeby kraj opuścić,gdzie walczył mój dziadek. Pradziadek też przelewał krew w okopach Verdun - taki był zew. Polak Polaka zabijał - a przyczyna? Wszystkim znana - Polska była na kolanach, ale z nich wstała, poległym chwała. J. A.2 punkty
-
zastąpiłam słowa tą uśpioną, dzięki za cenne uwagi, zmieniłam też zapis i dodałam inne zakończenie. Mam nadzieję, że teraz jest ciekawiej2 punkty
-
Chyba każdy człowiek zmagał się z jakimś nałogiem. Problemy z używkami wydają się już czymś powszednim. Jednak najdziwniejsze wydają się te, które nie dotykają zbyt dużej grupy ludzi. W pracy na kopalni popularnym nałogiem jest tzw skrót. Skrót to skrócony czas pracy. Oznacza to, że górnik pracujący w szczególnych warunkach może wyjechać po 6h od zjazdu zamiast po 7,5h. Są ludzie, dla których skrót jest najważniejszym elementem pracy na kopalni. Mogą nosić banany (żelazo - obudowa zabezpieczająca ociosy), na ramieniu w najgorętszych i najbardziej suchych dziurach. Byle tylko wyjechać trochę wcześniej. Zaznaczę, że miejsce pracy dla osoby niezwiązanej z górnictwem mogła by skojarzyć się z przedpokojem domu Belzebuba... Jednak to tylko takie preludium... Wiele osób pewnie doznało tego w swoim życiu. Chodzi o utratę głowy dla osoby/przedmiotu. Nie mówię o uczuciu, w którym nie możemy żyć bez obiektu naszego pożądania. A samo poczucie mrowienia na skórze gdy jesteśmy obok siebie. Przeżyłem to z Ireną z mojej pracy. Dawno nie mieliśmy okazji współpracować razem jednak wczoraj się udało. Przypomniały mi się dniówki kiedy oddawaliśmy się prędkości na najdłuższych przekopach kopalni KWK Mysłowice-Wesoła. Irena jest niezwykła w swoim fachu. Tak jak w życiu, w pracy jestem wyjątkowo spokojny. Jednak ona potrafi ze mnie wyciągnąć najbardziej szalone cechy. Namówiła mnie na wiele ryzyka... Zwykle pracuję jako maszynista lub manewrowy/konwojent podziemnej kolei. Czyli członek 2 osobowej brygady. Na kopalni ograniczenie prędkości to 3,5 m/s dla przewozu ludzi oraz materiałów specjalnych oraz 5m/s w trakcie przewozu zwyczajnego materiału. Metr na sekundę oznacza 3,6 kilometra na godzinę tak więc w uproszczeniu ograniczenia sięgają 12,6km/h oraz 18km/h. Oczywiście prędkość też trzeba należycie dostosować do warunków. Irena wielokrotnie namówiła mnie do łamania przepisów. Wczoraj poczułem znowu jej szaloną energię. Ostatecznie udało mi się powstrzymać, ale poczułem coś niesamowitego przypominając sobie naszą współprace wiele miesięcy temu, bardzo często w weekendy. W soboty i niedziele było najgorzej. Często musieliśmy zawieźć ludzi ze ściany pod szyb na wyjazd. Oni zjeżdżali trochę później ode mnie przez co najbardziej im pasowało wyjechać o 22. My jednak zjeżdżaliśmy o 14, a zmianę dostawaliśmy o 22 (zmienialiśmy się już na powierzchni) to musieli się dopasować do naszego wyjazdu. Sygnalista (bez niego nie ma możliwości wyjechać z poziomu) wyjeżdżał ok godz 21:20-21:25, a jego zmiennik zjeżdżał chwilę przed 22. Tak więc gdy ludzie przychodzili o 21:00 miałem ok 20 minut na przejechanie 4km. Co ciekawe wystarczy, że się spóźnią 5 minut i już pojawia się spora obawa, że nie damy rady wyjechać o odpowiedniej godzinie. Z Ireną raz zaryzykowaliśmy i udało się przejechać ten odcinek w 15 minut, następnym razem w 14, później 13 aż udało nam się dojść do 12 minut. Był to niewątpliwy rekord i bariera nie do przekroczenia. Jednak zmuszała do prędkości przekraczającej wyobraźnie przeciętnego maszynisty. Dla przypomnienia 12,6km/h do górna "legalna" granica, moja wariacka prędkość oznacza niecałe 20km/h. W warunkach dołowych sprawia spore wrażenie, na powierzchni jest śmiesznie niska. Jednego dnia z Ireną pruliśmy swoją wyuczoną