Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie

  1. Z ostatniej godziny
  2. @Charismafilos dziękuję za komentarz
  3. Magdalena

    nasza muzyka - org.fm

  4. hehehehe

    A kysz!

    Ej, z gór Arafat-smakosz syka: A kysz! Sok amstafa raróg zje
  5. Dzisiaj
  6. Marek.zak1

    Pożegnanie?

    @Wędrowiec.1984 Znam temat, trójka dzieci, kilka prac, też w weekendy, wakacje. Łatwo nie było. Pozdrawiam.
  7. @Marek.zak1Dziękuję Ci, Marku. Niestety moje życie przyspiesza coraz bardziej i nie ma zamiaru zwolnić. Mnie również bardzo szkoda. Może za kilka lat coś się zmieni, na co mam jeszcze jakaś cichutką nadzieję.
  8. Pięknie to napisałaś, spojrzenie, czy może odczucie z obu stron. Moja babcia mnie w dużej mierze wychowała i mam, oprócz wdzięczności, podobne wspomnienia. W naszym przypadku, kiedy urodziła się wnuczka, mieliśmy niewiele ponad 40 lat i wtedy jest inaczej. Taki tradycyjny off top z mojej strony. Pozdrawiam serdecznie. .
  9. Marek.zak1

    Pożegnanie?

    Szkoda, pisanie jest odskocznią od codziennej rutyny, jednocześnie ochroną przez toksynami realu, w tym przebodźcowaniem. Jesteś zdecydowanie jednym z najlepiej piszących, a twoje sonety, jak choćby ten o Tytaniku, były i są dla mnie wzorem, a Twoje wskazówki bardzo mi pomogły w początkach mojej przygody z poezją. Zrób sobie urlop i wracaj. Czekamy. Marek.
  10. @Gra-Budzi-ka , dziękuję :)
  11. - Jam bandyta, z drogi zmykać, Bo wypalę w łeb z kopyta! Każda panna za mną wzdycha, Frajer ujrzy, zaraz znika! Bije w ciemię każdą pałę, I kapusi srogo karzę! Na policję pluję, gardzę! Trzymam na dzielnicy władze! - Szacuneczek, chylę czoła... (baba trzyma papier, woła) - Synku, znaleźli smartfona, Potwierdź panom ich imiona!
  12. Magdalena

