Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

KURZA GRZĘDA Nr 05,5/06




Dzień Dobry (chociaż nie dla Wszystkich) Czytelnicy!
Koledzy z USA nawarzyli sobie piwa, pospieszyliśmy zatem z pomocą i przerwaliśmy wakacje wszystkim z Działu Rozwiązywania Problemów. Trochę się wkurzyli, bo myśleli, że wytłumaczyli już wystarczająco jasno wszystko i wszystkim, ale jednak nie.
Efekt ich pracy publikujemy w Dziale KNOW-HOW.
Postanowiliśmy objąć patronat medialny nad projektem Pracowni Artystycznej Nałęczów o wdzięcznej nazwie "Wolne Miasto Koło" i zainteresowaliśmy nim nasz Dział Mody, bo dezintegrują pracę na próbach, kable powynosili ostatnio, żebyśmy nie mogli nagrać jak fałszują i nie chcą oddać.
To uradziliśmy w sekrecie, że ich wyślemy z Tajną Misją, bo ich najbardziej rajcują Tajne Misje, a przecież nie musimy im mówić, że wszyscy dawno wiedzą, a jak czytać nie umieją no to już raczej nie nasza wina.
Więcej na ten temat w relacji z prac wstępnych nad planem medialnym dla projektu "Wolne Miasto Koło". I wywiad z dzisiejszym prezydentem, bo wyobraźcie sobie że oni wynajmują stanowisko prezydenta za określoną stawkę i że tam u nich każdy może sobie zostać prezydentem i cały dzień chodzić po Kole z identyfikatorem "PREZYDENT" i nikt go nie ruszy aż do północy, a potem to nie wiadomo, to niech sobie już każdy sam ocenia swoje szanse. Ile to kosztuje to już koleżanki opisały to sobie sprawdźcie poniżej.
Chcieliśmy sobie zrobić w sobotę imprezkę na podwórku, ale Dział Mody schował kable tuż przed godziną zero i nie chcą powiedzieć gdzie. To jak chcecie do nas przyjechać na imprę to musicie wziąć własne wzmacniacze, bo prąd mamy, a jak wyłączą to i tak umiemy sobie zrobić, bo każdy ma w domu dynamo i możemy sobie prąd wypedałować. A i tak na razie jest ciepło, a my tu mamy takie mury co długo trzymają, a przede wszystkim dużo drzewa w lesie i w razie potrzeby zawsze sobie możemy wstawić piecyki jakby nam się nogi zmęczyły. To w zasadzie i tak mamy lepiej niż Wy, to nam się w tych negocjacjach raczej nie spieszy.
Pozdrawiamy Serdecznie
Redakcja


Dział KNOW-HOW
Do Wujka i Cioci w USA (ktobytam nas na dzisiaj nie wynajął): Pakujemy kaszę manną dla Koreańczyków, to się może przyłączcie, bo Oni po prostu są strasznie głodni. I już się tyle nasłuchali o tych waszych sankcjach, że mają dosyć kompletnie. Wyślijcie im jedzonko, bo i tak większość marnujecie (znaczną większość). Spirytus można robić z wielu roślin, to sprawdźcie co tam będzie najlepiej rosło. Polecamy artykuł naszej publicystki "Pozaprodukcyjne funkcje rolnictwa", podobno można sobie przez wyszukiwarkę trafić.
Z naszych badań prowadzonych przy okazji prac nad publikacją "Metody Produkcji Raju" wynika, iż istnieje dziedzina, w której konkurencja nie istnieje, a jest nią (cóż za niespodzianka!) turystyka.
I wystarczy żeby ci co mają to zechcieli dać żeby problemy rozwiązały się same, bo zazwyczaj ci co mają to mają znacznie więcej niż potrzebują ci co nie mają i to w ogóle prawie nic nie kosztuje żeby im dać. No i trzeba im dać, to się przestaną zajmować pragnieniem a zaczną posiadaniem i póki się nie skończą dziwić to jest z nimi spokój. Punktem krytycznym jest okres przechodzenia organizmów wychowanych na diecie celulozowej na białkowo-węglowodanową i tu zaleca się bardzo powolne stopniowanie ilości białek w okresie kilku miesięcy, a węglowodanów przez kilka tygodni. W tym okresie zaleca się dużą ilość soków wieloowocowych, wzbogaconych w wapń i z zawartością skrobii, najzdrowsza dla celulozowców jest ta bananowa. Po roku zaczynają radzić sobie sami z wyborem produktów spożywczych i można zacząć wprowadzać na rynek produkty wysokobiałkowe.


