Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 18.10.2018 w Odpowiedzi
-
graphics CC0 Świadomie grzeszymy lenistwem bo przecież wygoda jest słodka Tu rzekłbym że wszystko co grzeszne przenika od rdzenia – od środka Bywałem pod ślepiem cyklonu spotkałem tam ciszę i fiskus Mieniłem się barwą orientu odmienną – mahonie z półmisków Spływały po moich ustach – jak madras herbata plus mleko Lecz wolę się byczyć w Mumbaju – i niech mnie mianują – poetą Torpedy z kłębiastych cirrusów serfują pod żaglem błękitów Płynący na wietrze żaglowiec – ty dmuchaj w poezji garnitur Czerwone od rymów masz uszy – powoi kwieciste dywany Rytmiczny heksametr piętrowy językiem marathi – śpiewamy Leniwą emocją wachlarzy różowej powieki zamętem Ździebełkiem słomianej łodyżki – ubranej w Mumbaju zaklęcie Świadectwem błogości jest wolność utkana w cejlońskie szafiry Gdy streszczą więź duszy przeźroczem – melodie jak słów panegiryk Zwój harfy buksuje gdzieś w środku – muzyka – konkani z allegro Przez płatki kwitnącej przepaści w saksofon uderza – receptor Otwiera się cela z grynszpanu miedzianym promieniem słonecznym I wtedy indyjskim lenistwem – zapładniasz- całe powietrze —6 punktów
-
Nadwiślańskie łąki najpiękniejsze są jesienią. Całe w mimozach – złote i przestronne jak wolność. Kępy Zawadowskie, Kępy Świderskie, kępy kolorowych drzew nad czarnymi moczarami. Liście zabrały barwy kwiatom i motylom, które poszarzały dla odpoczynku i poszły sobie spać. Zmiana warty w strzeżeniu rumieńców życia. Owoce głogu i róży pękate od zdrowia i pysznych obietnic. Pełne są słońca, które wchłaniały przez całe lato. Nie sposób przejść obok nich obojętnie: słońce zamkniemy w gąsiorach, a potem, przelane do butelek, będzie nam rozjaśniać długie wieczory z ciemnego srebra. Szara wylewność Wisły na wysokim poziomie, tajemnicze wiry jej poetyckiego nurtu, narzucają zadumę i uspokojenie. Groźne, a tak przyjazne i znajome. Od dziecka. Niebo jeszcze wypełnione błękitem po brzegi, chociaż lubi coraz częściej popłakać. Deszcz jest potrzebny jak smutek – po to, żeby znów mogło zakwitnąć wszystko, co zwiędło w ogniu suszy. Ożywcze łzy – żeby możliwa była radość i piękno, żeby rosły i kwitły wciąż na nowo. Nadwiślańskie łąki, pełne złotej wolności. Wchodzę w tę wolność jesieni – i nic już nie muszę. Nic nie muszę, a tak wiele jeszcze mogę. 27.09.2018 r.6 punktów
-
jak poznać po skorupie co z łbem tam czy w nim chlupie jak po ostatnim stresie tam w lesie sam zniesie się a nuż gdzieś w tym pancerzu odzywa zwierz się w zwierzu lub gorzej - instynkt to wie czai się człowiek który ma wszystko w dupie więc jeśli wejść chcesz w drogę bierz pod uwagę ogień we własnej wciąż ma go skorupie6 punktów
-
Démodé Już nie uświadczysz na ulicy pani pod rękę z panem dzisiaj, jak nie uświadczysz krzty dystynkcji, dystynkcja była z mody wyszła. Wraz z galanterią od zaplecza niosąc uschnięte kwiaty róży we włosach, w zębach, w butonierkach, by wymrzeć obie jak mamuty. Z nimi niby motyle rzadkie odchodzą listy w zapomnienie, jakby już nie chciał nikt, by papier zachował myśli kształt i tchnienie. Spieszy się ludziom, czytać nie chce, (dla mnie nie czyta — pali wrotki), może dlatego tekstu więcej w piosenkach refren ma niż zwrotki. Już poematów nikt nie pisze, za dużo liter i wyrazów, pewnie to tego jest wynikiem, że wszyscy wszystko chcą „od razu”. Rym na wymarciu, dziś biel włada, cóż, zgrabny rym to rzecz nieprosta, te białe łatwiej się przekłada i zawsze można Nobla dostać. Lecz wierzę, wrócą kunszt, misteria, miłość wciąż będzie listy pisać, moda to jest tendencja zmienna, moda przemija, trwa tradycja.5 punktów
