Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. Leci papaja - pap... i cel.
  3. Że tu... Krakusa mamy w lodówce - lec, wódo - lwy mamy mas... u karku też.
  4. _Marianna_

    A minut stu ni ma

    To jaka szarża: waż raz saka - jot.
  5. jan_komułzykant

    Gra rymów

    nad wodą bóbr jawi się - szkodą, ale to mówić niedobra.
  6. Ot, opon szum i muz snop - oto.
  7. I ci władał... kei prawy: wywar piekła dał - wici.
  8. jan_komułzykant

    Gra w skojarzenia. :)

    A psa nysa, dur? Brudasy na SPA?
  9. A... to rodu Dorota?
  10. _Marianna_

    Osadu da soda.

    Ej, i piwo tu i Ziutowi - pije.
  11. _Marianna_

    Zagada i zdrada

    Do kapciory... by roić: pa - kod.
  12. _Marianna_

    Z ową wąwozy

    Uzda dla konia... (?)
  13. Ar - bo krówki pik, wór, kobra.
  14. _Marianna_

    BABIE LATO :)

    x i mróz wici babiego lata: katalog... e, i babi ci wzór mix
  15. hehehehe

    I sód do pani.

    Ado, loda dosól! Olu, soda do loda
  16. Wiesz, zaraz wychodzę. Zaraz idę, tam gdzie ptaki kołują na niebie. I wiatr tarmosi i wstrząsa połami koszuli. Wiatr. I ten wiatr wiejący. Ten wiatr szumiący i cichy… Wiesz,wychodzę zaraz. Już wkładam płaszcz. Choć może nie. Nie potrzeba płaszczu, albowiem wiatr. Ten wiatr ciepły. Ten wiatr wiejący znad łąk. Znad tych pól odległych. Znad tych obszarów milczących w spiekocie i znoju letniego skwaru. A więc bez płaszcza. A więc w samej tylko koszuli. Idę. Zaraz wychodzę, zatrzaskując na zawsze drzwi pustego domu. Już wyszedłem, wstrząsany echem zamknięcia. Na schodowej klatce. W tym chłodzie idącym od dołu. Z piwnicy, z pustych, opuszczonych mieszkań. Z pracowni. Z porzuconych pracowni, w których popiersia i rzeźby obojętne. W których popiersia pod przezroczystą folią. Pod zakurzoną… Twarze kamienne. Kamienne oblicza. Niedokończone… Wiesz, idę wolnym krokiem. Idę powoli. Muzyka we mnie. Dziwna jakaś. Powolna muzyka czasu. Przechodząca jak wahadło. Do przodu. Do tyłu. Teraz podążam wstecz, mimo że jestem tu jeszcze. I jestem wciąż. Jesteś tu jeszcze? Ja jestem. Na zewnątrz wiatr. Wiatr tarmosi za włosy, kołnierz, mankiety koszuli. Na zewnątrz wiatr. I ten wiatr idący od przodu. Idący od tyłu. Bokiem. Cicho. I wstrzemięźliwie, bądź nagle. Porywczo. Natarczywie… To znowu milczenie roztacza się wokół. I drzewa milczą. I ptaki. Owady. I my… Byłaś tu przed chwilą. I byłaś jeszcze. Teraz przestrzeń roztacza się wokół pusta i tkliwa. I ta przestrzeń bez ciebie… Choć wydaje mi się, że przez chwilę… Nie. To tylko przelot owada. Nagły i porywisty. Przelot owada. Przezroczysty lot. Przez mgnienie. Iskra. Błysk słońca na poruszonej przez nikogo szybie... Jak ten wiatr, co targa i szarpie za poły koszuli. Jak ten wiatr targający włosy… Dokąd tak idę? Idę tam, gdzie przeszłość miesza się z teraźniejszością. Jak to możliwe? Widać, możliwe. Stąpam ko chodniku. Po płytkach, mijając kałuże, w których mieni się ogrom kobaltowego nieba. I to niebo spada na mnie, i przytłacza mnie. Przytłacza tym czasem przeklętym, który wciąż powraca. Zatacza kręgi, jak kołujący ptak. Idę powoli. Krok za krokiem. Pusto jakoś. I tak jakoś tkliwie. Mienią się lśniące kiście po letniej ulewie. Skapują krople. Takie jaskrawe, mżące piksele upływającego czasu. W blaszanych rynnach chlupoty i szmery. Wylatują jeszcze ostatnie strumienie. Strząsają z siebie drzewa tę wilgoć. I żłobią w chlupocie korytarze w gliniastej ziemi ciepłe hausty niedawnego deszczu. Jesteś tu jeszcze? Idę niedaleko. Na spacer krótki nieledwie. Idę podziwiać i oglądać. Nie. Idę się pożegnać. Uścisnąć dłoń. Być może. Komu. I komu? Ostatnie