był taki czas w którym gubiłam czereśniowe kolczyki
poniewierając pestki koniuszkiem języka
by po chwili z impetem wypluć najdalej ślinę
nie raz zdzierałam kolana i łokcie
do krwi
po pierwszą boleść
chodź
powiedział ten którego głos przewodzi ciepło
gwar miasta
rozbłyski iluminacji i konfetti
smutny krajobraz spaczonych ideałów
ładnie mi w czerwonym