-
Potem I byłem wtedy w teatrze, To było w tamtą niedzielę. Piłem, nie jadłem, a piłem właśnie I potem w tym teatrze byłem. Chwiejnie przed siebie potem szedłem. Na czerwonym przeszedłem. I wódkę potem piłem. Już nie pamiętam czy sam piłem. Czy z tymi aktorami i z tamtym Żydem. A potem na moment pić przestałem. Wstałem, odszedłem, odjechałem. Na gesty, na słowa była taka walka I rower dosiadłem i uciekłem. I znowu wódkę piłem potem. I pamiętam, że to było wtedy, kiedy ją straciłem.5 punktów
-
październik w ogrodzie potrafi zauroczyć na krzakach niczym czapki krasnali ostatnie pomidory podkradają ciepło chylącemu się słońcu dookoła mgły owadów i ptasie gonitwy zatrzymuję wzrok przy alejce klonów suknie w rudozłotach gotowe na sesję obiektyw aparatu czeka kiedy cienie położą się na wzgórzu zacznę polowanie w międzyczasie przy kawie wypominki układam w bukiety jesieni podbieram kolor do dziurki w skarpecie ale najpierw pozszywam siebie pająk mąciciel w zmowie z wiatrem na ramiona zarzucił babie lato przekorne łaskotanie i zarazem pewność z takich sieci nietrudno się uwolnić październik, 20184 punkty
-
wzniesienia Roztocza powoli usypia kołysanie wiatru postrzępione rzepy spowalniają ciszę szemrzącą w wąwozach pyłem lessów gnanych na przełaj w wertepy w czeluści pół świtów jesiennej szarugi deszczem nakrapianej na pochyłach zboczy nagich labiryntów erozyjnych ścieżek wyżłobionych wodą korytarzach nocy zabrużdżone skiby wąziutkich poletek snują szarość ziemi po obfitych plonach na wysokich miedzach trawami poszytych nie słychać skowronka ostatni trel skonał daleko pod ścianą buczyny i borów w magiczno zaklętych odgłosach turkawek płynie echo woła zaprasza ciekawych na błękitne szlaki międzydrzewnych mgławic 18.10.2018r.4 punkty
-
Pewnej szmacie pomylonej ze ścierką sprowadzono ze Szwecji wiaderko. Pełny ocynk, umyte, lecz jak kubeł poryte - samo denko, po rękojeść z nadżerką.4 punkty
-
3 punkty
-
Złota jesień przyszła jak co roku, babim latem ozdobiła włosy starej wierzby, która teraz płacze, nad nicością, nad zmiennością losu. Złota jesień barwami spłynęła, gwiezdno-listnym, rudozłotym pyłem, wszystkie liście szelestem uśpiła na cmentarnych alejkach pomyłek. Złota jesień moje serce głaszcze, uspokaja promieniami z nieba, w chryzantemach rozkwitłych już dnieje chwila wspomnień, zadumy potrzeba. Złota jesień przynosi nostalgię, czasem koi, oczy łzami zeszkli, z mgłami miesza, zamazuje twarze moich bliskich, którzy już odeszli. 17.10.2018r.3 punkty
-
kolejny raz skóra pali tak mocno stygnie dopiero pod paznokciami i na drugim końcu łóżka faluję między Oceanem Spokojnym a Morzem Czerwonym łapczywie kradnąc powietrze zapach nocy z tobą mogłabym umrzeć w tej chwili zatopić emocje i zmysły schować je w słonej kropli udając że to nie łzy ale to byłoby za proste dopłyńmy do celu zanim porwie mnie sen3 punkty
-
