Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaraz po przebudzeniu wstaję i podchodzę do okna, żeby zdołować się ohydnym widokiem okolicy, którą i tej nocy nie rozpieprzyła żadna jebana bomba. Tym razem doznałam istnego szoku patrząc na białe gówno, którego było wszędzie pełno. Jakieś bachory idące do szkoły piszczały jak wściekłe ciesząc się z pierdolonego śniegu, którego ja nienawidzę. Ogarnęła mnie tak wielka złość, że zacisnęłam pięści, aż stały się białe. Nerwowo zaciągnęłam rolety i cisnęłam jakąś cukierkową maskotką, do dupy niepodobną, którą sprezentował mi w ramach przeprosin Paweł, dołączając wiąchę róż. Miałam przynajmniej zajęcie na cały wieczór, bawiąc się obrywaniem płatków, w których utonął mój pokój.
W pomiętej pościeli znalazłam szlafrok od Issey Mijake i założyłam go na moje nagie, idealnie jędrne i gładkie ciało. Włosy związałam plecioną frotką z Nici, wygrzebałam spod łóżka moje kapcie z Deichmana i podreptałam do łazienki. Najpierw zabrałam się do szczotkowania zębów szczoteczkę elektryczną Oral B i pastą Blend-a-Med. Nie wiem dlaczego znowu to zrobiłam, ale wpakowałam sobie do ust pół opakowania pasty i połknęłam ją, następnie wypiłam połowę płynu do płukania jamy ustnej. Umyłam twarz bardzo starannie i nasmarowałam ją bardzo starannie kremem nawilżającym Gurlain Issima Hydramythic Hydratation Jeunesse IP15 za dwieście dziesięć złotych. Krem ten jest rewelacyjny: daje uczucie natychmiastowego nawilżenia (utrzymujące się przez dziesięć godzin), rozjaśnia i relaksuje skórę, która odzyskuje jędrność, znikają przebarwienia. Ponadto cudownie pachnie i doskonale się wchłania. Po zastosowaniu kremu sięgnęłam po kolejne kosmetyki z linii Guerlain, by zrobić sobie makijaż.
Z łazienki podreptałam do kuchni, gdzie buszował już zaaferowana Oliwia. Mamrotała coś pod nosem i wyglądała na wnerwioną.
-Cześć.- rzuciłam wesoło sięgając po pilot od telewizora.
-Cześć. Widziałaś co jest za oknem?- mruknęła nalewając jednocześnie wody do bezprzewodowego czajnika Tefal za trzysta złotych.
-Masz na myśli to białe gówno?- podjęłam przełączając kolejne kanały.
-A co innego? Zima mnie wkurwia. A gdy jeszcze pomyślę o Świętach to dostaję białej gorączki.
-Starzy pewnie będą chcieli, żebym przyjechała do domu.- mruknęłam z rozpaczą.
-Przesrane. Moi mają mnie w nosie.
-To ja nigdzie nie jadę! Pewnie musiałabym się tłuc pociągiem, bo nie powiem im, że kupiłam sobie takie auto...
-To ściemnij, że ja ci pożyczyłam.- wzruszyła ramionami.
-No, można i tak. Kurwa, nic nie ma w tej telewizji.
-To wyłącz to pudło.
-Już to zrobiłam.
Rozległo się przenikliwe piknięcie. Zagotowała się woda.
-Zalałam ci herbatę.- oznajmiła Oliwia.
-Dzięki.
Poszłam za ladę, żeby sięgnąć sobie coś na śniadanie, chociaż pasta była dość sycąca. Właśnie mi się odbiło i aromat mięty wymknął się z moich ust. Wzdrygnęłam się. Otworzyłam drzwi lodówki i sięgnęłam mleko w kartonie. Następnie wyjęłam z szafki pudełko płatków zbożowych z kawałkami owoców. Rozsypałam porcje do dwóch misek i zalałam mlekiem. Jadłyśmy siedząc na taboretach przy blacie. Teraz Oliwia bawiła się w pstrykanie pilotem. Chrupałyśmy ze smakiem płatki, a na deser wmiotłyśmy kilogram bananów, popijając wszystko herbatką z kawałków owoców: jabłka, gruszki, aronii...