pakunki są wynoszone z domu. Przed zamkniętą bramą ciężarówka z brezentową paką. I cisza wokół. Milczenie okrutne, jakby rzeźb kamiennych, gipsowych odlewów. Twarze. Dłonie. Ramiona… Oczy widzące niewidzeniem… Przed kamienicą. Przed blokiem cień topoli na asfalcie, na trotuarze. Kołysze się i chwieje. Szepcze. Porusza milczącymi ustami ten brodaty bożek cienisty i leśny. Ten bożek liściasty. W pień wrośnięty jak pamięć. I szepcze. Wciąż szepcze nieustanne dzieje. I milczące jakieś słońce pada z ukosa. Rano to? Pod wieczór? Było to chyba zimą. Lecz teraz dzieje się w pełni upalnego lata. Takie to czasami płata figle czas ulatujący w przestwórze. Czas senny. Czas pełen majaków i zwidów. Stoję pod drzewem. W cieniu. Niewidzialny jak powietrze. Jak przezrocze atmosfer. Kryształowych strumieni. Dlaczego nikogo nie ma? W zamkniętych oknach firanki. Zasłony. W oknach kurz i pył zapomnienia. Tuwim przeprowadza się teraz. I przeprowadza się wtedy. Przeprowadza się w czasie teraźniejszym, mimo że siedemdziesiąt la temu. Czyli teraz następuje przeszłość. Następuje w teraźniejszości nagły przeskok dziwnej substancji czasu. Jakieś przebicie idące z dawnych pokładów minionych epok. Historia się powtarza. Czas. Czas. Czas. Odbywające się misterium czasu. Kto tu jest mistrzem ceremonii? I te zjawy nieobecne. Te zjawy niewidzialne, choć widziane tylko przeze mnie. Szukają przyszłości. Patrzą wstecz, do przodu. Na boki. I dążą do wieczności falując skrzydłami pełnymi kwiatów. Jak motyle bezszelestne. Jak ćmy puszyściejące w przelocie. Lecące prosto w słońce. W słońce. W przeogromne słońce... I w tej przeszłości urojonej. I w przeszłości, w której tylko nieruchomość i cisza. I milczenie rzeźb wykutych w kamieniu. I wszystko jest spokojne. I jest tak bardzo spokojne. Zanurzone w morzu kobaltowego nieba i słońca padającego z ukosa, którego smugi na ścianach. Na oknach przesłoniętych zasłonami. Na korze drzewa. Na chodniku. Na brukowych kostkach… Czas się zatrzymał i spotęgował w swojej kreacji. Lecz zatrzymał, tylko na chwilę, bo znowu rusza w swojej potędze stworzenia. I wszystko się ponownie obraca. Zatacza kręgi. Dzień za dniem. Obroty słońca. Gwiazdy. Konstelacje. Księżyc niknący za horyzontem. Księżyc wznoszący się do nieba. I znowu słońce… Lecz, gdzie on jest? Tuwim. Nie ma go. Bo gdyby był, to podałby mi dłoń do uściśnięcia. Uchylił dostojnie kapelusza. Lecz nie ma go. Choć był tu przed chwilą jeszcze, mimo że siedemdziesiąt lat temu. Nie ma go. Choć był i jest, mimo że oddalony. Mimo że na wyciągniecie ręki jedynie. Jesteś tu jeszcze? To się nazywa strumień świadomości. Wytryskujący, meandrujący nurt umysłowych kwintesencji. Są tutaj i tam. W każdej formie i kształcie. I w każdym czasie. I nawet, kiedy go nie ma. I kiedy jest na chwilę jedynie… Muzyka we mnie. Tli się jak zarzewie niedogaszonego ognia. Tli się, gdzieś tam. Żarzy się. Rozpala aksony i nerwy… Utrwala się w kolorze sepii. W kolorze. W bez-kolorze. W szarości… Zaciskam powieki. Otwieram. Nie ma. Nie ma samochodu z brezentową paką, ani pudeł z książkami. Rulonów zwiniętych dywanów. Nie ma. Nie ma nikogo. Tylko ściana kamienicy olśniona potęgą pomarańczowego blasku słońca. I cień topoli na brukowej kostce. I nic. Nic. Nie ma. I nigdy nie było. Jedynie we mnie. I tylko we mnie jarzą się tak przejrzyście drobiny płynącego przestworem czasu. Została cisza. Przytłaczający skwar letniego upału zastygły w kryształowych kroplach niedawnego deszczu... (Włodzimierz Zastawniak, 2026-07-19)
  17. Aza, rumor, grom, uraza :D
  18. Ot, i mały Szaweł, i popił. Ewa zsyła mi to
  19. _Marianna_