prędkością. Jednak wtedy wyjątkowo nie musieliśmy się spieszyć, chłopacy nawet prosili żebym tym razem dał sobie na luz, bo nie ma sensu marznąć pod szybem kiedy mamy czas. Jednak praca z Ireną tak elektryzowała, że musiałem dać z siebie wszystko. W połowie trasy zbyt późno zacząłem podnosić nogę na pedale gazu i wyskoczyliśmy z szyn. Obydwoje strasznie się poturbowaliśmy. Na szczęście Irena jako lokomotywa wąskotorowa nie czuła tego bólu w kościach co ja. Nie było czasu na narzekanie, musiałem w nielegalny sposób za pomocą jakiegoś starego, znaleźnego łańcucha wstawić Irenkę z powrotem na torowisko. Na szczęście w takiej sytuacji wszystko się udaję i o 21:18 byłem pod szybem. Jednak wtedy nauczyłem się pokory. Trzeba brać pod uwagę nagłe sytuacje. Już się nie dam zaskoczyć, jednak praca z Irenką kusi moją mroczną duszę. Jest najszybszą maszyną na mojej kopalni, a gaz chodzi tak idealnie, że chcę się go przyciskać do samego dołu. Wolę unikać pięknej Ireny, dla bezpieczeństwa swojego oraz braci górników. PS. Napisałem w sobotę dla kilku osób, jednak namówiono mnie do opublikowania dla szerszego grona. Pani B. była pierwszą recenzentką, bez Ciebie ta historia nigdy nie opuściła by mojej głowy!!!1 punkt
-
Jezu... ależ mnie suszy. Spieczone wargi suche niczym pustynna gleba, jęzor wyschnięty na wiór, wypełniający jamę ustną niby ciało obce, mózg - pocięty jak befsztyk tatarski szatkownicą wczorajszych toastów - wysłał w eter sondę, by zlokalizować w czasie rzeczywistym marne, rozmemłane resztki mojego jestestwa. - Aaaa... więc w domu jestem... wstać - za wszelką cenę - wstać i... piiiić... - wymamrotałem. Ruszyłem do kuchni, po drodze omal nie zabijając się o zawalidrogę w przedpokoju - moje spodnie, spoczywające na butach. A więc energii zabrakło mi tym razem w przedpokoju... - powiedziałem do siebie półgłosem - ostatnio dotarłem do sypialni, po czym spłynąłem na ziemię, a moje zwłoki rozpostarte pomiędzy łóżkiem a drzwiami zabarykadowały drzwi na tyle skutecznie, że kobieta mojego życia, która obudzona hałasem poszła do toalety, spędziła resztę nocy na sofie w salonie. Zagadką pozostanie dla mnie fakt, że zawsze - choćbym był nie wiem jak pijany - dotrę do domu w jednym kawałku. A swoją drogą - niedawno sypialnia, dziś przedpokój... Widać energii zaczyna wystarczać na coraz krótsze dystanse... Chyba muszę przyhamować, bo jeśli tak dalej pójdzie, któregoś ranka polegnę na klatce schodowej, a tego bym nie chciał – obciach przed sąsiadami... I tak kiedyś sąsiad spod trójki patrzył się dziwnie gdy - wracając o tej osobliwej porze gdzie już niby nie jest ciemno, a jeszcze gówno widać - manipulowałem zgięty w pół z kluczem w ręku, próbując zlokalizować zamek. Po jakimś kwadransie mojej mordęgi, gdzie z ust półgłosem sypały się kurwy i bogowie we wszystkich językach, błysk światła z uchylonych drzwi sąsiada, który wychodził po piątej rano na pierwszą zmianę do pracy, uświadomił mi mój błąd; trudno bowiem trafić kluczem w zamek, gdy poszukuje się go po stronie zawiasów... Na drugi dzień słyszałem niechcący sąsiadkę spod trójki zwierzającą się tej plotkarce spod piątki, jaki to niby ze mnie cham i prostak, że każę swojej żonie buty sobie sznurować... Przysięgała, grzmocąc się pięścią w zapadłą, niczym zdeptany karton po margarynie klatkę piersiową, że słyszała wyraźnie moje słowa ,,niech mu wiąże, niech mu wiąże"... Głupie cipsko... mogła słyszeć, dlaczego nie... Czy to moja wina, że pani mego serca uwielbia piosenki Rubika, a ja - by po ochlejstwie załagodzić napiętą niby baranie jaja sytuację - zaśpiewać jej chciałem ,,Niech mówią że, to nie jest miłość", ale...energii mi zabrakło... Tak