Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

DO DOMU

1) Żegnaj szpitalu – witaj „domu”

Spał spokojnie.
Nadciągnęło śniadanie, wypił szybko łyczek mieszaniny – był gotów stawić czoła wyzwaniom dnia. Zacisk na nos zostawił w szafce. Zastąpił go zwiniętymi wacikami – pomagały. Pielęgniarka z porannej zmiany zaproponowała mu do śniadania środki przeciwbólowe. Odmówił – mieszanka działała.
Śniadanie (chleb z margaryną, do wyboru – kubek herbaty lub kawy) zjadł bez bólu.
Wyrzucił watę; założył zacisk; zaczął pakować się do wyjścia.
Od czego zacząć poszpitalne życie? Poszukiwania pracy – musiał z czegoś żyć!
Minęła: ósma, dziewiąta, dziesiąta. Do południa dostał wszystkie należne dokumenty. Zebrał rzeczy, pożegnał się z towarzyszami na sali, poszedł do szatni na parterze. W przebieralni oddał szpitalną pidżamę; przywitał własne ubranie. Przed wyjściem sprawdził zawartość torby oraz kieszeni; ruszył na przystanek. Szczęście – nie musiał przesiadać się – autobus dowiózł go prawie pod „dom”.
Malowane reklamy wabiły do jazdy nimii, miejsce postoju usytuowane pod szpitalem było przygotowane na niepełnosprawnych – posiadało rampę umożliwiającą wsiadanie; właściwie, wjazd na wózku do wielkich pojazdów bez kierowców. Mniej więcej dwadzieścia lat temu ostatnie wozy kierowane przez ludzi zginęły z ulic, wyparte przez dwuczłonowe potwory sterowane zewnętrznymi oraz wewnętrznymi sygnałami elektronicznymi – mimo obaw, okazały się szybsze oraz bezpieczniejsze od poprzedników.
Dom pożegnałem wyprowadzając się od rodziców – pomyślał Paweł.
Niechętnie wracał do wynajmowanego mieszkania ale wolał to niż szpital.
Na dwunaste piętro wszedł po schodach powoli stawiając ciężkie kroki. Dobrze, że konstruktor nie użył drewna – zagrzmiało by, beton tylko drżał. Znalazł w kieszeni klucze, otworzył drzwi swego lokum. Wszedł zaraz do ubikacji gdzie pozbył się waty, założył wyjęty z kieszeni „nosek” – tak instruktorzy pływania to nazywali – z mocnym postanowieniem przyzwyczajenia do niego nosa.
W wynajmowanym od znajomego pomieszczeniu czuć było opuszczenie. Szybko przeszedł przedpokój, duży pokój; szeroko otworzył okno, by wygonić natrętne wrażenie beznadziejności. Tak samo w sypialni – otwarte okno miało go połączyć z życiem toczącym się ulicami miasta, z jutrem. Napłynął, ciężki do zniesienia, mimo pływackiego sprzętu, odór spalin. Nie wierzył w powodzenie profesorskich poszukiwań remedium na węch. Może tylko wiara w pożytek z życia została?
Czuł, że w ciągu tych dwu tygodni w szpitalu, dziwactwo zmysłów pogłębiło się.
Wyciągnął pościel ze schowka; rozłożył na łóżku. Nie bacząc na wczesnopopołudniową porę wyjął z szafy pidżamę, szybko przebrał się; wskoczył do wyposzczonego łoża. Powinien sprawdzić czy ma coś do zjedzenia, włączyć lodówkę. Nie chciało mu się. Lubił bardzo leżeć. Zamknął oczy: odleciał do marzeń, w błogostan bezmyślenia, bezczucia. Fajnie tak – zasnął.
Zbudził go wieczorny chłód, jesień – nie zamknął okien. Wstał, pozamykał w dużym pokoju, potem w sypialni. Kosztowało to wiele wysiłku. Tak wiele, że poczuł głód. Poszedł do kuchni nie zapominając przy tym o butelce z miksturą.
