Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

kropelka co-dnia czułości
nam
trud
kropli co-dnia czułości
w cud ognia roznieci sopli złości wytrwałość
trza jedynie umieć być
i
chcieć ucha ducha przyłożyć do serca tęsknotek
a
małość
gazem spłynie
poza razem uleci płotek




w pularysiku dbałości
Żonie
jako
nadziei grosze
Twoje w nocy
proszę
otul chłód naszej miłości
po serca zakamarkach noszę




Tęsknoty ściele
Żonie
Księżyc
zza chmury błyskiem
to
znowu - syc - cieniem
liże
swoje natury leże - poletek września świeże negliże
i
pełni pyskiem moje ciało
gdy
tęsknieniem
przy twym nieobecnym ciele
gołe karlało



przezsenne wyznanie wiosenne
Żonie

smutku Twojego kłębuszek
we mnie wtulony
nie uzbrojony w nagości o mojego okruszek
czule tulę
do radości skutku

Opublikowano

... to są 4 (cztery) różne ... jak mi się już skopiowały razem - to (uznając ten fakt za znak - choć nie wiem czego), to i tak zostawiłem ... patrząc więc na każdy oddzielnie - po prostu nie ma z czego skracać (według mnie) ... natomiast - umieszczając je w swoim zbiorku na jednej stronie, sugerowałem (pewnie nieświadomie) ewentualnemu Czytelnikowi, iż w istocie tworzą one jakąś całość ....
(przy okazji - mam problem techniczny, bo "piszę" w trybie wyśrodkowania - a tutaj mi kopiuje do lewej .... więc próbuję na oko "centrować" ... z kiepskim efektem - może Ktoś zna rozwiązanie ?)

Opublikowano

Lilianna Szymochnik
Dzięki za radę ... jakkolwiek, czuję się niezręcznie dodając swoje do ulubionych .... chociaż z drugiej strony - przyznaję, iż zacząłem sobie coś "popisywać" również i z tego względu, że bardzo wielu utworów innych ludzi po prostu nie rozumiałem (i to mi pozostało) - no, ale za to mnie to już chyba nikt nie rozumie (powtarzam pogląd swojego brata) ...
prosiłem także o wskazanie możliwości formatowania wklejonego tekstu - jeżeli takowa jest ... Pozdrawiam

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...