więc, dotarłem do kuchni. Spragniony - niczym Tristan Izoldy - dopadłem do kranu, odkręciłem - zabulgotało, zachrobotało i charknęło resztkami brunatnej cieczy... Masakra jakaś, boże mój - umrę z pragnienia - wymamrotałem. Czajnik! - złapałem go - pusty, grzechoczące gdzieś na dnie resztki kamienia... Co robić, co robić - Jezusie miłosierny - spojrzałem na krzyżyk wiszący nad drzwiami - chyba musiałem naprawdę wyglądać na cierpiącego, gdyż w obliczu Chrystusa wiszącego na krzyżu dojrzałem jakby współczucie, a w oczach błysk zrozumienia. Chybotliwym krokiem, z nadzieją ruszyłem do przedpokoju, by w zległych tam przypominających zdechłą, w daleko posuniętej fazie rozkładu tołpygę spodniach, przetrzepać ich trzewia. Nazbierałem całe 3 złote, osiemdziesiąt groszy; coś na kształt nadziei zaczęło tlić się w skołatanej głowie, dobra - spokojnie - opracujmy strategię. Więc tak: przemyć twarz, włos przyczesać, ubrać się i do nocnego. W łazience, pomięta twarz w lustrze - staram się nie patrzeć gościowi z odbicia w oczy - spodnie, buty, koszula, kurtka,czapka - na dworze zimno o tej godzinie - idę. Na klatce spotykam żula spod siódemki - zaczepił jak zwykle - Stasiu, daj papierosa - zagadnął - chciałem mu coś ostro odpowiedzieć, ale popatrzyłem na niego i... odpuściłem. Nie raz mówiłem sobie, że zacznę ignorować zaczepki jego i im podobnych... bo to nie chodzi o tego papierosa, a o ich durne teksty typu ,,Szlachta nie pracuje", ,,Praca zeszmaca" i.t.p. To co kuźwa! Szlachta szmatę o papierosa prosi? Bo ja pracy pilnuję - wypić lubię - ale - jest czas na wódkę i jest czas na rzeczy ważne, a praca - zawsze priorytet. Mój świętoszkowaty teraz nagle kolega - całe życie kawaler - który - gdy ja zająłem się tworzeniem podstawowej komórki społecznej, jaką jest rodzina i o piciu nie myślałem - łoił gdzie popadnie, z kim popadnie, zaliczał kolejne tygodniówki - teraz nagle w piątej dekadzie życia bardzo sporządniał, znalazł sobie kobietę - i jeśli ja, teraz właśnie, gdy dzieci odchowane lubię sobie raz czy dwa w tygodniu nawiązać dyskretny romansik z okowitą - nagle, kurwa alkoholikiem dla niego jestem. To podobnie z różnicą pomiędzy muzykantem a muzykiem, czy wędkarzem a rybakiem - i w jednym i w drugim przypadku ten pierwszy chce a drugi musi - z okazjonalnym wypiciem a chlaniem na umór- bez okazji, byle gdzie, z byle kim – to samo. Dotarłem do nocnego, wysupłałem drżącymi rękoma bilon, który momentalnie zniknął w łapczywej jak pirania dłoni sprzedawcy Zdzicha. Piwo do wewnętrznej kieszeni kurtki i wyszedłem ze sklepu. Pierwsza myśl - wypić pod sklepem, by napoić smoka wysysającego ze mnie resztki wilgoci - nawet ślina jałowa i obca. Miałem iść za sklep i wypić, ale przypomniały mi się słowa kolegi, ś.p. Krzysia. (Głos miał chrypliwy,zajechany niczym sandały mojżesza, podobny do głosu nieżyjącego już niestety aktora Jana Himilsbacha): ,,Stasiu - nie ma życia, kuźwa mówię ci - nie ma życia- kupisz browara czy wino, chcesz wypić kulturalnie w parku, to albo cię spiszą niebiescy, albo czarni- ostatnio miałem kumulację - dwóch niebieskich z jednym czarnym przyfalowało - integracja jakaś do kurwy nędzy czy co? Harcerzy jeszcze niech biorą... Chcesz w domu jak człowiek siorbnąć - żona gderać zaczyna - idę na klatkę, już otworzyłem flachę, chcę pić - koleś ni stąd ni zowąd, klepie w ramię- ,,Daj łyka Krzysiu... nie ma życia, stary - mówię ci nie ma życia" Mając z tyłu głowy rady kolegi, zmierzam w kierunku domu - żona śpi - gderać nie będzie - jest dobrze. Usiadłem w kuchni, otworzyłem piwko - żona wstała do toalety za potrzebą, zobaczyła piwo i do mnie z tekstem: Zimne piwsko chcesz pić? Zapomniałeś