znowu dzień, ja jak cień miotam się w łazience jestem zły, szczerzę kły i się szybko męczę boli łeb, zdechnę wnet jak się nie napiję piwa łyk i kac znikł chyba dziś przeżyję trudna noc, krwawił nos świadomości zanik miały być, piwa trzy bo rano egzamin ale pech, przyszedł Grześ co miał dużo kasy stawiał nam, też pił sam szybko się nawalił potem świt, bramkarz byk z knajpy nas wyrzucił twardy bruk, bolał mózg milicjant ocucił jak ma dziś, prosto iść w głowie pusta studnia przecież mam, coś tam zdać pójdę, a nuż mi się uda3 punkty
-
Anioła z chęcią bym wynajęła, który dałby trochę szczęścia, pokazał, nauczył jak być dobrym człowiekiem, w każdej sytuacji, gdyż ostatnio brakuje mi motywacji. Aniele zejdź z nieba na chwilkę, potrząśnij mną odrobinkę. Namaluj tęczę na niebie, gdyż ja potrzebuję właśnie ciebie.2 punkty
-
Tasowana ciągle co rusz Życia moja karta Może tak i nie wiem sam już Czy jest czegoś warta Może to nie as treflowy Ale też nie blotka Kolor czarny lub czerwony Nią nie zagrasz w totka Dama piku mnie przebije A mi ciągle mało Kiedy włócznia już przeszyje bo mój kolor karo Może życie ciągły pasjans nigdy się nie złoży żywot jest jak ciągły alians musisz z kimś ułożyć Dla cierpliwych w tej grze awans chociaż serce zdziera Ale jednak, miast pasjansa Wolę grać w pokera2 punkty
-
Nigdy nie wiadomo, jakie tam pod kopułką myśli czają się. Dobra technika rymu, sytuacyjny sarkazm. Umiejętnie z wyczuciem i smakiem wpleciony wulgaryzm literacki. Niczym rzymski poeta Katullus, który był mistrzem w doborze celnej literackiej inwektywy, a jego utwory cieszyły się popularnością. Ok.2 punkty
-
2 punkty
-
Bardzo fajna terść, co do zapisu, to nie jestem pewna, jakby było lepiej. Twój mi się nie podoba, wychodzi tasiemiec. Zrobiłam propozycję skrócenia formy, ale muszę to jeszcze przemyśleć, a Ciebie to nic nie zobowiązuje. Sam wiersz mi się bardzo podoba.2 punkty
-
zobaczyłam cię przypadkiem idac starym sadem chciałam minąć lecz spojrzenia zahaczyły błękit pomiędzy włosy nagich konarów samotność przywiał październik uśmiechałeś się do mnie zielonym szelestem spękane gorącem dłonie wyciągałeś na znak bym podeszła i kory dotknęła widząc popękania starość całowałam życie powolutku wysączyły lata mimo ich upływu słońce przyjacielem ogrzewa gałęzie konary jak brata karmi życiodajnym wilgoci strumieniem ktoś o tobie zapomniał bo dawno przeminął ty na mnie czekałeś w wierności pogody która naprzemiennie ślady zostawiła po upalnych lipcach i chłodach zimowych kłaniam ci się nisko drzewny przyjacielu niezmienny na gruncie utwierdzonej dumy jedyny i stały jak lipowe życie ubarwione znakiem czasu co wciąż goni Kawęczynek, 14 październik 2018 rok1 punkt
-
wyczuwać podejrzliwa czasem myśl nas kusi że życie nasze jakieś drugie dno mieć musi i trzeba wciąż przekraczać schematy utarte by odkryć że ma jeszcze dno trzecie i czwarte1 punkt
-
chciałem ograć miłość, każdy tak by chciał w końcu mocną kartę los przewrotny dał trzymam cztery asy, wiem - nie przegram już ale z drugiej strony usiadł diabeł mój przepięknie wygląda ta kobieca twarz dogrywki nie będzie ,jedną szansę mam pula szybko rośnie, rzucam marzeń stos czuję smak zwycięstwa, uśmiechnął się los wykładamy karty i entuzjazm pękł znów nie spasowałem, rozegrałem źle karetę pokonał poker z damą pik jej nie można ograć, jej nie ogra nikt1 punkt
-
