Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Pomysł na tę opowieść zrodził się we mnie chyba dość dawno. Jak wiele z moich koncepcji ma szansę nigdy nie zaistnieć w realnym świecie. Przynajmniej jeden pewnik wśród wielkiej niewiadomej.
Dotychczas nie osiągnęłam niczego szczególnego, uwzględniając kryteria współczesnego świata i oczekiwań społeczności, wśród której egzystuję. Egzystencja - tak, to idealne określenie.
Nigdy nie miałam stałej pracy, zakładając, że coś takiego istnieje. Od pięciu lat uprawiam mało satysfakcjonującą profesję, zarówno pod względem charakteru pracy jak i korzyści czysto ekonomicznych. Jestem kasjerką w lunaparku. Każdego sezonu postanawiam rzucić tę pracę i oddać się jakiemuś pasjonującemu i popłatnemu zajęciu. Mija zima, a ja powracam z siłą bumerangu na stare stanowisko. Sprzedaję karty magnetyczne, przeliczam mnóstwo forsy (nie mojej niestety), w przerwach pacyfikując upierdliwych klientów. Często popadam w depresję. Opracowałam juz nawet program "wychodzenia z...". Muszę przyznać, że bardzo skuteczny, a samo wyobrażenie sobie poniższej sytuacji stawia mnie na nogi, reguluje cisnienie krwi i daje poczucie niespożytej siły.
- Gdzie moje punkty, złodzieje!
- W dupie, proszę pana - odpowiadam, żując gumę. Robię wielkiego balona i strzelam klientowi przed samym nosem.- Coo?! Kto jest pani przełożonym? Już pani tu nie pracuje!
- Naprawdę? Obiecanki, cacanki..
Klient toczy pianę. Serwuję uśmiech nr 5 i szczerzę zęby. Zatrzaskuję kasowe okienko i wychodzę na zewnątrz, Posyłam delikwentowi jeszcze jeden błazeński uśmieszek, tocząc w powietrzu kółeczka pękiem kluczy, zawieszonym na palcu.
- Trzymam pana za słowo. Nie lubię obietnic bez pokrycia - wybucham głośnym śmiechem, widząc jego zaczerwienioną twarz. Wygląda jak indiański przywódca.
Odchodzę tanecznym krokiem zostawiając go z otwartą gębą.

Po każdej takiej sesji terapeutycznej czuję się wprost rewelacyjnie. Nie ponoszę też żadnych kosztów finansowych. Kiedys korzystałam z usług terapeuty. Był naprawdę świetny i bardzo drogi. Prawdziwy profesjonalista. Urzędował wraz z ogromnym, pluszowym tygrysem. Zapewne tworzyli cichą spółkę. Tak przypuszczam. Zresztą.. nie znam się na prawie handlowym. Z owych spotkań najbardziej zapadły mi w pamięć dwa stare fotele z drewnianymi oparciami, sfatygowany stolik, pykajacy ekspres do kawy i pokaźnych rozmiarów biurko stwarzające bezpieczną odległość pomiedzy mną a drapieżnym pluszakiem.
Ułozyłam nawet wiersz na cześć mojego wybawiciela. Zaczyna się mniej więcej tak:
"O terapeuto! Na miły Bóg,
dlaczego powalasz mnie z nóg?[..]"
Czytelnik zapewne wybaczy mi, iz poprzestanę na dwóch wersach. Są takie wymowne i.. powalające, ehm.. rzucające na kolana.

*

Wiem, że nie jestem uczciwa wobec mojego pracodawcy. Na dzień dzisiejszy i w obecnym stanie świadomości, jedyną słuszna rzeczą, jaką powinnam uczynić jest wręczenie wypowiedzenia. Nie robię tego jednak z bliżej niewyjaśnionych powodów. Może to stach? Przed samą sobą.
Nie lubię tej pracy. Tkwienie od rana do wieczora w ciasnej, obrzydliwej budzie doprowadza mnie do szewskiej pasji. W deszczowe dni, gdy na terenie lunaparku kręci sie zaledwie kilku nawiedzonych osobników, którym nie straszne oblepione, mokre siedzenia karuzel i kapiący smar, czy nieprzeciętnie zimny wiatr, smagający ich opalone facjaty - mam przynajmniej spokój. Regularnie zaopatruję się w odpowiednią lekturę z osiedlowej biblioteki. Nadrabiam zaległości. Śmiem twierdzić, iż jest to jedyna pozytywna strona mojej pracy. Mogę czytać przy świetle dziennym. Wieczorami bywa już gorzej. Myślałam, że zawsze będę młoda i do końca swoich dni pozostanę właścicielką doskonałego wzroku. Tymczasem ze zdumieniem stwierdzam, że oko juz nie tak bystre, a ostry snop światła padajacego na drukarską czcionkę raczej ją rozmywa niż uwydatnia. Przecieram powieki i przewracam się na drugi bok. Zdania falują i stapiają się, tworząc nieregularne plamy. Zaczynam łzawić. Zamykam książkę i chowam się pod kołdrę. Nie ma mnie. Jasna cholera!