już, jak ostatnio gardło sobie załatwiłeś? Grzańca sobie zrób - ja nie będę po aptekach biegać. Co prawda, to prawda - z gardłem od małego miewałem problemy - wieczne anginy,anginy,anginy... Do przedszkola w kratkę, później podstawówka - to samo - gorączka reumatyczna w wieku 16 lat - podobno powikłania - uległem - robię grzańca. Nie będę dziś stawał okoniem, do mojej kobietki - chociażby za to, że zwłoki moje z przedpokoju pozbierała i przetransportowała do sypialni - no bo kto, chyba ona... Kiedyś Maniek przytransportował mnie do domu, wniósł niemal na górę, położył - chociaż tyle razy mówiłem mu: Marian - zapamiętaj - nie ten jest twoim przyjacielem, kto twoje zwłoki na górę wniesie, tylko ten który czołga się razem z tobą. Więc uległem żonie - grzańca robię - pół litra piwa do garnczka, dwa goździki, odrobina imbiru, pół łyżeczki miodu - grzeje się, a ja myślę, o tej mojej drugiej połówce... Dziwne są kobiety... Trudno je zrozumieć... Na trzeźwo - ni cholery pojąć nie mogę jak zacznie nadawać, taki ma rozrzut tematyczny - gdy się napiję - kiedyś wydawało mi się że ją rozumiem - nawet polemizować z nią zacząłem - to znów ona za cholerę zrozumieć mnie nie mogła, taki los... No co z tym piwem, na boga? Odwodnię się tu zaraz... Jest, zagrzało się... mmmmm... Tak jak lubię - jeszcze do szklanki, o tak... usiadłem, uniosłem szklankę do spierzchniętych ust i... Nagłe, delikatne szarpnięcie za ramię, i głosik żony - Stasiu, Stasiu - wstawaj do pracy... Otępiały, rozbity wewnętrznie, resztkami sennej wizji odprowadziłem znikającą za kurtyną realu szklankę wzrokiem, jakim rozbitek odprowadza przepływający ćwierć mili od niego okręt, po czym z zaschniętego gardła dało się słyszeć słowa: Kurwa, a mogłem wypić zimne1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
31.07.1917 Wspomnienia z lat minionych szepcze mgła do ucha I tuli swym dotykiem blizny gorzkie w sercu, Spragnionym iskry życia, pośród dusz straceńców, Umysły, których zalał krwawy śmierci puchar. Natarcia trwa godzina. Jęków, błagań słucham, Zaklętych przez demony w wiecznym cierpień wieńcu, Złożonym na mogile setek już młodzieńców, Na ziemi dziś niczyjej, gdzie nadzieja głucha. Dowódcy słyszę gwizdek, biegnę wnet na wroga, Gdy nagle z księgi życia karta moja znika, Bo płomień kruchych marzeń, ten ostatni, dogasł, A pierś od kuli wrażej męczy się przebita. Lecz tu, przy naszych zwłokach, anioł żar zachował, Śród trupów zakwitł bowiem biały kwiat, tulipan. ---1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
OJCZY ZNA Znam ziemię naszych ojców. Można wybrać inne miejsce do życia, ale czy to miejsce będzie ojczyzną ?1 punkt
-
1 punkt
-
Justyno - "Wszystko co ludzkie nie jest nam obce..." - walcz dzielnie z uśmiechem w sercu, jestem z Tobą! :-)1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Uważam jednak, że autor - a znam jego teksty nie od dziś - miał na myśli jedynie to, że nie taką Polskę sobie wymarzył i też nie takiej Polsce jaką dziś postrzega, chciałby być oddany sercem i swoimi umiejętnościami Obywatelem. Przez duże O, a nie przedmiotem w ręku "dobrych panów" z "pierwszego sortu"1 punkt
-
1 punkt
-
Więc na co narzekać? Na to, że wybieramy takich jakich wybieramy, czy na to, że nikt inny nie chce, albo nie mają podobnej wizji rozwoju jaką my mamy. Narzekanie nic nie daje, a w godzinie próby, gdzie wieszają psy trzeba jednak artykuować twardo TU jestem jest Chujowo ale nie uciekam walczę sprzątam taki obraz chciałbym widzieć podmiotu lirycznego A nie kolejny podkulony ogon1 punkt
-
1 punkt
-
Zgadzam się, nie można żyć przeszłością, tym bardziej, że nowe pokolenia nie mają z nią nic wspólnego.1 punkt