Magdalena Sławipolska i Anna Agrarowicz

"Wolne Miasto Koło" - prawda czy mit?


Po terenach Rzeczpospolitej płynie ostatnio wieść o odnalezieniu mitycznego Wolnego Miasta Koło. Okazuje się, że paradoks jego mityczności polega na tym, że od 1879 roku jego położenie jest całkiem jawne, tylko wszyscy potem ciągle robili wojny, żeby odwrócić uwagę od odkrycia bo stawka była na tyle wysoka, że udział w tym chcieli mieć wszyscy Monarchowie Świata.
Teraz już mogą, bo stanowisko Prezydenta Koła jest do wynajęcia, wystarczy zapłacić. Ceny zależą od dnia tygodnia i daty, gdyż przestrzeń targowa Koła w każdy dzień reprezentuje inne rynki.

Dzisiaj funkcję prezydenta pełni Pan Daniel Klenczon i udało nam się przy śniadaniu namówić Go na krótki wywiad.

Red: Dzień Dobry! Bardzo nam miło widzieć Pana Prezydenta w dobrym zdrowiu.
Daniel: Dzień Dobry, mi również jest miło widzieć Panie w tak dobrej kondycji.

Red: Czy dużo Pana kosztowało stanowisko?
Daniel: Trochę wysiłku, bowiem wygrałem je w konkursie Wiedzy o Powstaniu Warszawskim.

Red: O, to był taki konkurs? Dlaczego nic nie wiedzieliśmy?
Daniel: Tak, był konkurs, ale wieloetapowy i w ostatnim roku już wyłącznie korespondencyjny, także niewiedza Pań świadczy raczej dobrze o Poczcie Polskiej. Chociaż zdarzyły się dwa małe wycieki, o czym Jury poinformowało finalistów w ostatnim liście.

Red: Czy to miłe uczucie być Jednodniowym Prezydentem?
Daniel: Jeszcze nie wiem, jemy dopiero śniadanie. Proszę zadzwonić jutro rano, to chętnie odpowiem na to pytanie.

Red: Czy skorzystał Pan już z prawa do wglądu w Tajne Teczki Koła?
Daniel: O, już dawno, prawo wglądu w Tajne Teczki Koła otrzymali wszyscy finaliści konkursu, ta wiedza była potrzebna do wykonania ostatniej serii zadań.

Red: Czy ujawni Pan ich zawartość?
Daniel: Nie.

Red: Dlaczego?
Daniel: Jednodniowy Prezydent może w trakcie pełnienia obowiązków podpisać tylko jeden dokument. Płaci się za prawo wyboru tematu. Kolski Rząd Powstańczy ma jednak Prawo Veta, w miejscowej gwarze tzw. Votum Sarapatum. Jednak nie zdarzyło się jeszcze, by z tego prawa korzystał, bo dotychczas wszyscy Jednodniowi Prezydenci ograniczali się do podpisywania pocztówek z pozdrowieniami.

Red: A Pan?
Daniel: Dam Paniom autograf...

Red: Dziękujemy i życzymy Miłego Dnia.
Daniel: Cała przyjemność po mojej stronie, dziękuję bardzo i do usłyszenia.


