Ponieważ mój urlop szybko się nie skończy - to trochę poanalizuję Twój tekst.
Gdy para idzie w gwizdek, zostaje tylko świdrujący dźwięk rozczarowania.
I jest to moment, w którym absurd wysiłku spotyka się z bezsilnością.
No i jest tu znakomita ewolucja znanego frazeologizmu - gwizdek – zagwizdał – przegwizdane - tworzy świetną klamrę. Minimalizm z maksymalnym ładunkiem znaczeniowym. Super!