Potem każda z nas poszła do swojego pokoju, by założyć na siebie jakiś ciuch. Za pół godziny zaczynał się poranny wykład. Zajęcia dzisiaj trwają do 15:10. Robi mi się słabo na myśl, jak ja tam wysiedzę. Po zajęciach idziemy z Oliwią na basen, potem do sauny i solarium. Jeżeli dobrze pamiętam na 19. jesteśmy umówione z Adamem.
Jedziemy do szkoły moim autem. Oliwia rozparła się wygodnie na siedzeniu i gapi się w szklany dach. Ma słuchawki od discmana w uszach i mruczy pod nosem słowa jakiejś piosenki klepiąc się po kolanach w jej rytm. Ma na sobie czerwoną, puchową, krótką kurtkę od Yumi Katsura. Spod niej wystaje sweter, również czerwony od Krizii. Założyła spódniczkę na długość przed kolana, lekko postrzępioną u dołu i z potrójnym plisem od Arcadiusa, pończochy od Calvina Kleina i kozaczki na płaskim spodzie, obszyte futerkiem z Ryłko.
Ja mam na sobie dżinsowe biodrówki od Armaniego, biały golf z włóczki, idealnie dopasowany od Ralfa Laurena, długi, czarny kożuch z kapturem podszyty szynszylami od Ewy Mingue i krótkie kozaczki na niewysokiej szpilce od Galliano.
Włączyłam radio, ale gdy usłyszałam słowa piosenki: „A kto wie, czy za rogiem nie stoją anioł z Bogiem...”, jęknęłam i szybko wygrzebałam ze schowka pierwszy z brzegu kompakt. Były to relaksujące drumy.
Oliwia ruszała głową na boki i mrużyła oczy jakby robiła wysiłek śpiewając. Miała rozpuszczone włosy (w końcu wczoraj była u fryzjera i zafundowała sobie trwałą, dzięki której ma loki wyglądające na naturalne). Śmiać mi się chce, gdy pomyślę o jej fryzjerze, bo zrobienie czegoś takiego z jej włosami musiało kosztować nie mało wysiłku i cierpliwości. Zapomniałam jej spytać, ile kosztowała ją ta zmiana.
Zaparkowałam na szkolnym, strzeżonym parkingu. Oliwia dopiero teraz oderwała wzrok, którym przez całą drogę dziurawiła dach. Wyłączyła discmana i wrzuciła go do swojej torby (Escada za tysiąc zł.). Zerknęła na zegarek i westchnąwszy ciężko otworzyła drzwi. Zamknęłam auto wciskając odpowiedni przycisk w pilocie, a kluczyki umieściłam w wewnętrznej kieszonce mojej torby (Miu Miu za siedemset pięćdziesiąt zł.).
Oliwia poczęstowała mnie gumą do żucia Orbit Cherry Mint. Zostawiłyśmy w szatni nasze wierzchnie okrycia, po czym sprawdziłam, gdzie mamy wykład.
Do tej pory nie przyzwyczaiłam się do śledzących nas spojrzeń. Wkurwiało mnie, że niektórzy perfidnie wypatrują metek na naszych ciuchach. Gdzie byśmy się nie pojawiły zawsze odprowadzały nas tuziny oczu, a może jestem przewrażliwiona? Fakt faktem pasta, którą dziś zjadłam odbijała mi się do tej pory i czułam orzeźwiające zimno w żołądku.
Wzięłyśmy jeszcze po kawie z automatu (mocnej bez cukru) i poszłyśmy na wykład. Zajęłyśmy miejsca mniej więcej w połowie sali audytoryjnej. Sięgnęłam po futerał z okularami od Diora i notatnik formatu A5 Herlitza, a także moje pióro Parkera za pięćset zł. Ze stalówką z białego złota. (Oliwia dostała ode mnie identyczne na swoje urodziny w ubiegłym roku.)
Wykładowca pieprzył jak potłuczony i chyba tylko on wiedział o czym mówi. Oliwia siedziała rozluźniona, żuła miarowo gumę i rysowała jakieś badziewne szlaczki na moim notatniku. Jej torba stała na ławce. Obie miałyśmy włączone dyktafony i niezbyt przejmowałyśmy się całym wykładem.
-Jebać mi się chce.- nabazgrałam na kartce tuż pod szlaczkiem Oliwii i przesunęłam brulion do niej.
