Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Migrena

Migrena

 

 

 


od wewnątrz

 

 

 




krzesło stało tam gdzie zawsze
a jednak każdego ranka
trzymało w sobie odciśnięty kształt kogoś
kto nigdy na nim nie usiadł

drzwi otwierały się normalnie
tylko za każdym razem
po drugiej stronie
ktoś właśnie zdążył odejść
o pół kroku
zostawiając zapach snu
który zapomniał swojego
człowieka

za późno żeby go zobaczyć
za wcześnie żeby uwierzyć

najdłużej trwa właśnie
to pół kroku

lustro nie pokazywało obcej twarzy
i właśnie dlatego
było najokrutniejsze

znałem każdy szczegół
każdego ranka
widziałem siebie
jak spóźniony refleks
zastanawiając się
czyje rysy
właśnie imituję

moje życie leżało na mnie fałdami
za duże
jakby pamiętało inne ciało

wtedy próbowałem przełknąć własny strach
jak coś, co ma kształt i krawędzie
szukałem pod językiem dawnego tętna
zanim powietrze we mnie
ostatecznie zastygnie w szkło

i światło miało krawędź szkła
którym ktoś powoli odcinał mnie
od mojego cienia

przestałem dzwonić
głosy z tamtej strony miały zawsze
niewłaściwą temperaturę
jakby zanim dotarły do mojego ucha
musiały przejść przez śmierć

wiedziałem już
że nie znika się nagle
że na końcu zostaje ktoś
kto reaguje kiedy go wołają

ale nie wie
kogo

pewnej nocy obudził mnie oddech na karku
powietrze miało kształt ust
ten dotyk parzył

ciało szukało w pościeli ciężaru
który mógłby mnie zatrzymać
przybić z powrotem do świata

bałem się odwrócić
pustka pamiętała kształt człowieka
dokładniej niż ja


leżała obok
zostawiając wgłębienie
tam gdzie nikogo nie było

od tamtej chwili zasypiałem ostrożnie
żeby nie spłoszyć tego
co oddychało we mnie
zanim pojawiłem się ja

teraz czasem budzę się
i przez krótką chwilę
nie pamiętam jeszcze że coś jest nie tak
najpierw wracają objawy
dopiero później ja
wszystko jest dokładnie na swoim miejscu
ściana
okno
stół
moje ręce

dopiero wtedy przypominam sobie
że wnętrze zdążyło
zamienić się miejscami z zewnątrz

dotykam ich

od wewnątrz

 

 



 

Migrena

Migrena

 

 

 

 

nienasycenie Bogiem




szukam Cię

moja dusza to piach
który uczy się Twojej rzeźby

a Twoje imię kroplą wody
spadającą z wysokości światła

piję ją
a pragnienie wybucha nowym głodem

Twoja obecność
jest jak cisza świtu

kiedy świat jeszcze nie mówi

a wszystko już oddycha Tobą

dotykasz mnie nie ręką
lecz spokojem który nagle
rozjaśnia krew

dajesz mi łaskę jak chleb
łamaną w milczeniu

a ja wracam po nią
wciąż
i wciąż

bo jedna kromka nie wystarcza sercu

Twoja miłość
jest jak oddech matki nad kołyską

dziecko
jeszcze nie zna Twojego imienia
a już żyje Twoim ciepłem

Twoje przebaczenie jest rzeką

płynę w niej i czuję
jak spadają ze mnie kamienie dni

a jednak
gdy wychodzę na brzeg
znowu jestem spragniony

Twoje światło jest ogromne
jak niebo które nie zna ścian

a jednak
dusza chce jeszcze

więcej
Twojej cierpliwości

więcej
Twojej łagodności

więcej
Twojego milczenia
które rozumie wszystko

bo człowiek jest studnią
bez dna
i to jest ten ból słodki
jak plaster złotego miodu
gdy Twoja nieskończoność rozpycha ciasne brzegi
i pękają szwy mojej śmiertelności

wtedy wlewasz we mnie ocean

i choć woda rośnie
po same brzegi serca
głębia wciąż pozostaje
otwarta

gdybym był syty
oznaczałoby to
że jesteś mniejszy
od mojego serca

ale mój głód
jest jedyną miarą
Twego nieskończenia

kocham Cię

jak dziecko kocha światło
którego nie potrafi objąć

i wiem
że będę pił Twoją obecność
przez całe życie

a i tak
odejdę z ziemi spragniony
Twojej miłości

bo dusza nie szuka Boga
żeby przestać pragnąć

dusza szuka Boga
żeby pragnienie stało się wieczne

 

 

 

 

 



 

Migrena

Migrena

 

 

 

 

nienasycenie Bogiem




szukam Cię

moja dusza to piach
który uczy się Twojej rzeźby

a Twoje imię kroplą wody
spadającą z wysokości światła

piję ją
a pragnienie wybucha nowym głodem

Twoja obecność
jest jak cisza świtu

kiedy świat jeszcze nie mówi

a wszystko już oddycha Tobą

dotykasz mnie nie ręką
lecz spokojem który nagle
rozjaśnia krew

dajesz mi łaskę jak chleb
łamaną w milczeniu

a ja wracam po nią
wciąż
i wciąż

bo jedna kromka nie wystarcza sercu

Twoja miłość
jest jak oddech matki nad kołyską

dziecko
jeszcze nie zna Twojego imienia
a już żyje Twoim ciepłem

Twoje przebaczenie jest rzeką

płynę w niej i czuję
jak spadają ze mnie kamienie dni

a jednak
gdy wychodzę na brzeg
znowu jestem spragniony

Twoje światło jest ogromne
jak niebo które nie zna ścian

a jednak
dusza chce jeszcze

więcej
Twojej cierpliwości

więcej
Twojej łagodności

więcej
Twojego milczenia
które rozumie wszystko

bo człowiek jest studnią
bez dna
i to jest ten ból słodki
jak plaster złotego miodu
gdy Twoja nieskończoność rozpycha ciasne brzegi
i pękają szwy mojej śmiertelności

wtedy wlewasz we mnie ocean

i choć woda rośnie
po same brzegi serca
głębia wciąż pozostaje
otwarta

gdybym był syty
oznaczałoby to
że jesteś mniejszy
od mojego serca

ale mój głód
jest jedyną miarą
Twego nieskończenia

kocham Cię

jak dziecko kocha światło
którego nie potrafi objąć

i wiem
że będę pił Twoją obecność
przez całe życie

a i tak
odejdę z ziemi spragniony
Twojej miłości

bo dusza nie szuka Boga
żeby przestać pragnąć

dusza szuka boga
żeby pragnienie stało się wieczne

 

 

 

 

 



 

×
×
  • Dodaj nową pozycję...