*

Mam nadzieje, że moja matka nie zdaje sobie sprawy, jak wielką ma władzę nad moim życiem. Staram się jak mogę, by utwierdzić ją w przekonaniu o moim indywidualiźmie, pewności siebie i emocjonalnej niezależności. W rzeczywistości przypominam raczej małego, wściekłego ratlerka, szczekającego zajadle przy każdej próbie dominacji. Podniosę łapę i zaznaczę terytorium. Może mama kupi mi kaganiec? Poproszę skórzany. Nie kaleczy pyska.
- Czy ty już całkiem oszalałaś?!
- Robisz z rzeczy normalnych aferę..
- Wszyscy oszaleliście!
Ciekawe, kogo ma na myśli? Czyżby odkryła moich wewnętrznych sprzymierzeńców? Co prawda prowadzę z nimi niewinne pogawędki, staram się jednak zachować całkowitą konspirację.

*

Uwielbiam pracę w polu. Jakis czas temu wróciłam z północy Niemiec i jakoś nie mogę sobie miejsca znaleźć. Trapi mnie dziwne poczucie, że marnuję czas i pieniądze, egzystując bez celu w ukochanej Ojczyźnie. Nieodwzajemnione uczucie rujnuje moje poczucie własnej wartości.
W Niemczech pracowaliśmy po kilkanaście godzin na dobę. Podczas półgodzinnej przerwy na śniadanie miło było rozłozyć się na mięciutkiej murawie, pałaszować kanapki szykowane w pośpiechu nad ranem i popijać najtańszą podróbą coca-coli. W żarcie zaopatrywaliśmy się w sklepie o podejrzanie swojsko brzmiącej nazwie "Lidl". Chyba gdzieś to już słyszałam.
Odkryłam niesamowitą rzecz. Moje włosy zrobiły się tak gęste, że samą mnie to zdumiewa. Rosną prawie tak szybko, jak sałata, którą przykrywalismy folią tuż po "wyszprycowaniu" jej przez uroczego motylka. Mechaniczny owadzik rozpościerał skrzydełka i mknął wzdłuż pola skraplając je życiodajnym płynem. Zachwycające. Z polnych żyjątek, napędzanych siłą mechanicznych koni na uwagę zasługuje też haczka. Wehikuł ten, a raczej zwykły traktor z odpowiednim osprzętem kręcił esy i floresy, wyrywając spomiędzy grządek chwasty. No proszę! Czyściutko i schludnie. Miło popatrzeć.
Trochę bolą nogi. Nic w tym dziwnego - niektóre pola osiągają długość prawie kilometra, że o szerokości juz nie wspomnę. Lepsze jednak to, niż duszna, zamknięta kasa, upierdliwi klienci i pobory wysokości kilkudniowej jałmużny.
- Grupa Mariana! Za pięć minut w busie!
Wskakuję w gumiaki. Dopijam kawę i wybiegam z hotelu.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena  Dobry wiersz. Pozdrawiam.    
    • @KOBIETA  Wieża Eiffela to matematyczna ekspresja miłości, wygrywa siłą ducha, toczy się pomiędzy kochankami, jak błyskawica. Pozdrawiam serdecznie :)
    • Tam gdzie milczące aniołów posągi, Obejmują spojrzeniem swym dumnym, Rozległe panoramy miast średniowiecznych, Spoglądając wymownie ku horyzontowi,   Tam gdzie przecudne aniołów twarze, Wykute w drewnie, piaskowcu, marmurze, Niekiedy szczerym złotem pokryte, Niekiedy miejscami nadkruszone…   Nad krajami Grupy Wyszehradzkiej, Niosą się niesłyszalne szepty anielskie, Rozbudzając nasze uśpione emocje, Czule dotykając naszych serc,   A każdy taki anielski szept, Dla wielowiekowych tradycji jest hołdem, Przez niezliczone hufce niebiańskie, Z nabożnością złożonym ufnie…   Gdy w samym sercu Europy, Ludzie z dziada pradziada pobożni, pracowici, Składając wieczorami ręce do modlitwy, Ofiarowują Bogu ufnie trudy codziennych dni   W czterech krajów zacisznych zakątkach, Gdzie z każdego kąta spogląda historia, Da się posłyszeć i szept anioła, Mówiący o tym co zatarł czas.   