Plan Medialny dla projektu "Wolne Miasto Koło"

Realizacja projektu jest o tyle trudna, że Kolski Rząd Powstańczy od paru tygodni ukrywa się sam przed sobą i komunikacja między ministrami właściwie nie istnieje. W Kancelarii Rządu została jedynie automatyczna sekretarka, ale powtarza tylko w kółko "Życzymy Miłego Dnia" i choćby się człowiek nie wiadomo ile razy nagrywał to nie oddzwania. Czasem ktoś wpadnie kontrolnie to wtedy odbiera, ale ostatnio to już w zasadzie jest i tak bez znaczenia, bo wystarczy znać numer, żeby sprawę załatwić (oczywiście jeśli jest się obywatelem Koła bo nasza jurysdykcja ma swoje granice, również zresztą jawne, bo naniesione na mapę).
Automatyczna sekretarka pisze jednak pamiętnik sekretariatu i jako Patron Medialny uzyskaliśmy go do wglądu zatem już się zidentyfikowaliśmy z projektem i odtąd jest Nasz.
Mapę Koła można dostać MMS-em, ale trzeba wpłacić składkę na konto 50 1020 5558 1111 1491 6380 0058, a pocztą wysłać potwierdzenie wpłaty i numer telefonu na który ma przyjść MMS albo adres mailowy jak ktoś nie lubi telefonów, to wtedy komputerem wysyłamy. Adres redakcji trzeba sobie znaleźć samodzielnie, bo musimy jakoś ograniczyć ilość tych MMS-ów z powodu iż pracujemy tylko dwie godziny dziennie i dalej ni chu - chu . I w każdą sobotę losujemy jeden dowód wpłaty i osoba wymieniona na kwicie zostaje wpisana na listę Jednodniowych Prezydentów na najbliższy poniedziałek bo na poniedziałki zawsze popyt jest najmniejszy. I już o północy w niedzielę można sobie pobrać identyfikator z Redakcji, a jak nikogo nie ma to leży wtedy na kontenerze Caritasu, a i tak zawsze na tablicy ogłoszeń jest napisane kto jest aktualnie Jednodniowym Prezydentem i gdyby ktoś sobie bezprawnie identyfikator pożyczył to wystarczy w razie problemów okazać dowód wpłaty. Tablica Ogłoszeń jest co tydzień gdzie indziej i Znajdowanie Aktualnej Tablicy Ogłoszeń jest jedną z naszych ulubionych gier terenowych, a kto wygra i znajdzie to może sobie zrobić zdjęcie na pamiatkę.
Ceny za stanowisko Jednodniowego Prezydenta zależą od dnia tygodnia i kształtują się następująco:
Poniedziałek: co łaska, bo wyłaniane w drodze losowania.
Wtorek: do 22 listopada 10 000 PLN, od grudnia do marca 3 000 PLN.
Środa: 1 000 PLN, niezależnie od sezonu.
Czwartek i Piątek: 144 PLN (w ramach Programu Wspierania WSI).
Sobota: 20 000 PLN do końca listopada, w grudniu i styczniu 30 000 PLN, od marca planujemy promocję sobót, to wtedy zmienimy stawki.
Niedziela: 40 000 PLN do końca listopada, w grudniu i styczniu 60 000 PLN, w przypadku niedziel promocję planujemy od lutego.
O konkretnej dacie decyduje kolejność wpłat, dlatego radzimy się spieszyć. W przypadku wpłat powyżej 80 000 PLN termin Prezydentury można negocjować.

Pozostałe opłaty pobytowe:
Wiza tranzytowa - 20 PLN
Wiza pobytowa - 10 PLN/dzień pobytu
Wiza pobytowa roczna (promocja) - 250 PLN