-Moja droga, nie tak wulgarnie. Lepiej by zabrzmiało, gdybyś napisała, że masz ochotę na...- odpisała.
-No, pani mądra, na co?- przesunęłam notatnik.
-Na kurewsko ostre rżnięcie!- napisała.
Parsknęłam śmiechem, aż kilka osób obejrzało się na mnie, w tym wykładowca. Ale nawet nie podniosłam wzroku, by zrobić przepraszającą minę niewiniątka. Myślałam nad odpowiedzią dla Oliwii.
-Dobre. Sama lepiej bym tego nie ujęła. Wyjebałabym wykładowcę, a następnie wyrwałabym mu ten pierdolony język, żeby przestał chrzanić.
-Ciekawe jaką by miał minę?
-Kurwa, nie zapaliłam rano żadnego papierosa i teraz mnie nosi. Chyba muszę wyjść.
-daj spokój. Wcale nie musisz palić. Nie wmawiaj sobie tego. To śmierdząca sprawa.
-Srać mi się chce!!! Znowu wpierdoliłam pastę...
-Ty pojebana szmato! Jak dalej tak będziesz robić to zbankrutujemy na paście do zębów. (A ja wczoraj jadłam krem do rąk.)
-I jak smakował?
-No... Jak krem do rąk. Sama gliceryna...
Obie zaczęłyśmy cicho chichotać.
Wnerwiała mnie już ta szkoła. W ogóle nie wiem, po kiego diabła siedzę na tym wykładzie i słucham jakiegoś idioty, który jest tak brzydki, że aż szkoda się na niego wysrać, a co dopiero wyjebać go! Oliwia znalazła swojego discmana. Podzieliła się ze mną słuchawkami. Od razu zrobiło się przyjemniej.
Po odsiedzeniu półtora godziny, wyprułyśmy z sali jak szalone. Zaciągnęłam Oliwię do kibla i oddałam się nałogowi palenia. (Pierdolić fakt, że na drzwiach wisi wielka tabliczka z napisem „ZAKAZ PALENIA”.) Moje poranne rozdrażnienie stopniowo mijało. Oliwia sikała, bo ruszyło ją po kawie.
-Dlaczego zawsze palisz tutaj? Przecież od tego jest patio.- bąknęła z kabiny.
-Ja wolę tutaj.- wzruszyłam ramionami.
-No, ale czemu?- marudziła.
-A temu, że tu palić nie wolno, a ja lubię robić na przekór.- odpowiedziałam bez wyrazu i strząsnęłam popiół na posadzkę z kafelek.
Spuściła wodę i wyszła z kabiny tanecznym krokiem. W tym momencie weszły jakieś trzy panny, całkiem przyzwoicie ubrane, z wymalowanymi mordami. Spojrzały na mnie z minami osób wyższych. W tej chwili uświadomiłam sobie, że moja ręka pieści w torebce srebrny sztylecik, którego wiele razy używałam i zawsze miałam przy sobie razem z Nałęczowianką.
Oliwia tym samym tanecznym krokiem poszła umyć ręce, a ja z ignorującą miną paliłam sobie w najlepsze dalej.
-Chyba ktoś nie umie czytać.- bąknęła jedna z damulek do swoich koleżanek, po czym weszła do kabiny.
-Najwidoczniej.- odparła inna opierając się plecami o drzwi od kibla, w którym siedziała tamta.
Słyszałam, że coś mówiły, ale nie robiło to na mnie najmniejszego wrażenia, zupełnie jakby gadały o kimś innym. Ja byłam bardzo skupiona na paleniu i bawieniu się nożykiem. Wtedy mądralińska wyszła z kabiny. Mnie kończył się papieros, a ona nie miała na nieszczęście zamkniętej torby. Gdy zaczęły iść w kierunku umywalek, wyminęłam je ciasno i wrzuciłam niedopałek prosto w wystające papiery, po czym spokojnie wyszłam z toalety. Oliwia wyszła chwilę po mnie skręcając się ze śmiechu. Przybiłyśmy górną piątkę. Notatnik dziewczyny, która na mnie pyskowała w mig zajął się ogniem i nawet jej koleżanka trochę się przypaliła.
-Jesteś genialna.- wyła Oliwia.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • RONDO ALLA POLACA

