Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano
Spotkanie z ciszą

Weszłaś we mnie
tak bezboleśnie
zamykając za sobą
słowa jak drzwi

dotykiem rzeźbiąc powietrze
ułożyłaś mnie
z rozsypanych myśli

na głęboką wodę
wzięłaś by utopić strach

Broniłaś gdy demony
złudzeniami szarpały za włosy

Kilka chwili z tobą
i na zawsze zapomniałam
że nie umiem pływać
a wody życia zbyt głębokie


----------------------

Co o tym myślicie?
Może być czy niebardzo?
Może jakies sugestie odnosnie wrsyfikacji i ewentualnych błędów? Bo zawsze mam z tym problemy...
No i jeszcze tytuł, zakladając, żę wiersz się do czegokolwiek ( a najlepiej do czytania:-) nadaje.
Z góry dzięki za wszelką pomoc i komentarze!

Podrawiam
MR
Opublikowano

i już nic tylko cisza- tytuł

Weszłaś we mnie
tak bezboleśnie
zamykając za sobą
słowa jak drzwi

nadałaś kształt
z rozsypanych myśli

na głęboką wodę
wzięłaś by utopić strach

Broniłaś przed
demonami szarpiącymi--------tu nie wiem czy moze zostać czy skrócić, moze ktoś coś...
złudzeniami za włosy

Kilka chwili z tobą
i na zawsze zapomniałam
że nie umiem pływać
a wody życia zbyt głębokie

pozdrawiam ciepło ES

Opublikowano

Ojej, ale odchudzony:-) Nie przepadam za skracaniem, ale wiem, ze czasem trzeba... Więc jeśli w tym przypadku to też konieczne, to bede musiala to zrobić. A na pewno nie ma innego wyjścia?

Wielkie Dzieki i pozdrawiam!
MR

Opublikowano

A tak jak zmieniłam może być? Wiem, ze wiersz mój, ale sama nie daje sobie rady i dlatego proszę o pomoc. Pani Stanisławo, czy może tak być, jak jest teraz? Pzmieniałam troche tez po swojemu no i jest tytuł...
Prosze o opinię! Z góry dziękuję!
Pozdrawiam
MR

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



nie masz:) to jest nie do przełknięcia:)oczywiscie najwazniejsze -ma się Tobie podobac.ale po pierwsze:skoro tu zamiescilas.. i po drugie:a Ty jestes z niego zadowolona?
Stasia idzie w dobrym kierunku,nie boj sie skracac!powodzenia

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      pisze się  zombi - Google.com przepraszam, ale musiałem, ponieważ ząbi kojarzyć się może z zębami ;))) wiersz na plus    pozdr.     **********************************  
    • miasto wypociło strupiałą skórę wciska nam twarze w krwawiący beton. jest dziś jak otwarty brzuch, rozpruty nocą nożem koparki śliskie trzewia kanalizacji parują. zaułek oddycha parą z kanałów, neonami, które szarpią oko padaczka świata, jak nerw, którego nie da się już uspokoić. każdy zaułek jest zgrzytaniem zębów o szkło. w zaułku, gdzie śmietnik cuchnie rzeźnią, a mur pamięta więcej potu niż modlitw. stoimy blisko, za blisko aż coś trzeszczy między nami. brakuje miejsca na oddech. jej płaszcz to skóra, którą zdzieram zębami jak z padliny, pod spodem musi być wyjście albo przepaść. nasze ciała płoną w zaułku jak trupy jakby miasto oblało nas benzyną i rzuciło niedopałek neonu. moje dłonie nie pytają, wchodzą w ciebie jak łom w zardzewiały zamek rozrywamy się na pół. moje ciało w twoim jako jedyny miękki punkt w którym jeszcze nie ma betonu. wiedzą tylko, gdzie boli najbardziej. między nami zwarcie jak kabel bez izolacji, skurcz, który wykręca palce na biodrach. usta nie mówią. usta to rozszarpana rana, zszywana na brudno w bramie, zardzewiałym drutem i jej śliną, bez znieczulenia, na żywca. miasto patrzy na nas jak chirurg bez rękawic ciekawy, czy jeszcze drgniemy. jesteśmy jak dwa szczury w tętniącym kanale, które miasto przeoczyło przy dezynfekcji. oddech wpada w oddech, jakby miasto dławiło się własnym tętnem, próbowało nas wypluć i nie mogło. cegły wrzynają się w łopatki, miasto chce nas żywcem wmurować w siebie. czuję, jak pęka tynk pod twoim ciężarem, ściana nie chce być świadkiem. czas wymiotuje pod ścianą skowyczącym echem wdeptany w asfalt przez tych, co zdążyli nas przeżyć. my jeszcze nie my jeszcze w sobie. to nie jest czułość. to odruch przetrwania. to panika ciała, że za chwilę znów będzie samo, że noc trzyma nas jeszcze tylko dlatego, że miasto nie zdążyło zgasić światła, że świt zabierze wszystko, co teraz drży. dwoje ludzi przestaje się mieścić we własnej skórze w zaułku wielkiego miasta, gdzie miłość nie ma imienia, ma tylko puls temperaturę i ślady, które miasto zliże jak krew, zanim przełkniesz własny strach. ale ciało zapamięta.                  
    • Ma - wiadomo, da i wam.    
    • A kres jaj, serka.    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...