Cała aktywność
Kanał aktualizowany automatycznie
- Z ostatniej godziny
-
I gorąco, pocą rogi.
-
Meł to Kaziu: ta tu, i za kotłem.
-
Cela, poleciały bąki: wiką była i cel o palec.
-
Juty na worki, krowa na/rytuj.
-
I ot - sowizdrzał: głaz rdzi w ostoi.
-
I Borysa lukru mało - woła Murku - lasy robi.
-
Moja przyjaciółka, Perimenopauza
LessLove odpowiedział(a) na Werka1987 utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Cena za cud ciała kobiety jest widać adekwatna. Bardzo ładny wiersz, dziękuję. Serdecznie Pozdrawiam :-) -
Kulawy bywa Luk.
-
O, dni lebioda ta doi, Belindo.
-
O, to ci lżej, jeż - lico to.
-
Kasza jaglana: pan, alga, jaz, sak.
-
Na bal poszli w maju: bujam - Wil, z sopla ban.
-
Moja przyjaciółka, Perimenopauza
Werka1987 opublikował(a) utwór w Wiersze gotowe - publikuj swoje utwory
Moja przyjaciółka, Perimenopauza, Codziennie przynosi nowe dary: siwy włos na skroni, wzburzone hormony, nagłe poty, chłody, mary, ciary… Moja powierniczka słyszy moje głosy, ale w gruncie rzeczy mnie nie słucha. Moim ciałem rządzi, głową moją błądzi. Mówię: „Dość!”, a ona jakby głucha! Moja terapeutka daje mi sygnały, by czule utulić samą siebie: zaznaczyć granice, poszerzyć źrenice, dostrzec, kiedy ciało jest w potrzebie… Moja instruktorka i motywatorka zołzą jest, choć dobre ma intencje! Drażni mnie i męczy, strofuje i dręczy! Robi testy na inteligencję. Moja przyjaciółko, Perimenopauzo! Podaj dłoń, a ja przestanę szlochać! Z głową uniesioną, z duszą uleczoną zmieniam się i uczę siebie kochać. -
Ile chce, a psiak u Kai SPA - ech, Celi.
-
Tu by Roksana: na "s" kory but.
-
Z cystą, Julu, mysz: symulują te - sycz.
-
Na łące (pz/se) ziele, to trujące: lecą jurt - o - tele, i zeszpecą łan.
- Dzisiaj
-
O, baobaby, babo Abo.
- 7 odpowiedzi
-
- palindrom
- polsko/turecki
-
(i 1 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię. Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy.
-
- A łowi kiwi? - Wiki woła.
-
Mordora ta - tam okno, lej i jelonkom - tatar od Rom.
-
O, i sen: ja fikam w maki - fajne sio?
-
Zagada i zdrada: dar dziada gaz.
-
Ezra koi - o karze.
-
A psik, i kis - pa.
- 99 odpowiedzi
-
- palindrom
- powiedzonko
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Tematy
-
Wiersze znanych
-
Najpopularniejsze utwory
-
Najpopularniejsze zbiory
-
Inne