gdyby tak być na motyle siatką kliszą naczynkiem na płyn nie półproduktem pustym obramowaniem rozproszonym granulatem niezapamiętanym obrazem * pragnienie przewyższa smakiem złapane czy receptory dziurawe - sitkiem dla chwil?1 punkt
-
Zwariował wampir z Kowna, nad Niemnem. Dziś do czynności tak przyziemnej, jak szyi ssanie wstręt poczuł, a nie umył sam zębów, od walk pod Wiedniem.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
no, kurka wodna, Mario, jesteś niesamowita. I dzisiaj to machnęłaś? Zaczynasz malować, a to już wyższa szkoła jazdy. Gratuluję, piękny wiersz.1 punkt
-
no nie, na profilu nie ma tego wiersza. Skoro jesteś stamtąd (z Roztocza), to tylko dla Ciebie go wrzucam. Bo nie upubliczniam go zazwyczaj. Proszę... Tomasz Kucina Wyżyna Roztocza- – Człowiek z błękitnym okiem Wstąpił w dystrykt Roztocza Traperem grubego buta Wtargnął w spadziste zbocza Jego fiołkowe oko Niby nieba firana Obrosło orędziem paproci W leśnych pagórków szykanach Tu szumy i szypoty Szturmują ucho trampa A w Tanwi bystrych potokach Układa rzeczna kanwa Karki, garbate muldy Floresy krętych wąwozów Zarosły powojem warżek W beteldres- ostrogą wrzosu Storczyków motyle skrzydła Niczym sukienki rusałek Muskają ci ludzkie stopy Cyklamenowym szałem I wiją niczym ustrój Wężowy Eskulapa Surowa monokultura Bliższa ciału niż szata Od synklin kredowych skał Kształtu nabiera dolina Kopułą z brązowych kani W leśne ustronie wrzyna A człowiek podąża dalej Upaja rzeźbą natury Niebieskie oko na niebo Drabiną do samej góry Brokatem pożywia Urania Muza nietuzinkowa Powoje kwieciste w nieboskłon Porywa plastyka kultowa Zakrada na firmament Zabełta przestrzeń z zielenią I tlenią się zmysły człowieka I lessy się w lazur tlenią W poroże zgrabnego jelenia Stukają kanciaste gwiazdy A srebrny rogal księżyca Blaskiem lśni Protoplasty Gdzieś głośno tokuje cietrzew Wysoko podnosi głowę Pstry lirowaty ogon Zarzucił wachlarzem w dąbrowy W pas kłania przy drodze brzoza Szumem wtóruje do pieśni A gardło śluzem obeszło Od flegm z zielonkawej pleśni Zaś człowiek podąża dalej Butami lustruje łono Pod stopą drży salamandra Czarna jak winogrono Amarantowe plamki Na ciele torfiastej kępy Jaszczurcza improwizacja Tuż obok suplementy Tańczą świerki i graby Kotłują skrzydlate ptaki Melodią kształcą tu dzioby Słońce w kolorze nijakim Jastrząb kpi z krzyżodzioba W grzędach z dębów i olszy Gdzieś człowiek w cieniu się chowa Śmie ptasim trelem zatoczyć W torfiastym czarnym bagnisku Głodna poluje rosiczka Morale, jak polski fiskus Wszystko pakuje do pyszczka Ów szczwany insektożerca Owadzi okrasza wdzięk smakiem Już legat spisała pszczoła Na miękkim pokładzie bagien Zielone liryczne łąki Nad Wieprzem wtuliły we mgły Zapachną naręczem kwiatów To specjał aczkolwiek zbyt mdły Patrz – człowiek zahacza o cypel Tu z woli zacnych waszmościów Na wyspie po środku stawu Wybudowano kościół Styl jego oręduje Modzie późnego baroku I Jana Nepomucena Jest aktem to święte lokum Tu ongiś ordynat Zamoyski Utworzył wielki zwierzyniec Przy dworku myśliwskim wypasał Sarny i dzikie świnie Otoczył siedlisko fosami Odgrodził zgrabnym parkanem Tu w bramy kopytem stukały Niewyrośnięte tarpany Białe drewniane chatynki Pokryte słomą lub gontem Pachną pieczonym pyrem Podczas Zielonych Świątek Kilimy na elewacjach Grzeszą kwiecistym morem I człowiek przechodząc obok Zachwyca ogrodów wzorem Bez przerwy migrują chrząszcze Pod miasto z nazwy Szczebrzeszyn Z uporem młodego maniaka Przyroda wypręża popiersie Przepychem barwnego folkloru Bezwstydnie chełpi wyżyna Od chałup w małym Bliżowie Po cerkiew spod Szczebrzeszyna —1 punkt