      Jeśli Twój majestat żąda, bym
      Zamilkł jak po zachodzie ptak,
      Ciemności nie skalam głosem mym,
      Nie ubliżę nim urodzie dnia.

      Nic nie powiem już,
      Będę tylko trwał, aż
      Policzony będzie każdy oddech mój,
      Jeśli taka wola Twa.

      By głos nie zadrżał mi,
      Gdy z kurhanu złych sław
      Będę śpiewał Ci

      Z tego kurhanu lat,
      Śpiewał Chwałę Twą,
      Jeśli tylko dasz
      Wciąż śpiewać ją 

      Z tego kurhanu dni
      Twa chwała będzie grzmieć,
      Jeśli pozwolisz mi
      Mą śpiewać pieśń

      Na sam rozkaz Twój,
      Lub gdy wybór dasz,
      Rzekom daj nabrać wód,
      Wzgórzom radość wskaż.

      Niech łaska Twa udzieli się
      Sercom zgorzałym w piekielny czas
      Jeśli tak Pan chce -
      Chce uzdrowić nas

      I zgarnąć do rąk,
      Na rękach zacieśnić więź,
      Twym dziatkom tu,
      Jeśli Ty tak chcesz.

      W tych z lumpexu snach,
      Wszystkie w na zabój sznyt
      I dać, by śpiew pokonał strach,
      Jeśli zechcesz Ty.

      W Twych w szmaciankę grach
      I w strzelankach, gdzie każdy to wróg,
      I dać by odszedł strach,
      (Jeśli tak zechce Bóg...).

      Jeśli Twój majestat chce,
      bym nie mówił nic,
      Mój głos skryje się
      Jak w ciemnościach widz

      Nic nie powiem już
      Będę tylko trwał, aż
      Policzone będą me dni
      Jeśli taka wola Twa

      Jak pan Władza chce,
      Żebym zamknął ryj,
      Z chęcią zamknę się
      Jak w komórce stryj

      Jak tak, to tak
      Jak mam być twój błękitny ptak,
      Jak chcesz, zamknę się
      W klatce, jak papug ten

      To co?
      Stul pysk, bo....
      Z tulipana ci....
      Ci, ci, ciuciubabko,
      Won

      Casino Royale

      Wciąż pamiętam, w Chelsea Hotel, jak ty 
       Mężnie i słodko piałaś jak grecki chór 
      Na rozebranym łóżku dobrze robiąc mi
       A na ulicy czekał limuzyn sznur...

      To był powód, to był Nowy Jork
      W kolejce po szmal i po szał ciał
      To zwali miłością do mas śpiewających ten song
      Pewnie wciąż ją tak zwą, dla tych, co  jeszcze są...

      Lecz ty  uciekłaś jej, więc po co ten szum? 
      Po prostu poszłaś w drugą stronę, niż tłum,
      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Potrzebuję cię: nie, nie potrzebuję. Cię
      Nie potrzebuję; nie: jednak potrzebuję."
      Wiesz, całe to paplanie mnie denerwuje

      Pamiętam cię z  Chelsea Hotel wciąż:
      Podawano  z ust do ust twe serce wiecznieżyjące...
      I mówisz, że wolisz, jak przystojni są,
      Ale, że dla mnie zrobisz wyjątek...

      I twardo bierzesz w dłoń takich jak ja,
      Co jęczą pod jarzmem piękna,
      Po wszystkim ogarniasz się, i mówisz: „No tak:Urody nam brak, ale mamy pieśni dźwięki”...

      Uciekłaś, lecz ani raz nie słyszałem z twych ust:

      "Nie potrzebuję cię: nie, potrzebuję. Cię
      Potrzebuję; nie, nie potrzebuję."
      Twoje paplanie mnie wciąż denerwuje...

      Nie mówię, że kochałem najbardziej cię 
      Nie  zliczę ile razy wróbli trup padał gęsto 
      Dobrze cię pamiętam, z Chelsea Hotel 
      To wszystko, nawet nie myślę o tobie zbyt często...

      Pamiętam cię, z Chelsea Hotel, lecz jak przez mgłę,
      Brałaś wszystko, co leci, do ust, twoje wdzięki już gasnące...

      Wciąż biorą do ust twój biust więdnący...
      Wciąż mówisz, że wolisz, by przystojny był,
      Ale ten jeden raz zrobisz wyjątek... 

      "Potrzebujesz mnie: ja nie potrzebuję Cię
      Nie, potrzebuję; nie: nie potrzebuję."

      Ja też miałem w ustach smak 
      Na życie pieśnią tętniące..
      Też wolę, jak ładne są pół tak 
      Lecz dla ciebie zrobiłem wyjątek... 