    nasza muzyka - org.fm

    Czy są tu ze mną Zdziry z pierwszej zwrotki?:)
  13. @Dekaos Dondi świetne!
  14. @Berenika97 ... nie trzeba wielu słów wystarczy patrzeć i widzieć babcia wczoraj wnuczka jutro a dziś dziś poczuć ciepło dłoni życie trwa ... póki krąży krew i jest piękne niezależnie od ... cud wielki dar ... Pozdrawiam serdecznie Miłego dnia
  15. Fajka Urodziłem się w Jeziornie-Papierni. Kiedy patrzę na fotografię z dzieciństwa, widzę małego chłopca z dużą głową, w kubraczku z kołnierzem. Zawsze byłem ostrożny i zdystansowany – to właśnie ten dystans pozwolił mi później przetrwać niejeden kryzys. Nasz dom nie był w tamtych czasach patologiczny, choć normą było, że dziecko dostawało po twarzy za odzywanie się przy stole. Matka i ojciec byli religijni. Nikt, kto zna mnie dzisiaj, by na to nie wpadł. Moje życie od początku podszyte było smutkiem. Ojciec zmagał się z traumą po samobójstwie własnej matki, więc w domu nie zawsze było wesoło. W szkole nie uczyłem się najlepiej, ale też nie najgorzej. Dbałem o fason. Co roku jeździłem z rodzicami i siostrą Katarzyną na letnisko w góry, gdzie bawiliśmy się z góralskimi dziećmi. Jeszcze w okresie szkolnym przenieśliśmy się do mazowieckiego miasteczka, położonego dalej od Warszawy. Tam wstąpiłem do harcerstwa. Przyjaciół za dużo nie miałem, raczej kolegów, ale nigdy nie przyznałem się do tego rodzinie. To właśnie przez harcerstwo, w szkole średniej i tuż przed maturą, runął mój dotychczasowy świat. Zgarnęli nas. Kiedy gestapo wkroczyło do domu, umierałem ze strachu, że w szufladzie biurka znajdą moją karykaturę Hitlera i rozstrzelają nas na miejscu. Tak się jednak nie stało – trafiliśmy do Oświęcimia. Do obozu wszedłem w jego początkach, jako niespełna osiemnastoletni, chudy, niewydarzony i niski chłopak. Byłem cichy i nieśmiały, ale nigdy nie pokazywałem tego po sobie. Trzymałem fason. Unosiłem wysoko ramiona i odsuwałem je od tułowia, żeby wydawać się szerszym i lepiej zbudowanym. W tym całym piekle okazało się, że wywieziono tam również moją wielką miłość – Irenkę, daleką kuzynkę. Przed wojną poszliśmy razem na lodowisko i zaczął przystawiać się do niej niemiecki żołnierz. Ja, niby taki spokojny, podciąłem mu nogę i zwiałem na łyżwach. To był mój pierwszy bohaterski czyn podyktowany miłością. Po wojnie los nas jednak rozdzielił – Irenka wyszła za saksofonistę. W obozie, by przeżyć, trzeba było czasem skorzystać z ludzkiej pomocy. Zaprzyjaźniłem się z Niemcem, Martinem, o którym po latach napisałem opowiadanie do szuflady pod tytułem „Fajka”. Pomagał mi, gdy kapo odwracał wzrok – razem wyławialiśmy zimą z rzeki kamienie i transportowaliśmy je. Bez niego nie dałbym rady. Czasem o życiu decydowały sekundy i szybkie decyzje. Gdy pewnego dnia podzielono nas na dwie grupy – silniejszych oraz słabeuszy – wykorzystałem nieuwagę strażnika i przebiegłem do tej pierwszej. Wtedy znowu zacząłem prężyć ramiona. I robiłem tak już do samego końca wojny. Po latach ludzie często pytali mnie, jakie było tam jedzenie. Przede wszystkim – było go dramatycznie mało. A że człowiek ciągle chodził głodny, smakowało absolutnie wszystko: gliniasty chleb razowy, marmolada z dodatkiem buraków i wodnista zupa z brukwi. W tym głodzie i chłodzie, stopniowo, z chłopca zacząłem przeistaczać się w mężczyznę. Z tamtego okresu noszę w sobie sytuację potworną, wręcz niewiarygodną. Do nas, pracujących, przyjechał esesman na motorze. Nie podobało mu się, jak pracujemy, więc zaczął nas po kolei, na oczach wszystkich, topić w rzece. Kiwał palcem, trzeba było podejść, a on przewracał więźnia szpadlem i przytrzymywał pod wodą. Słychać było tylko bulgotanie, a po jakimś czasie wszystko cichło. Kiedy przyszła moja kolej i znalazłem się w wodzie, zaczął zamierzać się na mnie. Za każdym razem, gdy próbował uderzyć, odruchowo odskakiwałem. Instynkt. Nie umiałem tak po prostu poddać się ciosowi. Gdy esesman zaczął się wściekać i przeklinać, nagle ktoś go