-
Dzień to dobry dzień wspaniały a jak w wiele uleciały dzień przepiękny bo udany nie podpiszesz nie twój wydany dziecko w tobie jest znów błogie poligraf ci wypowie uczę się od ciebie nieśmiałej ważkości w piśmie w mowie ?1 punkt
-
@jan_komułzykant @MaksMara tak to widzę po zmianach. ostatnia strofa ni kupy ni dupy się umyślnie nie trzyma. jest tragizmem rezygnacji i wyparcia. Potem A ja byłem wtedy w teatrze, to było w ubiegłą niedzielę, dzień rozległy, a ja pijany, zmór i upiorów zdrowie piłem, nie jadłem, piłem właśnie a potem w tym teatrze byłem. A po teatrze chwiejnie szedłem, to było czerwone? – przeszedłem i wódkę potem piłem, z tymi aktorzynami, i z łódzkimi Żydkami, pomnik Tadeusza był świadkiem naszym. A potem nagle pić przestałem, wstałem, odszedłem, jakiś rower wziąłem i pojechałem, pognałem nocnym miastem, chciałem po raz ostatni wszystko naprawiać reperować, kochać. Narzędziami pobiliśmy się, ze słów zrobionymi kijami, goryczy twarzą pełną, wyprostowaną ręką i w drzwi utkwionym palcem „odejdź” cichym wymamrotałaś, szeptem. I znowu wódkę piłem potem. i pamiętam - to było wtedy, kiedy cię straciłem.1 punkt
-
ile jeszcze niespodzianek na mój szlak szykujesz Panie czym mnie znowu chce zaskoczyć ten Twój boski plan uroczy jestem stary i zmęczony nie chciałbym już zmieniać drogi aktualna jest bezpieczna ja nie wierzę w życie wieczne iść do końca, jak najdłużej a nie zmieniać wciąż kierunek to mi się po nocach marzy a ty karzesz deszczem zdarzeń1 punkt
-
Na środku wioski w centralnej Polsce życie przesiąkło stęchłym marazmem, zapachem piwa, Mamrotów, małpek można tu kupić pasztet Podlaski, klopsiki w sosie, zupę Winiary, świeże pieczywo codziennie z rana pachnie drożdżami masło w osełce, płyn Ludwik, grabie środki czyszczące szare sumienia stałych bywalców, że nic nie zmienią ” proszę dwa Żywce i cztery Tatry do tego chałkę i mleko w proszku, a może pani ma artykuły, bym w samotności zgotował los swój? to pracochłonne jest niesłychanie, więc przy napojach tylko zostanę” przyszedł następny tak po czterdziestce wysoki, chudy, pachnie szprotami, lecz jest szczęśliwy, bo ma piątaka ”da pani piwo te, te z Żubrami” w centrum wszechświata małej wioseczki tworzą historie przeciętni ludzie pod sklepem siedzą, snują marzenia w gnuśno zatęchłym natłoku złudzeń. 14.10.2018r.1 punkt
-
1 punkt
-
Powoli poznaje siebie samego. Moją ambicją jest wyrazić w kilku słowach to czego nie można ująć.1 punkt
-
Oxyvio, piękne obrazy namalowałaś słowem. Dla mnie to właściwie bardzo urokliwa proza poetycka. Piękne - i tak właśnie robię :) Pozdr.1 punkt
-
Witaj bardzie Andrzeju - chcąc nie chcąc przypomniałeś mi`to poniżej. Dzisiaj być może odbiór nie będzie taki sam, ale wtedy, to był niemal przebój. Dobry wiersz, pozdrawiam.1 punkt
-
Bo kiedy pomarańczowy olbrzym Snuje się, kurczy, ku tym górom, To wtedy wiem. I czuję wtedy, i mam pewność, Że to musiało tak być. ... I leją się granaty, Jak woda. I gwiazdy wschodzą, Jak na tej toni latarnie. I ptactwo czarne zaszumi, Jak ci latarnicy, Co tylko oni wiedzą, Gdzie właściwa wszystkim droga. ... Wtedy łamiące się sylwetki Wchodzą na milczącą górę, Depczą po wyschniętych trawach. To wtedy zamglone oczy chłoną... Te już ostatnie promienie Na tę długą, na tę ciemną noc.1 punkt