W sercu Europy cztery dumne narody, Wierne pozostając swych ojców tradycji, Dla świata całego przykładem są wymownym, Szacunku do ojczystych korzeni,   Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, Dumni, szlachetni, niezłomni, Przez dziesięciolecia sowietyzacji się oparli, Przykładem dziś będąc dla całej ludzkości…   Dziś gdy w mroku globalnego bezprawia, Tli się Grupy Wyszehradzkiej idea, Niczym z jednego złoconego świecznika Czterech świec płomieni jasny blask,   Niegasnącemu zacieśnianiu więzi, Pomiędzy czterema bliskimi sobie narodami, W cieniu wielowiekowej pobożności, Z niebios błogosławią dziś anioły…   I od piaszczystych plaż Pomorza, Poprzez tonące w chmurach szczyty Tatr, Przez zabytkowe rynki czeskich miast, Po urokliwe kawiarnie w budapesztańskich zaułkach,   W każdym z krajów Grupy Wyszehradzkiej, Pośród zwyczajnej codzienności szarej, Szepty anielskie da się posłyszeć, Wlewające w serca otuchę…   Gdy w starych drewnianych kościołach Podlasia, Przesuwają rozmodlone staruszki paciorki różańca, Wyszeptując cicho modlitw swych słowa, Wypraszając swym rodzinom obfitych łask,   Bacznie przysłuchujące im się anioły, Gdy mrok ziemię otuli, Zanoszą je wszystkie przed tron Boży, By wysłuchania i spełnienia doczekały…   Gdy pośród licznych mazowieckich wiosek, Gdzie od lat wciąż niezmiennie Przeszłość z przyszłością nierozerwalnie splecione, Wyznaczają kolejnych dni bieg,   Stare pobożne gospodynie, Swych prababek zwyczajem, Starannie naostrzonym nożem, Czynią znak Krzyża na chlebie,   Także identyczny Krzyża znak, W blasku jasnego poranka, Kreśli niewidzialna dłoń anioła, Błogosławiąc wierne Bogu domostwa,   By codzienny prosty posiłek, Okraszony anielskim błogosławieństwem, Smakował niczym dania najwyszukańsze, Na niejednym królewskim dworze…   Gdy o poranku krakowskie kwiaciarki, Zaplatając kolejne bukietów wiązanki, Wymieniają między sobą uprzejmości, Często przyodziane w ciepłe uśmiechy,   Pośród trzepotu gołębich skrzydeł, Gdy w skupieniu wsłuchamy się w ciszę, Da się czasem słyszeć anielski śmiech, Strun naszej wrażliwości dotykający czule.   A gdy z wieży gotyckiego Kościoła, Pośród gwaru Starego Miasta, Ku wszystkim czterem stronom świata, Hejnału Mariackiego niesie się melodia,   Czasem i podniebne anioły, Pod nieboskłonem skrzydła rozpostarłszy, W skupieniu wsłuchają się w jej dźwięki, Skrycie roniąc niewidzialne swe łzy…   Gdy w skupieniu prascy zegarmistrzowie, Z pieczołowitością reperują zegary stare, Od lat niezmiennie całe swe serce, Wkładając z czcią w codzienną pracę,   Niekiedy niewidzialne anioły, Uważnie przypatrując się ich pracy, Zamyślone oddają się refleksji, Nad dziejami całej ludzkości.   Gdy czasem stary siwowłosy Czech, Przytykając do ust złocistego piwa kufel Z rozrzewnieniem rozmarzy się tęsknie, Wspominając lata swe młode,   Niekiedy niewidzialny anioł, Kładąc na ramieniu jego swą dłoń, Poruszony jego tęsknotą, Zanuci mu do ucha pieśń swą anielską…   Gdy w cieniu słowackich Tatr, Na wiejskich zacisznych plebaniach, Przy drewnianych kościołach i cerkwiach, Gdzie dawno temu zatrzymał się czas,   Oddani Bogu słowaccy księża, Biorąc wieczorami do ręki brewiarz, Z nabożnością czyniąc znak Krzyża, Składając wieczorami ręce do pacierza,   O pomyślność narodu słowackiego, Przodków