Mam coś do zjedzenia?
W szafce znalazł zupkę błyskawiczną. Pokruszył makaron w opakowaniu potem otworzył dużą torebkę wyciągnął małą, otworzył ją nożyczkami, wsypał wszystko do miski i nastawił wodę w elektrycznym czajniku. Zalał wreszcie posiłek wrzątkiem, odczekał niecierpliwie pięć minut poczym zabrał się do jedzenia.
Profesorski wynalazek działał. Nie bolało! Parzyło!
Przespał popołudnie, teraz będzie kłopot ze spaniem w nocy. Włączył lodówkę; włączył telewizor - patrzył przez chwilę na jakiegoś faceta zachwalającego drugiego faceta, że najmądrzejszy, jedyny, najlepszy, wspaniały jednym słowem. Przełączył kanały - inny facet innego faceta...
Wyłączył telewizor; włączył radio w nadziei na jakąś muzyczkę. Niestety. Usłyszał panią mówiącą o zaletach jakiejś pani. Jakaś kampania wyborcza?
Zmieniał programy, aż odnalazł granie – cóż, był to program poświęcony muzyce ludowej Górnego Czadu. Wyłączył radio. Podszedł do biblioteczki. Na półkach królowały filmy DVD; dopiero na samym dole dwie półki zajmowały książki! Stały, zapomniane, zakurzone, samotne jak on. Wyjął jedną na chybił trafił. Spojrzał na okładkę – fantasy, może trafił na jakąś rozrywkę? Na porcję zapomnienia o codzienności oferowaną spragnionym zabijania czasu. Usiadł wygodnie na kanapie; zaczął czytać. Nie szło mu na początku. Trudno było skupić uwagę na czytanych słowach, zdaniach.
Film byłby zdecydowanie lepszy. Wstał odkładając starodruk. Podszedł do biblioteczki; rozpoczął systematyczne przeglądanie obrazów – po krótkich opisach zorientował się, że na najwyższej półce stały kryminały – na niższej też. Dalej brylowały pozycje reprezentujące „kino akcji”, wreszcie „komedie romantyczne”.

  • 2 tygodnie później...

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @.KOBIETA. Po to jesteśmy, żeby się pragnąć odnaleźć. Spotykać wielu, żeby spotkać Tego/ Tą. Piękny wiersz, dziękuję.
    • @Leszek Piotr Laskowski bardzo dziękuję

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @andrew powiew lata. Dziękuję  @Stracony wszyscy mamy źle w głowach. Przeżyjemy...fajny kawałek. Dziękuję   
    • @Poet Ka   Dzień dobry    Łukasz Jasiński 
    • Silva Rerum                     Pokażę ci praktykantów za kulisami - Haskalę i nic nie mów, tylko: bardzo uważnie słuchaj, czasami z uśmieszkiem na twarzy jak Mona Lisa. Leonardo da Vinci na pewno byłby dumny ze świętego zakonu Eruvai Ravi - międzynarodówki wtajemniczonych mistrzów, która posiada własnych sobowtórów. Sir Edom Wildstorm trzymał w dłoni fajkę z kości słoniowej - teza ta, rzekł: - Ma uzasadnienie w tytoniu - tu - dał dyskretny znak spojrzeniem na blat okrągłego stołu i kontynuował: trzy lata temu podwójny mecenas Sanhedrynu z Grupy Stu zapowiedział w radiu nową wizję - nadejście potopu łupkowego...           Sir Edom Wildstorm spojrzał przez okno na niebo - tam - dostojnie wypuścił parę kółek z dymu, robiąc dyskretną aluzję: - Adonaj ma w głębokim poważaniu Amalekitów, a wołanie upadłej anteny jest zwykłą grą słów - Ali Kabe... Wiesz, Vick, ty gówno wiesz! Poklepał po ramieniu młodego studenta z Wyższej Szkoły Handlowej sir Edom Wildstorm.           