      "Wcale nie żałuję: nie, jednak żałuję. 
      Trochę żałuję; nie: mi cię nie brakuje.
      Tango Anus

       

      TANGO ANUS 


      Tańcz mnie, poprzez strach,  po schronienia próg
      Wznieś mnie, gdzie mirtu gałązkę będę nieść,
      Gdy będę gołąbkiem, co leci, gdzie chce Bóg,
      Stańcz mnie w piękna płonących skrzypiec piec
      Stańcz mnie, gdzie miłość nie wytrzyma prób,
      Wtańcz mnie, gdzie miłości s grób..

      Pokaż mi swe piękno,
      Gdy świadczyć miał nie będzie kto
      Daj  poczuć, jak tętni
      W tobie Babilonu noc 
      Pokaż to, czego tylko granice znam, chodź,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość traci swą moc..

      Tańcz mnie tam, gdzie nasz ślub, wciąż i wciąż
      Wytańcz mnie czule, zatańcz mnie po krag,
      Jesteśmy oboje mniejsi niż ta miłość, lecz też ponad nią 
      Wtańcz mnie, gdzie miłość ma granicę swą,
      Wtańcz mnie, gdzie miłość wie że koniec to...

      Dotańcz do tych dzieci, którym rodzić się nie dał czas,
      Przetańcz przez zasłony, które  starł pożegnań żar,
      Wznieś namiot azylu, choć pękła ich nić,
      Odtańcz  mnie tam, gdzie miłość nie znaczy już nic...

      Tańcz mnie poprzez strach,  po schronienia próg
      Wtańcz mnie w płonących skrzypiec piec
      Dotknij nagą dłonią lub łachmanem choć
      Tańcz mnie tam, gdzie miłości kres


      Tańcz mnie, gdzie miłość wchodzi w noc
      Wtańcz, gdzie zechce Bóg
      ""Tańcz mnie, po miłości kres..."


      z POPULARNE


      Wszyscy wiemy, że kości tu chrzczone
      Lecz rzucamy, zaciskając kciuk
      Wiemy, że wojna jest skończona;
      Wszystko świetnie: wygrał wróg...

      Wszyscy wiemy, że ta walka to sztos
      Biedni bez grosza, bogatym pęcznieje trzos
      Już taki los. Tak chce populi Vox...

      [Zwrotka 2]
      Wszyscy wiedzą, że łajba bierze wodę
      I myślą, że kapitan to łgarz
      Lecz w tych okolicznościach przyrody
      Zawsze tak, jakby ojciec lub pies ci zmarł....

      Wszyscy zapatrzen są w konta stan:
      Każdy na bombonierkę z dyskontu ma smak 
      I bukiet że stu róż
      Tak tu jest już...

      [Zwrotka 3]
      I wiedzą, że mnie kochasz niezmienne
      Wszyscy wiedzą, że tak dokładne jest
      Wiedzą wszyscy, że mi byłaś wierna
      Wyjąwszy tysiąc nocy +/- dwie

      Wiedzą, że Święty ci małżeński próg
      Lecz tak monitują do Twych ud
      Że przyjmujesx jak cię stworzył Bóg
      Taki masz drobny druk

      [Refren]
      Wszyscy wiemy, że taki klimat jest tu
      Taki razem ciągniemy drut
      Tak czytamy z nut
      Maestra Ubu
      Taki hołd składamy mu
      Nie licz więc na cud

      [Zwrotka 4]
      Oboje wiemy, że nigdy, jak nie teraz
      Wiemy, że na dwoje: albo ja, albo ty
      I wiemy, że jak żyć, to nie umierać
      Gdy wciągnąć kreskę Biała Śmierć, czarny film..

      Wszyscy wiedzą, że układ jest zamknięty
      Że murzynek Bambo zrobił swoje, jak z Nel Staś
      Nawet Kali ma nieswoje momenty
      I wszyscy odkładają wszystko na zaś

      [Zwrotka 5]
      I wszyscy wiedzą, że nadchodzi pandemia
      Wiemy, że po kościach rozeszła się, lecz...
      A nadzy on i ona na planecie Ziemia
      To dziś niezwykle niezwykła rzecz

      Wszyscy wiemy, jaki rozkład ról
      Lecz przy twoim łóżku będzie siedział mól,
      Który zaksięguje jak wół
      To, co wiemy już

      [Zwrotka 6]
      I wszyscy znają ten twój zapaszek
      I się zakładają, jak wcielasz im cel,
      Od krwawego krzyża na Górze Czaszek
      Do plaży na półwyspie Hel

      Wszyscy wiedzą, że przemija ten świat, 
      A Najświętsze Serce jest pełne łat
      Zaraz pęknie jak Albert brat,
      Totus Eium już od lat..

