Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jak ojciec być dzielnym
Jak kochający syn być wiernym
Niczym duch nieskazitelnym
Nigdy nie tracąc nadziei
Będąc ufny tylko jednej wielkiej Idei
Idąc by być wciąż wielkim
Żyć by być prawie świętym

Tak łatwo zgubić los
A tak trudno odszukać Ją
Znak krzyża nic więcej
Nic więcej...

Nic co święte nie jest ci obce
Mrużysz oczy patrząc w słońce
Pytasz mnie co jest mi droższe
Miłość czy pieniądze?
Twierdzisz że miłość to zabójca
Krzyczysz że wiara to złodziej
Wybaczam Ci bo to nie twoja wina chłopcze

Tak łatwo zgubić los
A tak trudno odszukać Ją
Znak krzyża nic więcej
Nic więcej...

Ogień twego serca wciąż w mej głowie
Trzymasz mą dłoń próbując ożywić płomień
To nie twój błąd że cierpisz i przestałeś wierzyć
Spadłeś na dno i usłyszałeś spod spodu głos
To był on syn,duch i ojciec
Oni zawsze będą z Tobą
Kochając będziesz kochany chłopcze

Opublikowano

W tym sensie co piszesz to żeczywiście duch nie jest osobą. I dobrze, bo i w Bibli nic na to nie wskazuje jak tylko na czynną siłę bożą. To tak na marginesię co do tytułu to "święty" wskazuję raczej na osobę. A tobie raczej o to nie chodzi. Poza ty ciekawie. Pozdrawiam serdecznie.


Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

chodziło mi o przekaz tego że człowiek nigdy nie jest sam, że nawet mimo załamania i upadku dalej jest z nim Bóg, są sytuacjie gdzie człowiek drwi z boga i uczuć kompletnie omijając dogmaty wiary, ta piosenka jest napisana z perspektywy człowieka który stracił wszystko i błąka sie w życiu bez celu, są tacy ludzie których trzeba uświadczać w wierze

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...