Formularz wizy można sobie pobrać ze strony www ale dokładny adres został na razie utajniony i odtajnimy go dopiero jak na konto wpłynie pierwsze 200 000 PLN no i jak się o tym dowiemy bo mamy strasznie daleko do banku i rzadko nam się chce tam chodzić.
Mamy fajną lokalizację (w naszym Centrum Handlowym), ale decydent ma biuro aż na Bema, a odkąd ukradziono nam redakcyjny rower to się strasznie zwiększyły wolskie odległości i nam się Goniec zbuntował i nigdzie dalej nie chodzi niż dwa kilometry, ani nie nosi więcej niż dwa kilo. To może znajdźcie jakiś fajny bank co sobie sam umie pójść i załatwić. My lubimy WBK, bo się idzie i od razu się ma i bez ściemy. Ale konto w WBK przeznaczyliśmy na realizację projektu "Zintegrowana Sieć Ścieżek Rowerowych Koła". Podajemy numer: 79 1090 2776 0000 0001 0284 2933. W przypadku dokonywania wpłat na to konto jedyna gwarantowana nagroda to satysfakcja, ale Redakcja obiecuje, że jej poziom będzie raczej spory.

Od Redakcji:
To tyle na dzisiaj bo już jest po osiemnastej i nam sie nie chce dłużej pisać, bo o dwudziestej jest mecz i musimy jeszcze przedtem zdążyć do Drukarni, żeby nam sie numer zwrócił zanim zbankrutujemy.
Pozdrawiamy Serdecznie
Redakcja

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @piąteprzezdziesiąte   Dziękuję podwójnie

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

          Pozdrawiam
    • Dziś* Walenty z miasta Kęty Czuł się jakby z krzyża zdjęty Była wolna chatka Miała przyjść Agatka Doszedł z viagrą sam do ...puenty   *czyli 15 dnia lutego
    • @Wiechu J. K. Próbujmy bracia nieustająco, Pięknego dnia!
    • @Berenika97 @Rafael Marius @Jacek_Suchowicz   Za mistrzem...   Fraszki to wszystko, cokolwiek myślimy, Fraszki to wszystko, cokolwiek czynimy; Nie masz na świecie żadnej pewnej rzeczy, Prózno tu człowiek ma co mieć na pieczy. Zacność, uroda, moc, pieniądze, sława, Wszytko to minie jako polna trawa; Naśmiawszy się nam i naszym porządkom, Wemkną nas w mieszek, jako czynią łątkom.    Dziękuję. 
    • nie pamiętam, kiedy to się zaczęło. czy wtedy, gdy furtka zgrzytnęła w środku nocy, jakby ktoś szukał wejścia nie na posesję, ale do mojego ciała. czy wtedy, gdy znalazłem pod wycieraczką zardzewiały gwóźdź, wygięty na końcach, gotowy wbić się w dłoń, w serce, w sen, jakby już wiedział, gdzie trafić. a może wcześniej. gdy jego córeczka biegała po ogrodzie i krzyczała do pustego powietrza: - nie ruszaj mamy. - nie ruszaj mamy. jakby ktoś stał tuż obok, dokładnie tam, gdzie nic nie powinno stać. robert był idealny. punktualny. pomocny. uśmiech miał gładki jak szkło polerowane w laboratorium cieni, tak czyste, że nie zostawiało odbicia. ale oczy… gdy w nie patrzyłem, zimno zaczynało się we mnie poruszać, powoli, jakby znało drogę. w źrenicach coś było - nie ciało, raczej miejsce po nim. głód bez kształtu, po czymś, co już zjadło swoje imię i nauczyło się patrzeć dalej. jego cień czasem nie nadążał. spóźniony o ułamek sekundy, jakby musiał się zastanowić, czy jeszcze chce za nim iść. kiedy mówił, odbicie w szybie nie otwierało ust. jakby coś z jego wnętrza słuchało osobno. pierwsze ciało we wrześniu. drugie w październiku. trzecie w grudniu, tuż przed świętami. kolejne w marcu. zawsze młotkiem. zawsze kobiety. zawsze noc. ostatnia, trzynaście lat. media pisały o „fryzjerze”. o tym, że wkładał im włosy w dłonie, jakby chciał, żeby coś jeszcze miały przy sobie po śmierci. ja wiedziałem wcześniej. widziałem go nocą z czarną torbą, spokojnego, jakby wracał z miejsca, gdzie wszystko było już załatwione. zacząłem dziennik. czasem kartki były ciepłe. jak skóra po czyimś dotyku. znały mój charakter pisma, zanim nauczyłem się go pisać. atrament pachniał metalem, zanim dotknąłem pióra. każdy krok. każdy oddech. każdy cień. śniłem o nim. za niego. czułem chłód żelaza, puls dłoni tuż przed śmiercią, serce drugiej osoby sekundę przed tym, jak świat przestaje się do niej odzywać. czasem nie wiedziałem, czy zapisuję, czy tylko pozwalam, żeby przechodziło przeze mnie. wysłałem anonim do policji. zdjęcia. cisza, która nie miała końca, tylko głębokość. potem list. w środku zdjęcie mojej córki. jej twarz - zamarznięta w półuśmiechu, jakby ktoś kazał jej nie oddychać. na odwrocie odcisk błotnistego buta. ciężki. pewny. tej nocy córka nie spała. chodziłem, zapalałem i gasiłem światła, sprawdzałem zamki, jakby dom mógł się jeszcze obronić. - tato? jej oczy patrzyły jak okna do innego czasu, takiego, który już się wydarzył, ale jeszcze nie dotarł. - tato… czy to, co patrzy przez twoje oczy, też śni? poszedłem do roberta. drzwi otwarte. on w kapciach. dziecko przy nodze. kolęda w tle. jabłka z goździkami. zapach, który powinien być bezpieczny. - potrzebujesz czegoś? zapytał. - nie. tylko… porozmawiać. uśmiechnął się. nachylił, jakby mówił nie do mnie, tylko do mojego odbicia: - trudno jest być tylko niewinnym, prawda? zamknął drzwi. zbyt cicho. zbyt dokładnie. jakby zamykał nie dom, ale proces. od tej nocy nie śpię. palę, bo dym zagłusza coś słodko-mdłego, jak gnijące jedzenie w ustach, jak obietnica, która już się psuje. czasem czuję coś obcego na dłoniach, jakby pamiętały pracę, której nie wykonałem - jeszcze. w szafie młotek. obok różowy bucik. nie od mojej córki. nie od nikogo, kogo znam. w dzienniku zapiski, które nie są moje: „nie krzyczała.” „skóra pod paznokciem.” „kolor włosów: ciemny blond. zbyt młoda.” litery są równe. spokojne. jakby pisane bez pośpiechu. pod poduszką pukiel włosów. idealny. zimny. jakby jeszcze o czymś pamiętał.   nie córki. nie wiem czyj. w nocy śniłem, że śpię. we śnie śniłem, że wstaję. obudziłem się w łazience. nóż do tapet w ręce. lustro zaparowane. ktoś narysował na nim odwróconą trójkę. znak, który wyglądał, jakby zawsze tam był, tylko czekał, aż zacznę patrzeć. coś drgnęło za mną. - tato? córka stała w drzwiach. czerwone plamy na jej palcach pulsowały, jakby nie były plamami, tylko miejscami, przez które coś oddycha. jej spojrzenie było spokojne. rozumiała więcej, niż powinna. - nie wychodź,  szepnęła. rano młotek w kieszeni. zardzewiały. ciepły. jakby oddychał wspomnieniami poprzednich nocy. trzymałem go jakby był mój od zawsze, pamięta mnie dłużej, niż ja pamiętam siebie. na ścianie nowe lustro. odbicie nie moje. przechodzę obok. moje oczy patrzą na mnie, jakby znały coś, czego ja jeszcze nie wiem. moją przyszłość. czuję już. coś we mnie patrzy przeze mnie. coś śni przez moje dłonie, przez moje ciało, przez moje dziecko. coś, co nie jest tylko innym. coś, co jest mną, zanim ja sam będę. coś, co ma więcej wspomnień z przyszłości niż ja z przeszłości.                
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...