-
No, ale - tak jak chciałbyś, aby było, to nie w Polsce. Te z sufitu brane obietnice przedwyborcze z gruszkami na wierzbie łącznie mają wśród wyborców nadal spory posłuch, więc pozostało faktycznie jeno "narzekactwo", aby przypominać grzechy owych, co to mają gęby pełne ślinotoku z kiełbasą wyborczą. Inaczej, przez kolejne cztery lata znowu będziemy robieni "w bambuko" - do następnej kampanii wyborczej, aby znowu ... uwierzyć. Nadal przecież realnym jest hasło - "ciemny lud to kupi"1 punkt
-
1 punkt
-
Zawsze trzeba kontrolować władzę i jej poczynania, ale mamy głos więc zamiast narzekać trzeba działać . Trochę ten wiersz przypomina pianie kura nim trzy razy zapieje Ty się wyrzekniesz. Zdarza się w kraju jakaś afera kolejka stoi by się wypisać lub powiedzieć ja już nie jestem Polakiem.1 punkt
-
Bardzo ładny wiersz :) Cieszę się widząc u Ciebie taki pozytywny klimat, proszę o kolejne. Pozdrawiam Justyno i miłego dnia życzę.1 punkt
-
Wcale nie trzeba wybaczać, baaaaaaaaaaa, często się nie da, wystarczy, że się nie nienawidzi. Wiersz zaciekawił ?1 punkt
-
Czarku, ja osobiście doskonale Ciebie i Twoje intencję rozumiem, ale .. wyobraź sobie dwudziestoletniego czytelnika (tak, dla przykładu), któremu w głowie jedynie korzystanie pełnymi garściami z życia. Ten również ma już dosyć Polski z jej "dobrobytem" dla wybranych. Więc Twoje słowa "mnie z niej wypiszcie" jest kolejną iskierką, która rozpala w nim chęć "olania" wszystkiego tutaj i wyjazdu "za chlebem". Ci natomiast, co się dobrze dzieje, nie wyjadą i będą chcieli nadal podtrzymywać tego rodzaju rządy krajem. No, a takich jak ja ubywa z roku na rok i to ze względu nie na poprawę warunków życia, ale na wiek i marne emerytury, nie pozwalające częstokroć na wykup potrzebnych lekarstw .. SIEMA!!!1 punkt
-
1 punkt
-
Rozumiem Twoją uwagę. Ja jednak swoją walkę podejmuję przy pomocy pióra. Gdybym miał gdzieś to co się u nas dzieje to pisałbym tylko o księżycu, ptasich trelach, oczach lubej, etceterach. Jeżeli przyjmiemy, że patriotyzm to oferowanie wartościowego wkładu do własnej wspólnoty politycznej to wiersze, w których podejmuję tematy związane z krajem, ale mam nadzieję nie tylko te traktuję jako swój wkład. Nie wyrzekam się Polski pisząc 'mnie z niej wypiszcie'. Tą frazą pragnę jedynie podkreślić jak bardzo mam powyżej dziurek w nosie tego co się w Polsce wyczynia przy czynnym lub biernym udziale co najmniej połowy społeczeństwa. Pozdrawiam zarówno1 punkt
-
Kiedy boli najmniejszy dotyk słowa "Czas leczy rany" Pozostawiając paskudne blizny W zaciszu domów1 punkt
-
Ha ha niejeden by chciał mieć wszystko:D Mózg, serce, talent i jeszcze wiedza. Się panu marzy;) A tu praca, praca, praca, ciężka praca i jeszcze człek oberwie:P A gdzie dusza? Dusza się liczy. A tak już bez żartów to mądre spojrzenie. Pamiętaj że trening czyni mistrza, a myślenie nie boli. Jeśli ktoś bardzo chce i wykuwa to jest szansa że kiedyś zbierze plony, pozdrawiam. Ps Ja ciągle się uczę.1 punkt
-
Jeśli to prawda to idź na terapie, ja chodzę. Jeśli to wiersz to przeraża bo jest dosłowny, pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
Gdy szczyt parlamentu był w UE, znienacka wykrzyknął ktoś - ruhe! I co kto miał w ręce już puścił, co więcej tam większość odpuszcza, what's true?1 punkt
-
Jeszcze a' propos mojego wiersza. Ci ludzie walczyli o WOLNOŚĆ. Ginęli, dzięki temu jest 11. 11. Tylko szargany dziś. Piosenka dawna, ale jakże aktualna dzisiaj I jeszcze dodam, nie raz i nie dwa dostałam po łbie za mówienie prawdy. Nikogo z Portalu nie chciałam urazić - proszę wybaczyć, jeśli ktoś poczuł się urażony. J.1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne