od wewnątrz
krzesło stało tam gdzie zawsze
a jednak każdego ranka
trzymało w sobie odciśnięty kształt kogoś
kto nigdy na nim nie usiadł
drzwi otwierały się normalnie
tylko za każdym razem
po drugiej stronie
ktoś właśnie zdążył odejść
o pół kroku
zostawiając zapach snu
który zapomniał swojego
człowieka
za późno żeby go zobaczyć
za wcześnie żeby uwierzyć
najdłużej trwa właśnie
to pół kroku
lustro nie pokazywało obcej twarzy
i właśnie dlatego
było najokrutniejsze
znałem każdy szczegół
każdego ranka
widziałem siebie
jak spóźniony refleks
zastanawiając się
czyje rysy
właśnie imituję
moje życie leżało na mnie fałdami
za duże
jakby pamiętało inne ciało
wtedy próbowałem przełknąć własny strach
jak coś, co ma kształt i krawędzie
szukałem pod językiem dawnego tętna
zanim powietrze we mnie
ostatecznie zastygnie w szkło
i światło miało krawędź szkła
którym ktoś powoli odcinał mnie
od mojego cienia
przestałem dzwonić
głosy z tamtej strony miały zawsze
niewłaściwą temperaturę
jakby zanim dotarły do mojego ucha
musiały przejść przez śmierć
wiedziałem już
że nie znika się nagle
że na końcu zostaje ktoś
kto reaguje kiedy go wołają
ale nie wie
kogo
pewnej nocy obudził mnie oddech na karku
powietrze miało kształt ust
ten dotyk parzył
ciało szukało w pościeli ciężaru
który mógłby mnie zatrzymać
przybić z powrotem do świata
bałem się odwrócić
pustka pamiętała kształt człowieka
dokładniej niż ja
leżała obok
zostawiając wgłębienie
tam gdzie nikogo nie było
od tamtej chwili zasypiałem ostrożnie
żeby nie spłoszyć tego
co oddychało we mnie
zanim pojawiłem się ja
teraz czasem budzę się
i przez krótką chwilę
nie pamiętam jeszcze że coś jest nie tak
najpierw wracają objawy
dopiero później ja
wszystko jest dokładnie na swoim miejscu
ściana
okno
stół
moje ręce
dopiero wtedy przypominam sobie
że wnętrze zdążyło
zamienić się miejscami z zewnątrz
dotykam ich
od wewnątrz