      [Refren]
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Och, wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą
      Tak to jest
      Wszyscy wiedzą
      Wszyscy wiedzą, wszyscy wiedzą

      ŚNIEŻYNKA I STRACH
      (Dialog na cztery kopyta)


      [STRACH]
      Przyszłaś do mnie dziś rano
      I obrobiłaś jak sztukę mięs.
      Tylko facet ci powie, jaki to
      Delikatny, jaki czuły gest.


      Tyś w lustrze jest odbiciem mym,
      Krwią z mojej krwi, poznam cię we स्नेह,
      Bo kto inny by mnie zechciał wziąć
      W tysiąca swych pocałunków toń?


      (Dla tych, którzy przywitali mnie)
      Nieważne, że droga nam dłuży się,
      Nieważne, że pod górę wciąż,
      Nieważne, że księżyc już zszedł
      I zapanował mrok.


      Nieważne, że gubimy szlak,
      Spisane jest, że spotkasz mnie.
      Na pewno mi mówiłaś tak
      Na pocałunków dnie.


      I kocham cię, gdy na słońca blask
      Jak lilia otwierasz płatki swe,
      A ja – to na wróble strach,
      Którego smaga deszcz.


      Strach, co strachliwie kocha cię,
      Choć ma z lumpeksu twarz,
      Ciało i wszystko, czym był i jest,
      Aż do pocałunków dna.


      Wiem, że znasz ten kłamstwa smak
      I oszustw bez zbędnych słów:
      Nauczyłaś się operować tak
      Na kolanach ojca i u matki stóp...


      Ale czy musiałaś się bić,
      By ulicę w ogniu przejść,
      Jeśli całe to nasze mieć i być
      Wisi u pocałunków tajnych miejsc.


      Numerki, odwyk i jasna rzecz:
      Wracam na Square du Blues.
      Chciałbym rzucić już tę robotę, lecz
      Podchodzi mi już do ust.


      Lecz o tobie myśl daje mi nabrać tchu,
      A akta sprawy twej kompletne są,
      Brak tylko w nich tego, czego nie zdziałałem tu
      Płynąc w pocałunków głąb.


      Nieważne, czy masz moc sił i dóbr,
      Czy opuściła cię moc,
      Czy napiszesz te kilka słów,
      Które słowiki cytują co noc.


      Nieważne, czy masz zaszczyt robić w HR,
      Czy nieregulowany czas,
      Rzucasz życie w kąt, bo masz
      Przeżyć pocałunków tysiąc pięć.


      Biegną poszły, a dziewczyny młode są,
      Bieg ten jest szansy wart.
      Los bierze stronę twą,
      Lecz szybko kończy się fart.


      Wezwanie: masz być jak widz
      W kinie, co twą pyrrusową klęskę gra,
      Lecz żyjesz, jak gdyby nigdy nic,
      Odbijasz się od pocałunków dna.


      Słyszę głosy ich na kufla dnie,
      Co czasem tak woła mnie.
      Jak ta orkiestra, co cover gra – czyżby to moja pieśń?


      Lecz gwardia nie cofa się;
      Gdy woła to, co kochasz, serce odpowie na zew,
      Choćbyś oddał tu swój życia skok,
      Tak świadczą nasz czas, nasza krew
      I tysiąca pocałunków twych mrok.


      Tak wiem: musiałaś kłamać
      I oszukiwać bez słów:
      Tak jak gdy ojciec na kolana cię brał,
      A matka tuliła do stóp...


      Wiem, że musisz tak kłamać im,
      By system ograć, zamiast się położyć na wznak,
      Lecz majątek nic nie gwarantuje ci,
      Gdy Cnota i Podstęp zerwą pakt.


      Prawdę wpędzili w szok, piękno wypędzili na bruk,
      Styl dawny ma dziś naftaliny woń,
      Bo Duch przeszedł przez próg
      W tysiąca pocałunków toń.


      A Wewnętrzne Światło twe, co
      Nie ma równych i ma gest?
      Garbię się w kolejną noc,
      Po tysiąca pocałunków kres


      Zaklinam los, nastrajam głos,
      I wracam na Avenue du Blues.
      Chciałbym rzucić to, lecz nie mogę, bo
      Jestem za cienki tchórz.


      Lecz czasem, gdy noc grzeczna jest,
      A my potulnie zapijamy żal,
      Burzymy się, zbieramy zabawki serc
      I odchodzimy w pocałunków dal.