odwołał. Podszedł jeszcze raz, popatrzył na mnie z obrzydzeniem, wyjął białą chusteczkę, przetarł buty, splunął na ziemię i odszedł. Innym razem, kiedy byłem chory, trafiłem na Josefa M. Pewnego dnia poddał mnie jakiejś procedurze medycznej, robiąc zastrzyk i dając do zrozumienia, że to już koniec. Ostatecznie nic mi po tym nie było, więc po latach domyślam się, że mogłem dostać wtedy zwykłe placebo. Długo jednak nie mogłem się po tym otrząsnąć, żyjąc w przekonaniu, że coś mi zrobił. Ten lęk nosiłem w sobie jeszcze długo po wojnie – bałem się, że w jakiś sposób zostałem skażony, że czymś zarażę moją żonę i zaszkodzę dzieciom. Co najbardziej uderzające, sposób bycia „doktora” zupełnie nie pasował do zbrodni, których się dopuszczał. Był uprzejmy, uśmiechnięty i potrafił przybrać maskę zatroskanego człowieka. Tak. Moje życie po wojnie było wyłącznie dziełem przypadku.
  16. @Alicja_Wysocka Dziękuję i wzajemnie.
  17. @Wędrowiec.1984 Ja tam sobie będę myślała, że zatęsknisz za pisaniem, że teraz jesteś na urlopie. Serdeczności i wszystkiego czego chcesz :)
  18. @Migrena Ale wszystko przed Tobą, któż to może wiedzieć, co Ci przyjdzie jeszcze do głowy i kiedy :)
  19. zjadacz znowu jojczy płacze zwłoki jakieś dziwne takie niezły obiad lecz od dzisiaj zobojętniał mu ten smaczek kiedyś plamy go kusiły tym odorem ślicznie słodkim teraz zerka jakoś smętnie niedojada gryzą troski skóra mięsko sztucznie zgniłe ciekawego nic nie strawię gdzie te pyszne dawne trzewia chyba siebie zjem niebawem rozmarzony siedzi w kącie chociaż członki bardziej liche nagle wstaje łypie żwawo podskakuje nawet z życiem idzie nowe inne danie chociaż obiad jest niecały bo od dzisiaj kremowanie człowiek w urnie usypany zjadacz strasznie wychudzony a ta nowość bardzo kusi wtem w przełyku popiół suchy ciało swoje wnet zakrztusił oddech prawie w nim zamiera aż bez zwłoki drgawek dostał zanim skonał chociaż wspomniał kiedyś to był smaczny rozkład
  20. @Berenika97 Zegara nie oszukasz. Lecz możesz udawać dziś, że wieczność to wy. Pozdrawiam
  21. @Berenika97 Nika:) to jest bardzo ciche pisanie o rzeczach największych o pamięci która nie znika nagle tylko przechodzi z jednego ciała do drugiego i z jednego zycia w drugie zostaje po tym wierszu (czytam go właśnie) bardzo jasne uczucie że czas zabiera powoli ale relacja potrafi na moment oddac wszystko z powrotem a w fizyce to będzie coś jak echa albo re-fazowania w układach falowych :) ale ktoś inny zna się akurat na fizyce milion razy bardziej niż ja:) cudowne i delikatne pisanie :)
  22. Witaj - Zrozumieć życia sens w samej jego istocie, - czasem jest trudno zrozumieć - ale lepiej dla człowieka by zrozumiał ten sens bo życie to nie bajka to czysta rzeczywistość naszego bytu - Pzdr.
  23. I. Wnuczka o babci. Siada przy oknie, zanim zadzwonię do drzwi. Słyszę, jak dostawia filiżankę. A potem - trzyma moją rękę, szuka pewności, że ktoś zapamięta jej imię. II. Babcia o wnuczce Jest przy mnie - jasna i pachnąca wiatrem. Jeszcze nie wie, że gubię się we własnej pamięci, i odpływam od brzegu z każdym zachodem słońca. I tylko przy niej pamiętam jeszcze swoje imię
  24. @Christine przyszedłem pod Twój komentarz jak kot - łapa za łapą. przyszedłem podziękować. Chrissy:) bardzo dziękuję:) nisko się kłaniam:)
  25. @lena2_ Bardzo dziękuję! Bardzo się cieszę, że to mini Ci się spodobało:)) Serdecznie pozdrawiam. :) @Leszek Piotr Laskowski Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)
  26. Berenika97

    Kropelki deszczu.

    @iwonaroma Bardzo dziękuję! Lubię haiku i przyrodę. :) Serdecznie pozdrawiam. :) @Poet Ka Bardzo dziękuję! To było niezwykle delikatne. :) Serdecznie pozdrawiam. :) @Alicja_Wysocka @jan_komułzykant @lena2_ @Michal Bardzo dziękuję! Serdecznie pozdrawiam. :)
  27. @Łukasz Jurczyk Dokładnie tak! Podobno Aleksander jak trochę otrzeźwiał kazał gasić pożar, ale było już za późno. :)
  1. Pokaż więcej elementów aktywności


×
×
  • Dodaj nową pozycję...