slawomir_zeromski Opublikowano 10 Września 2007 Autor Zgłoś Opublikowano 10 Września 2007 Moja praca w liceum jest fajna. Dzieciaki, ładne studentki na praktykach, kawa z Agnieszką w przerwie obiadowej – to daje zapełnienie czasu i radość samospełnienia. Do tego jeszcze zgrabna żona, chętna baraszkować w łóżku od świtu do wieczora. Karolina – to moja dziewczyna, „żona” - tak się dziś mówi nawet na partnerki, kto dziś wierzy w małżeństwo? Eh... Karolinę poznałem na ulicy, wpadłem na nią wychodząc z kina – grali akurat jedną z tych romantycznych komedii które wcześniej powstały jako książki. Nawet tytułu się nie zapamiętuje, lecz zabawa jest zawsze przednia. Dobry biznes, nie ma co! Kiedy wychodziłem z kina zauważyłem Karolinę. Szła z koleżankami śmiejąc się rozkosznie. Zauroczyła mnie. Zielone oczy, kruczoczarne włosy, długie i kręcone w zalotne loki. Usta szerokie, skore do śmiechu. Nosek delikatnie wyrzeźbiony, malutki, och – jak ślicznie malutki! Podszedłem i zapytałem się : „Przepraszam, czy wiesz może która jest godzina?” Na co ona: „Jak to to nie wiesz ile trwał film, o której się zaczął – śmiała się – popatrz na plakat to się dowiesz...” a do tego jej koleżanka dorzuciła : „chyba że ktoś zamazał markerem... Ha, ha” – a ja poczułem się głupio, więc zrobiłem jedno z tych proszących i nieśmiało pytających spojrzeń i... poskutkowało! Karolina odrzekła: „Ach, zegarek zostawiłam w domu, jeśli masz ochotę to chodź ze mną do domu a tam ci powiem, która godzina...” Kiwnęła zalotnie główką, zmrużyła oczy. Koleżanki na szczęście po wyjściu z kina ulotniły się a my pozostaliśmy wreszcie sami... wieczorny spacer zimowego lecz ciepłego stycznia był romantyczny jak wiersze Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Lubię poezję. Zwłaszcza wiersz „Skowronek” Norwida trafia w mój czytelniczy gust. No i Miłosz. Wracając do Karoliny – spacerowaliśmy a nasze dłonie niby przypadkowo delikatnie się zderzały. Iskrzyło od początku! Skakaliśmy między kałużami brudząc rozkosznie buty. Była ubrana spódniczkę, która uwydatniała kobiece kształty (zastanawiałem się, czy nie lepiej byłoby gdybym szedł za nią śledząc ją...) Tak wyglądało moje pierwsze spotkanie z Karoliną. Poza spotykaniem się z nią mój czas poświęcałem uczeniu w liceum języka angielskiego. Była to ciekawa praca chodź pod względem finansowym leżała na całej linii. Ale za to miałem jakieś zajęcie. Pewnego dnia gdy wymęczony wracałem do domu w klatce schodowej zobaczyłem ogłoszenie: „Interesuje Cię medytacja? Chcesz poznać buddyzm? Zapisz się już dzisiaj (...). Zainteresowało to mnie i postanowiłem poznać medytację buddyjską. Mnich był w porzo. Uśmiechnięty od ucha do ucha. I miał ładny płaszcz. Czerwony - zupełnie jakby był męczennikiem... Ostatecznie nie nauczyłem się medytacji bo się ohajtałem z Karoliną. Narobiłem dzieci! YEAH
Piter Noise Opublikowano 12 Września 2007 Zgłoś Opublikowano 12 Września 2007 za dużo błędów ;( po za tym tekst dobry ... tylko te błędy sprawiają że się źle czyta..
Rekomendowane odpowiedzi
Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto
Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.
Zarejestruj nowe konto
Załóż nowe konto. To bardzo proste!
Zarejestruj sięZaloguj się
Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.
Zaloguj się