      Tym pachnie ta o tobie myśl,
      Mam o tobie komplet akt –
      Poza tym, co mi nie umknęło dziś
      W pocałunków niski takt.


      Grałem z Dizem raz i z Dantem też –
      Brak mi było tego ich „coś”,
      Lecz raz czy dwa przygarnęli mnie,
      Wciągnęli w pocałunków blues.


      Odstawić wino chcę, jak Bóg chciał,
      Wchodzę w parkietu tłum gęsty jak w dym.
      Zespół wpadł już w weny twórczy szał,
      Serce nie cofnie się przed morzem win.


      Może musiałem jechać drogi szmat
      I obietnic tysiąc złamać, lecz
      Rzuca się wszystko, ot tak,
      By przeżyć twych pocałunków treść.


      Teraz jesteś jak Anioł Śmierć,
      Potem jak Parakleta szał,
      Czasem jak Zbawiciela Dech,
      Potem – w Belsen stos ciał.


      Nie ma odwrotu już od miłości gróźb,
      Czy meta to skoku w bok –
      Jak zaświadczono czasem i krwią
      W pocałunków równy krok.


      Przyszłaś do mnie tu skoro świt,
      Przyniosłaś słowo jak ciała strzęp.
      Tylko człowiek powie ci, że to nie wstyd,
      Tak delikatnie, czule zrobić wstęp.


      Tak delikatnie, czule w materię wejść.
      Tylko mężczyzna wie, nawet bez przejść,
      Że przynieść miłość jak kwiatu pąk –
      To przyjść bez pustych rąk.


      [ŚNIEŻYNKA]
      Tyś mój brat z lustra, krewny mój
      Z najczarniejszych snów.
      Kto, jak nie ty, by dał mi znój
      Podróży w tysiąc pocałunków znów?


      Czekałam, aż otworzysz się
      Na ulic skwar. Jeden z wielu tak...
      A ja jestem jak kula śnieżna łez,
      Tocząca deszczu z deszczem ślad.


      Topniejącą miłością wciąż kocham cię
      I fizis tą z drugiej ręki –
      Całą sobą, wszystkim, czym chcesz,
      Tysiącem pocałunków namiętnych.


      Cała ja, aż do granicy mórz,
      Przeniknięta przez seks,
      Widzę, że oceany tu wyschły już
      Modliszce, co we mnie jest...


      Docieramy na dziób,
      Syreną daję znak, że twej floty wrak
      Ma mi się rozbić tu
      Na tysiąc pocałunków. Odzewu brak.


      Przychodzisz do mnie co noc
      I ubijasz jak stek,
      Lecz baba powie ci, że większą moc
      Ma czułych obelg stek.


      Tyś mój w krzywym lustrze wizerunek jest,
      Jesteś jak koszmar śniony dzień w dzień,
      Jak zapomniany chrześniak, co już wchodząc w sień,
      Woła na ratunek i składa ci
      Na czole obśliniony pocałunek.


      (Dla tych, którzy mnie powitali w tym...)
      Weszliśmy tu nie do siebie jak w dym,
      Wgryźliśmy się w seks jak w steak tartare.
      Sami, choć dwoje nas jest, bo chce nam się wbić
      W ten słodko-kwaśny smaku czar...


      Mój bliźniaku z lustra, mój bliski krewny,
      Poznałbym cię przez sen.
      Kto, jeśli nie ty, przyjąłby mnie
      W tysiąc pocałunków namiętnych?


      Wzdychamy na los; poprawiamy włos
      I wjeżdżamy na Autoroute du Blues.
      Próbowaliśmy rzucić to nasze coś –
      Cóż, na inny rejs sił nie mamy już.


      Lecz śnieżynka i strach wciąż mają to... cóż,
      Miast miłości – z wyprzedaży twarz,
      Miast szału ciał – goryczy czar,
      A pocałunków czar dna dosięgł już.


      Lecz gonitwa trwa, wieczór młody wciąż,
      Śnieżynka i Strach wciąż nie są bez szans.
      Za chwilę wygramy, a potem raut –
      Dzisiaj zacznie się nasza passa pass!


      A kiedy wezwą nas, byśmy zdali rzecz,
      Jaką im odpowiedź dasz?
      Jakie życie? Życie poszło precz.
      Pocałunki? Ważne, co w kieszeni masz...