swych powierzone im dziedzictwo, W ciszy i w skupieniu się modlą, Okraszając swe modlitwy niejedną łzą,   Zasłuchane w nie za oknami anioły, Gorące z oczu ich łzy, Nanizują na złote swe nici, Niczym kryształowych różańców paciorki,   By na szczycie Krywania, Gdy rozproszy mroki nocy świtu blask, Przed obliczem samego Boga, Ofiarować Mu je niczym najwyszukańszy dar…   Gdy wraz z złotego słońca wschodem, Starzy słowaccy górale, Wypasając bladym świtem liczne stada owiec, Snują gawędy swe barwne,   Niekiedy anioł świetlisty, Choć ludzkim okiem niewidzialny, Na porośniętym mchem głazie polnym, Przysiądzie w zadumie w nie zasłuchany…   Gdy węgierscy uliczni muzycy, Przytykając do ust złote saksofony, Delikatnymi ruchami dłoni, Najcudowniejsze wyczarowują z nich dźwięki,   Niekiedy zasłuchane w nie anioły, Przystanąwszy na rogach ulic, Pięknem ich poruszone do głębi Niebiańskie do nich nucą swe piosnki.   Gdy dostojne węgierskie damy, Gotyckich katedr przekraczają progi, By do mosiężnych skarbon kościelnych Z oddaniem wrzucić hojne swe datki,   Czasem wsłuchując się w siebie, Przed bogato zdobionym ołtarzem, Posłyszą jakby anioła szept, Chwalący dobre ich serce…   Wypraszajcie anioły niebiańskie, Łask obfitych narodom Grupy Wyszehradzkiej, By zawsze odznaczały się odwagą i męstwem, Do wielowiekowych tradycji przywiązaniem,   By wielowiekowe pradziadów dziedzictwo, Cenniejszym im było niż całego świata złoto, Zawsze więcej dla nich znaczyło, Niż złudna pogoń za nowoczesnością,   By w godzinie próby nieubłaganej, Gdy wicher historii zawieje, Zakulisowym knowaniom nie dali się zwieść, Dumni Polak, Czech, Słowak i Węgier.   By w milionów ludzi sercach, Ten sam płonął nieugaszony żar Co na dawnych bitew polach, Co w narodowowyzwoleńczych powstaniach,   By na współczesności bezdrożach Także i dziś drogowskazem im była Prastara odwieczna ta prawda, Niegdyś na kartach kronik spisana,   Iż poszanowaniem historii i ducha niezłomnością, Wierne Bogu narody wciąż trwają, Gdy inne stopniowo wymierając, Z biegiem wieków obracają się w proch,   By Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, Zawsze honorowi, lojalni i solidarni, Jak bracia pozostali sobie wierni, Co w jednym domu byli wychowani…   Wiersz opublikowany w dniu 15 lutego w międzynarodowy dzień Grupy Wyszehradzkiej.     Idea zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej zawsze zajmowała szczególnie ważne miejsce w moim światopoglądzie… Z czasem jednak zacząłem zastanawiać się czy nie byłoby dobrym pomysłem spróbować włożyć w tę ideę pierwiastek duchowy...  I tak narodził się pomysł tego wiersza...       Wiersz ten jest próbą włożenia pierwiastka duchowego (motywu opiekuńczego anioła) w ideę zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej.      

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Anioł Stróż autorstwa Romana Stańczaka w Parku Rzeźby na Bródnie w Warszawie.     Anioł na kandelabrze przed frontem audytorium muzycznego Rudolfinum w Pradze.     Rzeźba św. Michała Archanioła w niszy barokowego mostu przy Bramie Michała Archanioła w Bratysławie.     Posąg Archanioła Gabriela na Placu Bohaterów w Budapeszcie.
    • @Berenika97 Dziękuję Ci z całego serca!...  Pozdrawiam Najserdeczniej!!!
    • Meta, leżeli ileże latem?    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...