Jest wojna, sir, musimy przyjąć trójwymiarowe maski i zorganizować zamach na redakcję koszer nostry, oni zamknęli nam oczy - będziemy lepiej widzieć - iluzję, a syn poranka jak dymiący wagon przyniesie nam dwa sztandary - divide et impera i vox populi - errata. W domu nad rozlewiskiem Tolsam zagra na pianinie idyllę jako sygnał - pogranicze najwyższego czasu, pamiętaj, oni zamknęli nam oczy - będziemy jeszcze lepiej czytać paragrafy tajnej policji w sanatorium pod klepsydrą - NASK-u i UKEF-u, a tutaj - bez przenośni - zmieniłem technikę na OKA - Obserwacja, Kontrola i Analiza - archetyp najemnika z operacji Samorgas. Jest wojna, sir, nie zabijemy - zabiją - na pewno starym sposobem - przypadkiem uderzymy autem w przydrożne drzewo, a może umrzemy za wolność i niezawisłość w schronisku dla samotnych wilków?           Nie wiem co się dzieje: bezwładny chaos na biegunie mózgowym, jądro próżność jest zbyt mocno widoczne - zabija i niech będzie na zawsze przeklęty ten świat. Półkula magnetyczna zmienia obrót o sześćset sześćdziesiąt sześć stopni - czwarty jest tryptykiem niczym melodia nokturnowa, a przymioty nie są przypadkowe - trójca, naprawdę, nie wiem co się dzieje: bezwładny chaos na biegunie - zabija i niech będzie na zawsze przeklęty ten świat. Półkula socjotechniki stworzy alternację pentagramu - alogię: in nomine Patris, et Spiritus Sancti, fides et ratio - opus dei - cogito ergo sum. Sir Edom Wildstorm skończył czytać raport, bełkot - rzekł z przekąsem i wyrzucił do kosza lupę z rogów barana, syndrom zniewolenia - pomyślał...  Eli, eli, lama sabachtani... Eli, eli sabachtani lama - eli, eli i skończył - nucić...           Pieszcząc rękojeść laski: zbyt spokojnie wyszedł ze służbowego Range Rovera... - Good morning - przywitał gościa nowy lokaj prezydenta na mazurskiej daczy.  - Thank you - sir Edom Wildstorm podał do ucałowania pierścień ozdobiony srebrną ważką.  - With all due respect - rzekł gospodarz i najmocniej prosimy - odejdź z tego świata! - Gambling - you are welcome!           Sir Edom Wildstorm odstawił na grzbiet fortepianu kieliszek z krwistym winem i momentalnie wsłuchał się w echo poloneza, to koniec - szepnął sam do siebie - nic już po nas nie zostanie, może idea, przecież jak mówi pismo - po owocach. Rozmyślania przerwała służąca, wtargnęła nieproszona - rzuciła okiem na zielony stolik i zgarnęła resztki żetonów - elokwentnie wypięła tyłek... Sir Edom Wildstorm zerknął szybko na wyższą półkę i czarnym klawiszem przywołał do porządku agentkę Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego - dokładnie dał do zrozumienia: wskazując - wzrokiem   na okruszki popiołu, zostanie po nas szarobury pył, o la la o lu, będę do końca grał, grał i grał na ramionach żywiołu - będę do końca śnił, śnił i śnił, o la la o lu, będę do końca grał, grał i grał...                      Wiesz? Opowiem ci prawdziwą bajkę o zatoce różowych świń, pamiętaj, śmiech jest zdrowiem i nie miej żadnych złudzeń poza pewną granicą solidarności. Raz na zawsze porzuć marzenia: one są tylko dziekanią w unii giermka, możemy? Nazywam się Alexis Brimeyer, znacie legendę o czarnym szlachcicu? Bardzo dobrze, to ja - należę do Komitetu Trzysta, a ty byłeś tylko szarfą kozła ofiarnego w Izbie Hymnu Jedności i co? To niepotrzebne słowa, zostawię je na pamiątkę, tak po prostu - zwyczajnie. - Regni regino, sapiens nihil invitus facit, sapienti sat...           