Ulubiłam sobie ciebie niechcący
jak się zdarza ulubić jedzonko,
i choć wczoraj byłeś czarny duch nocny
dziś jaśniejesz od rana jak słonko.
Ulubiłam sobie ciebie przypadkiem
wpadłeś w ręce jak mały kwiatuszek,
choć go miałam nadepnąć i odejść
to od dzisiaj podlewać go muszę.
Ulubiłam sobie ciebie-wariactwo
do lubienia to skora nie bywam,
ale widać ktoś cię uszył na miarę
no więc lubię i się czuję szczęśliwa.
Ulubiłam sobie ciebie na jutro
na pojutrze i na świata końcówkę,
jeszcze nie wiesz, że gdy znikasz na krótko
to fundujesz mi ducha głodówkę.
Ulubilam sobie ciebie, cóż pocznę
wpływu na to nijakiego już nie mam,
niech no będzie tylko wreszcie owocnie
ulubienie nie mija - tak mniemam.
Czy ulubisz mnie trochę na chwilę ?
Na dzień cały, na miesiąc, na wiecznosć?
I zostawisz czas przeszły juz w tyle
taką czuję zachłanną konieczność.
* z cyklu "Pisanie na kolanie".