-
Odczytuję wiersz jako wyraz niezaspokojonego apetytu na życie, niepełnego przeżywania, niedosytu życia, jakby "przeciekało przez palce". Bardzo dobry wiersz.1 punkt
-
dobrze, by miał: 1) coś z dziecka (świeżość, niewinność, autentyczność, spontaniczność) 2) wartości rodzinne i ojczyźniane (trwałość, opoka, bezpieczeństwo, zaufanie) 3) szczyptę inteligencji-nigdy nie zawadzi :) (odniesienia, konotacje, skojarzenia, wariacje) 4) element seksualny (to zawsze bierze!) 5) poczucie humoru? (nie zaszkodzi ;)) 6) poczucie powagi? (jak najbardziej !) dokładnie tak, jak reklama. Tylko producent reklamy chce coś sprzedać. A CZEGO CHCE POETA?1 punkt
-
1 punkt
-
czekam ze zniecierpliwieniem. uwzględnię wszystko, a wieczorem powrócę ze swoją wersją, ale zachowując Twoje sugestie, bo są dobre1 punkt
-
1 punkt
-
Cytuję za prof. Mirosławem Bańko Słowa sobie używamy z czasownikiem, aby zaznaczyć, że dana czynność jest całkowicie zależna od woli wykonującej ją osoby i zwykle sprawia jej przyjemność. Dzieci biegały sobie po lesie... Posiedzimy, pogadamy sobie... Dziadek sobie śpi... Zjedz sobie bułkę... Niech pani sobie usiądzie. Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski Serdecznie pozdrawiam Autorkę i Pana Wątpiącego :)1 punkt
-
Bardzo dziękuję. Ten wiersz pierwotnie ma inną postać. Zbliżona do Twojej. Zmieniłem układ wersów i strof, wrzucając go tutaj. Forma, zaproponowana przez Ciebie chyba nawet bardziej do mnie trafia.1 punkt
-
masz nieprawdopodobną wyobraźnię i zasoby, podejrzewam też niezgłębione. Dawno nie czytałem wiersza z taką przyjemnością, dlatego od razu zabieram go do Ula, zanim znowu znikniesz szanowny Tomaszu. :) Kłaniam się nisko.1 punkt
-
A mi pasuje Chłód. Konkretny, bezpardonowy. Bliskość obu tekstów powoduje, że Chłód II traci na wyrazistości. bb1 punkt
-
Dobre. Polubiłem, chociaż czegoś brakuje. To się jeszcze nie układa jak powinno. Niemniej... dobre.1 punkt
-
1 punkt
-
Bardzo mi się podoba ten wiersz. Jest króciutki, ale ma w sobie dużo treści. Czytam go jako początek miłości - wspólnej drogi bez końca. A poza tym - jako stwierdzenie, że ufność i otwartość na innych otwiera przed człowiekiem znacznie szersze horyzonty i możliwości, niż zamykanie się w nieufności i lękach.1 punkt
-
Ładny, spokojny, podnoszący na duchu. Też kiedyś tak odczuwałam, jak Peelka... Ciekawie jawi się dom "z widokiem na drogę bez końca"... Pozdrawiam :)1 punkt
-
Cóż, nie trzeba koniecznie być asem aby w życiu wygrywać. Wystarczy znaleźć swoje miejsce w układzie gwiazd. Swoje miejsce przy damie pik, a może kier. A swoją drogą rudy kolor włosów, to jaki byłby w kartach? Karo? Mi jakoś nie pasuje. Rude piegusy są chyba zbyt piękne, aby zamknąć je w talii kart.1 punkt
-
Dobrze napisane, ale trochę przerażające. Właściwie, to przerażający jest stan, który opisujesz. Niestety, PL nie jest odosobniony w takim patrzeniu na siebie i na świat. Wydaje mi się że coś takiego dotyka coraz więcej osób i to jest naprawdę przerażające, ponieważ, niestety nie jest to nic dobrego. Pozdrawiam serdecznie1 punkt
Ten Ranking jest ustawiony na Warszawa/GMT+01:00
-
Ostatnio dodane
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne