Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

jest czas gdy jaskółki opuszczają zakola
odmieniając swobodne loty świergot krzykiem
myśli rozdziera od zachodu chłodnieją
oddechy uchwycone ostatkiem woli

a ty podnosisz oczy

jest ta chwila gdy horyzont czerwienią przelewa
smugi w dal jak w zatoki czasu
są sekundy gdy niebo łączy się z ziemią
by smakować materii w tańcu substytutów obrazu

a ty myśli zbierasz, swobodne

i znów snujesz w sobie pragnienia zabarwione
znajomym poznaniem które krótko rozkwita
i zgaśnie na krótko w umyśle są chwile
jest czas

a ty się uśmiechasz

Opublikowano

Mam prośbę o wytłumaczenie tego wersu:

- "a ty podnosisz oczy" (bo nie wiem, czy z ziemi, czy z chodnika)

i jeszcze tego:

"świergot krzykiem myśli rozdziera" (bo nie mam pojęcia, jak świergot krzyczy)

a potem:

- "swobodne loty" ( kogo? czego? - jaskółek, tak?)

- "oddechy uchwycone ostatkiem woli" ( ile tych oddechów chwyta jedna wola?)

- 2 strofy zupełnie nie rozumiem skąd po co i dlaczego takie słowa są zestawione i czy to jest poezja, czy tylko przesada w stosowaniu jak największych udziwnień, żeby poezje udawało?

- 3 strofa zawiera w sobie zbyt dużo ruchu i strasznie się pogubiłem, co się snuje, co błyska, co gaśnie, co rozkwita

- czy pani wie, co to jest przerzutnia, czy tak po prostu wyszło?

z góry dziękuje :)

Opublikowano

Z przykrością stwierdzam, że ja też niewiele z tego rozumiem. Wiersz nie przywodzi mi na myśl żadnych konkretnych sytuacji ani obrazów (poza jaskółkami i zachodem słońca, które same w sobie nic oczywiście nie znaczą). Moim zdaniem jest przegadany, trzeba wyrzucić niepotrzebne wyrazy, które zaciemniają sens, zamiast go rozjaśniać.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




Widzę, że pan utytułowany oyey równie mocno się stara
a i komenrzat wyszedł mu znacznie mniej biologiczny... :)

Jak pan słusznie zauważył uwielbiam dopełnienia, można je dopełniać w nieskończoność,
pozwala na to struktura języka ;)

Tam są subsytuty obrazu, nie obrazów,
obrazy wiesza się w ramkach na ścianie, oyey
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




M.Krzywak,
z przyjemnością spełnię Pana prośbę

- tak po prostu wyszło :)
- jezeli zechce Pan wyjaśnić, co rozumie przez "udawanie poezji" to chętnie odpowiem
- ostatkiem woli chwyta się dwa oddechy: pierwszy własnie teraz, a potem juz tylko jeden - dziwi mnie, że Pan tego nie wie
- nad świergotem jeszcze pomyślę

Co zas się tyczy pierwszego pytania z chodnika można podnieść w najlepszym przypadku płytę.
Nigdy nie podnosił Pan oczu? Mam nadzieję, nie z powodu jekiejś przykrej dolegliwości. Dla wyjaśnienia podsunę kilka przykładów, na początek z poezja.org

"Podniosła oczy. Tam. w łunach zachodu,
Stolica gore i kipi jak morze..."
- Maria Konopnicka, "Czy zginie?"
http://www.poezja.org/index.php?akcja=wierszeznanych&ude=4848

albo

"On zaś podniósł oczy na swoich uczniów i mówił..."
Łk6:20

Nie wiem, który bardziej Panu odpowiada :))

Proszę bardzo
i dzięki za cenne uwagi :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • podnoszę z ziemi  krągłą butelkę coca coli    nie miałem z tobą  żadnego uniesienia  już od roku    lody puściły  jestem na medal nie słodzę       
    • @piąteprzezdziesiąteDziękuję :)
    • @piąteprzezdziesiąte Twoja wypowiedź to już prawie wiersz ;) dziękuję, zawłaszcza to z synestezją mi się spodobało - dokształciłem się ;)
    • Jeże się jeżą. A pan? Ja też się jeżę. Popatrzyła i odparła: nie wierzę.   Od kiedy patrzę — włos się we mnie jeży, jak gdyby tłum jeży ulicą bieży.   Od kiedy tor w Jeżowie już leży, w Makowie pozbyli się jeży.   Skróci się teraz kolejka do Maka w Makowie…   Od kiedy stacja powstała w Jeżowie, jeże mają tam stania zakaz.   Stoją teraz na straży dwa jeże, którym nie chciało się jeżyć do Maka.
    • Irenka z Rzekunia    Pochodzę z biednych, ale głęboko religijnych Kurpiów, z okolic Rzekunia. Było nas czworo w domu: ja, moja młodsza siostra Danka oraz dwóch braci – Mietek i Jerzyk. Nasz najstarszy brat, Irek, wpadł pod pociąg i zmarł w dzieciństwie. To po nim dostałam imię Irenka. Matka na starość uciekała z domu i próbowała dojść na piechotę pod Ostrołękę. Miała samotne życie oraz trudny i nieprzyjemny charakter. Taka była Bronka. Nic dodać, nic ująć.   Mietek był światowcem i ulubieńcem rodziców. Ukończył dobre studia na kierunku elektryka, realizował poważne projekty na szeroką skalę i ostatecznie wyjechał do Stanów, by pracować dla Forda.   Z kolei Jerzyk słuchał matki i chciał przejąć rodzinne włości. Kiedy jednak zakochał się w dziewczynie, matka nie poparła tego związku. Jerzyk podupadł. Gdy zabroniła mu dostarczania obowiązkowych dostaw dla komunistów ("nie ma mowy, nie jesteśmy chłopami, nie płaciliśmy nikomu danin"), kilkukrotnie został przez nich dotkliwie pobity. Była to kropla, która przelała czarę goryczy. Nie chcę rozwijać tego wątku zbyt głęboko, by nie wyrządzić sobie szkody. Lata pięćdziesiąte bis mamy także dzisiaj.   W trudnych czasach ratowało nas to, że z Danusią byłyśmy ze sobą bardzo blisko. Razem poszłyśmy do Studium Nauczycielskiego. Ja skończyłam historię, a Danka nauczanie początkowe. Życie umilały nam słodycze, bo tata, który był kolejarzem, miał dużo kartek na  wyroby czekoladowe, więc kupował nam kruszony blok.   Tak przetrwałam okres okołowojenny i założyłam rodzinę z Jerzym. Jeździliśmy od miasta do miasta na Warmii i Mazurach, walcząc jako nauczyciele z analfabetyzmem. Życie było wtedy niezwykle ciężkie. Wynajmowaliśmy izby w wiejskich chatach, początkowo bez elektryfikacji i bieżącej wody. Uczyliśmy tak, jak to pokazywano na dawnych filmach – wbrew temu, co twierdzą niektórzy zagorzali konserwatyści, nie wszystko było wtedy kłamstwem.   To były czasy naszej młodości. Chodziliśmy na ryby, jeździliśmy na motorach, a Jurek w plenerze szkicował. Z rana zabieraliśmy termos z kawą zbożową, kanapki z jajecznicą i ruszaliśmy w drogę. Dla niektórych to były znienawidzone lata pięćdziesiąte i jest w tym sporo racji, ale po co po raz kolejny lać wodę na młyn?
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...