Pamiętasz? Wybacz, nie było cię na świecie, po prostu: nazywam się Alexis Brimeyer i znacie legendę? Znamy! Jesteście kłamcami - nie znacie! Sir Edom Wildstorm położył różę na grobie białego kruka...           Nie zapaliłem świeczki i system może w każdej godzinie runąć: wypolerowany na błysk - krzemień - pucybut przepowiedni. Nadal płonie kompozycja trójkątnego placu, a po obu stronach - fotel, tak: uwielbiam ten hotel - przynosi zyski i wtedy zapaliłem świeczkę - system przed chwilą upadł. Masz wolną wolę? Naprawdę? Kup sobie spokój za cenę kłamstwa. I błysk! I zysk! I pysk! Sir Edom Wildstorm skończył oglądać pomnik generała Franco, on nie żyje - umarł za wolność. Racja, pomyślał, nie sądźcie - sądzeni będziecie. Wiesz? Nie bądź błaznem! Umyj tablicę! Ładnie!           Jedno z najgorszych błogosławieństw: obdarcie niewiernego z posiwiałej aureoli, osamotniony z garścią ziemi - pielgrzym niebezpiecznej prawdy, iluzjo z podwójną maską - bar, bar i bar - baranku melodramatycznego nieba - zagrajmy w dwie - frazy w jednej - jedynej. Nikt tego nie zrozumie, dokładnie wszystko jest potężnym chaosem i poza powstaniem świata zostanie pot - wór, wór i wór - marny, przepraszam, gardło mnie rozbolało - nic tutaj - tu po nas, słowem: bez bezzz sensss. Sir Edom Wildstorm cierpliwie słuchał... - Dajcie mi willę w stylu kosmopolitycznym, pokaźne konto i limuzynę, a w zamian obdarzę wszystkich prostotą serca i mogiłą słów!            Sir Edom Wildstorm wskazał laską na trzy palce u prawej dłoni: pas a pas - odrzekł z kamienną twarzą.  - W porządku, dołóżcie mu jeszcze na barki krzyż...           Tylko ja, ja i ja - egoista z rodu warana - jesiotr w jeżowym jeziorze nad jesionem - marsz morsa i pana na mars - przekwita poezja polska zamknięta w sejfie - naćpana!           Zanim powrócę z końca czasu przez czerwoną noc - rozdam światło i nie szlochaj. To takie zwykłe szatańskie paragrafy: czujesz na karku zimno? To dobrze, zagrajmy w ruletkę i pociągnij pierwszy za głowę okupanta. Sir Edom Wildstorm złowił szlachetnego dorsza i rzekł do Adama Weishaupta: - Wypierdalaj!            Zanim powrócę przez czerwoną noc - rozdam światło. Ukochana, nie płacz za mną!           Pisz słowo po słowie, inaczej nie zrozumieją i nie pojmą twoich myśli, tłumacz się ciągle z popełnionych grzechów, oni są mądrzejsi od ciebie, zaniżaj własną wartość i niszcz w sobie zmysł krytyczny - oducz się myśleć samodzielnie. Pisz słowo po słowie, inaczej nie zrozumieją i nie pojmą twoich myśli - nie używaj obcych wtrętów, aluzji i tropów, oni są mądrzejsi od ciebie - wykreśl na zawsze ze słownika niedopowiedzenia i miłuj pokój podczas wojny - może zostaniesz wtedy szeregowym poetą. Sir Edom Wildstorm wyjął kalendarzyk indeksowy i zanotował coś ołówkiem: bądź wierny i nieprzekupny, nigdy nie szczekaj, odgryzaj krtań, szczaj na kości rzucone ze stołu i zawsze bądź sobą - wilkiem.   Łukasz Jasiński (Warszawa: 2010 - rok)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...