    Gra rymów

    a drzewa te rosną nad wodą: ile dobra dla bobra
  20. Tola, raki łap! Uwaga, w upał Ikara lot!
  21. _Marianna_

    Gra w skojarzenia. :)

    Mała to kpina: NIP kota łam :[
  22. @Migrena 🌻
  23. To banalne? Brzmi tuzinkowo albo aprawdziwie? Skąd! Wystarczy zastanowić się chwilę; nie trzeba dłużej. Wszystko, co istnieje we Wszechświecie - Kosmosie - ma wszechświatowy (kosmiczny) charakter z swojej natury. Natura ta bowiem podyktowana jest - innym słowem zależna - od wszechprzestrzennej lub wszędoprzestrzennej - natury Wszechświata. Azależnie, czy rozumianego osobno jako wszechprzestrzeń, czy jako wypełniającą tęż przestrzeń osobową i przeinteligentną Wszechistotę. Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, do ewentualnej dyskusji, że także ponadinteligentną - nie tylko prze~ . Ale. Tak więc: człowiek, istota energetyczna. Jak każdy inny byt, istniejący - jako się napisało - we Kosmosie. We Wszechprzestrzeni. W Polu Wszechenergii. W Mocy. I jak każdy połączony energetycznie ze każdym innym i ze wszystkimi innymi, osobowymi mniej lub bardziej i ze mniej lub bardziej inteligentnymi. Nici energii bowiem, że tak je nazwę, podążają bowiem jak światło: promieniami we wszystkich kierunkach. Z szybkością kto wie, czy nie większą niż prędkość owego. Prędkość światła jest największą we Wszechświecie? Nie da się szybciej? Na pewno? A czy któryś z fizyków zmierzył prędkość myśli? Wartość, z którą wynika ona z jednego umysłu i trafia do umysłu osoby drugiej? Istniejemy w Kosmosie. We Wszechświecie. Dzięki Kosmosowi, jakkolwiek go zdefiniujemy. Dzięki Wszechświatowi, czymkolwiek - i lub kimkolwiek - jest. W przestrzeni, o której Stanisław Lem napisał w jednej ze swych "Bajek robotów", że jej "(...) nikt nigdy nie opuścił i nie opuści (...)". Mając zarazem, co oczywiste, w swojej naturze cząstkę Źródła. Ponadistoty. Wszechbytu. Ową Iskrę, nazwaną żeńską wersją słowa "duch" - czyli duszą. Zależnym tylko i wyłącznie od osobowego Źródła Jego własną cząstką energii. Osobową, inteligentną i twórczą jak byt, od którego wyszła. Którego pochodną stanowi. Twierdzenie zatem o istotowym - duchowym - energetycznym - połączeniu jest ze wszech miar słuszne. Stanowiąc oczywistą podstawę do założenia istnienia telepatii i telekinezy. Istota wszechświatowa. Stworzona na obraz i podobieństwo. Tak fizyczne, jak duchowe - energetyczne. Ale... We Wszechświecie istnieją dwie stałe. Jedną jest zmiana, drugą - rozwój. Zatem faktycznie pora na reset. Dla dusz, które nie chcą się rozwijać, na odejście z tego świata lub na przejście do innego, równoległego, stworzonego i ograniczonego ich wyobrażeniami, pragnieniami i ograniczeniami. Dla dusz, które patrzą dalej, zatem i widzą więcej, analogicznie: na przejście do świata większych możliwości. Świata bardziej pozytywnego wyższej energii. Brzmi, że tak to ujmę, radykalnie? Ale czy Ten, Który Zakończył Swój Cykl Wcieleń, nie stwierdził, że każdemu stanie się według tego, czego chce? Bo czy osobiste chcenie nie wynika wprost z osobistej świadomości? Olsztyn, 19. Lipca 2026
  24. Dzisiaj
  25. Sprzedam szczęście mało używane po remoncie z przebiegiem niedużym lub na mało palące zamienię z wygodnymi fotelami do podróży na parkingach mocno porysowane lakierem nie musisz się przejmować ponieważ liczy się bogate wnętrze a zawsze można je też przemalować Z bólem duszy to szczęście sprzedaję lecz też z nadzieją że nikt nie kupi bo cicho liczę że jeszcze pojadę tam gdzie samo siebie polubi
  26. @viola arvensis ... lecz kiedyś nasze myśli jak klocki wymieszany zbudujemy wieżę już jej nie oddamy będziemy nią ona nami ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia
  27. Chyba Najjaśniejszy ;)
  1. Pokaż więcej elementów aktywności
×
×
  • Dodaj nową pozycję...