      A kiedy mnie wezwie On, bym spowiadała się
      Ze stanu, w jakim jest cały ten kram,
      Odpowiem: życie? Życie przeszło w cień,
      Lecz tysiąc pocałunków w kieszeni mam.


      Przyszliśmy tu w ostatnie dni,
      Podtarliśmy się o Twego Słowa strzęp.
      Skalaliśmy wszystko, to co dałeś Ty,
      Na Twą czułość ogarniał nas śmiech.


      Lecz delikatnie chcemy wciąż w tę materię wejść.
      Wiemy, przeszedłszy przez ucho Twych przejść,
      Że miłość trzeba nieść jak kwiatu pąk –
      I do Ciebie przyjść bez pustych rąk.

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • miasto wypociło strupiałą skórę na wierzch - wciska nam twarze w beton który jeszcze krwawi dzisiaj jest otwartym brzuchem rozprutym nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują fetorem zaułek oddycha parą z kanałów neony tną siatkówkę na cienkie plastry świat ma tężec - wygina chodniki w łuk konwulsji każdy zaułek to zgrzytanie zębów o szkło polifon krztusi się metalem tu gdzie śmietnik rzyga krwią z ubojni a mur pamięta więcej potu niż modlitw stoimy za blisko coś między nami zaczyna trzeszczeć zamykasz oczy liczę  uderzenia serca - raz dwa trzy miasto czeka beton już patrzy wierci nas od środka - bez znieczulenia twój płaszcz - skóra którą zdzieram zębami ciepła jeszcze po ubiciu jesteśmy zgliszczami w konwulsjach powietrze klinuje się między żebrami jak nóż rozsuwam cię jak szczelinę którą ktoś źle zalał i pękła moje ciało w twoim to jedyna szczelina w żelbecie puls jak kabel pod napięciem jest przebicie płoniemy na stykach skurcz wykręca palce na biodrach twoje piersi - żywe ogniska pod tkanką betonu kładę na nich pękniętą twarz pachną słońcem którego ten zaułek nigdy nie wypluł twój pocałunek na mojej szyi modlitwa która ma tylko smak kiedy wchodzę w ciebie nie szukam walki tylko  ocalenia nagle pustka pod powiekami tylko krew tłucze się w uszach jak ciężki agregat w podziemiach ten zaułek to pęknięta monstrancja z której uciekł Bóg nie ma żadnego świata poza tą szczeliną łom wchodzi w ścianę bez oporu skóra o skórę zdziera naskórek z nocy pękają naczynka pod naporem krwi tłoczymy ciepło w martwy kamień nasz strach ma anatomię szkła po rozbiciu noc spija nas z kałuży jak bezpański pies łapczywie bezwstydnie tło twojego ciała lśni jasnością pieprzyk na piersi przykrywam kciukiem blizna na brzuchu drży pod moim językiem smakujesz potem i żelazem smak twojego strachu ma posmak żelbetu i wapna paruje nam z gardeł chce się wyć do betonu usta nie mówią - są rozszarpaną raną zszywaną na brudno w bramie zardzewiałym drutem tłumiona twoją śliną korozja na żywca miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy czy jeszcze drgniemy oddech wpada w oddech miasto dławi się własnym tętnem próbuje nas wypluć i nie może cegły wrzynają się w łopatki miasto chce nas żywcem wmurować w siebie pęka tynk pod twoim ciężarem ściana nie chce być świadkiem my jeszcze nie my jeszcze w sobie to nie jest czułość to odruch przetrwania panika ciała że za chwilę znów będzie samo noc trzyma nas tylko dlatego że miasto zapomniało zgasić światła świt zabierze wszystko co teraz drży nie mieścimy się we własnej skórze zostaje tylko mechanika przetrwania zwarcie bioder nasz śluz tężeje w strup zanim zdążysz krzyknąć miasto zliże nas z asfaltu chropowatym językiem jak rozlaną krew zanim przełkniemy własny strach ale tynk zapamięta tatuaż z tego jęku jak serce wżarte w żelbet        
    • @wiedźma @andrew @Leszek Piotr Laskowski @hehehehe dziękuję Wam

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • A Łada biaława? Dalila dawała i badała   A i Noela Łada i biała? I biadała Leonia
    • Mądrze i refleksyjnie. Co znaczy "życie pełnią" to do dyskusji i temat na kolejny wiersz. Pozdrawiam
    • @Leszek Piotr Laskowski i za to (serducho) także... @Leszczym Oj dzięki. A najbardziej za tych, co podziękować nam już nie mogą...
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...