Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Niech się Pani nie boi.........


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Niech się Pani nie boi,
Proszę dać się oswoić.
Proszę pozwolić potrzymać paluszek,
Okazać czułości okruszek.
Niech się Pani nie boi,
Proszę dać się oswoić.
Proszę pozwolić potrzymać dłoń,
I czułość rośnie doń.
Niech się Pani nie boi,
Proszę dać się oswoić.
Proszę pozwolić potrzymać rękę,
Uczucie rodzi się piękne.
Niech się Pani nie boi,
Proszę dać się oswoić.
Proszę pozwolić potrzymać ramiona,
Namiętność wzrasta płonna.
Niech się Pani nie boi,
Proszę dać się oswoić.
Proszę pozwolić potrzymać pysia,
Słodkie – całować już od dzisiaj.
Niech się Pani nie boi,
Proszę dać się oswoić.
Proszę pozwolić potrzymać piersi,
Tak mógłbym tylko je pieścić i pieścić…..
Niech się Pani nie boi,
Proszę dać się oswoić.
Proszę pozwolić potrzymać swe ciało.
- kochania było by mało i mało……
Niech się Pani nie boi
Proszę dać się oswoić……..

Opublikowano

niech się Pan nie boi
tu są sami swoi
dawno oswojeni
w bojach zaprawieni
już od czasów Troi

A pani nawet gdy chciała
nas się bać nie musiała
my od dawna prawdę znamy
po co wiadome części ciała mamy
i pytać się Pani nie musiała...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



jak zwykle -prowokacja
bo jak toczy się akcja
to:
"do czego doprowadziłeś.......
dotknij jak mi serce bije....
ja już mam dość....
ta twarda kość...
...............
i co killka dni w słuchawce głosik dźwięczy:
ja mam ochotę ....
wpadnij na trochę...
ja w to nie wchodzę - potem to męczy.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • "WYŻEŃCA" (Frag. szers. utw.)

       

      (...)

       

      Choć sztorc ścierał na osełce z najlepszego piaskowca,
      I na omłocie starannie utwardzał u klepadła,
      To nie wieścił mu ni zwiastun jeden tak rychłego końca,
      Jak głownia jego wraz z kosiskiem na kamieniu się rozpadła.

      Machajką swą miłą uciesznie rwał do potańca,
      A ześcibolił żniwnie w pojedynkę pewno i spichrz cały,
      Śmiał się "haha" gdy klinga ucinała młodziane pędy,
      I w lekceważeniu oczy jego na swe uczyny nawet nie ukradkowały.

      A kępy siłą stały sztywnie jak pasły zwierzyniec,
      Na ustroniach zagród, i tam gdzie polany,
      I w gwarnicach motłochu jak na ofiarnych stołach,
      Aż po kąt zapuszczony, przez bok dzidą omijany.

      Raz wyciął jak drwalik sosen na podściółce lasu,
      Raz ścinał po sztuce, nim salwą ruszyli z kopyta w popłochu,,
      Wszystko na powagę postronników, by go wyceniali w krocie,
      I zmykali gdy drzewcem wywija jak skrą przy czarnym prochu.

      Sztrych jego zakrzywni wychwasty niżał w obręb ziemi,
      A chwalbował siłą, bo grzebietem taszczył wór puściutki,
      Gdzie ni na wycen cienia choćby tyciej drogoceny,
      Zagodnej czci z poszanowaniem w otoczeniu ludzkim.

      I naliczał, mnożył, odpadał szkodnik za szkodnikiem,
      Dłoń jego karciła karki i przednie fasady, 
      Miast ściskać bratnie łapsko w powitalnym dygu,
      Odganiał paździerz, tak wolał, i był im w się we ślady.

      A jak mówili, że gburny, grubiański, i do skoku wyrywny,
      Bo rzuca się w kije do bicia i zdziczale ryczy, ,
      Rozminęli się z istnym, choć mogła ich brać zaślepota,
      Że choć w hurm ścina kukiełki, to wyłącznie spośród dziczy.

      A dzicz płochliwa, nie wali na znak, na alarm nie bije,
      Bo bezbronna waruje, i ni w grupie to postrachaja,
      A on pożywką rozochocony, że załzawiona stoi,
      I fajura kruszna z niej, a nie obłożny, rychło odzewny rębajło.

      Raz napotkał na swej ścieżce, a ta wiła parkiem,
      Człowiekę niepostawną przez zaczynek znany,
      Co nałkana się przyznała, że w psie ryło dała,
      I tak bracina jej oddany został pochwytany.

      A że nóż bocianisty posiadał nasz pan -
      Ale broń Boże nie do tępicielstwa, bożto jeno tarcza -
      To raz jeden tegoż dnia dobył ostrza za rękojeść,
      Wcześniej zebrał śluzne z szyi, podchodził i harczał.

      Wpierw plwoty wymierzył i rozpylił jej ryju -
      "Kurwina!" - głośnie odmówił człowieczyńce
      Człowieczeństwa, i naharał pod lewne oczęto zylą,
      Upust dał ślince, ponoć widziano też sińce.

      Takie bujały na wietrze czekając swego żeńca
      Jak popy makowe górskiego rolnika,
      Zawsze wyłon ktoś zza winkla na pełnej niedrgnięty
      I nie szczudłał nachodu, bez gry polnego konika.

      Ni najmniejszej chwaścicy nie oszczędził w pojebie,
      Szramił szewro na odroślach i rozcinał, co wyrosłe z rówieśnych
      Nasion, i rzędem, po jednym padali oniemiali
      I nasiąkiem gnili w otchłannej wilgoci ściół podleśnych.

       

      (...)


       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...